„Pojechałem na sam szczyt wieżowca „Wprost” i ogłosiłem w redakcji, że chcę zostać redaktorem naczelnym!” – wywiad z Robertem Patoletą

Na swoim koncie ma całe mnóstwo wywiadów. I to nie byle jakich! To on zapytał Marinę Łuczenko o to, czy zdarzył jej się jednorazowy seks i to jemu Edyta Górniak nigdy więcej nie udzieli wywiadu bo… nazwał ją celebrytką. Tym razem to my postanowiłyśmy wziąć Roberta Patoletę pod nóż. Tylko nam opowiedział o swoich początkach w karierze dziennikarskiej, o swoich planach na przyszłość i przede wszystkim… o tajnikach polskiego showbiznesu!

Kiedy zacząłeś interesować się polskim showbiznesem?

Prowadząc program w „Superstacji” zatytułowany „Czarno na białym”, w którym w zabawny sposób traktowaliśmy polityków i celebrytów, zastanawiałem się nad stworzeniem serwisu show biznesowego. W ten sposób powstał Wideoportal.pl, który istnieje już ponad pięć lat. Od tej pory próbuję pokazywać prawdę o tej branży.

Jakie były Twoje początki kariery dziennikarskiej? Podobno zrobiłeś coś bardzo kontrowersyjnego, aby zaistnieć?

Kiedy miałem 26 lat, szukałem pracy. Pojechałem na sam szczyt wieżowca „Wprost” i ogłosiłem w redakcji, że chcę zostać redaktorem naczelnym. Naczelnym nie zostałem, ale dostałem tam staż. Mój pierwszy artykuł był o telewizji VIVA, która wówczas wchodziła na polski rynek jako konkurencja dla MTV.

Aktualnie coraz więcej młodych, spragnionych sławy dziewczyn decyduje się na odważne i kontrowersyjne kroki, takie jak pojawienie się na imprezie bez bielizny. Myślę, że tego typu zachowania za jakiś czas przestaną kogokolwiek szokować. Jak w takim razie wyobrażasz sobie showbiznes za 10 lat? Do czego będą zdolni ludzie, aby zwrócić uwagę mediów?

Showbiznes coraz bardziej zaczyna przypominać branżę porno, więc w przyszłości większość celebrytek będzie epatowała swoją seksualnością. Wyuzdanie stanie się czymś normalnym. Za parę lat to się zmieni. Intrygować będą nowe osoby, zakryte od stóp do głów, bo golizna już się nieco znudzi. Zostanie przypomniana zasada, że najbardziej interesujące jest to, co niewidoczne dla oka.

Jak Twoim zdaniem zmienił się polski showbiznes w przeciągu ostatnich lat?

W zawiązku z kryzysem gospodarczym, stał się bardziej ubogi. Przez to na znaczeniu straciła telewizja. Stacji telewizyjnych nie stać na taką ilość wielkich i rozbuchanych bogactwem show i festiwali jak wcześniej. Skorzystał za to internet. Dzięki serwisom plotkarskim, blogom czy serwisom wideo ludzie interesują się showbiznesem. Okazało się, że uwagę mogą też skupiać tańsze, ale niestety wątpliwej jakości serialiki typu „Miłość na bogato”, które choć pochodzą z telewizji, najbardziej popularne są właśnie w internecie. Ponadto powstał rynek celebrycki, który pięć lat temu dopiero raczkował. Dzisiaj bardzo wiele osób chce się wylansować na showbiznesowych salonach, ponieważ wiedzą, że jest to bardzo łatwe. Wystarczy pokazać intymną część ciała albo udawać partnerkę lub partnera kogoś znanego i już można stawać na ściance w blasku fleszy.

Podobno jesteś twórcą wielu funkcjonujących w mediach celebrytów. Kogo „stworzyłeś”? I jak wygląda proces tworzenia celebryty?

W trakcie mojej pracy jako dziennikarz pomogłem wielu artystom i celebrytom. Wielu celebrytów prosi mnie o pomoc i radzi się w kryzysowych sytuacjach. Kiedyś osoba, która chciała zostać celebrytą, musiała mieć charakterystyczne cechy, w odpowiedni sposób zwracać na siebie uwagę i mieć na siebie odpowiedni pomysł. Tak było ze Sławkiem Oborskim, narzeczonym Joli Rutowicz. Wystarczył jeden wywiad, żeby zdobył ogromną popularność. Żywot celebryty jest jednak krótki, bez odpowiedniego, długotrwałego planu na siebie, takie osoby szybko odchodzą w zapomnienie.

