„Tomasz Niecik, zespół The Trash i inne nowe ”twory”, które są promowane przez telewizje zaniżają poziom polskiej muzyki i dają zły przykład młodzieży uczącej się uznawania kiczu!” – wywiad z Wawrzyńcem Praskiem

Pochodzi z Warszawy, ma 26 lat. Naukę gry na fortepianie rozpoczął jako pięciolatek. Na swoim koncie ma wiele osiągnięć w muzyce klasycznej i jazzowej.
Często można go spotkać na warszawskich „salonach”. Zna prawie każdego w polskim show-biznesie i o polskim show-biznesie wszystko wie. Dlaczego więc wciąż tak niewiele osób wie kim jest Wawrzyniec Prasek?
Zapraszamy do przeczytania wywiadu!

 

K&P: Jesteś kompozytorem i pianistą. Nie grasz muzyki popularnej, którą można usłyszeć w komercyjnej stacji radiowej czy telewizji. W jaki zatem sposób, muzyk jak Ty, może wybić się w polskim przemyśle muzycznym ?
Wawrzyniec Prasek: Uważam, że każdy styl muzyczny ma szanse znaleźć swojego odbiorcę. Sformułowanie ”wybić się” może być bardzo różnie interpretowane. Dla każdego co innego znaczy i inaczej określa swój sukces. Oczywiście chciałbym, żeby mojego stylu słuchało jak najwięcej melomanów natomiast nie da się przekonać wszystkich. Można tylko proponować, uczyć i pokazywać. Wszystko to kwestia gustu i indywidualnych potrzeb i mentalności słuchacza. W różnych krajach muzyka komercyjna to też nie zawsze ta sama. Polska jest specyficzna i faktycznie według mnie poziom świadomości muzycznej Polaków jest coraz mniejszy. Sięgając do czasów, w których nowymi hitami stawały się kompozycje Marka Grechuty, piosenki Agnieszki Osieckiej czy Seweryna Krajewskiego w porównaniu z dzisiejszymi hitami radiowymi takimi jak np. zespół Weekend, Tomasz Niecik, zespół The Trash i inne nowe ”twory”, które są promowane przez telewizje zaniżają poziom polskiej muzyki i dają zły przykład młodzieży uczącej się uznawania kiczu. Ja mimo wszystko liczę na mniejszą część odbiorców bardziej wymagających nie traktując muzyki tylko biznesowo.

K&P: Myślisz, że istnieje w ogóle szansa aby się trafić do szerszego grona odbiorców grając muzykę jazzową, kiedy to Polską włada przede wszystkim pop ?Wawrzyniec Prasek: Zajmując się muzyką nie mogę wychodzić tylko z założenia czy to co ja lubię i chcę tworzyć się sprzeda, bo choćbym miał sam siebie słuchać to i tak będę chciał to robić. Problem zaczyna powstawać wtedy, gdy taka sztuka się nie sprzedaje dobrze a twórca potrzebuje środków na następne projekty i na przeżycie. W tym przypadku należy albo pracować intensywniej nad umiejętnościami sprzedaży, promocji i marketingu tej ”usługi” czy ”produktu” lub otworzyć nową dodatkową ”linie produkcyjną”, która zaspokoi potrzeby większości. Nie wszyscy artyści, twórcy muzyki zgadzają się na takie rozwiązania, głównie ze względu na to, że dbają o swój wizerunek i PR czy osobiste przekonania. Wielu muzyków jazzowych na świecie osiągnęło dużą popularność i sukces medialny. np. Miles Davis, Louis Armstrong, Chris Botti, Kenny G, więc jest potencjalna szansa, że to jest możliwe i w Polsce dzisiejszych czasów chociaż ja nie zamierzam się oczywiście skupiać tylko na jednym kraju.

