Rock’n'roll ain’t easy baby

Moro, skóra, zamki, bandany, ciężkie kurtki i kamizelki… To tyko niektóre elementy, charakteryzujące najnowszą kolekcję Roberta Kupisza zatytułowaną „Iron”, na sezon jesień-zima 2014/2015.

Początek grudnia, śnieg i zaskoczeni warszawiacy. Nie jest tajemnicą, że tradycyjnie nikt się go nie spodziewał. Chociaż tego wieczoru na dworze było biało, ostatecznie wygrała… czerń! Wszystko to za sprawą hali Transcolor, w której odbył się najnowszy pokaz Roberta Kupisza! Wnętrzem ogromnej hali na kilka godzin zawładnęła ciemność. Było grunge’owo i… garażowo!

Pokaz rozpoczął się z konkretnym opóźnieniem. Przybyłe gwiazdy i celebrytki tym razem miały szczęście. Swoje spóźnienie wreszcie mogły wytłumaczyć warunkami atmosferycznymi. Wyjątkowo każda znana Pani wyszła w porę od kosmetyczki, fryzjer zakręcił jej ostatniego loka o zaplanowanej godzinie. Niestety…ten nieszczęsny i niedobry śnieg pokrzyżował wszystkim plany!

Kolejny pokazowy problem – kto gdzie siedzi. No właśnie… SIEDZI. Moje miejsce czekało na mnie do ostatniej chwili, a raczej, to ja je sobie sama wybrałam – w drugim rzędzie, niedaleko fotoreporterów. Moje ulubione, od zawsze, na zawsze – stojące. Widziałam wcześniej porozkładane kartki z nazwiskami na krzesłach, zatem wiedziałam mniej więcej gdzie, kto ma siedzieć. Problem pojawił się, kiedy na miejscu Natalii Siwiec wygodnie zasiadła pani XYZ, co spowodowało, że Miss Euro została bez miejsca.  Na szczęście znajomi siedzący w pierwszym rzędzie ustąpili jej krzesełka, więc problem szybko się rozwiązał.

Wracając do samego Mistrza i jego pokazu. Ok godziny 22 zgasły światła, na hali zrobiło się totalnie ciemno. Adrenalina podskoczyła, serce zaczęło bić, bo myślę sobie: Kurcze to jest Kupisz. Na pewno będzie show, może ktoś wjedzie tutaj zaraz na motocyklu?”. Nic z tego. Zza ściany opon znajdującej się na samym końcu wybiegu rozbłysło światło, ostra muzyka rock’owa zaczęła głośno grać, a na wybiegu pojawili się pierwsi modele. Tym razem było prosto, dynamicznie, bez tańczenia, bez skakania i innych tego typu akrobacji, którymi uraczył nas Robert podczas poprzedniego, sportowego pokazu. Wszystko jednak było spójne z tematyką pokazu. Wnętrze, kolorystyka, opony, muzyka stworzyły totalnie rock’n'rollowy, harleyowy klimat. 

Kupisz po raz kolejny pokazał swój nietuzinkowy, oryginalny charakter. Stworzył kolekcję o tematyce zupełnie innej od każdej poprzedniej, a jednocześnie do niej nawiązującą. Jak sam Robert powiedział, każda kolekcja się czym wyróżnia, ale nigdy nie przestanie być na czasie. Chodzi o to, aby zachować spójność i móc łączyć ubrania z kolekcji pierwszej z drugą, drugiej z trzecią. Standardowo przygotował, pojawiające się cyklicznie, tematyczne koszulki z motywem. Tym razem zdecydował się na płonący kask z goglami, przypominający old school’owe, buntownicze tatuaże.

Cała kolekcja w pewnym sensie wyrażała bunt. Koszulki przybrudzone kolorem, spodnie z dziurami, bandany na głowach modeli, bluzy oversize… Wszystko zdominowane ciemnymi barwami. Pierwsza myśl jaka zawitała w mojej głowie po obejrzeniu tego pokazu, to wolność. Wolność oraz bunt przeciwko równo skrojonym, sztywnym ubraniom,  ale przede wszystkim przeciwko temu, czego doświadczyli żołnierze w okresie II wojny światowej. 

Inspiracją Roberta przy tworzeniu tej kolekcji byli Harleyowcyczyli właśnie – buntownicy:

Harleyowcy, to ród, który wywodzi się z armii amerykańskiej, czyli żołnierzy, którzy po drugiej wojnie światowej opuszczają armię i z demobilu pobierają motory. Zakładają ten ród, budują garaże, gdzie zmieniają te motory, a także cały styl, czyli skórzane kurtki, podarte jeansy, bandanki, jak i również ubrania zapożyczone z wojska – czyli moro. To wszystko się miesza i daje nam właśnie taki luzzdradził mi Robert.

Skąd zrodził się w jego głowie pomysł o Harleyowej inspiracji?

Znalazłem kiedyś bardzo ciekawy album poświęcony Harleyowcom i to było dla mnie bardzo inspirujące. W środku było pełno tak pięknych zdjęć i tak ciekawych stylizacji, że postanowiłem w to uderzyć. Potem dopiero się dowiedziałem skąd Harleyowcy tak naprawdę się wywodzili. Sięgnąłem po wiadomości i okazało się, że to jest po prostu armia amerykańska po drugiej wojnie światowej, ale też trochę po Wietnamie. To żołnierze, którzy wracają do cywila i potrzebują odreagowywać. To też dało mi taki obraz twardego faceta, który w środku jest bardzo wrażliwy – i tak jest z każdym mężczyzną”.

Kończąc swoją relację, nawiążę do zwieńczenia pokazu. Wszyscy modele wyszli wraz z Robertem na wybieg, trzymając w rękach zapalniczki, co przy zgaszonym świetle dało piękny efekt romantycznej iluminacji, rodem ze starych rock’owych koncertów. Zresztą… wystarczy spojrzeć:


Po pokazie standardowo była chwila na wywiady, rozmowy, zdjęcia, a nawet – huśtanie się! Rozbawił mnie widok – i muszę o tym napisać! – szczęśliwego Roberta, bujającego się beztrosko na jednej z „oponowych” huśtawek, który przez przypadek za mocno się rozhuśtał i przewalił jedną ze ścianek sponsorskich;)

Jak sie po raz kolejny w przypadku Roberta okazało, nie trzeba wzbudzać taniej kontrowersji, nie trzeba używać kościołów, by pokazać, że jest się dobrym i że dobra kolekcja, broni się sama.

Po raz kolejny czapki z głów dla Roberta.

Rock’n'roll ain’t easy baby”? Nie dla Kupisza ;)