Słodycz, sama słodycz ?

Tej wiosny TVN przygotował wiele nowości. Już w marcu będziemy mogli zobaczyć między innymi nowy serial komediowy „Sama słodycz”.


Foto: Facebook/Sama Słodycz

Jak zapowiadają twórcy, jest to serial pełen optymizmu, humoru i nadziei na to, że każdy, nawet największy mruk i malkontent zazna w końcu szczęścia.

Serial opowiada historię Fryderyka – samotnego, zranionego przez kobietę mężczyznę w średnim wieku. Jego trochę nudne, aczkolwiek spokojne życie, pewnego dnia ktoś przewraca do góry nogami.

W zeszły czwartek w jednej z warszawskich restauracji, odbyła się konferencja prasowa serialu „Sama słodycz”, w której miałam przyjemność uczestniczyć. Była to idealna okazja do tego, aby zobaczyć pierwszy, prapremierowy odcinek serialu, a także, by porozmawiać z jego twórcami.

„Sama słodycz” to drugi, po „Przepisie na życie” serial, w którym widzowie mają przyjemność (bądź też nie) zobaczyć Piotra Adamczyka. Tym razem aktor wciela się w główną rolę. W serialu towarzyszą mu Roma Gąsiorowska, Natalia Klimas, Mateusz Damięcki, Marcin Hycnar i niewidziana nigdy wcześniej w TVNie – Milena Suszyńska.

Korzystając z okazji, postanowiłam zapytać Marcina o jego postać, podejście do polskich seriali i współpracę z Piotrem Adamczykiem

Jaka jest postać, w którą wcielasz się w serialu „Sama słodycz”?

W serialu wcielam się w postać Wiktora – przyjaciela głównego bohatera. Wiktora i Fryderyka łączy wieloletnia przyjaźń. Pomagają sobie wzajemnie, są dla siebie najlepszymi kumplami, jednak są też takie sytuacje, w których nie szczędzą sobie słów. Wiktorowi bardzo zależy, aby Fryderyk był szczęśliwy, aby zaczął żyć pełną piersią, wyszedł do ludzi. Został on porzucony przez kobietę i jego miłosne doświadczenia nie napawają go optymizmem.Do tego został odizolowany od syna. Wiktor stara się pomóc Fryderykowi, chce, aby ten znalazl sobie wybrankę, z którą będzie mógł wieść szczęśliwe życie.

Uda się to finalnie?

Jesteśmy w trakcie kręcenia pierwszego seozonu i muszę przyznać, że wiele się będzie działo. Wydaje mi się jednak, że zanim Fryderyk powie, że jest szczęśliwy minie sporo czasu i mam nadzieję, że kilka sezonów (śmiech).

Co różni Fryderyka od Wiktora?

Ci dwaj bohaterowi są przedstawieni w serialu bardzo kontrastowo. Fryderyk jest samotny, spokojny, z kolei Wiktor to mężczyzna przebojowy, pewny siebie, rozgadany.

Jesteś podobny do Wiktora?

Chyba niewiele mnie z nim łączy. Podczas dzisiejszej imprezy czuję się mniej komfortowo niż czułby się pewnie mój bohater (śmiech).

Spodobał ci się pierwszy odcinek?

Trudne pytanie, bo ja nie lubię patrzeć na siebie (śmiech). Bardzo denerwowałem się przed obejrzeniem pierwszego odcinka, bo po tak długim czasie mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć efekt naszej pracy. Wydaje mi się, że ten serial jest z jednej strony komedią, opowiadającą o damsko – męskich perypetiach, a z drugiej strony pokazuje historie samotnych ludzi w średnim wieku, wychowujących samotnie dzieci. Wydaje mi się, że wiele osób będzie się utożsamiać z bohateriami serialu i ich historiami. Cieszę się, że przez te 40 min udało nam się przykuć uwagę widzów. Sądząc po reakacjach – serial chyba naprawdę jest zabawny! (śmiech).

Oglądasz seriale?

Tak, zdarza mi się. Jestem fanem amerykańskich seriali, które są kręcone w trochę inny sposób niż polskie. Myślę, że takie seriale jak „Gotowe na wszystko”, „Entourage” to seriale świetnie napisane, przemyślane. W Ameryce jest ich mnóstwo! Tam każdy odcinek serialu jest miniaturą filmową.

W Polsce chyba zaczyna się to zmieniać. Powstaje coraz więcej seriali, które tak jak te amerykańskie, podzielone są na sezony.