W swoim programie „To się nagrywa” zadajesz znanym osobom często niewygodne i kontrowersyjne pytania. Czy celebryci się na Ciebie obrażają?

Tak, zdarza się, że celebryci lub ich menadżerowie obrażają się na mnie. Jest to podejście bardzo amatorskie i świadczy o kompletnym niezrozumieniu tej branży, w której nawet negatywny rozgłos można w inteligentny sposób zamienić na sukces. Celebrytom, którzy strzelają fochy, radzę poobserwować rynek amerykański. Tam nikt tak naprawdę na nikogo się nie obraża. Showbiznes to gra z przymrużeniem oka, kto nie ma dystansu do siebie, w końcu z tej gry odpada.

Zrobiło się ostatnio o Tobie głośno po tym, jak nazwałeś Edytę Górniak celebrytką a następnie umieściłeś film, w którym przepraszasz Edytę. Jedni mówią, że zrobiłeś sobie żart, inni, że przeprosiny były szczere. Jak było naprawdę?

Do momentu słynnego już „wywiadu” nie myślałem, ani nie mówiłem o Edycie jak o celebrytce. Jednak od tamtej pory obserwuję jej karierę bardziej pod tym kątem. Okazało się, że oprócz tego, że jest jedną z niewielu gwiazd w naszym kraju, często zachowuje się jak celebrytka. Mam nadzieję, że na swojej nowej płycie pokaże się jednak jako artystka najwyższej klasy. Chciałem Edytę do tego zachęcić. Taki był cel wideo, które nagrałem, ale którego nie nazwałbym przeprosinami.

Ostatnio Agnieszka Szulim powiedziała, że najbardziej „foszastą” gwiazdą jest Katarzyna Zielińska. Czy są gwiazdy, które Ty mógłbyś okrzyknąć tym mianem? Takie, które są przewrażliwione na swoim punkcie?

Wiele celebrytek nie ma dystansu do siebie, są przewrażliwione na swoim punkcie. Wiele z tych osób to egocentryczki, uważające się za pępek świata. Wynika to z tego, że nie żyją i nie chcą żyć w normalnym świecie, tylko w bajce, w której są księżniczkami. Normalniej zachowują się osoby starsze, których początek kariery przypadł na czasy sprzed epoki „tylko ja, ja, ja”. Z nimi rozmawia się dobrze, ale oczywiście nie jest to reguła, czasami osoby młode też bywają skromne.

Czy masz parcie na szkło? Zależy Ci na rozpoznawalności?

Wiele razy podkreślałem, że mam parcie na szkło, jak większość osób pracująca przed kamerą. Nie lubię pustej popularności. Rozpoznawalność powinna być z czymś kojarzona, jest potrzebna do realizacji kolejnych projektów i czasami pomaga w normalnym życiu. Poza tym, dziś zarabia się na wizerunku i dotyczy to również dziennikarzy.

Czy świat showbiznesu jest Twoim zdaniem niebezpieczny? Czy narkotyki w showbiznesie są czymś powszechnym? Czymś, z czego korzysta się często i chętnie?

Nie interesowałem się nigdy szczególnie narkotykami, ale są one łatwo dostępne w showbiznesie. Narkotyki są popularne w każdej branży wiążącej się z sytuacjami powodującymi podwyższony stres. I w każdej branży, w której zarabia się większe pieniądze. W końcu nie jest tajemnicą, że działka jakiegokolwiek dragu to koszt wyższy niż paczka papierosów.

Jesteś właścicielem firmy „Euforia Media”. Czym zajmuje się ta firma?

To firma, która produkuje moje programy, wywiady dla Wideoportal.pl, WP.tv i zlecenia zewnętrzne, na przykład firmy promocyjne czy szkoleniowe dla firm.

Aktualnie jesteś również redaktorem naczelnym wideoportal.pl, dziennikarzem WPtv, prowadzisz bloga, a kiedyś pisałeś także dla „Wprost”, „Newesweek” czy też „Gala”. Jesteś związany z prasą, internetem i telewizją. Do którego z tych mediów masz największy sentyment i dlaczego?

