„Ja jestem zadowolona ze swojego życia. Nie chciałabym niczego zmieniać i niczego zaczynać od nowa” – wywiad z Iloną Felicjańską

3 lata temu przyznała się do choroby alkoholowej. Od tego czasu media nieustannie czekają na jej potknięcie, przedstawiają ją w najgorszym świetle, budują sensację na kłamstwach i plotkach. Ona w tym czasie napisała książkę, realizuje się jako modelka i ciągle dostaje propozycje zawodowe i z uśmiechem na twarzy mówi, że nigdy nie zamierza się poddać. Co sprawiło, że dzisiaj jest tak silną kobietą?
Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Iloną Felicjańską!

K&P: Ostatnio pokazała się Pani światu jako pisarka. Napisała Pani książkę „Wszystkie odcienie czerni”. Dlaczego zdecydowała się pani na erotyk? Najpierw powstał pomysł napisania książki, czy może napisania thrillera erotycznego?
Ilona Felicjańska: Początkowo w książce wątek erotyczny był zdecydowanie mniej podkreślony. Wraz z wydawnictwem zdecydowałam się rozbudować te wątki pod wpływem popularności takiej literatury na rynku. To było działanie czysto merkantylne i przyniosło pożądane efekty.

K&P: Czy od premiery książki Pani życie się zmieniło? Może więcej propozycji zawodowych?
Ilona Felicjańska: Wydanie debiutanckiej książki jest dużym wydarzeniem. I rzeczywiście wywołało zmiany. Prowadzę dość dużo rozmów z poważnymi ludźmi. Ale jestem w takim miejscu życia, gdzie pośpiech nie jest wskazany. Staram się studzić zapał moich rozmówców i pokazywać im „ciemne strony”. Każdą propozycję rozważam teraz dużo dokładniej pod kontem tego czego chcę i dokąd zmierzam. Przez dużą część życia kierowałam się zasadą że rozmawiać trzeba z każdym. Teraz już tak nie robię, rozmawiam tylko z tymi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. To sprawia że dużo efektywniej wykorzystuje czas i siły.

K&P: Czy myśli Pani o napisaniu kolejnej książki?
Ilona Felicjańska: Myślę o tym. Ale mam też dużo wątpliwości. To wcale nie jest łatwa praca. Obiecałam że napiszę kolejną książkę jeśli „Wszystkie odcienie czerni” sprzedadzą się w nakładzie 300 tysięcy egzemplarzy. Patrząc na to co dzieje się ze sprzedażą mam jeszcze kilak miesięcy zanim będę musiała zabrać się do pisania kolejnej książki.

K&P: Publicznie przyznała się Pani do alkoholizmu – to postawa godna podziwu, jednak do dnia dzisiejszego media Panią krytykują, przedstawiają światu publicznemu w „jednym kolorze”. Czy nie myślała Pani o tym, aby schować się w cień? Aby zakończyć tą „walkę” i mieć „święty spokój” ?
Ilona Felicjańska: Nie, nie myślałam o tym. Jestem tym kim jestem. Moje życie i moje plany są związane z działalnością publiczną i tego nie zmienię. Wiem jak duże znaczenie ma dla wielu osób borykających się z podobnymi problemami moja obecność w przestrzeni publicznej i to także sprawia że nie zamierzam „znikać”, niezależnie od tego co o tym mówią inni.

K&P: Ma Pani problem z alkoholem, świat medialny Pani nie pomaga – to musi być dla Pani niezwykle trudna sytuacja. Jak Pani sobie z tym radzi? Czy ma Pani jakąś rzecz/czynność/ostoję, do której zwraca się Pani w chwilach kryzysu? Co Pani pomaga?
Ilona Felicjańska: Uzależnienie od alkoholu jest chorobą, którą się leczy. Należy przestrzegać kilku ważnych zasad i ja przestrzegam ich bardzo skrupulatnie. Mitingi AA i kontakt z psychologiem to podstawowe narzędzia, które pozwalają zachować trzeźwość. Ale każdego dnia w każdej godzinie trzeba pamiętać że jest się chorym i że ta choroba jest podstępna i potężna. Na szczęście jest coś co pozwala zmierzyć się z nią i wyjść z tego starcia zwycięsko.

K&P: W 1993 roku otrzymała Pani tytuł II Miss Polonia. Jak Pani wspomina siebie z tamtych lat? Chciałaby Pani wrócić do tego okresu i zacząć wszystko od nowa ?
Ilona Felicjańska: Każdy moment w życiu ma swoje ciemne i jasne strony. Ja jestem zadowolona ze swojego życia. Nie chciałabym niczego zmieniać i niczego zaczynać od nowa. To wynika z tego że dzisiaj jestem osobą szczęśliwą i spełnioną. Nie byłabym tu gdzie jestem, gdyby moje życie nie potoczyło się tak jak się potoczyło. Widać musiałam przejść przez to wszystko żeby znaleźć spokój i spełnienie.

K&P: Jakimi zasadami kieruje się Pani w życiu?
Ilona Felicjańska: Przede wszystkim uczciwość. Wobec samej siebie i wobec innych. Nie udawanie że coś jest OK, jeśli nie jest. To dla mnie teraz najważniejsze, także ze względu na chorobę alkoholową. Bardzo ważna jest też dla mnie lojalność i to żeby być odpowiedzialnym za siebie. Nie zamierzam brać na siebie odpowiedzialności za czyjeś nastroje i humory i nie chcę żeby ktoś brał na siebie odpowiedzialność za moje stany emocjonalne. Każdy powinien pilnować swojego ogródka i walczyć o swoje szczęście – to najlepsze co można zrobić dla innych.

