„Marzę o wzięciu udziału w profesjonalnej na wskroś produkcji filmowej” – wywiad z Bartłomiejem Kasprzykowskim

Dubbingował Kena, wcielił się w rolę nieczułego męża, zagrał alkoholika i parodiował Czesława Mozila. Jest szczęśliwie zakochany i omija szerokim łukiem cyrk, który sam ironicznie nazywa „Szołbazarem”.

K: Z czym kojarzy się Panu adrenalina?
BK: Kojarzy mi się z niedojrzałymi facetami, brakiem odpowiedzialności. Piotrusiami Panami. Z drugiej strony wiem, że adrenalina pomoże mi stawić czoła sytuacji krytycznej. Nie mam potrzeby sztucznego jej wzbudzania.

K: Na swoim koncie ma Pan grę w serialach, w filmach, na deskach teatru, a nawet podjął się Pan dubbingu. Co Panu, jako aktorowi daje najwięcej satysfakcji ? Co powoduje u Pana największe dreszcze? Jest to plan filmowy czy może deski teatru? A może coś jeszcze innego?
BK:  Nie o dreszcze mi chodzi i nie odczuwam ich podczas pracy chyba ,że odczuwa je postać. Tak się zdarza, że czasem, kiedy postać odczuwa intensywne emocje, pojawiają się jakieś reakcje fizjologiczne. Na przykład dreszcz, ale i mdłość, czy łzy.

K: Z którą odgrywaną przez Pana postacią utożsamia się Pan najbardziej?
BK: Każda postać to odrębny byt i nie jest mną. Korzystam ze swoich cech, przekształcam je – minimalizuję, zwiększam, ale często po prostu wchodzę w rolę, która jest dla mnie innym światem. Nie mam takiej postaci, z którą bym się identyfikował bardziej niż z inną. Każdą chcę zrozumieć i uwierzyć, że nią jestem.

K: Gra Pan w spektaklu „Kamienie w kieszeniach”. Czy wcielenie się podczas jednego spektaklu w kilka postaci sprawiało Panu początkowo trudność? Czy ta rola (a raczej role)  wymagała od Pana więcej pracy i zaangażowania niż ta, w której wciela się Pan w jedną postać?
BK: To przedstawienie ekstremalne – kilkanaście postaci do odegrania przez dwóch aktorów. Najtrudniejsza była Caroline Giovanni – gwiazda kina, trudno mi było uwierzyć, że bez kostiumu i charakteryzacji zagram ją wiarygodnie. Dziś zdarza mi się ja grać kiedy mam brodę i nikt nie zgłasza reklamacji.

K: Nawiązując do spektaklu. Czy showbiznes naprawdę niszczy ludzi? Czy łatwo jest wpaść w jego wir i zostać „zniszczonym”? Czy Pan miał kiedyś poczucie, że showbiznes „ściąga” Pana w tzw „ciemną stronę mocy” ?
BK: Brak siły, dojrzałości niszczy w showbazarze. Szołbazar – tak to nazywam. Ściąga cały czas w stronę braku zasad i nieuczciwości. Powoduje samotność i zagubienie. I nie daje bajecznego bogactwa, czy popularności otwierającej wszystkie drzwi. To bajki. Kto w to uwierzy – błądzi.

K: Dlaczego naśladował Pan Czesława Mozila? Ma Pan z Czesławem jakieś wspólne cechy? Znacie się osobiście?
BK: Nie znamy się osobiście. Propozycję i pomysł wysunęli ludzie z ekipy Szymona Majewskiego. Przez dwa tygodnie siedziałem przed ekranem i patrzyłem na Mozila. I nagle zacząłem myśleć jak on – Czesław z tych materiałów – kontaktowy, abstrakcyjny, szybko mówiący, obcokrajowiec. Polubiłem go i jakoś urodził się we mnie jego cień – materiał do parodii.

K: Pana życiową partnerką jest aktorka. Co charakteryzuje związek, gdzie zarówno mężczyzna jak i kobieta wykonują ten sam zawód i jest to zawód aktora?
BK: Kochamy się po prostu. Zawód ma drugorzędne znaczenie.