Najważniejszy jest dla mnie internet. Celowo wybrałem właśnie ten komunikator, bo w nim jest przyszłość nie tylko showbiznesu, ale również wszystkich mediów elektronicznych. Ważna jest dla mnie telewizja. To medium szczególne, wciągające i fascynujące. Telewizja jeszcze przez co najmniej kilka lub kilkanaście lat będzie bardzo ważna i dominująca na rynku mediów.

Jesteś obecny na niemal każdym pokazie mody polskich projektantów. Interesujesz się modą?

Nie interesuję się w szczególny sposób nowymi trendami, ale orientuję się kto jest kim, więc nikt nie zaskoczy mnie pytaniem o pokaz Schleswiga i Holsteina . Mam swój gust i dokładnie wiem co mi się podoba, a co nie. Moda jest specyficzną branżą i należy ją odbierać subiektywnie. Nie można jednak przedobrzyć. Ciężko się ogląda osoby przesadnie wystrojone, a ofiary mody są liczne w tym światku.

Jakie są Twoje plany zawodowe?

Mam bardzo wiele pomysłów zawodowych. Część z nich wiąże się z poważniejszą stroną showbiznesu a część z dziedzinami, które wokół showbiznesu krążą. Będę je po kolei ujawniał i wtedy będzie o nich głośno.

Czy jest szansa, że pojawisz się wkrótce na kanapie u Kuby Wojewódzkiego? A może sam będziesz miał podobny program?

Kuba Wojewódzki za bardzo się mnie obawia, żeby zaprosił mnie do swojego programu . Uważam jednak, że formuła jego programu powoli się wyczerpuje. Żeby zyskać rozgłos, zwrócić na siebie uwagę czy powiedzieć coś istotnego, nie trzeba dzisiaj wielkiego telewizyjnego show. Wystarczy przecież internet. To jest centrum wszystkiego.

Dziękujemy za rozmowę!

Gala charytatywna Businesswoman&Life na rzecz fundacji „Akogo?” Ewy Błaszczyk

Przyznam się na wstępie, że to pierwsza taka gala, na której byłam, zatem nie wiedziałam, jakimi prawami się rządzi. Oczywistym dla mnie faktem był cel – czyli zgromadzenie jak największej puli pieniędzy na rzecz fundacji.

Tego roku, wydarzenie te odbyło się w uroczym Teatrze Kamienica i zostało poprowadzone przez Pawła Burczyka. Nigdy wcześniej go nie widziałam w roli konferansjera, więc byłam w szoku, gdy zobaczyłam, w jak genialny sposób prowadzi tę galę. To było pomieszanie konferansjerki ze spektaklem i kabaretem – ludzie dosłownie płakali ze śmiechu. Niestety jednak dobry konferansjer nie zawsze jest w stanie uratować całość.

Celem tegorocznej gali było uzbieranie jak największej sumy pieniędzy na rzecz fundacji „Akogo?” Ewy Błaszczyk. W związku z tym, magazyn Businesswoman&Life przygotował sesję zdjęciową ze znanymi kobietami polskiego biznesu oraz show biznesu. Mogliśmy zobaczyć na nich: Ilonę Felicjańską, Annę Kulec-Karampotis, Laurę Łącz, Reginę Koenig, Sylwię Gruchałę, Izabelę Lenartowicz, Joannę Jabłczyńską, Katarzynę Gromadę, Grażynę Wolszczak, Barbarę Przetakiewicz, Iwonę Guzowską, Karolinę Siudyłę, Ewę Krajewską, Marię Jolantę Batycką-Wąsik, Ewę Błaszczyk, Małgorzatę Rosołowską-Pomorską, Majkę Jeżowską, Annę Majsterek, Małgorzatę Ostrowską, Agnieszkę Czarnecką-Wiącek, Annę Korcz, Lolitę Brzozowską-Roman, Sylwię Gliwę, Ewę Misiak, Elżbietę Jeznach, Annę Sobkowiak, Anetę Murakowską.

Zdjęcia zostały wystawione na aukcję podczas gali. Paweł Burczyk prowadził licytację i jak wyżej wspomniałam, mimo iż starał się jak tylko mógł, zainteresowanie kupnem zdjęć było bardzo małe.