K&P: Czego w życiu najbardziej się Pani boi?
Ilona Felicjańska: Niestety nie ma takich rzeczy. Wiecie, jeśli człowiek przejdzie pewną drogę to przestaje patrzeć na świat w kategoriach strachu a zaczyna patrzeć w kategoriach szacunku. Ja nie boję się śmierci, ale szanuję życie. Wiem że nie ma takiej rzeczy, której człowiek nie udźwignie, nawet jeśli czasem wydaje się nam że już nie damy rady. Nauczyłam się nie patrzeć za daleko w przyszłość. Więc jeśli widzę przed sobą przeszkodę, która wydaje się być nie do pokonania to mówię sobie że dzisiaj zrobię jeden krok i zobaczymy co stanie się jutro. I jutro zazwyczaj przynosi odpowiedź. To oczywiście przenośnia i czasem zabiera to więcej czasu, ale trzeba po prostu żyć i robić swoje. Robić to co zrobić możemy i czekać na okazję żeby zrobić coś więcej.

K&P: Jakie ma Pani plany zawodowe?
Ilona Felicjańska: Prowadzę teraz dużo ciekawych rozmów. Ale nie spieszę się z podejmowaniem decyzji. Kolejne sesje fotograficzne z wyjątkowymi ludźmi. No i pracuję nad tym żeby spełnić swoje marzenie o graniu w filmach. Także pracy jest bardzo dużo, co mnie niezmiernie cieszy bo nie cierpię nudy.

K&P: Dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów!


F
ot: Arcadius Mauritz`s Crooked World


F
ot: Małgorzata Bajur

„Wszystko podporządkowuję swojej rodzinie i Chemii” – wywiad z Łukaszem Drapałą

Wokalista zespołu Drapieżcy i Chemia, do którego dołączył w 2011 roku. To właśnie Chemia jak sam mówi jest jego największym priorytetem. Nic w tym dziwnego, bo to właśnie z tą grupą wystąpił na jednej scenie z Guns N’ Roses czy też Red Hot Chili Peppers i to właśnie z nimi gra masę koncertów i nagrywa płytę w The Warehouse Studio w Vancouver , którego właścicielem jest Bryan Adams. Jak znajduje na to wszystko czas? Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Łukaszem Drapałą. 

 

K&P: Jesteś wokalistą w dwóch zespołach – Chemia i Drapieżcy. Jak udaje Ci się to pogodzić ?
Łukasz Drapała:  Udzielam się jeszcze w kilku innych projektach, ale priorytetem jest Chemia. Chemia zajmuje mi najwięcej czasu i tu poświęcam najwięcej swojej energii. Właściwie wszystko podporządkowuje swojej rodzinie i Chemii, a gdy zostaje trochę czasu, staram się zagłębić jeszcze bardziej w muzykę. Drapieżcy to zespół z Poznania. Tam realizuję swoje pomysły na piosenki i tam gram również na gitarze – bo lubię. To grupa kumpli, która spotyka się raz na jakiś czas, opracowuje numer, potem nagrywa i zamieszcza za darmo w sieci. Nagrywamy osobno, w domach, albo w zaprzyjaźnionych studiach – a ja mam takie 100 metrów od domu. Żeby było zabawniej – w tym studio (N – Studio) gra kolejny zespół, w którym komponuję melodie, pomagam w kompozycjach, tekstach. Poza tym, przez ostatnie miesiące można było mnie spotkać w Proximie na Stage Fever – imprezie organizowaną przez Adama Krama, bębniarza Chemii. Robiliśmy tam raz na kilka tygodni balangę taneczną z muzyką na żywo. Oczywiście kilka hiciorów wyłem i ja. Myślę, że to wszystko mnie rozwija. Zawsze miałem tendencję do zawalania siebie „robotą”. Taka natura – im więcej do zrobienia, tym lepiej.

K&P: Czy członkowie tych zespołów nie mają nic przeciwko temu, że jesteś  tu i tam ?
Łukasz Drapała: Myślę, że dopóki nie ma w tym działalności wyraźnie „konkurencyjnej”, to nie ma problemu. Myślę też, że takiego problemu nie będzie. Obecnie Drapieżcy to muzyczny projekt ‚online’, który nie gra koncertów. Chemia natomiast, to dynamicznie rozwijający się projekt medialnie, koncertowo, z poważnymi planami wydawniczymi. W pozostałych projektach występuję jako „Łukasz Drapała z Chemii”, bo kładę nacisk na promocję właśnie tego zespołu.

K&P: Jak to się stało ,że zastąpiłeś wokalistę w zespole Chemia ? Znałeś wcześniej członków tego zespołu?
Łukasz Drapała:  Nie znałem nikogo. Trafiłem do Chemii dzięki Kasi Wilk, która poleciła mnie jako wokalistę. Usłyszała mnie na jednym z festiwali rockowych, gdzie grałem z Drapieżcami. Po jakimś czasie zostałem zaproszony na casting, no i się udało. Chciałem tego spróbować. Od pierwszego spotkania w zespole Chemia, czułem olbrzymi potencjał i możliwości. Wszystkie wydarzenia po dziś, pokazują mi że się nie pomyliłem.

