„Gdyby Kuba Wojewódzki próbował mnie jakoś zniszczyć, to ja bym mu się nie dał!” – wywiad z Dawidem Kwiatkowskim

Młody, niezaprzeczalnie utalentowany i spełniający swoje marzenia. Jeszcze niedawno zazdrościł swojemu bratu kariery. Dzisiaj jego płyta znika z półek sklepów muzycznych w mgnieniu oka. W jaki sposób osiągnął sukces i dlaczego nazywany jest „Drugim Justinem Bieberem”? Przeczytajcie nasz wywiad z gwiazdą internetu – Dawidem Kwiatkowskim!

 

Skąd Ty się wziąłeś?
Wziąłem się z internetu. Wszystko zaczęło się kiedy założyłem bloga.

Brzmi jak historia Honoraty Skarbek, która też założyła bloga na długo przed tym zanim zaczęła karierę muzyczną
Ale ja raczej bucików tam nie pokazuję (śmiech). To jest blog lifestylowy.

My dowiedziałyśmy się o tobie widząc w telewizji twój teledysk…
Do tego dążę…

I to nagrany za granicą!
W Berlinie.

A dlaczego nie w Polsce?
Ja jestem ogromnym patriotą i kocham swój kraj. Nagrałem teledysk w Berlinie, ponieważ ze swojego rodzimego miasta do Berlina mam godzinę, więc było tak po prostu wygodniej.

Skąd pomysł na to, aby rozpocząć karierę muzyczną?
Każdy artysta pieprzy, że śpiewa od dziecka i ja też muszę tak powiedzieć, bo taka jest prawda. Mój brat robi karierę we Francji i ja mu tego bardzo zazdrościłem. Zawsze chciałem być taki jak on, albo chociaż móc trochę mu dorównać, dlatego też postanowiłem spełnić swoje marzenia. Zacząłem wrzucać piosenki na youtube, ludzie chcieli więcej i więcej, aż w końcu odezwał się do mnie pewien pan, który dzisiaj jest moim menadżerem. Po ok 3 dniach współpracy wydaliśmy pierwszego singla, a po dwóch tygodniach powstał teledysk.

Wiesz o tym, że ludzie nazywają cię polskim Justinem Bieberem?
Tak! To jest zajebiste porównanie! Justin Bieber jest legendą, ma świetny głos i znakomite piosenki!

A ty chyba jesteś jego fanem
Kiedyś nie słuchałem Justina i nawet go nie lubiłem, dlatego trochę niechętnie poszedłem na jego koncert. Jakby tego było mało wszystkie moje przyjaciółki jarały się nim przesadnie. Od dnia koncertu słucham jego piosenek, jestem jego mega fanem i cieszę się, że ludzie porównują mnie do niego. On jest świetnym artystą a jego głos jest wybitny!

No to jak na Justina przystało, czeka Cię teraz wielka kariera. Jesteś na to gotowy?
Jakoś mnie to za bardzo nie kręci. Dzisiaj pojawiłem się na premierze filmu tylko dlatego, że „Płynące wieżowce” wyreżyserował mój przyjaciel. Gdybym go nie znał, na pewno bym tutaj nie przyszedł, dlatego, że zdawałem sobie sprawę, że wiąże się to z fotoreporterami, zdjęciami. To nie znaczy, że nie chcę, żeby mnie fotografowali, ale zwyczajnie mnie to nie kręci. A czy jestem gotowy? Jutro jest premiera mojej płyty i to jest początek drogi i nie nagrałbym tej płyty, gdybym nie był gotowy.

Co będziemy mogli usłyszeć na Twojej płycie?
Są dni, kiedy uwielbiam słuchać ballad i są też takie, kiedy wolę heavy metal, dlatego też na płycie będą przeróżne utwory. Ja bardzo się cieszę bo płyta już 3 tygodnie przed premierą uzyskała status złotej płyty! Sprzedało się ponad 16 tysięcy sztuk, kiedy płyty nie było jeszcze w sklepach. Fani tak naprawdę kupowali tylko okładkę. Zaufali mi.