Start był od kwoty 1 000 zł. Trzeba było prosić ludzi i dokładać do każdej fotografii jakiś dodatkowy prezent w postaci vouchera, biżuterii czy torebki, aby ktokolwiek je wylicytował. Epicentrum nastąpiło mniej więcej w połowie licytacji, kiedy to ¾ ludzi opuściło salę, po której wędrował koszyk (niczym podczas mszy) aby każdy wrzucił „grosz” od siebie. Nikt nie chciał bowiem wylicytować zdjęcia z Sylwią Gliwą… czy to wina słabego zdjęcia, albo pozującej na nims aktorki? Nie sądzę. Myślę, że po prostu organizatorzy zaprosili nie do końca odpowiednich gości… Za dużo ludzi, nieładnie mówiąc – średniej klasy, z kolei za mało – biznesmenów. Niestety ja się muszę wpisać do ¾ grupy, która nie wytrwała do końca licytacji, zatem nie wiem, jaki był jej finał. Cieszy mnie z kolei fakt, że nikt nie stawiał na celebrytów i było bardzo mało znanych twarzy, które by mogły dzielnie prezentować swoje wdzięki na ściance sponsorskiej.

Wśród ludzi, którzy wyszli z gali jeszcze przed jej końcem, znalazła się jedna z kobiet, biorących udział w sesji – piosenkarka, Małgorzata Ostrowska. Zamieniłam z nią kilka zdań na temat tego typu wydarzeń, a w tym również wspieranie fundacji „na pokaz”.

Podczas tego typu wydarzeń, często zdarza się, że gwiazdy nie skupiają się na celu imprezy, lecz przychodzą by po raz kolejny się pokazać i zapozować na ściance.

Ja dzisiaj nie pozowałam, ale też nie miałam, póki co, kiedy. Ja za często nie bywam na salonach. Doceniam jednak potrzebę takiego pokazania się, ale myślę, że jednak najistotniejszą rzeczą jest sedno sprawy, czyli ta akcja charytatywna, która ma przynieść jakieś pieniążki w wiadomym celu.

Sądzi Pani, że ścianki sponsorskie są potrzebne podczas gali charytatywnych?

Myślę, że to jest usatysfakcjonowanie sponsorów, więc tak. Jeżeli ktoś wykłada pieniądze, żeby zorganizować ten bal, albo dofinansować fundację, to powinien mieć rekompensatę w postaci napisu.

Czy uważa Pani, że promowanie swojej osoby na tle ścianki sponsorskiej podczas takiego wydarzenia jest na miejscu?

Jeżeli jest to główny cel, to raczej jest to nie na miejscu. Nie chce jednak z góry ustalać czy to dobre czy złe, bo tak się już dzieje, że ludzie w tym uczestniczą. Ja np. nie byłam jeszcze dziś na ściance, jednak gdyby mnie ktoś na niej postawił to bym pewnie na niej zapozowała, bo dlaczego nie? Wszystko zależy od tego, co się dzieje poza samym pozowaniem.

W jaki sposób Pani się angażuje w pomoc fundacjom?

Na przykład dając swój wizerunek do kalendarza tak jak teraz. Pieniądze z tego kalendarza zostaną przekazane fundacji Ewy Błaszczyk. Poza tym śpiewając, dając koncert, który jest uhonorowaniem dzisiejszej gali. Biorę ogólnie udział w różnych akcjach, nie zawsze jest to sprawa fundacji, czasami jest to kwestia pomocy. Najczęściej jednak uczestniczę w zorganizowanej pomocy, bo uważam, że przy takiej okazji zbiera się taką sumę pieniędzy, która jest odczuwalna dla danej organizacji.

Takie akcje powinny być nagłaśniane w mediach?

Uważam, że powinny, bo wtedy też się ludziom daje do zrozumienia, jakie to ważne robiąc nawet z tego pewnego rodzaju modę. Bez względu na to, z jakiego powodu te pieniądze trafiają do potrzebujących – ważne, że trafiają. Jeżeli ktoś naprawdę potrzebuje pieniędzy i potrzebujący dostanie te pieniądze, to nie jest ważne czy to jest modne, czy ktoś stanął na ściance, czy ktoś to zorganizował tak, a nie inaczej. Jeżeli pieniądze trafiają do potrzebujących, to jest super.

Na zakończenie przyznam, że zgadzam się ze słowami Pani Małgorzaty. Nie ważne, czy ktoś chodzi na gale charytatywne dla lansu, własnej promocji, czy pozuje na ściance czy też nie – ważne jest by został zrealizowany cel takiej imprezy, czyli pomoc innym.