K&P: Dostaliście z zespołem Chemia zaproszenie do The Warehouse Studio w Vancouver , którego właścicielem jest Bryan Adams. Tam właśnie powstaje Wasz najnowszy album przy pomocy najlepszych na świecie fachowców odpowiedzialnych za powstanie utworów dla Metallici, Evanescence, Nickelback… Jak Wam się udało rozpocząć współpracę z tak wielkimi osobami ?
Łukasz Drapała: To był przypadek. Wojtek Balczun (założyciel Chemii), był w interesach w USA. Tam poznał pewnego biznesmena, który pasjonuje się muzyką. Ten z kolei przedstawił Wojtka Marc’owi La France – promotorowi muzycznemu, perkusiście i świetnemu wokaliście. Wojtek puścił w samochodzie kilka piosenek Chemii i tak to się zaczęło. Za chwilę pojawiła się oferta nagrań w Vancouver, przygotowaliśmy kilka nowych kawałków i pojechaliśmy nagrać EP „In the Eye”. Wkrótce okazało się, że to nie koniec.

K&P: Jak wspominasz Waszą współpracę ?
Łukasz Drapała: To było wspaniałe. Ci ludzie to tytani pracy. Wiedzą co robić i jak to zrobić, ale absolutnie nie wchodzą na podwórko artysty. To była dla mnie nowość. Pewnie to kwestia mentalności. Oni zdają sobie sprawę ze swoich specjalizacji, natomiast nad Wisłą, co drugi egzemplarz to Leonardo da Vinci. Tu wszyscy na wszystkim się znają lepiej i wszystko wiedzą lepiej. Tam wiedzą czego chcą i rozwijają się w obranym kierunku. Przez kilka dni w kwietniu 2012 udało nam się nagrać kilka utworów, miksami zajął się Randy Staub (EP „In the Eye” dostępne w sieci). Myśleliśmy, że to jednorazowa przygoda. Okazało się jednak, że to co zrobiliśmy spodobało się na tyle, że postanowiono zaprosić nas na nagranie płyty długogrającej. To była wspaniała wiadomość. W listopadzie zrealizowaliśmy pełny krążek, właśnie niedawno słyszałem gotowy materiał. W przypadku płyty miksy powierzyliśmy Eric’owi Mosher’owi, który realizował nagrania. Plany były inne, ale Eric zrobił na nas tak duże wrażenie i tak wczuł się w materiał, że momentalnie stał się członkiem bandy. Nie było innego wyjścia. A wiecie, że Eric nagrywał kiedyś Justina Bibera?

K&P: Nie miałyśmy o tym pojęcia! Wracając do rozmowy…Skoro nad Waszym albumem czuwają takie osoby, to musicie mieć na prawdę świetny materiał. Chcecie także robić karierę na zachodzie?
Łukasz Drapała:  
Czy jest świetny – to już każdy sam sobie oceni. Mi się podoba. Pamiętajmy, że sama obecność niezłych muzyków, czy „takich osób” nie czyni z muzyki nic wielkiego. To wzajemne oddziaływanie, sposób współpracy, nazwijmy to – chemia:) wpływa na efekt. Cała drużyna musi iść i chcieć iść w tym samym kierunku. Cała sztuka w tym, aby zachować swoją indywidualność w tym całym bigosie. Prowadzimy rozmowy w sprawie naszej „kariery” na zachodzie, owszem :) Nie jesteśmy pierwsi i ostatni, którzy próbują, ale dlaczego mamy nie próbować? Póki co, kanadyjskie koncerty robią pozytywne wrażenie na tamtejszej publiczności, więc czekamy na rozwój wydarzeń.

K&P: Mieliście przyjemność poznać Bryana Adamsa ?
Łukasz Drapała: Nie spotkaliśmy się, bo był w trasie. Napisał do nas maila z pozdrowieniami, w trakcie naszych nagrań. Jeżeli ta współpraca będzie trwać, na pewno zdążymy się spotkać i omówić przyszłe losy ludzkości.

K&P: Jaki będzie Wasz nowy album? Czego fani mogą się po nim spodziewać ?
Łukasz Drapała: Co ważne – to kompletnie coś innego, niż płyta O2, (która de facto była gotowa, gdy przyłączyłem się do zespołu). Tym razem mogłem ją współtworzyć z chłopakami. Zająłem się głównie kwestią melodii i tekstów, wszystko do riffów Wojtka, jeden numer do pomysłu Jawora. Nad aranżacją i układem siedzieliśmy wszyscy razem – to ważne, bo wcześniej bywało trochę inaczej. Teraz jesteśmy zespołem. Zgraliśmy się i wypiliśmy razem dostatecznie dużo herbaty, aby rozkosznie się uwielbiać i nienawidzić. Płyta jest ostrzejsza, bogata aranżacyjnie, z jednej strony spójna charakterem, ale zróżnicowana nastrojem, emocjami. Tam jest dużo z całej rodziny rocka – hard rock, grunge, trochę blues’a, szczypta metalu. Wszystko w dobrych groovach, fajnie buja. Będzie na niej jedna niespodzianka, jako bonus – coś zaskakującego. Jestem bardzo zadowolony z wyników, zwłaszcza, że przez anginę miałem tylko dwa dni na nagranie wokali. Chórki wyśpiewał Marc La France. Wcześniej robił to dla Bon Joviego, czy Cher, także jest czadowo.