K&P: Co sądzisz na temat polskiego przemysłu muzycznego ? Jak byś go ocenił ?Wawrzyniec Prasek: Polskie wytwórnie muzyczne w porównaniu do np. Niemieckich, czy tych zza oceanu prosperują zdecydowanie słabiej i na mniejszą skalę. Nie wiem z czego to wynika. Może nie mamy w Polsce zbyt wiele osób naprawdę znających się na tej branży. Wszystko załatwia się głównie przez znajomości, do sceny jest dopuszczany prawie każdy a absolwenci renomowanych akademii muzycznych nie mają pracy. Bulwersują mnie działania polskich mediów, które weryfikują na swój sposób promując swoich artystów nie koniecznie zasługujących na miano ”gwiazd” w czasie kiedy istnieją prawdziwi wirtuozi, o których świat nie słyszał. Znam wiele takich przypadków.

K&P: No właśnie…Podobno wiesz wszystko na temat polskiego show-biznesu. Dlaczego na tzw „salonach” coraz częściej spotykamy gwiazdy, które są znane z tego, że są znane, a coraz rzadziej prawdziwych artystów?
Wawrzyniec Prasek:. Myślę, że to wina tylko i wyłącznie mediów, które takich pseudo celebrytów promują. Często nawet sami dziennikarze nie wiedzą jak podpisać publikowane przez nich zdjęcie celebrytki która nawet nie ma żadnego zawodu ani profesji. Nie kwalifikuje się do żadnej z branży i poza Imieniem i Nazwiskiem nie można w żaden sposób określić takiej osoby. Na pytanie Dlaczego się tak dzieje należałoby zapytać tych którzy o tym piszą lub tych którzy o tym czytają. Myślę, że zaistnienie w polskim show biznesie jest możliwe za sprawą dobrych układów, dużych finansów i znajomości a niekoniecznie wyjątkowych zdolności czy talentowi w dziedzinie np. sztuki.

K&P: Nie boisz się, że uczęszczając zbyt często na salony, możesz stać się tylko i wyłącznie celebrytą ? Że ludzie zapomną, że jesteś także utalentowanym muzykiem ?
Wawrzyniec Prasek: Uważam, że jedno nie wyklucza drugiego. Zawsze jestem aktywnym muzykiem, który potrzebuje nieraz zamknąć się w pokoju na miesiąc i tworzyć, czasem pojechać w dwumiesięczną trasę koncertową a czasem odreagować bywając na różnego rodzaju eventach. Chodząc na imprezy i posiadając miano celebryty nie przestaje nigdy być muzykiem dopóki istnieje moja twórczość.

K&P: Czy znajomości, które nawiązujesz podczas właśnie tego typu imprez, udaje Ci się później w jakiś sposób wykorzystać w celu rozwoju swej kariery ?
Wawrzyniec Prasek: Tak. Myślę, że to jest jeden z głównych powodów, dla których staram się być aktywny towarzysko.

K&P: Masz jakiś ulubionych polskich artystów ?
Wawrzyniec Prasek: Jest ich wielu, natomiast jednym z najbardziej uznanych przeze mnie muzyków w Polsce jest Krzysztof Herdzin. Znakomicie odnajduje się on w wielu stylach, świetnie komponuje na wszelakie składy instrumentalne i jest wirtuozem fortepianu. Uważam że również nie doceniony przez Polskę i nie promowany przez media.

K&P: Jakiś czas temu było głośno na temat Twej współpracy z Kate Rozz. Miałeś podobno pomóc jej w produkcji płyty oraz skomponować muzykę. Jak ta sprawa wygląda rzeczywiście ? Podjęliście jakąś współpracę ?
Wawrzyniec Prasek: Były próby wspólnego działania i próbne nagrania, ale to jeszcze daleko do pracy nad całą płytą. Ja uważam, ze nie powinno się łapczywie rzucać na produkcje od razu całego albumu w sytuacji, kiedy Kate nie ma zbyt dużego doświadczenia w roli muzyka. Myślę, że żeby artysta był wiarygodny w tym co wydaje /np. publikacja płyty/ powinno być to poprzedzone wcześniejszą pracą na scenie tzn. wieloma występami, intensywnymi ćwiczeniami i nauką. Szukaniem swojego nurtu poprzez chociażby doświadczenia z różnymi stylami. Jak na razie nie powstał materiał, który zostanie wydany ani publikowany.