K: Co Pan jeszcze chce osiągnąć w swoim zawodzie? Ma Pan jakieś marzenia?
BK: Marzę o wzięciu udziału w profesjonalnej na wskroś produkcji filmowej. Po prostu zagrać w zachodnioeuropejskim kinie, może tym zza oceanu. Poczuć jak to jest tam tworzyć.

K: Dziękuję za rozmowę!

„W ciele czterdziestolatki znajduje się dusza nastolatki”

To już 3 niedziela z rzędu kiedy to siedzimy przed telewizorem i ocieramy łzy. To już 3 metamorfoza, która narodziła się na oczach Polaków. To już 3 bohaterka, która diametralnie zmieniła nie tylko swój wygląd, ale i życie.

Sablewskiej sposób na modę? A może Sablewskiej sposób na życie?

W zeszłym tygodniu, podczas najnowszej kolekcji pokazu Bohoboco Maja Sablewska pojawiła się w towarzystwie uśmiechniętej i niezwykle uroczej kobiety. Szybko okazało się, że jest nią Kasia, bohaterka 3 odcinka programu Mai. Korzystając z okazji porozmawiałyśmy z panią Kasią o programie i jej przemianie :)

P: Co Panią skłoniło do wzięcia udziału w programie?
Kasia: Napisałam smsa, który został wybrany przez Maję, bo wiem, że to ona decydowała. Ten sms brzmiał „W ciele czterdziestolatki znajduje się dusza nastolatki”. Następnie poszłam na casting i w ten sposób mnie wybrano. Powiem szczerze, że jak poszłam na casting to czułam, że dostane się do programu. Mówiłam nawet swojej córce, że ja już jestem w programie. Po miesiącu otrzymałam maila z kwestionariuszem, który wypełniłam. Byłam w nim szczera aż do bólu.

P: Czy wysłanie smsa to była Pani decyzja czy może ktoś Panią do tego namawiał?
Kasia: Zaczęło się od tego, że byłam po przyjmowaniu chemii i miałam czarne włosy. Choroba, chemia to jest pryszcz, życie jest o wiele trudniejsze. Chemię przeszłam bardzo dobrze, poznałam w trakcie leczenia wiele wspaniałych osób, wszyscy mnie wspierali, pomagali mi. Wracając do programu. Jak dowiedziałam się, że się do niego dostałam to oszalałam z radości! Maja ciągle mnie uspokajała, mówiła mi „Nie szalej tak Kaśka” (śmiech). Muszę powiedziec, że mój odcinek będzie bardzo szczery. Podczas nagrań zapytałam kogoś „Co ja mam mówic?” i odpowiedziano mi „Prawdę”.

P: Co program w Pani zmienił?
Kasia: Schudłam 10 kg.

P: Podczas trwania programu?
Kasia: Tak. Mój program trwał trochę dłużej, aż 3 miesiące, ponieważ się przeziębiłam i musieliśmy przełożyc nagrania. Pokrzyżowałam trochę plany, ale ekipa bardzo poszła mi na rękę, powiedzieli, że moje zdrowie jest najważniejsze więc nie było problemu.

P: Czego Pani się nauczyła w programie?
Kasia: Po pierwsze kupowac wszystkie ubrania za małe! Jeżeli przymierzasz ubranie w rozmiarze 40 i czujesz się w nim dobrze to kup 38. Uwierz mi, że teraz mam na sobie spodnie o 2 rozmiary za małe. Maja mi ciągle tłumaczyła, że to co za małe i niewygodne jest sexy i ładnie na kobiecie wygląda. Po drugie nie kupowac ubrań w kwiatki bo pogrubiają. Jeśli kobieta ma za dużo w bioderkach to musi niestety uważac na wszystkie ubrania.

P: Rozumiem, że sporo lekcji wyniosła Pani z tego programu
Kasia: Tak. Ten program nauczył mnie nie tylko sposobu na modę, ale przede wszystkim sposobu na życie

P: Jakie było Pani pierwsze wrażenie, gdy poznała Pani Maję?
Kasia: Ojej, zaufałam jej całkowicie. Maja to jest anioł, ciągle mówię, że mi skrzydeł dodała. Nawet dzisiaj zauważyłam, że ma wytatuowanego aniołka (śmiech).  Ja mam nadzieję, że Majeczka nie zakończy programu na 12 uczestniczkach i będzie to kontynuowac. Nie wiem jak inne uczestniczki, ale ja czuję się zmieniona i wizualnie i psychicznie. Teraz jak czegoś zapomnę, albo źle dopasuję to od razu sobie myślę „Maja mnie udusi!” (śmiech).