K&P: Kiedy możemy oczekiwać jego premiery w Polsce ?
Łukasz Drapała: Myślę, że jesienią. Mam nadzieję, że wcześniej uda się wydać singiel. Wszystko będzie zależeć od tego, czy zdecydujemy się wydać ją tradycyjnie sami, czy może z innym wydawcą. Prowadzimy kilka rozmów w Kanadzie, USA i Niemczech, wszystko będzie zależało od warunków. Na to trzeba uważać. Płyta zostanie wydana w języku angielskim, ale jest kilka polskich odpowiedników, które wykonujemy na koncertach. Muszę jednak przyznać, że czasy się zmieniają i polska publiczność przestaje mieć za złe angielszczyznę na scenie. Widać, że się uczą

K&P: W czerwcu wystąpicie na festiwalu Lemon w Łowiczu. Zagracie na jednej scenie ze słynnym metalowym zespołem P.O.D ! Jakie są Twoje emocje z tym związane ? Organizatorzy tego festiwalu ściągnęli tego roku zespoły światowego formatu!
Łukasz Drapała: Nie posiadam związku emocjonalnego z P.O.D., nigdy nie byłem wielkim fanem tej formacji, choć muza mi się podoba. Możliwość zagrania przed nimi na festiwalu, to wielkie wyróżnienie – ale tu wielkie dzięki dla organizatorów, bo to ich zasługa.  Wcześniej graliśmy przed Billy Talent, Guns’n'Roses, czy Red Hot Chili Peppers. Nie często dochodzi do spotkań zakulisowych, a to uważałbym za najbardziej cenne. Na szczęście Flea z RHCP okazał się wyjątkiem. Zaskoczył mnie, przez co po dziś jest mi głupio. Strasznie lubię sposób grania i brzmienie tego gościa, jestem jego fanem. Stoję sobie na tyłach sceny, a on nagle zatrzymuje się obok! Nauczony tym, że zagraniczne gwiazdy zazwyczaj są piekielnie zajęte i nie chcąc mu przeszkadzać, zapytałem go, czy możemy pstryknąć sobie zdjęcie na pamiątkę. I tu Flea mnie rozwalił. Odpowiedział – „Ok, spoko. Albo wiesz co? Nie, nie róbmy sobie zdjęcia. Może lepiej pogadajmy o czymś, poznajmy się, skoro już mamy na to okazję”. No i pogadaliśmy o Rosji, koncercie w Moskwie i trochę o Polsce. Równy gość.

K&P: Dziękujemy za rozmowę i życzymy kolejnych sukcesów!

Fanów zespołu Chemia i nie tylko zapraszamy do polubienia ich strony na facebooku ;)
 http://www.facebook.com/chemiasound?fref=ts

 

„The best bands we have toured with are Linkin Park, 30 Seconds To Mars, and The Used” – interview with Bobby Alt – frontman of Street Drum Corps

In Poland they gained in popularity thanks to the group ’30 Seconds To Mars’ fans, who they created a project called „The Thing” in 2011 with. The project was based on beating time of the song  „Knock Me Out”, using drumsticks. They are famous for creating music by using extraordinary instruments, such as aluminium or buckets. Definitely it’s one of the most interesting bands, that advanced music career overseas. You will find out more about Street Drum Corps and their talented frontman Bobby Alt, reading our interview with him. Enjoy!

 

K&P: You have already performed with the bands such as MCR, 30 Seconds To Mars, Linkin Park… Have you become friends after all or your relations could be regarded as purely professional?
Bobby Alt: All of the bands you have mentioned are our dear friends. Of course sometimes a stronger friendship is built on and off tours between the different band members.

K&P: How did you come up with the idea to perform together? Did the aforementioned artists usually propose to perform together, or was it rather you who came up with the proposal?
Bobby Alt: Every tour we have done has come about in different ways. If there is an artist we want to tour with, we will go after that tour hard! If a band wants us to tour with them…we see if it makes sense, and can work financially for SDC. Some groups like 30STM, Linkin Park, and The Used have wanted us to perform during their sets so we join them and add drums and production to their show!

K&P: Your music is created by very untypical ‘instruments’ such as kitchenware, aluminium, barrels or buckets… Where does such an unusual inspiration come from?
Bobby Alt: SDC is on a constant journey to find new and unusual instruments to perform on, adding these instruments change our sound and productions to keep it fresh!

K&P: How does the process of looking for the new ‘instruments’ look like?
Bobby Alt: We search high and low, dumpster dive, look through old car part boneyards, amusement park boneyards, and construction sites. Sometimes fans, family, and friends also donate unique items. In the studio now we are using electronic equipment, as well as found instruments, and traditional drum sets.

K&P: You are a drummer, a vocalist, a producer and a songwriter. You are very talented! Which of the aforementioned professions suit you the most? If you had to choose only one profession, which one would it be?
Bobby Alt: All of these different parts make up who i am as a growing musician. I see myself as a multi talented musician. Learning new instruments helps me to better my technique with the instruments I already play. One thing inspires the next. Drumming has been in my blood the longest so i would go with Drummer if i had to pick one!