K&P: Myślisz, że współpraca z osobą taką jak Kate, może przynieść Ci większą popularność ?
Wawrzyniec Prasek: To tylko zależy od efektu końcowego jeśli takowy się pojawi .

K&P: Co albo też kto, jest Twoją inspiracją do tworzenia muzyki ?
Wawrzyniec Prasek: Inspiracji mam wiele. W większości twórcy inspirują się innymi twórcami, czy gatunkami muzycznymi dodając swoje pomysły, czy łącząc, miksując je ze sobą. Mnie inspirują ostatnio style orientalne, które nie są typowe w Europie. Miałem oczywiście też momenty, kiedy do tworzenia inspirował mnie mój stan zakochania i kobieta której dedykowałem swoje kompozycje.

K&P: Jakiego koncertu, na którym grałeś, na pewno nie zapomnisz do końca życia ? Jest jakiś jeden, ten „najważniejszy” ?
Wawrzyniec Prasek: Ten ważny, który do tej pory pamiętam to chyba mój pierwszy publiczny występ w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Była to audycja szkolna i miałem wtedy 6 lat. Wykonałem wtedy min. Poloneza g-moll F. Chopina

K&P: Masz też jakieś inne zainteresowania, poza muzycznymi ? Jeśli tak, to jakie ?Wawrzyniec Prasek: Interesuję się modą i filmem.

K&P: Jak byś opisał muzykę, którą tworzysz ?
Wawrzyniec Prasek: Nie lubię zbytnio określać słowami tzn. nadawać nazwy stylom, które może nawet nie istnieją. Myślę, że nie da się jednoznacznie określić tego co gram lub tworzę. Jest tam dużo naleciałości Jazzu, muzyki klasycznej, nawet popu czy muzyki klubowej. Zapraszam do posłuchania chociaż fragmentów utworów spośród kilku moich projektów.

K&P: Jakie są Twoje plany zawodowe na najbliższe miesiące?
Wawrzyniec Prasek: Planów i pomysłów zawsze jest wiele natomiast z realizacją to różnie bywa ;P Jeden z projektów to monodram który przygotowuję wspólnie z aktorką Anną Samusionek, ponadto przymierzam się do wydania projektu ”Chopin Na Jazzowo” i płyty ”sensual moments”. W tym roku może jeszcze wystartuje z popowym projektem wokalnym, którego kompozycje są już gotowe. Pod koniec roku kolędy w moich nowych autorskich aranżacjach. Właśnie dostałem też propozycje skomponowania muzyki do nowego filmu. Będzie to fabularna produkcja polsko-angielska do której zdjęcia mają zacząć się we wrześniu br. Jest jeszcze kilka pomysłów i planów ale nie chcę zdradzić zbyt wiele.

K&P: Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia!

_________________________________________________________________________

Zapraszamy Was na naszego fanpejdza!! :) 
https://www.facebook.com/KAVOX?fref=ts

Pozdrawiamy!
K&P

and the winner is…

Zwycięzca może być tylko jeden i tylko ten, kto gra uczciwie może zostać zwyciężonym. Tak właśnie jest z Robertem Kupiszem i nawet jeśli po wczorajszym pokazie jego najnowszej kolekcji FAIR PLAY padło gdzieniegdzie kilka słów krytyki, jego ubrania obroniły się same.

Wiele mówić nie trzeba, wystarczy spojrzeć. Kolokwialnie mówiąc – facet ma odwagę i puszcza wodze swojej fantazji do samego końca i jedyną rzeczą, która mogłaby go w czymkolwiek ograniczyć jest… on sam.