To prawda, jednak ciągle jesteśmy trochę opóźnieni. Pozostaje mi mieć nadzieję, że dożyjemy momentu, kiedy polskie seriale będą krwiste (śmiech).

Jak ci się pracuje w Piotrem Adamczykiem?

Jest to nasza pierwsza, wspólna praca. Muszę przyznać, że z ogromnym uznaniem obserwuję jego pracę i naprawdę wiele się od niego uczę.

Postanowiłam zadać także kilka pytań Milenie Suszyńskiej – aktorce, która debiutuje zarówno w telelewizji TVN, jak i w tak dużej, serialowej roli.


Fofo: Facebook/Sama Słodycz

Jaka jest bohaterka, w którą się wcielasz?

Gosia jest charakterna, zdecydowana, ale jest też bardzo ciepłą i pozytywną osobą. Podonie jak ja, dostrzega tylko pozytywne strony (śmiech).

Gosia jest modelką. Czy ty miałaś kiedyś styczność z modelingiem?

Nie, nigdy modeling mnie nie interesował. W dzieciństwie miałam inne pasje, a gdy dostałam się do szkoły teatralnej zaczął liczyć się tylko teatr i na nic innego nie miałam czasu.

Jak pracuje ci się z serialową ekipą?

Świetnie! Z Piotrem Adamczykiem znamy się już wiele lat. Poznałam go, gdy miałam 11 lat i wtedy nawet mi się podobał (śmiech). Do dzisiaj śmiejemy się z tego, że w swoim pamiętniku pisałam o nim „Piękny blondyn” (śmiech).

Kogo Fryderyk spotka na swojej drodze? Kto wywróci jego życie do góry nogami? Czy spotka miłość swojego życia? Odpowiedź na te pytania będziemy mogli poznać już wkrótce. Ja, po obejrzeniu pierwszego odcinka mogę zdradzić tylko tyle, że na przemian wzruszałam się i śmiałam i na nadmiar „słodyczy” absolutnie nie narzekałam… :)

Mała, gwiazdorska podróż w czasie

Zastanawialiście się kiedyś, w jakich czasach chcielibyście się znaleźć, chociaż na 1 dzień? My też nie. Postanowiłyśmy jednak zapytać o to gwiazdy. Niektórzy popłynęli do krainy marzeń… :)

Karolina Malinowska

„Najchętniej to bym się znalazła w czasach carskiej Rosji. Bardzo kreci mnie ten okres historyczny, ustrój polityczny, to, jak wyglądały wtedy tamte rejony świata. Myślę też, że na jeden dzień fajnie byłoby się znaleźć na miejscu jakiejś super gwiazdy. Ja niestety nie potrafię śpiewać (śmiech), ale gdybym na jeden dzień mogła znaleźć się w takiej sytuacji to wchodzę w to w ciemno(śmiech). Wydaje mi się tez, że w dzisiejszych czasach brakuje życzliwości. My dzisiaj się karminy sensacją, plotką, idziemy po najprostszych emocjach. Człowiek kiedyś był bardziej refleksyjny, a dzisiaj nad wieloma sprawami się nie zastanawiamy, żyjemy dniem.”

Marcin Tyszka

„Chciałbym być jak Andy Warhol. Nowy York, lata 60, wolność w tworzeniu, wolność wypowiedzi. Myślę, że to jest dla mnie bardzo intrygujący czas.”

Doda

„Chciałabym znaleźć się w epoce średniowiecza. Podoba mi się ta epoka, pasuje do mnie, bo posiadam rycerski charakter. Fajnie byłoby znaleźć się też w czasach Starożytnego Rzymu, albo Grecji. Mogłabym też być władczynią Egiptu.”

Basia Kurdej–Szatan

„Chyba barok. Uwielbiam te piękne, barokowe suknie i ozdoby. Co prawda kobietom chyba w tych strojach nie było wygodnie, bo były bardzo mocno ściskane (śmiech). Tak naprawdę to ja bym z chęcią różne epoki zwiedziła (śmiech).”

Jacek Koman

„Ja chciałbym się znaleźć w epoce Wikingów, bo lubię hełmy z rogami i lubię wiosłować (śmiech). Mam duszę Wikinga (śmiech). „

Joanna Horodyńska

„Chciałabym być mężczyzną, który szanuje swoją kobietę.”

Emilia Komarnicka

„Myślę, że gdybym miała teraz znaleźć się w innych czasach, to mogłabym oszaleć i zwariować. Ta nasza, jeszcze nie do końca określona epoka chyba najbardziej mi pasuje, ponieważ daje mi wolność i przestrzeń.”