K&P: You’ve already recorded 4 albums and without any doubt, it is a lot. The last one came out last year. Do you have any plans in respect of a European tour that would promote the album? Is there any chance that you could perform in Poland? There is a lot of Polish fans who are really looking forward to that.
Bobby Alt: Poland is on the top of our list of places to play. Touring takes great preparation. We hope to visit all of the many countries we have already toured and the new countries we have not had the chance to visit yet. We LOVE to tour!

K&P: In 2011, you did a project ‘The Thing’, in which, with the drumsticks, you played the rhythm of the drums to Knock me Out? Even Polish fans took part in the project. Where did the idea for the project come from?
Bobby Alt: „The Thing” was a very cool project we did with a few countries. I first noticed this when Polish 30 Seconds To Mars fans, and Echelon, did a project for Shannon Leto’s Birthday. I thought it was a great idea, and found out later that SDC had inspired that project to begin with. So we did one! What fun! The video is up on Youtube.

K&P: Are you going to do something similar ever again? Maybe you could do a project, in which, you could co-operate with the drummers of the other famous bands?
Bobby Alt: Yes! We have lots of ideas to collaborate with other drummers!

K&P: Which of the bands that you have played with could be regarded as the best in terms of mutual performances and tours?
Bobby Alt: The best bands we have toured with are Linkin Park, 30 Seconds To Mars, and The Used. It was also a lot of fun to share the stage with our friend Skrillex at EDC two years ago.

K&P: Occasionally, there is a chance to hear the drummers like Matt Wachter, Shannon Leto, Matt Sorum, Adrian Young In your albums. Which one of the aforementioned artists could be regarded as the best in terms of co-operation and why?
Bobby Alt: All of these dudes are our best buddies, and always bring so much energy, and excitement to SDC productions. We are happy to have them all as honorary members of SDC!

K&P: What does Bobby Alt do except from creating music? Do you have any other hobbies/interests?
Bobby Alt: I am a newly wed (just married) having an incredible time with my family, living in Los Angeles CA. SDC takes up most of my time so there isn’t a lot of time to do other things outside of music and family time! Talking to my fans and sharing music, pics, and videos keeps me busy along with touring the world! I have also put together my first solo EP „Back Towards Earth” which comes out this Summer! I just released my first single „Shipwrecked” and our newest SDC single SDCX and album „Children Of The Drum” has just been released world wide!

K&P: What do you like doing In your free time?
Bobby Alt: I enjoy reading, watching movies, long walks, Venice Beach, Japan, Tropical Islands, travel, good food, nice restaurants, dinner parties at my loft in DTLA, hanging with Adam and Frank, and hanging with my wife Caroline, and Puppies, Frankenstein and Billie.

K&P: Have you ever been In Poland? If yes, what did you like the most? If not – would you like to visit our country in the near future?
Bobby Alt: I have not been to Poland but i look forward to it!

K&P: Is there any band that you have not performed with and you would like doing so?
Bobby Alt: There are too many to list..how about off the top of my head Depeche Mode.

K&P: What are the plans of Street Drum Crops for 2013?
Bobby Alt: Shows, Record, Shows, Record, Shows, Record, Shows Record, Shows Record! We are always very busy on the road and in the studio…2013 will bring all of that and more! and of course a BIG year with our SDC „Blood Drums” shows!

K&P: Are you already thinking about recording a new album?
Bobby Alt: Yes! We have another concept for a new album already brewing!

K&P: We wish you all the best and hopefully, we will see you in Poland very soon at one of your concerts!
Bobby Alt:Thank you for your support!

 

Niżej znajdziecie wywiad w polskim tłumaczeniu ! :)

A tutaj kilka filmików przedstawiających twórczość Street Drum Corps :

^ wspólny występ z Linkin Park

^projekt „The Thing”

 

Polska wersja wywiadu :

„Najlepszymi zespołami, z którymi występowaliśmy są Linkin Park, 30 Seconds To Mars i The Used” – wywiad z Bobby Alt’em,liderem grupy Street Drum Corps !

W Polsce zawdzięcza swą popularność grupie fanów 30 Seconds To Mars,z którymi wraz ze swym zespołem stworzyli w 2011 roku projekt „The Thing” ! Polegał on na wybijaniu pałeczkami do perkusji melodii ich piosenki „Knock Me Out”. Kalifornijski rockowy zespół Bobby’ego słynie z tworzenia swej muzyki z nietuzinkowych „instrumentów”, takich jak np.aluminium czy wiadra. Jest to zdecydowanie jeden z ciekawszych zespołów,jakie robią swą karierę za oceanem. Więcej o grupie Street Drum Corps oraz o utalentowanym Bobby’m dowiecie się czytając naszą rozmowę z nim. Zapraszamy!

 K&P: Występowaliście razem na jednej scenie z zespołami takimi jak My Chemical Romance, 30 Seconds To Mars, Linkin Park… Przyjaźnicie się z członkami tych zespołów czy to była tylko i wyłącznie praca ?                         Bobby Alt: Wszystkie zespoły,które wymieniłyście są naszymi dobrymi przyjaciółmi. Oczywiście czasem dzieje się tak,że silniejsza przyjaźń buduje się między różnymi członkami zespołu w trasie i po jej zakończeniu.