Pojawił się w 2011 roku i całkowicie odmienił modę polską. Wkroczył z czymś innowacyjnym, nietuzinkowym i bardzo, bardzo, bardzo stylowym. Jego słynna koszulka „z orłem” robi furorę do dziś i można śmiało powiedzieć, że jak we Francji po prostu nie wypada nie posiadać klasycznej, czarnej pary szpilek Louboutin’a , tak w Polsce absolutnym must have jest właśnie ta koszulka. Co najpiękniejsze… ceny nie są wcale wygórowane i wystarczy troszkę odłożyć i jedna z kreacji Pana Roberta ląduje w naszych garderobach.

Wracając do pokazu – jesteśmy wręcz przesycone zachwytem i uznaniem dla pracy Roberta Kupisza, Kasi Sokołowskiej,modeli i modelek oraz każdej jednostki, która przymierzyła się do powstania tego fenomenalnego show. Tego nie można nazwać zwykłym pokazem mody, to było prawdziwe przedstawienie, które zachwycało, bawiło i sprawiało, że uśmiech ani na sekundę nie schodził z twarzy przybyłych gości. Bez bicia się Wam przyznamy, że był to nasz pierwszy pokaz, którego nie przegadałyśmy (ani słówka na prawdę ;) No… może dlatego, że siedziałyśmy osobno…)! Wywołało to też między innymi burzę, bo przecież „pokaz powinien być pokazem – powinien być prosty wybieg, ładne modelki, krzesełka, odpowiednio dobrana muzyczka oraz kreacje, kreacje i jeszcze raz kreacje”… Tymczasem kolekcja Fair Play została zaprezentowana na ogromnej sportowej hali, gdzie wybiegiem było boisko, a na nim – kosze do koszykówki, piłkarskie bramki, płotki, trampoliny, a nawet kilka kozłów gimnastycznych;) Czyli totalnie na sportowo i na luzie. Muzyka z kolei absolutnie nie była dodatkiem – była potężną eksplozją pozytywnej energii, bez której ten pokaz nie miałby prawa się odbyć. Klasyka Freddiego Mercurego taka jak „We Will Rock You” czy „We Are The Champions” tylko podkręciły waleczność tej modowej rozgrywki o miejsce na podium. Kolejny ważny aspekt – choreografia. Modele i modelki wprost biegali i skakali po wybiegu! Byli uśmiechnięci, szczęśliwi i tryskający pozytywną energią. Widząc ich skaczących i śmiejących się do siebie w tych przepięknych, lekkich i standardowo ręcznie odbarwianych ubraniach, aż się miało chęć przyłączyć i cieszyć wraz z nimi. Pani Kasia Sokołowska powinna dostać ogromny aplauz za to, bo tak na prawdę mało kto wie ile serca i pracy włożyła, żeby dopiąć całość na ostatni guzik i żeby właśnie tak to wszystko wyglądało. To było piękne przedstawienie, pełne wolności, swobody, ogromnej siły i odwagi. A ubrania obroniły się same i jak powiedział Robert Kupisz – jak ktoś będzie chciał pooglądać jego kreacje to może udać się do butiku i patrzeć do woli, a podczas pokazu chciałby jednak zaprezentować nam coś więcej. Wielkie brawa, bo właśnie w takim czymś chce się uczestniczyć! Oglądanie samych ubrań jest tak ekscytujące jak patrzenie na aktorów odgrywających sceny walki na „zielonym tle” – może te słowa płyną tylko z ust widza – amatora,który na niczym się nie zna, aczkolwiek takie właśnie są nasze odczucia.

Cała kolekcja to po prostu fenomen. Jest spontaniczna, luźna, sportowa i przede wszystkim – tutaj neologizm – kupiszowa :) Czyli ubrania ręcznie farbowane, cieniowane tkaniny, nierówne kroje i każda jedna kreacja absolutnie unikatowa. Wszystko było spójne i do siebie pasowało, kolekcja ta w niczym nie odbiegała od poprzednich, była po prostu tak samo znakomita. Ważnym elementem, o którym musimy wspomnieć była innowacja w postaci zabawnych, męskich strojów kąpielowych, na które patrzymy z ogromnym dystansem i przymrużeniem oka ;) Prawdopodobnie mało który mężczyzna odważy się w takim wystąpić aczkolwiek fantazja jest nader ciekawa i bardzo fajnie, że Pan Robert odważył się na taki krok, bo to tylko nam pokazuje, że moda tak na prawdę nie ma żadnych praw i ograniczeń i możemy dziś włożyć na siebie dosłownie wszystko.