Fani, czyli tak jak w przypadku Justina, młode dziewczyny?
Tak, ale na koncertach widzę tez paczki znajomych w wieku 20 lat

Czyli masz za sobą pierwsze koncerty?
Jestem po pierwszej trasie koncertowej. Koncertowałem we Wrocławiu,  Krakowie,  Warszawie, Katowicach, Łodzi.

Twoja kariera bardzo szybko się rozwija
Jest bardzo szybko, ale nie uważam, że szybko znaczy źle.

Nie boisz się tzw „sodówki”?
Jestem zdania, że ten kto wszedł do showbiznesu powinien umieć zachować umiar i musi wiedzieć kiedy ma przestać. Ja się zajmuję tylko i wyłącznie muzyką. Nie interesuje mnie pozowanie na ściankach, chodzenie na eventy. Nie jestem żadną gwiazdą. Może kiedyś będę, ale wtedy ciągle nie będą mnie kręciły tego typu rzeczy.

A jeśli Kuba Wojewódzki zaprosi cię do swojego programu to przyjmiesz zaproszenie?
Jeśli Kuba Wojewódzki zaprosi mnie do swojego programu to ja tam pobiegnę! Byłem w programie „Świat się kręci” w Telewizji Polskiej i ten program był dla mnie troszeczkę za sztywny. Chciałbym bardzo dotknąć takiego programu jak „Kuba Wojewódzki” i wierzę w to, że wkrótce mnie zaprosi (śmiech). Myślę, że mamy podobne poczucie humoru, dlatego pewnie nam się będzie miło rozmawiało. Kuba jest mega inteligentnym facetem. Widziałem chyba wszystkie odcinki jego programu.

Ani trochę nie boisz się Kuby? Niektóre gwiazdy są zapraszane do jego programu od kilku lat, ale tak bardzo obawiają się pytań Kuby, że odmawiają
Ja myślę, że gdyby Kuba próbował mnie jakoś zniszczyć to ja bym mu się nie dał! (śmiech) Znalazłbym mocną ripostę! Oczywiście taką nieobrażającą go, bo wiadomo, że on wszystko mówi na żarty.

To my życzymy ci, aby Kuba szybko zaprosił cię do swojego programu! Dziękujemy ci za rozmowę!
Dziękuję!

Wiesz, że jesteś bardzo podobny do Piotrka Kaszubskiego?
O nie!! Jesteś milionową osobą, która mi to mówi! Ja tego podobieństwa nie widzę!


 

 

„Jeśli mogę, to wyjmuję swoje serce i kładę na talerzu” – wywiad z Mają Sablewską

Kilka miesięcy temu dostała swój program na TVN Style. Od tego momentu ciągnie się za nią pasmo sukcesów – stała się dzięki niemu inspiracją dla wielu kobiet. Niegdyś ekspert od wizerunku wielkich gwiazd, dziś – tysięcy Polek! Z Mają Sablewską, bo o niej mowa, porozmawiałyśmy podczas jubileuszowego pokazu Paprocki&Brzozowski.

 

K&P: Zmieniłaś ostatnio nieco swój image – sukienki, mocniejszy makijaż…

M: Ja po prostu tak mam, że jak coś czuję to, to robię i się nad tym nie zastanawiam, czy ktoś mówi, że odsłaniam swoje wady czy zalety. Jak się dobrze czuję, to po prostu tak jest i nie obchodzi mnie opinia ani mediów ani ludzi, którzy różnie do tego podchodzą.

K&P: Skończyła się właśnie pierwsza edycja Twojego programu. Podobno w kolejnej mają pojawić się również mężczyźni.