Zosia Ślotała, Edyta Olszówka, Edyta Herbuś i Jakub Tolak o chirurgii plastycznej

Nie da się ukryć, że operacje plastyczne są tematem tabu w polskim showbiznesie. Gwiazdy zarzekają się, że to matka natura dała im piękne, duże usta, jeszcze większe piersi, ogromne oczy i odstającą pupę. Oczywiście nie wszystkim. Znaczna część znanych pań zaobserwowała na sobie pewien proces, który można nazwać „drugim dojrzewaniem”. To właśnie podczas tego procesu puchną usta, rosną ponownie piersi a tłuszcz z ud samoistnie przesuwa się w stronę pupy.

Żadnego z tych dwóch zjawisk, jak się okazało nie doświadczyła Maja Sablewska. Była menadżerka gwiazd należy do niewielkiego procenta osób, które przyznają się do poprawiania urody.

Kilka dni temu Maja była gościem porannego programu „Dzień dobry tvn”. Na słynnej, białej kanapie zasiadła razem z Magdą Gessler. Obie Panie zostały zaproszone w celu odbycia dyskusji dotyczącej chirurgii estetycznej. Jak się okazało, Maja i Magda nie należą do tego samego obozu. Znana wszystkim restauratorka i żona chirurga medycyny estetycznej stwierdziła, że nigdy nie korzystała z usług swojego męża: „Ja się dobrze czuję ze sobą. Jak się poczuję trochę gorzej, albo będę miała czas, żeby poczuć się gorzej, to może coś zrobię. Ja ogólnie jestem jak Francuzka – nigdy nie zapukałam do drzwi kliniki medycyny estetycznej”. 

Na odzew Mai nie musieliśmy długo czekać. Tuż po zakończeniu programu napisała na swoim facebooku: „Nie lubię poprawności politycznej! Temat medycyny estetycznej w naszym pięknym kraju jest bardzo trudny. Osoby, które korzystają z zabiegów regularnie nie potrafią się do tego przyznać. Mowa o moich koleżankach z tzw. show biznesu. Nie rozumiem dlaczego ich zachowanie jest tak nieprawdziwe i brzydkie Wstyd ? Zakłopotanie? Obciach? Dla mnie to czysta hipokryzja. Uwielbiam Panią Magdę, jest piękną osobą, ale błagam Nie bójmy się przyznać, nie okłamujmy samych siebie!”

Ta śmieszna sytuacja (jak z resztą wszystkie, które dotyczą polskiego szołbazaru) skłoniła nas do porozmawiania z gwiazdami na temat operacji plastycznych. Podczas poniedziałkowego pokazu Łukasza Jemioła zapytałyśmy kilka osób o ich stosunek do operacji plastycznych, o to, czy coś poprawili w swoim wyglądzie i o to, dlaczego osoby zmieniające się w taki sposób… 

… mówią, że to kwestia genów.

Zosia Ślotała

Ja myślę, że to jest usiłowanie zatrzymania czasu, a tak naprawdę nie ma czego się wstydzić. Operacje plastyczne to  temat tabu w Polsce, który bez sensu moim zdaniem jest w ogóle rozdmuchiwany. Ja myślę, że jeżeli ktoś ma ochotę, czuję taką potrzebę – czemu nie. Nagonka na ludzi, którzy się przyznają jest bezsensowna.

A Ty potrafilabyś się przyznać do poprawienia swojej urody?

Wiesz, łatwo jest powiedzieć tak naprawdę przed faktem. Jestem jeszcze dzięki Bogu na tyle młoda, że tych zmarszczek nie mam, ale jak będzie za 10, 15, 20 lat – nie wiem.

Nie wydaje ci się, że zoperowane kobiety są do siebie przerażająco podobne?

I tutaj się pojawia problem licencji, które są rozdawane lekarzom, chirurgom plastycznym, którzy nieumiejętnie operują kobiety i one przez to wyglądają tak samo. A przecież nie o to chodzi. Każdy powinien być traktowany osobno. 