Z naszej strony ogromny ukłon w stronę Pana Kupisza, za to, że zmienia polskie ulice, że nie boi się iść w kierunku odmiennym do swoich kolegów z branży i nie patrzy na to, co mówią inni tylko pnie się do góry i zdobywa szczyty:) Brawo i dziękujemy, bo to był jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu.

Zapraszamy was do naszej galerii z pokazu dostępnej na facebooku :) 
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.556628214379018.1073741835.531673546874485&type=1

Pozdrawiamy!
K&P

 

Marta Wierzbicka na pokazie Paprockiego i Brzozowskiego

Hello!

Oto nasz pierwszy raz przed kamerą!
Stresik był, a Marta była pierwszą osobą, z którą miałyśmy przyjemność porozmawiać podczas tego wieczoru.
To było jak pierwsza jazda na rowerze, jak pierwsze wakacje bez mamy, jak pierwsze kroki w butach na obcasie, jak…
Z resztą sami zobaczcie!
Później było już tylko lepiej… i przede wszystkim śmieszniej! ;)
Filmiki będziemy umieszczać na bieżąco :)

Dziękujemy jeszcze raz Marcie za rozmowę!! :)

Pozdrówki!

Relacja z pokazu Paprockiego & Brzozowskiego część I

21 maja, Soho Factory, tłumy fotoreporterów, ponad 50 nazwisk ze świata mody, muzyki i telewizji, a wszystko to z okazji premiery najnowszej kolekcji jesień/zima 2014 duetu Paprocki & Brzozowski, zatytułowanej  „Dalia”.

Kolekcja „Dalia” to wielki powrót do lat 40 w eleganckim, hollywoodzkim stylu. Na wybiegu zaprezentowano między innymi płaszcze i suknie zaprojektowane z myślą o kobiecie seksownej, kobiecie retro.

Zdjęcia: lamode.info

Podczas pokazu modelki i (ku zaskoczeniu) modele przedstawili różnorodność materiałów, od błyszczących tkanin po futro i motywy zwierzęce.

Tym razem duet Paprocki&Brzozowski w swojej kolekcji postawił na geometrię, spodnie, rozkloszowane spódnice, jednak największą sympatię zyskały płaszcze zainspirowane męskim stylem.
Zupełną nowością duetu jest motyw węża, który ozdabiał bluzę specjalnie zaprojektowaną dla T-mobile.

Sam pokaz trwał jakieś 15 minut, resztę stanowiło przeprowadzanie wywiadów, pozowanie do zdjęć, uśmiechanie się (czasem szczere, czasem nie), spożywanie alkoholu, śmiechy chichy, hulaj dusza.

Jako że tego wieczoru w Soho Factory pojawił się cały „gwiazdozbiór”, my postanowiłyśmy wyjąć kamerę, podłączyć mikrofon i porozmawiać z przybyłymi gośćmi na tematy poważne i te trochę mniej  również ;)
Dzięki temu dowiecie się między innymi dlaczego gwiazdy chodzą na salony, co jest problemem dla Otylii Jędrzejczak w pozowaniu na ściankach, jakie porady ma Maja Sablewska dla osób marzących o wielkiej karierze w świecie mediów oraz co łączy nas i Patrycję Kazadi :)

Zapraszamy do śledzenia naszego facebooka, na którym znajdziecie fotorelację z tego pokazu 
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.554103251298181.1073741833.531673546874485&type=3

 

Free Form Festival – WOODKID !