M: Tak, skończył się program i okazał się on ogromnym sukcesem. Jest to dla mnie nagrodą i więcej nie potrzebuję w tym roku, na prawdę. Jeśli ludzie pokochali ten program, to znaczy, że to, co robię i kocham, ma sens. Przygotowujemy drugą edycję i rzeczywiście mamy zamiar wziąć do niej mężczyzn. Dowiedziałam się też dzisiaj i jest to najważniejszą rzeczą dla mnie, że program będzie od grudnia na kanale iTVN, czyli będą mogli go oglądać ludzie na całym świecie. To jest dla mnie ogromny prezent, także tak naprawdę można powiedzieć, że ja również mam dzisiaj urodziny (śmiech).

K&P: Gratulujemy! W programie udało Ci się zmienić wizerunek 13 kobiet. Czy któraś z nich powróciła do swych dawnych przyzwyczajeń?

M: Mam nadzieję, że nie! Wiecie dziewczyny, to jest tak, że ja nikogo na siłę nie mogę zmuszać. Ja im wszystkim daję całe dobrodziejstwo, które mam. Wszystko dobre, co mogę im przekazać, to im daję. Te, które chcą, to biorą i korzystają, a jeżeli są słabe, to tego nie robią. Większość na pewno wzięła to do serca i wiele zmieniła. Są też wyjątki, które zmieniły swoje życie o 180 stopni. Wiecie jak jest ze mną – ja, jeśli mogę, to wyjmuję swoje serce i kładę na talerzu. Ale nie będę tego robiła na siłę, bo już raz to zrobiłam, w przypadku współpracy z Edytą na przykład i to się nie udało. Im więcej dawałam, tym więcej dostawałam po dupie. Nie chcę tego więcej.

K&P: Każdy z bohaterów Twojego programu był wyjątkowy na swój sposób. Która z bohaterek najbardziej utkwiła w Twej pamięci?

M: Chyba ostatnia, czyli Ewa na wózku. To była niesamowita historia – gdy pojawiła się u nas na kanapie, traktowałam ją zupełnie normalnie. W pewnym momencie powiedziała mi, że chciałaby pójść do ślubu na własnych nogach. Kompletnie nie wiedziałam, co zrobić, ale powiedziałam jej, że to czuję i to jej bardzo pomogło. Ostatecznie wylądowałam u niej na ślubie i to było wspaniałe, bo to wszystko było mocno autentyczne i prawdziwe. Mam do tego ogromny sentyment. Ale tak na prawdę wszystkie bohaterki wspaniałe.

K&P: Utrzymujesz z nimi kontakt?

M: Jasne, albo rozmawiamy na facebook’u, albo dzwonimy do siebie. Ja się zawsze śmieję, że mam 13 nowych przyjaciółek.

K&P: Dziękujemy Ci za rozmowę i życzymy w takim razie dalszych sukcesów!

M: Dzięki dziewczyny!

 

13 razy Paprocki&Brzozowski !

Każda rocznica jest niezwykle ważna. Bez wyjątku. Czy dotyczy ona nas samych, czy też naszych bliskich, czy świętujemy wspólnie spędzone chwile, albo lata istnienia naszej firmy – zawsze jest to istotny rok za pasem. Są to kolejne lata, które udało nam się sukcesywnie przetrwać mimo licznych niepowodzeń i przykrości, które tak często stawiane są na naszej drodze. Każda zatem rocznica jest powodem do radości i celebracji – nawet ta 13!

Czy sama liczba „13” może rzeczywiście mieć jakiś wpływ na nasze nieszczęście? Oczywiście, że nie. Wszystko tkwi w naszej podświadomości, o czym Mariusz z Marcinem, chyba doskonale wiedzą, skoro podjęli ryzyko uczczenia 13-tego jubileuszu swojej marki. Projektanci podeszli do tego z ogromnym dystansem oraz ironią, prezentując nam kolekcję ubrań przepełnionych prostymi koszulkami z nadrukami w postaci liczb 13 oraz 7, a także czarnych kotów i czterolistnych koniczyn. Można powiedzieć, że odwrócili „kota ogonem” i pechową liczbę 13 zamienili na drugą – szczęśliwą stronę.