K&P: Skąd pomysł na te wspólne występy ? Czy Ci artyści proponowali Wam sami abyście razem występowali, czy może taka propozycja wychodziła od Was ?
Bobby Alt: Każda trasa koncertowa, którą zorganizowaliśmy, była realizowana w inny sposób. Jeżeli jest artysta z którym chcemy wybrać się w trasę koncertową, będziemy starać się o tą trasę z całych sił! Jeżeli zespół chce z nami koncertować, sprawdzamy czy to ma sens i czy może to być korzystne finansowo dla Street Drum Corps. Kilka grup takich jak 30 Seconds To Mars, Linkin Park i The Used chciało abyśmy zagrali z nimi w trakcie ich występów, więc przyłączyliśmy się do nich, dodaliśmy swoją perkusję i zagraliśmy wszyscy razem.

K&P: Wykorzystujecie do tworzenia swej muzyki nietypowe „instrumenty”,  takie jak naczynia kuchenne,aluminium,beczki,wiadra… Skąd pomysł na to wszystko?
Bobby Alt: Street Drum Corps nieustannie poszukuje nowych i niezwykłych instrumentów,na których moglibyśmy zagrać. Dodajemy je do naszych utworów by zmienić ich brzmienie i zachować świeżość !

K&P: W jaki sposób wynajdujecie przedmioty,na których gracie ?
Bobby Alt: Szukamy wszędzie, przeszukujemy wysypiska śmieci, stare złomowiska samochodowe,opuszczone parki rozrywki i place budowy. Czasami fani, rodzina i przyjaciele także przekazują nam unikalne przedmioty. W studiu używamy elektronicznego sprzętu, jak również znalezionych instrumentów i tradycyjnych zestawów instrumentów perkusyjnych.

K&P: Jesteś perkusistą,wokalistą, producentem i też autorem tekstów. Jesteś bardzo utalentowany! W której z tych kategorii czujesz się jednak najpewniej ? Gdybyś musiał wybrać tylko jedną rzecz,którą miałbyś się zajmować,co by to było ?
Bobby Alt: Wszystkie te rzeczy czynią mnie tym kim jestem jako rozwijający się muzyk. Uważam siebie za wszechstronnie utalentowanego muzyka. Nauka gry na nowych rzeczach pomaga mi udoskonalić moją technikę gry na instrumentach, na których potrafię już grać. Jedna rzecz inspiruje kolejną. Granie na perkusji płynie w mojej krwi najdłużej, więc jeśli musiałbym dokonać wyboru, zostałbym tylko perkusistą!

K&P: Macie już na swoim koncie 4 albumy, to na prawdę sporo. Ostatni ukazał się ubiegłego roku. Macie jakieś plany odnośnie trasy promocyjnej po Europie ? Czy jest szansa abyście dali kiedyś koncert w Polsce? Macie tu na prawdę sporo fanów…
Bobby Alt: Polska jest na szczycie naszej listy miejsc, w których chcielibyśmy zagrać. Koncertowanie wymaga wiele przygotowań. Mamy nadzieję odwiedzić wszystkie kraje, w których występowaliśmy, a także inne kraje, których nie mieliśmy okazji odwiedzić do tej pory. Kochamy koncertować!

K&P: W 2011 roku zrobiliście projekt „The Thing”,w którym wybijaliście rytm perkusji z utworu „Knock Me Out”. W tym projekcie wzięli udział fani z Polski. Skąd pomysł na taką akcję ?
Bobby Alt: „The Thing” było świetnym projektem, który przygotowaliśmy przy współpracy z kilkoma krajami. Pierwszy raz zauważyłem ten pomysł, gdy polscy fani 30 Seconds To Mars – Echelon wykonali tę akcję na urodziny Shannona Leto. Pomyślałem, że to wspaniały pomysł,a później okazało się, że to właśnie Street Drum Corps było inspiracją do powstania tego projektu. Więc my też wykonaliśmy taką akcje! Świetna zabawa ! Możecie znaleźć z tego filmik na Youtube.

K&P: Macie w planach zrobić jeszcze kiedyś coś podobnego ? Może udałoby się zrobić projekt z Wami + perkusistami innych znanych zespołów?
Bobby Alt: Tak! Mamy wiele pomysłów związanych ze współpracą z innymi perkusistami!

K&P: Pracę z jakim zespołem wspominasz najlepiej jeśli chodzi o wspólną trasę koncertową, wspólne występy etc ?
Bobby Alt: Najlepszymi zespołami, z którymi występowaliśmy są Linkin Park, 30 Seconds To Mars i The Used. Dzielenie sceny z naszym przyjacielem Skrillexem na EDC dwa lata temu było także świetną zabawą.

K&P: Można usłyszeć gościnnie na waszych albumach perkusistów takich jak Matt Wachter, Shannon Leto, Matt Sorum, Adrian Young… Pracę z którym z nich wspominasz najlepiej i dlaczego?
Bobby Alt: Każdy z nich jest naszym dobrym kumplem oraz dostarcza wiele energii i emocji do naszych produkcji. Jesteśmy szczęśliwi, traktując ich jako honorowych członków Street Drum Corps!