P: Dziękuję za rozmowę i gratuluję Pani ogromnej przemiany!
Kasia: Dziekuję

Jeśli chcecie jeszcze raz zobaczyc odcinki programu „Sablewskiej sposób na modę” zapraszamy na Tvn Player 
http://tvnplayer.pl/programy-online/sablewskiej-sposob-na-mode-odcinki,1387/

Pozdrowienia,
K&P

Komuś tam znani…

Jest nam niezwykle miło poinformowac, że zaproszono nas do zajęcia miejsca w onetowej blogosferze w kategorii ZNANI. Po 10 miesiącach prowadzenia bloga jest to dla nas ogromne wyróżnienie i z tego miejsca dziękujemy :)

Nie wiemy komu jesteśmy znane, ale jak to powiedział Thornton Wilder: „Sławnym jest się wtedy, gdy jest się znanym ludziom, których – dzięki Bogu – nie zna się osobiście”.

Kończymy tym żartobliwym akcentem i życzymy szalonej nocy! :)
K&P

A wczoraj w kinie widziałam komedię

Powinnam napisac obfitą relację z pokazu, zachwycac się kolekcją, rozwodzic się nad tym jak pięknie falowały długie suknie na błyszczących i idealnych ciałach modelek. Tymczasem ja, o tym, że pod koniec pokazu zostały zaprezentowane przepiękne suknie ślubne dowiaduję się od mamy, podczas porannej rozmowy telefonicznej. Dlaczego?
Zacznijmy od początku.

Dostałam zaproszenie na pokaz najnowszej kolekcji Bohoboco. Byłam szczęśliwa dowiedziawszy się, że pokaz odbędzie się w moim ukochanym Soho Factory. Pod względem organizacji, najlepsze pokazy mody odbyły się właśnie tam.
Udałam się z drugą połową mojej firmy do tej ogromnej, praskiej hali i muszę przyznac, że jej wnętrze zrobiło ogromne wrażenie zarówno na Patrycji jak i na mnie. Pomijając tradycyjne stanowiska z wodą Perlage, Cin Cin i wystawką butow Kazar, czułyśmy się jak w kinie. Czarna zasłona oddzielająca wybieg od reszty sali i stojące przed nią miłe panie częstujące popcornem spowodowały, że byłam pewna, że zaraz wejdę do sali kinowej i zobaczę premierę filmu ze swoim ulubionym aktorem (Najlepiej Jaredem Leto, albo Bradem Pittem? Właściwie to Jude Law też mógłby być).

Między godziną 20.30 a 22.00 na czerwonym dywanie pojawiały się gwiazdy. Błyszczały, pozowały, nawet się obrażały, ale o tym później(nie, na imprezie nie było Edyty Górniak). Gdy do Soho Factory zawitał ostatni gosc – Maja Sablewska, wszyscy zgodnie ruszyli do tak zwanej sali kinowej.

Z naszej perspektywy wyglądało to następująco: usłyszałam na początku pokazu piosenkę „Kinda Outta Luck” Lany Del Rey. Z radości zaczęłam skakac, co spowodowało, że przez czas trwania piosenki co nieco widziałam (oczywiście tylko wtedy, gdy byłam w górze). Niestety przy tak ogromnej liczbie osób nawet moje 175 cm wzrostu i obcasy nie pomogły. Tutaj należy przede wszystkim wspomniec o drugiej połowie firmy, Patrycji, która była chyba w tym czasie na innej imprezie (a już na pewno na innym levelu) i obserwowała zjawisko jakim jest upadający na podłogę popcorn (czytaj: wylatujący ludziom z ust popcorn).  Po kilku minutach zabrakło nam jednak tlenu i musiałyśmy opuścic salę kinową.