Pokaz miał miejsce w praskim Soho Factory, które jest chyba jednym z ulubionych miejsc Paprockiego i Brzozowskiego, gdyż tam również zaprezentowali m.in. swą poprzednią kolekcję. Nasze osobiste wspomnienia z tą halą są równie pozytywne, zatem ucieszyłyśmy się na wieść, że ponownie możemy się tam wybrać. Wnętrze niczym nie zaskakiwało. Jak zwykle po lewej i prawej stronie stały barki z alkoholem, po środku czerwony dywan prowadzący do „ścianki wspinaczkowej”, za którą znajdował się wybieg i krzesełka dla gości. Zaskoczenie nastąpiło zobaczywszy na początku wybiegu ogromną głowę czarnego kota, który groźnie łypał na nas wzrokiem. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałyśmy i pierwsza myśl, jaka się pojawiła, to pytanie – skąd będą wychodzić modelki? Czyżby z paszczy lwa? Tfu, kota?:) Niestety nic z tego…

Pokaz rozpoczął się standardowo po czasie, bo nie od dziś wiadomym jest, że jedną z najważniejszych części tego typu imprez jest 1-2 godzinne pozowanie gwiazd i celebrytów. Gdy jednak każdy (a właściwie z tego, co słyszałyśmy, a nawet widziałyśmy –nie każdy…) zajął swoje miejsce – zgasły światła i Kasia Sokołowska poprosiła o nieużywanie aparatów ani kamer przez pierwszą minutę pokazu. Nie ma co ukrywać, że się zdziwiłyśmy i fala adrenaliny przepłynęła przez nasze ciało. Było naprawdę magicznie – zrobiło się totalnie ciemno i nagle całą halę wypełniła niesamowicie głośna, mroczna, elektroniczna muzyka, z kolei z oczu kota wystrzeliły laserowe zielone smugi światła. Efekt był piorunujący, totalnie zapierający dech w piersiach. Rzeczywiście, potężny łeb kota, przez minutę kierował swe laserowe spojrzenia na publiczność, po czym pojawiło się światło i zaczęły wychodzić modelki. Oczywiście zza ogromnej głowy, nie z paszczy:)

W trakcie pokazu żadnych efektów specjalnych już nie było, z kolei zwieńczenie było równie spektakularne jak i rozpoczęcie, gdyż całe Soho zostało „zalane” złoto-srebrnym deszczem gwiazdkowego konfetti. Muzyka, piękne, kolorowe, a w tym również błyszczące metaliczne stroje, niebieskie balony w rękach modeli + spadające gwiazdki, stworzyły przepiękną kompozycję, która zaczarowała myślimy, że – wszystkich przybyłych gości. Niespodzianką był występ Wandy Kwietniewskiej, która zaśpiewała piosenkę „Siedem życzeń”.

Jak można się domyślić, to właśnie z serialu „Siedem życzeń” Paprocki i Brzozowski czerpali swe inspiracje. Potwierdzają to nadruki na koszulkach „Hathor, Hathor, Hathor” czyli magiczne słowa wypowiadane przez serialowego kota Rademenesa, a także sam kot. Być może to właśnie jego głowa królowała podczas jubileuszu. Sam Mariusz Brzozowski zdradził nam, że była ona tego wieczoru symbolem przemiany

„Kot jest nawiązaniem do liczby 13, do czegoś, co kojarzy się z pechem. Nam posłużył do zabijania tego pecha, do tego żeby przerodził się on w szczęście”.