Kiedyś Agnieszka Chylińska powiedziała, że „gdy w słoneczny letni dzień masz do wyboru : siedzenie nad trygonometrią albo perspektywę koncertów, to wiadomo, że wybierzesz to drugie”.  W naszym przypadku nie było trygonometrii, ani tym bardziej słonecznego dnia, za to możliwość zwiedzania po raz enty zakamarków warszawskiej Pragi, albo II dzień Free Form Festival wraz ze znajomymi. Decyzja nie trudna do podjęcia :)

Impreza miała miejsce w warszawskim Soho Factory. Chociaż tego dnia pogoda dorównywała tej jaka zaszczyca Seattle, przybyłych pasjonatów muzyki było całe mnóstwo! Co więcej, wszyscy radośnie obcowali w festiwalowym miasteczku popijając  zapiekanki piwem o smaku…piwa i deszczu.

Muzycy, którzy występują na Free Form nie goszczą na co dzień w naszych głośnikach. Uznałyśmy jednak, że przekonamy się na własnej skórze z czym to się je i co jest powodem dla którego każdego roku tak wielu ludzi z całej Polski i nie tylko wyczekuje kolejnej edycji FFF.

Drugiego dnia FFF wystąpić miał między innymi Woodkid. Jako znawczyni i wielbicielki AŻ  jednego  jego utworu jakim jest „Iron”, wysłuchawszy całego koncertu byłyśmy pozytywnie zaskoczone. Trzeba przyznać, że muzyka Woodkida na żywo to nie tylko dobra zabawa a na prawdę niesamowite przeżycie i ogromne emocje.  Idąc na Free Form Festival liczyłyśmy na coś zupełnie innego. Przyszłyśmy na teren Soho Factory, weszłyśmy do jednego z obiektów i rzucając w kąt torebki i kurtki liczyłyśmy,  że za chwilę wciągnie nas taneczny wir i pot skaczących wokół ludzi, a tymczasem spotkało nas zderzenie ze świetną muzyką, którą można było chłonąć po prostu stojąc z zamkniętymi oczami…

Na scenie pojawiła się pokaźna ekipa mężczyzn – każdy grał na innym instrumencie : perkusja, bębny, trąbki, syntetyzatory. Wśród nich pojawił się śpiewający Woodkid.  Klimat koncertu podkręcał  telebim, a raczej wyświetlane na nim teledyski + kolorowe światła. Szczerze mówiąc, niektóre efekty połączone z muzyką sprawiały, że można było poczuć się na moment niczym w kapsule kosmicznej dryfującej pomiędzy planetami :) Samą muzykę ciężko jest opisać, gdyż słowa nigdy nie będą w stanie odzwierciedlić tej magii… Nas uraczył cudowny głos Woodkida – niezwykle ciepły i przyjemny, który w połączeniu z  ogromną ilością bębnów stworzył mieszankę wywołującą ciarki od stóp po sam czubek głowy. Jeśli ktoś kocha perkusję tak bardzo jak my, ten koncert był stworzony właśnie dla niego:) Było na prawdę pięknie… Muzyka Woodkida jest niezwykle trudna do zdefiniowania, gdyż było głośno, a mimo to, był to bardzo spokojny koncert. Melodie kojące duszę, momentami przypominające muzykę do filmów, jaką tworzy Hanz Zimmer, przeplatane bębnami i trąbkami, których dźwięk dochodził ze wszystkich stron.

Koncert Woodkida zdecydowanie nie sprzyjał dzikim tańcom, na które byłyśmy nastawione, lecz słuchaniu i delektowaniu się przepiękną muzyką.  Było głośno, subtelnie i po prostu… pięknie!

fot. Bartosz Bajerski / FFF

 

Zapraszamy także do odwiedzin naszego fanpage’a na facebook’u 
https://www.facebook.com/KAVOX
 
gdzie znajdziecie więcej zdjęć z tego wydarzenia + krótki filmik, który udało nam się nagrać… telefonem :)

K&P