Proszę nie myślec,że czujemy się jak księżniczki Paloma i Isaura, oburzone brakiem miejsc siedzących w pierwszym rzędzie. Na pokazach nigdy nie zajmujemy miejsc siedzących. Staramy się zawsze znaleźć takie miejsce, z którego będziemy mogły zrobic jak najlepsze zdjęcia. Z tego pokazu nie mamy żadnych zdjęc. A miejsc jak się okazało nie tylko nam zabrakło…

Chyba zaczynam się starzeć, albo dochodzi do mnie, że „bywanie” nie jest dla mnie…. Pokaz Bohoboco… nigdy nie byłam na ich pokazie, więc z chęcią się wybrałam. Impreza w moim ulubionych Soho, Organizatorzy kontaktowali się ze mną kilka razy, aby zachęcić a później również potwierdzić moją obecność. Po kilku zdjęciach postanowiłam znaleźć miejsce.. i tu… zonk. Do wejścia na właściwą salę ogromne kolejki. Po odczekaniu kilku minut w tłumie po lewej stronie dowiedziałam się, że nikogo już nie wpuszczą i kropka… hmm…. zatem podjęłam próbę wejścia z drugiej strony. Tam spotkałam cztery osoby, z czterema listami „VIP’ów”. Czekam zatem znów grzecznie, choć dookoła nie wszyscy tacy grzeczni. Duchota, przepychanki i kłótnie o to kto jest na liście, a kogo nie ma, kto miał być z osobą towarzyszącą, a kto sam, skargi, groźby, zażalenia i w tym wszystkim powoli tracąca cierpliwość moja skromna osoba. stałam wraz z grupką równie zagubionych na środku wybiegu zaraz obok Organizatorów… i stojąc tak zapytałam samą siebie „ZA CZYM kolejka ta stoi??!!”. Czy naprawdę warto tu nadal stać, czuć się jak piąte koło u wozu i prosić ewentualnie o miejsce siedzące? Poczekałam jeszcze trzy minuty i nadal grzecznie podziękowałam i wyszłam. Pokazu nie widziałam. I myślę, że na pokaz duetu Bohoboco już się nie wybiorę” – Joanna Jabłczyńska.

Może gdyby organizacja była lepsza, może gdyby pani Krysia z Mazur nie usiadła na miejscu kogoś ważnego, może gdyby sala kinowa została przedłużona o kilka metrów, może gdyby było o kilka krzesełek więcej, może gdyby zaproszono mniej gości, może… A może już taki jest niezmienny urok tego cyrku/polskiego show-biznesu?

Karolina.

Zapraszamy Was na naszego fanpejdza, gdzie znajdziecie zdjęcia z wczorajszego pokazu Bohoboco :) 
https://www.facebook.com/KAVOX?fref=ts

„Raz w życiu ubrał mnie stylista i zostałem okrzyknięty najgorzej ubranym Polakiem sezonu” – wywiad z Tomaszem Ciachorowskim

Pokazy mody to świetna okazja do tego, aby móc porozmawiac z artystami/celebrytami (Zanim zdecydujesz się na wybór jednego z podanych określeń, przemyśl to dwa razy. Błędna odpowiedź grozi obrażeniem się ->

) na temat mody i nie tylko. Na wczorajszym, pierwszym w tym sezonie tak głośnym pokazie mody pojawiło się wiele znanych osób, wśród nich znalazło się nawet kilku mężczyzn. Jednym z nim był aktor, Tomasz Ciachorowski. Korzystając z okazji postanowiłam zapytac Tomka o jego stosunek do mody, współpracę z Sylwią Grzeszczak oraz karierę aktorską.

Patrycja: Tomku, co Cię skłoniło, żeby przyjsc na pokaz?
Tomasz Ciachorowski: Lubię obserwowac piękne kobiety (śmiech). Wiadomo, że kolekcja nie jest przeznaczona dla mężczyzn, więc ciuchy mnie nie zainteresowały, natomiast sam spektakl, obsadzony tak pięknymi kobietami był cudowny. Przyszedłem tutaj przede wszystkim dla przyjemności.

Patrycja: Wspomniałeś mi kiedyś, że modą się za bardzo nie interesujesz
Tomasz Ciachorowski: Nie podążam ślepo za trendami, ale jestem estetą.