Edyta Olszówka

Ja myślę, że to są intymne historie, każdy sam decyduje o czym chce powiedzieć. Gdyby te operacje dawały szczęście i gdyby była to recepta na szczęście, to pewnie wiele osób by z tego skorzystało. Ale to nie jest receptą na szczęście. Czas idzie dalej, starzeje nam się wątroba, płuca, paznokcie, serce – dlaczego tym się nie przejmujemy? Jeżeli operacje plastyczne chwilowo kogoś zaspokajają to jasne, ale nie jest to receptą na szczęście. Może okazać się za 10 lat, że starzenie się jest trendy i co wtedy? (śmiech).
Jest też coś takiego, że może niektórzy są odporni na ból. Mi życie daje wystarczająco dużo bólu, więc ja sobie niczego dodatkowo nie zafunduje. Nie chciałabym wyglądać na 30 lat bo już miałam 30 lat. Teraz mam 42 lata i bardzo chciałabym wyglądać na tyle lat i chciałabym, żeby ktoś mi powiedział, że wyglądam dobrze. Nie zależy mi na tym, żeby wyglądać młodo bo ja już byłam młoda. To jest tak jak z graniem ról. Granie ciągle tej samej roli jest bardzo nudne.

Edyta Herbuś

Ja mam taką zasadę, że nie oceniam innych, skupiam się raczej na własnych decyzjach. Ja na dzień dzisiejszy nie czuję potrzeby poprawiania swojej urody, więc jest mi to temat bardzo daleki. Rozumiem, że łatwy dostęp do chirurgii estetycznej może być kuszący i wcale nie dziwi mnie, że tak dużo osób z tego korzysta, aczkolwiek myślę, że najważniejsza jest samoakceptacja i raczej na tym bym się skupiała, jeśli mowa o poprawianiu wyglądu.
Nie wiem czy bym się przyznała do poprawiania urody, nie korzystałam nigdy z takich usług. Jeśli byłby to jakiś mój duży kompleks to pewnie trudno by mi się o tym mówiło, a jeśli miałabym do tego dystans to pewnie łatwiej. 
Planuję uprawiać dalej zawód, który wybrałam sobie już dawno. Chcę tańczyć, chcę być aktorką, więc uważam, że wszystko co nas kształtuje w taki naturalny sposób jest jak najbardziej pożądane. Sztuczna, nieruchoma twarz uniemożliwiłaby mi wykonywanie zawodu, więc to jest kolejny argument ku temu, żeby jednak z tego nie korzystać i żeby innymi sposobami dbać o siebie. Jeśli się prowadzi zdrowy i aktywny tryb życia, to jest to najlepszy upiększacz moim zdaniem i dopóki mi się to udaje, to z tego korzystam.

Jakub Tolak

Nie jestem przeciwnikiem operacji plastycznych. Jeżeli ktoś ma jakiś wielki kompleks i operacja go wyleczy to ok. Gorzej, gdy zaczynamy wszyscy wyglądać tak samo – a tak się niestety coraz częściej zdarza. To jest moim zdaniem bezsensu, bo fajne jest w ludziach to, że różnią się od siebie.

A Ty chciałbyś coś poprawić w swojej urodzie? Na przykład…pozbyć się zmarszczek?

Zmarszczki są akurat spoko, są ładne (śmiech). Mężczyźnie zmarszczki podobno dodają charakteru. Ja mam jakieś obiekcje co do swojej twarzy, oczywiście, że tak, ale jakoś nie spieszy mi się do tego, aby odwiedzić chirurga plastycznego.

 

 

„Nie każdy wywiad jest sielanką…” – wywiad z Marcinem Cejrowskim, cz. 2

Mieszkałeś jakiś czas w Stanach… Zastanawiam się, co robisz tutaj, czemu nie ma Ciebie właśnie tam?

Może i tam będę. Zobaczymy jak to się potoczy. Potrafię się odnaleźć w prawie każdym miejscu. Dobrze mi się mieszka w Warszawie, dobrze mi się mieszkało w Nowym Jorku, dobrze było w Londynie – chociaż tam szczerze mówiąc najmniej -bo nie przepadam do końca za tym miastem. Całkiem nieźle też radziłem sobie w Berlinie. Więc nie mówię nie. Teraz mam nawet kilka spotkań biznesowych w Nowym Jorku. Stamtąd lecę do Kanady. Nie będzie mnie prawie 3 tygodnie w Polsce i muszę Ci powiedzieć że, mimo, że w Nowym Jorku będzie zimno, a w Toronto będzie jeszcze gorzej – cieszę się, bo doładuję akumulatory. Jest tam zimno, ciemno i też buro, ale jednak energia tego miasta, energia ludzi, Manhattanu i innych miejsc, jest zupełnie inna.