K&P: A czym Bobby Alt zajmuje się oprócz muzyki ? Masz jeszcze jakieś zainteresowania ?
Bobby Alt: Jestem świeżo upieczonym mężem, spędzającym niesamowity czas z rodziną w Los Angeles w Kalifornii. Street Drum Corps pochłania najwięcej mojego czasu, więc nie pozostaje mi go zbyt wiele na inne zajęcia oprócz muzyki i spędzania go z rodziną. Rozmowa z fanami, dzielenie się muzyką, zdjęciami i nagraniami video wypełnia mój czas podczas tras koncertowych po całym świecie. Muszę także złożyć w całość moją pierwszą solową EP’kę „Back Toward Earth”, która wychodzi tej wiosny! Właśnie wydałem swój pierwszy singiel „Shipwrecked”, a także najnowszy singiel SDC i album „Children of The Drum”.

K&P: Co lubisz robić w wolnych chwilach?
Bobby Alt: Lubię czytać, oglądać filmy, długie spacery, odwiedzać takie miejsca jak Venice Beach, Japonia,tropikalne wyspy, lubię podróżować,lubię dobre jedzenie i restauracje, a także uroczyste kolacje odbywające się na moim poddaszu w centrum Los Angeles. Lubię spędzać czas z Adamem, Frankiem, moją żoną Caroline i naszymi szczeniakami – Frankensteinem i Billie’m

K&P: Byłeś kiedyś w Polsce ? Jeśli tak,to co Ci się u nas podoba,jeśli nie – czy chciałbyś kiedyś odwiedzić nasz kraj ?
Bobby Alt: Nie miałem okazji przyjechać do Polski, ale czekam z niecierpliwością, by ją odwiedzić!

K&P: Z jakim zespołem chcielibyście wystąpić na jednej scenie,oprócz tych,z którymi już mieliście okazję ?
Bobby Alt: Istnieje zbyt wiele zespołów, które mógłbym wymienić…jednak pierwsze co mi przychodzi na myśl to Depeche Mode.

K&P: Jakie są plany Street Drum Corps na rok 2013 ?
Bobby Alt: Koncerty, nagrania, koncerty, nagrania, koncerty, nagrania, koncerty, nagrania, koncerty, nagrania! Jesteśmy bardzo zajęci zarówno podczas tras koncertowych jak i w studiu. Rok 2013 przyniesie wszystko to co wymieniłem,a także wiele więcej ! I oczywiście jest to WIELKI rok z naszymi koncertami”Blood Drums” !

K&P: Myślicie już nad nagraniem kolejnego albumu ?
Bobby Alt: Tak! Właśnie uknuliśmy kolejną koncepcję na nowy album !

K&P: Życzymy powodzenia,dalszych sukcesów no i…miejmy nadzieję,że będziemy niebawem mieli okazję zobaczyć nas na żywo w Polsce !
Bobby Alt: Dziękuję Wam za wsparcie !

 

„The Chance to coś, co chcę robić do końca życia” – wywiad z Moniką Marcol, finalistką programu X Factor!

Mieszkanka Rybnika – dziewczyna o potężnym głosie. W „X Factor” udało jej się zajść daleko jako solistce,jednak w pewnym momencie jurorzy postanowili połączyć jej mocną barwę z dwoma równie wielkimi wokalnie dziewczynami. W ten sposób powstał zespół The Chance, który pod okiem Czesława Mozila, znalazł się w finałowej trójce. Jak Monika wspomina swój udział w programie oraz jak zmieniło się jej życie, dowiecie się czytając naszą poniższą rozmowę ! Zapraszamy !

 

K&P: Jak się zaczęła Twoja przygoda ze śpiewem ? Ile miałaś lat gdy odkryłaś jak wielki talent w Tobie drzemie ?
Monika Marcol: Początkowo zaczęłam swoją przygodę z muzyką w wieku 6 lat, kiedy to rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej na fortepian. Natomiast śpiewaniem na poważnie zajęłam się w drugiej klasie gimnazjum

K&P:Czy jako mała dziewczynka, marzyłaś o tym aby w przyszłości zostać piosenkarką i robić wielką karierę ?
Monika Marcol: Tak, dokładnie tak było. Do dzisiaj pamiętam jak kiedyś jako mała dziewczynka mówiłam mamie, że będę piosenkarką…

K&P: Pochodzisz z Rybnika, które jest niewielkim miastem. Czy uważasz, że można zrobić wielką karierę mieszkając w mniejszych miasteczkach, czy konieczna jest przeprowadzka do stolicy?
Monika Marcol: Uważam, że zdecydowanie można osiągnąć coś znaczącego nawet w mniejszych miastach. I akurat Rybnik daje bardzo dużo takich możliwości. Jest wiele miejsc, gdzie można rozwijać swoje różnorodne pasje i zainteresowania.

K&P: Dlaczego poszłaś do „X Factor” ? Ktoś Cię do tego namówił czy była to Twoja decyzja?
Monika Marcol: Pójście do programu to przypadkowy strzał. Poszłam tam spróbować sił wraz z zespołem Panie i Panowie, w którym wtedy śpiewałam. Wystartowałam tam też jako solistka. W ‚obu wersjach’ przechodziliśmy dalej do pewnego etapu, potem zespół odpadł, natomiast ja przeszłam dalej.