Udało się! Pokaz odbył się bez szwanku, wszystko było perfekcyjne, a sama kolekcja jak zwykle zachwyciła. Pomijając motywy szczęśliwych symboli, projektanci stworzyli po raz kolejny, charakterystyczny dla nich, niesamowicie kobiecy, subtelny look. Na wybiegu pojawiły się sukienki z delikatnych, zwiewnych tkanin, przeplatane uroczymi falbanami w pastelowych tonacjach. Tuż obok nich, dla kontrastu stworzyli metaliczną linię, zachwycających połyskiem złotych, mroźno niebieskich, granatowych i grafitowych kreacji. Nie zapomnieli także o części męskiego grona. Najwyraźniej po ostatnim debiucie odnieśli sukces, gdyż na wybiegu zjawili się także modele ubrani w kolorowe marynarki i spodnie, udowadniając wszystkim, że moda męska wcale nie musi być szara i smutna.

fot. Filip Okopny

Paprocki&Brzozowski w piękny sposób uczcili swoje święto, czego serdecznie im gratulujemy! Życzymy, aby taki szczęśliwy czarny kot Rademenes towarzyszył im przez kolejne 13 lat i spełniał ich najśmielsze marzenia:)

Hathor Hathor Hathor!

 

„To, co ludzie wymyślają to jakaś masakra!” – wywiad z Basią Kurdej-Szatan

Kogo jak kogo ale Blondynki z reklamy Play chyba nie trzeba nikomu przedstawiać :)
Zapraszamy do przeczytania krótkiej rozmowy z Basią Kurdej-Szatan przeprowadzonej podczas benefisu Wojciecha Kępczyńskiego.

K&P: Czy nie masz już dosyć tego zainteresowania twoja osoba, ciągłych wywiadów, powtarzających się pytań?
B: Tak, tych samych pytań mam zdecydowanie dosyć. Najczęściej słyszę „ Z którą gwiazdą najlepiej mi się pracowało?”, „Czy dostałam się do reklamy Play z castingu?”.

K&P: O co chciałabyś być pytana?
B: Głównie o pracę.   Fajnie, że media zaczęły się interesować moim mężem, bo ma swój zespół, ale nie chcę opowiadać o swoim życiu prywatnym. Ostatnio czytałam na plotkarskich portalach, że nie mam czasu dla córki. Owszem, powiedziałam, że jestem bardzo zapracowana, ale nie trzeba od razu przedstawiać to tak, jakby liczyła się dla mnie tylko kariera, a rodzinę miałabym w dupie. To co ludzie wymyślają to jakaś masakra.

K&P: Czy spodziewałaś się takiego rozgłosu?
B: Nie i to jest jedno z pytań, które bardzo często słyszę (śmiech)

K&P: Jak długo jesteś związana z Teatrem Roma?
B: 1,5 roku. Cały jeden sezon grałam – od „Deszczowej Piosenki”

K&P: A jak się czułaś dzisiaj w roli konferansjera?
B: Wspaniale! Ja jestem zaszczycona, że zaproponowano mi prowadzenie tego benefisu. To była dla mnie pierwsza konferansjerka w życiu. Jeszcze nigdy nie prowadziłam tak dużych i ważnych imprez. Trochę się stresowałam, ale właśnie stwierdziłam, że to lubię (śmiech)

K&P: Może się przerzucisz z aktorstwa na konferansjerkę?(śmiech)
B: A może! (śmiech). Nie, na pewno nie! Aktorstwo uwielbiam więc nie zrezygnuję. Prowadzenie imprez ewentualnie dodatkowo!

K&P: Życzymy w takim razie powodzenia i dziękujemy za rozmowę!
B: Dziękuję i wzajemnie!

„Najtrudniejsze sceny to te, w których nie używaliśmy słów i ważne były tylko spojrzenia” – wywiad z Bartoszem Gelnerem

Swoim talentem zachwycił Krzysztofa Warlikowskiego, a następnie zaczął zachwycać fanów inscenizacji na deskach Nowego Teatru. Na ekrany kin wszedł z mocnym akcentem wcielając się w postać Aleksandra w filmie „Sala samobójców”. Po dwóch latach powraca i to w niebanalnym stylu…

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Bartoszem Gelnerem.