Osiągnąłeś tak wiele, a trochę mam wrażenie, że uważasz, że to ciągle mało.

Liczy się to, co przede mną. Czerpię naukę z przeszłości, jednak jestem zodiakalnym bliźniakiem, a dla  nas bliźniaków ważne jest to, co będzie. Nie wracam do tego, co było.

Ja też jestem bliźniakiem i notorycznie wracam.

Wracasz? To nie wracaj. Idź do przodu! Będzie jeszcze czas, aby wracać. Mogę Ci poopowiadać, że zrobiłem zajebisty wywiad z Julią Roberts, Anthony Hopkinsem, miał być wywiad 5-cio minutowy, zamienił się w pół godzinny. Mogę Ci poopowiadać, na jakie private parties byłem zapraszany, mogę opowiedzieć o aktorkach i aktorach,  którzy do mnie mailowali po wywiadach żeby umówić się na randkę. Ale to już było. Idziemy do przodu – co dalej? Action, action! Robiłem tak wiele rzeczy, że mógłbym tak opowiadać i opowiadać. O Nowym Jorku, filmach dokumentalnych, setkach materiałów, które zrobiłem dla DDTVN, o wywiadach, działalności charytatywnej itd. O pracy w Ford Models Agency w Nowym Jorku, kiedy musiałem dorobić na kieszonkowe. O tym, że przez rok byłem menagerem Maryli Rodowicz. Tylko po co?

Powiedz mi w takim razie, z jaką „hollywódzką” gwiazdą zrobiłeś swój pierwszy wywiad?

To był John Malkovich. Miałem wtedy 24 lata, zrobiłem ten wywiad dla TVP. Świetny facet i powiem nieskromnie genialna rozmowa!

Nie stresowałeś się przed?

Nie. Mnie nie stresują rozmówcy. To też ludzie.

 Nie obawiasz się gwiazd, które gwiazdorzą?

To jest ich strata. Gwiazda zgadza się na wywiad w konkretnym celu. To jest show biz kochana i albo celem jest promocja filmu, albo promocja siebie samego, albo produktu albo jeszcze czegoś innego. Udzielając wywiadu podnosisz swoją wartość rynkową, proste. Jednak nie każdy wywiad jest sielanką, tak  miałem z Halle Berry. Masakra.

Dlaczego masakra?

Jej menager zgodził się na 3 pytania. A ona odpowiedziała mi na pierwsze dwa: „yes” i „no”. Rozumiesz…

Nie wzbudziło to w Tobie niechęci?

(śmiech) prawie spadłem z krzesła. Jednak dobrze przygotowałem się do tego wywiadu. Poza tym kupiłem jej prezent. Po dwóch odpowiedziach po prostu jej go wręczyłem. Przekupiłem ją.

Co jej dałeś?

Zegarek w kształcie ust, straszny koszmarek (śmiech). Kilka dni wcześniej Halle miała jakąś aferę z paparazzi. Wyzwała ich od najgorszych. Dałem jej zegarek i powiedziałem: „well, next time you better watch your lips”„Watch”„lips”. Rozbawiło ją to i zaczęła się rozmowa. Co się potem okazało, że bardzo przypominałem jej byłego narzeczonego, z którym właśnie się rozstawała. Potem zostałem zaproszony na jakieś party z panią Berry. Nie miałem czasu, więc nie poszedłem. Tydzień później dostałem maila od jej menagera, że jeśli kiedykolwiek będę w Los Angeles to Halle Berry zaprasza, i z przyjemnością poświęci mi więcej czasu. Nie skorzystałem, jeszcze (śmiech).

No tak, ale ma się też swoich idoli, którzy są na swój sposób dla nas ważni i taka rozmowa z nimi może chyba stresować?

Ja nie mam idoli, mam za to autorytety. Dla mnie autorytetem jest Tadeusz Mosz, Nina Terentiew Oprah Winfrey, Jay Lenno. Ryszard Kapuściński. Są też nimi moi rodzice. Idoli nie mam. Nigdy nie miałem  plakatów nad łóżkiem.

Czyli nigdy nie byłeś fanem żadnego zespołu muzycznego?