K&P: Idąc do tego programu sądziłaś,że zajdziesz tak daleko ? Znalazłaś się wraz ze swym zespołem The Chance w finałowej trójce, to ogromny sukces!   Monika Marcol: Absolutnie nie spodziewałam się tak dobrego wyniku, tym bardziej (jak już wcześniej wspomniałam), że mój udział w „X Factor” był właściwie przypadkowy.

K&P: Jak wyglądały Twoje relacje z Agnieszką i Magdą na samym początku gdy jurorzy postanowili Was połączyć? Podczas nagrań,które były pokazywane w programie, sprawiałyście wrażenie jakbyście znały się od zawsze…
Monika Marcol: Z Agnieszką i Madzią od razu przypadłyśmy sobie do gustu… Oczywiście, musiałyśmy się ‚dotrzeć’, bliżej poznać, byłyśmy zmuszone szybko to zrobić ale niewątpliwie udało się! Teraz jesteśmy jak siostry, nierozłączne.

K&P: Co najlepiej,a także co najgorzej wspominasz z programu „X Factor”? Monika Marcol: Cała przygoda z „X Factorem” to była najwspanialsza przygoda mojego życia. Nie było niczego, co wspominam źle, wszystko kojarzy mi się bardzo, bardzo dobrze.

K&P: Jak współpracowało Ci się z Czesławem Mozilem ?
Monika Marcol: Czesław jest bardzo specyficznym, pozytywnym człowiekiem. Ma niesamowitą wiedzę muzyczną i świetnie potrafi doradzić i pomóc. Bardzo dobrze wspominamy współpracę z nim.

K&P: Gdybyś mogła podczas „X Factora” zmienić decyzję i wybrać sama jurora,który będzie do końca programu twym mentorem, byłby nim Czesław? Czy może marzyłaś by trafić jednak do Kuby albo do Tatiany ?
Monika Marcol: Ciężko stwierdzić, gdyż z pozostałymi jurorami nie miałyśmy zbyt dużo do czynienia. Wydaje mi się jednak, że mimo to byłby to Czesław.

K&P: Relacje The Chance z Czesławem były tylko na gruncie „X Factora” czy może zaprzyjaźniliście się i macie ze sobą kontakt do dziś ?
Monika Marcol: Kontakt z Czesławem mamy do dziś, nie były to relacje tylko w programie.

K&P: Czy udział w „X Factor” odmienił Ciebie jako osobę ?
Monika Marcol: Nie wiem czy odmienił mnie jako osobę, nie mnie to oceniać. Na pewno przewrócił całe moje życie do góry nogami. W pozytywnym, oczywiście, znaczeniu.

K&P: Zdarza Ci się,że ludzie rozpoznają Cię na ulicy i np proszą o zdjęcie czy też autograf?                                                                                                          Monika Marcol: Zdarzają się takie sytuacje. Zwłaszcza jak jesteśmy z dziewczynami w trójkę. A szczególnie po koncertach…

K&P: Czy oprócz śpiewania masz jeszcze jakieś inne pasje ?
Monika Marcol: Raczej nie… Zdecydowanie śpiewanie to teraz najważniejsza rzecz dla mnie. Po za maturą oczywiście…

K&P: Śpiewasz w zespole The Chance – czy to jest to, co chcesz robić przez najbliższe 10 lat ? Czy może masz w planach też jakiś inny zawód jak np Ewa Farna,która oprócz tego,że śpiewa. studiuje prawo ?
Monika Marcol: Zdecydowanie, jeżeli tylko będzie możliwe, to The Chance to coś, co chcę robić do końca życia. Na inne plany na razie nie mam pomysłów.

K&P:Nagrałaś ostatnio z The Chance swój pierwszy singiel, kiedy możemy spodziewać się Waszej debiutanckiej płyty ?
Monika Marcol: Na razie nie wiemy jeszcze, kiedy zaczniemy pracę nad płytą.

K&P: Dziękujemy za rozmowę i życzymy Ci dalszego rozwoju,wielkiej kariery i sukcesów !

Przesyłamy Wam również link do pierwszego singla The Chance – „Myśli pieść” !  Miłego słuchania ! :)

 

FANPAGE NA FACEBOOK’U

Hej kochani !

Od kilku dni mamy wiosnę… niestety póki co tylko kalendarzową,choć nie jest tak źle -prognostycy przewidują,że z dnia na dzień będzie się robiło coraz cieplej,więc może w końcu będziemy mogli pozbyć się zimowych kurtek! :)

Jeśli wiosna, to czas zmian. Czas wprowadzenia do swojego życia czegoś nowego, czas pełen optymizmu i robienia porządków – również u nas. W związku z tym postanowiłyśmy,że najwyższa pora jeszcze bardziej ruszyć do przodu i założyłyśmy dziś swojego „fanpejdża” na facebook’u :)

 

Zapraszamy wszystkich serdecznie do odwiedzin,a także do polubienia naszej strony : KLIK !

 

Będziemy Was na bieżąco informować o nadchodzących wydarzeniach, nowinkach odnośnie wywiadów i różnych innych ciekawych,ważnych rzeczach dotyczących naszego bloga :)

Dziękujemy Wam także,że jesteście z nami !

Mamy dzisiaj ponad 400 wizyt,jest to dla nas ogromny sukces,a także informacja,że na prawdę ktoś tu zagląda i że nasza praca nie idzie na marne :)

Dzięki za wszystko, życzymy Wam miłego wieczoru ! :)

 

K&P