P: Jak zaczęła się twoja przygoda z filmem „Płynące wieżowce’? Dostałeś propozycję zagrania roli Michała czy poszedłeś na casting?
B: To był normalny casting przeprowadzony przez Tomka Wasilewskiego. W jednym z ostatnich dni castingu pojawiliśmy się z Mateuszem Banasiukiem. Na castingu ja grałem Kubę, którego ostatecznie zagrał Mateusz, a Mateusz Michała. Było zupełnie na odwrót. Tomek nas pozamieniał.

P: Dlaczego was pozamieniał?
B:  Nie wiem, jakaś taka energia się wytworzyła na castingu i Tomek tak chciał spróbować. Ja też w sumie przygotowywałem się bardziej do roli Kuby na casting a później wyszło inaczej, aczkolwiek w rezultacie jesteśmy zadowoleni.

P: Jak Ci się pracowało z Mateuszem Banasiukiem?
B: Super bo my się znamy już bardzo długo. Poznaliśmy się na planie serialu, który kręciliśmy parę lat wcześniej. Bardzo się polubiliśmy , więc współpraca była mega w porządku.

P: Czy tak kontrowersyjne sceny jak te, które mogliśmy oglądać w filmie „Płynące wieżowce” łatwiej zagrać z kimś obcym czy jednak z osobą , którą się zna?
B:  W moim przypadku jest tak, że odegranie z Mateuszem scen bliskości nie było dla mnie problemem. Mateusz jest moim kumplem, znamy się, przebieramy się razem w szatni, kąpiemy pod prysznicami itd. Mam tez swój pogląd seksualny i granie takich scen nie było dla mnie problemem. To jest film, taki jest scenariusz i oboje z Mateuszem mieliśmy świadomość tego jakie wyzwanie podejmujemy. Reżyser Tomek Wasilewski fajnie nami kierował i nie było żadnego problemu, żeby po odegraniu takich scen spojrzeć sobie w oczy.

P: Które sceny były dla ciebie najtrudniejsze do zagrania?
B: Najtrudniejsze sceny to te, w których nie używaliśmy słów i ważne były tylko spojrzenia. To jest tak samo jak w życiu. Czasami możesz na kogoś popatrzeć i wyczuć chemię i wtedy już gitara. Osiągnąć w filmie coś takiego było trudne. Wszystkie te sceny polegające na delikatności były zdecydowanie najtrudniejsze.

P: Jak oceniasz „Płynące wieżowce” z punktu widzenia widza?
B: Jak zobaczyłem go pierwszy raz pomyślałem, że jest to dobre kino europejskie. Ja lubię takie filmy. W filmie interesują mnie emocje.

P: Jak myślisz, jak publiczność zareaguje na tak wiele scen, w których dominuje nagość?
B: Dla kogoś nagość może jest kontrowersją. Ja uważam, że nagość jest super. Może trzeba czasem w niedzielę, w południe wypić kawę nago i do tej nagości się przyzwyczaić. Nagość nie musi być tylko wtedy, gdy jest się w łóżku w sytuacji intymnej. Ciało ludzkie jest piękne. Tomek miał taki pomysł na ten film i ja rozumiem ten zamysł.

P: Niektórzy aktorzy maja swoich dublerów do tego typu scen
B: Ja nie miałem zbyt wiele scen nagości. O nagość chyba lepiej zapytać Mateusza Banasiuka, ale z mojego męskiego punktu widzenia dubler chyba nie był mu potrzebny (śmiech).

P: Powstają jakieś nowe projekty z twoim udziałem?
B: W najbliższym czasie będę grał w spektaklu na festiwalu „Boska Komedia” w Krakowie. „Płynące wieżowce” dopiero wejdą do kin więc może jakieś propozycje filmowe się pojawią. Cały czas gram w serialu „Barwy szczęścia” i ogólnie nie narzekam pomimo jesieni (śmiech).

P: To ja tobie dziękuję za rozmowę i życzę więcej ról jak ta w „Płynących wieżowcach”
B: Takich to już może nie, żeby nie dać się zaszufladkować. Trzeba iść do przodu (śmiech).