Słucham muzyki w samochodzie. Mam sto tysięcy różnych płyt. Słucham właściwie wszystkiego Radia Pin, RMF Classic, Chilli Zet, właściwie wszystkiego.

Z tego, co mi wcześniej powiedziałeś wnioskuję, że nie ma dla Ciebie czegoś takiego jak podział „wielka gwiazda z Hollywood/pani Krysia z kiosku”?

Wręcz przeciwnie – pani Krysia z kiosku może mieć miliard fantastycznych historii, może mieć skomplikowane życie wewnętrzne, że gwiazda z Hollywood to przy niej małe miki. Nie warto oceniać książki po okładce. Nie ważne, pani Krysia z kiosku, czy prezydent Obama. Najważniejsza jest prawda i marzeniem każdego dziennikarza, jest to żeby, choć rąbek tej prawdy uchylić

Udało Ci się kiedyś podczas wywiadu pokazać tę prawdę?

Wywiad z Andreą Bocellim. Wiosna tego roku – poleciałem do Toskanii, gdzie miałem umówiony u niego w domu 5-cio minutowy wywiad. Mówię „nie, no nie może być 5 minut, to jakaś masakra”. Gdy zameldowaliśmy się w hotelu, powiedziałem mojemu operatorowi: „słuchaj, ja jestem ciągle zapracowany, nigdy nie mam na nic czasu. Mamy teraz chwilę, pójdę ot tak sie przejść” i po drodze wszedłem do sklepu – salonu Gucciego. Pani sprzedawczyni była bardzo zdziwiona, że jak to, bo nikt nie robił u nich zakupów od 3 miesięcy (sprzedaż funkcjonuje u nich w sezonie, a to był nadmorski kurort i sezonu wtedy nie było). Mówię jej, że przyleciałem na wywiad z Andreą Bocellim, a ona na to, że go ubierają.  Od słowa, do słowa i dzięki tej Pani i tym zakupom poznałem trenera Andrei Bocell’ego, właścicielkę jego ulubionej kawiarni, księdza, który chrzcił jego dzieci i jeszcze kilku znajomych. Jednym słowem 1000% normy. Z 5 minutowego wywiadu powstał pół godzinny film.

A jak przebiegła sama rozmowa z Andreą? Ciężko uwierzyć, że naprawdę się tym nie stresowałeś.

Nie- to on się bardziej spinał, dlatego początek rozmowy był fatalny. Kiedy jednak  wymieniłem imiona jego przyjaciół rozmowa potoczyła się w zupełnie innym kierunku. Poznałem faceta z krwi i kości. Faceta, który leni się w siłowni, nienawidzi ćwiczeń kardio, ale za to pierwszy skacze ze spadochronu. Nie widzi, a mimo to przywiązuje ogromną wagę do tego jak wygląda. No i widzisz z 5-cio minutowego wywiadu zrobił się pół godzinny program mega exclusive.

Co Cię najbardziej pociąga w Twojej pracy?

To, że ja nigdy nie wiem, co się wydarzy. To, że dzisiaj siedzę tutaj z Tobą, jutro mogę być w Tajlandii, albo w Nowym Jorku, albo w RPA, Londynie lub Paryżu. Albo mogę siedzieć przez 3 miesiące w domu, bo nie będzie zleceń. Mój program został zdjęty, bo ścięli nam budżety. Wiesz, że nic nie wiesz, ale ja lubię niespodzianki.

Nie czujesz się czasem samotny? Bo paradoksalnie często tak jest, że ludzie, którzy są rzekomo otoczeni ludźmi, czują się samotni…

Nie wiem, każdy z nas czuje się czasem samotny, ale czy to jest dominujące uczucie? Nie powiedziałbym… Nie. U mnie się dzieje, jest non stop color. Być może jest non stop color,non stop action, action, bo brakuje jakiś takich stałych punktów w życiu.

Widzę na twojej ręce czerwoną nitkę, wyznajesz kabałę?

Tak, mam czerwoną nitkę przykrytą zegarkiem (śmiech). Przyjaźnię się z wieloma osobami z Centrum Kabbalah Polska. Czy wyznaję? Myślę, że to za dużo powiedziane. Podziwiam i bardzo chciałbym podchodzić do spraw i życia tak jak oni podchodzą.

To jest chyba dość modne wśród gwiazd Hollywood…

Hmm… nie wiem, czy to kwestia mody, chyba jednak świadomości.