Patrycja: Jakiś czas temu wystąpiłeś w teledysku Sylwii Grzeszczak do piosenki „Pożyczony”…
Tomasz Ciachorowski: A my nie rozmawialiśmy o tym ostatnim razem?

Patrycja: Tak, ale to było przed jego premiera. Teraz jestem po jego obejrzeniu i muszę przyznac, że bardzo mi się podoba. Gratuluję.
Tomasz Ciachorowski: Dziękuję

Patrycja: To był pierwszy teledysk, w którym wystąpiłeś?
Tomasz Ciachorowski: Nie, to był czwarty teledysk. Wcześniej wystąpiłem w teledysku popowym, hardrockowym i do pięknej ballady, którą śpiewa moja przyjaciółka.Każda piosenka jest z innej parafii, w zupełnie innym klimacie.

Patrycja:Jak wyglądała praca na planie teledysku „Pożyczony”?
Tomasz Ciachorowski: Cały czas się wygłupialiśmy a kamera nam towarzyszyła i rejestrowała te nasze wygłupy. Ja bawiłem się cudownie! Mam nadzieje, że to widac?

Patrycja: Jak najbardziej! Czym różni się praca na planie teledysku od pracy w filmie czy teatrze?
Tomasz Ciachorowski: To są zupełnie różne doświadczenia. Jeśli chodzi o różnice to wydaje mi się, że praca w teledysku wymaga większej improwizacji.

Patrycja: Nie ma scenariusza?
Tomasz Ciachorowski: Jest szkielet, natomiast wiele rzeczy rodzi się bezpośrednio na planie, przed kamerą. Jest tez więcej czasu na dopieszczenie tych scen. Jest przy tym dużo zabawy i myślę, że można sobie na więcej pozwolic.

Patrycja: Aktualnie grasz w Teatrze Komedia w spektaklu „Harold i Matylda”. Czy planujesz coś jeszcze?
Tomasz Ciachorowski: Póki co jest kilka ról na horyzoncie, ale nie wiem co z tego wyniknie. Są rzeczy o które zabiegam, ale nie chce na razie tego zdradzac, na wypadek, gdyby miało się okazac, że coś nie wypali.

Patrycja: Ubierasz się sam czy masz swojego stylistę?
Tomasz Ciachorowski: Raz w życiu ubrał mnie stylista i zostałem okrzyknięty najgorzej ubranym Polakiem sezonu (śmiech).

Patrycja: Przyznam szczerze, że jestem w szoku. Gdy wracam pamięcią do Twoich zdjęc sprzed kilku lat i patrze na Ciebie teraz to zastanawiam się co sprawiło, że przeszedłeś taką metamorfozę.
Tomasz Ciachorowski: Ty mi teraz schlebiasz? (śmiech).

Patrycja: Schlebiam Ci. Mówisz, że nie interesujesz się modą, ale zacząłeś się nią bawic i wyglądasz bardzo dobrze!
Tomasz Ciachorowski: Nie poświęcam dużo czasu, aby przygotowac strój na taką imprezą jak pokaz mody. Wydaje mi się, że z mojej strony to jest kwestia odwagi. Byc może wczesniej mi tej odwagi brakowało? Ja jestem pewien, że popełniam mnóstwo błędów kanonicznych jeśli chodzi o modę. Ktoś, kto się na tym zna mógłby mi wypomniec masę takich błędów. Ja się tym nie przejmuję, bo mój strój to dla mnie coś osobistego i dowolnego. Ja wiem, że na przykład marynarka, którą mam dzisiaj na sobie jest za krótka, ale w modzie przecież wszystko jest dozwolone… Dzień dobry (Tomasz zwraca się do przechodzącego obok mężczyzny). To był mój trener (śmiech).

Patrycja: Trener?
Tomasz Ciachorowski: Personalny

Patrycja: Hmm, a do czego jest Ci potrzebny taki trener?
Tomasz Ciachorowski: Żeby była forma (śmiech).

 

A tutaj możecie zobaczyc Tomka w teledysku „Pożyczony” ;)

Zapraszamy Was na naszego fanpejdża!!! 
https://www.facebook.com/KAVOX?fref=ts
  :)))