„Dla mnie liczy się bardziej otwartość na życie, niż stawianie sobie celów” – wywiad z Jackiem Rozenkiem

Aktor filmowy, teatralny, telewizyjny, dubbingowy, trener biznesu, a nawet dziennikarz. Na tzw „salonach” pojawia się niechętnie i rzadko. Nie mogłam więc odmówić sobie rozmowy, spotykając go na gali „Gwiazdy Dobroczynności”.

O marzeniach, nietypowym hobby i podróżach rozmawiałam z Jackiem Rozenkiem.

Jest Pan marzycielem?

Takim twardo stąpającym po ziemi marzycielem. Myślę, że każdy człowiek jest marzycielem.

Stawia Pan sobie cele, a potem je realizuje?
Tak, stawiam sobie cele, a potem staram się je zrealizować. Chociaż różnie bywa z tą  realizacją, to z reguły się udaje. Większość celów to życie stawia przede mną i z ciekawością się im przyglądam. Wbrew pozorom większość tych wartościowych celów to właśnie te, które stawia przed nami życie, a nie te, które sami sobie stawiamy. Dla mnie bardziej liczy się otwartość na życie, niż stawianie sobie celów, bo życie jest o wiele bogatsze od mojej wyobraźni i moich planów.

Jako dziecko Pan marzył? 
Nigdy… Żartuję (śmiech). Jasne, że marzyłem! Miałem mnóstwo marzeń i większość z nich udało mi się zrealizować, chociaż nie były one jakoś specjalnie efektowne.

Jakie np. udało się Panu zrealizować?
Zawsze marzyłem żeby jeździć konno i to mi się udało. Marzyłem też o tym, żeby latać samolotem, co dopiero zamierzam wkrótce zrealizować (śmiech). Marzyłem też o podróżach i zrealizowałem niesamowite podróże w moim życiu. Za każdym razem przy jeździe konno, uświadamiam sobie, że to co mi dały konie, zdecydowanie przewyższyło to, co myślałem, że mnie może spotkać. Podobnie było z podróżami, które mnie niesamowicie wzbogaciły. Nie wiem jak będzie z lataniem samolotem, zobaczymy.

Jeździ Pan konno do dziś?
Do dziś, chociaż na dzisiejszą galę przyjechałem akurat samochodem (śmiech).

A byłam pewna, że ten rumak, który powitał mnie u wejścia należy do Pana! Żartuję (śmiech)
No właśnie, właśnie (śmiech), to niestety nie mój! (śmiech) Trochę brakuje mi czasu na tę jazdę konno. A tak poważnie, to jest to niezwykle kształtujące. Rozwija to empatię, uczucie i dla ludzi i dla koni. Warto spróbować.

A marzył Pan o tym, aby zostać i dziennikarzem i aktorem?
Nie. Nigdy nie marzyłem o tym, żeby zostać np. aktorem.

A kim chciał Pan zostać jako dziecko? Dzieci mają różne pomysły, dziewczynki np. czasem marzą o tym, by zostać… księżniczkami (śmiech).

Ciekawe (śmiech), nigdy nie chciałem być księżniczką, teraz się tego wstydzę (śmiech) Zawsze chciałem bardzo podróżować i poznawać. W tym właśnie sensie aktorstwo jest podróżą, to się spełniło. Z kolei dziennikarstwo jest permamentym spotkaniem z ludźmi i ich historiami, życiorysami, więc w tym sensie marzyłem o podróżach. W tej chwili ogólnie trochę mniej podróżuję, bo nie mam na to czasu, ale wbrew pozorom podróżuję dużo więcej niż kiedyś. Moje marzenia jak najbardziej się spełniły. Dużo podróżuję, dużo się w moim życiu dzieje, więc w tym sensie w stu procentach spełniły się moje marzenia.

Gdzie Pan najbardziej lubi podróżować?
Do wnętrza ludzkiej duszy (śmiech) Jak coach – podróży mam mnóstwo (śmiech). Ale jak mówimy, gdzie lubię podróżować to ciężko powiedzieć, nie są to szlaki, którymi wszyscy podróżują. Kiedyś były inne czasy, ludzie nie mieli pieniędzy, te podróże nie były też takie oczywiste. Ja lubię znajdować sobie miejsce na mapie i mniej więcej wokół tego miejsca krążyć. Zazwyczaj to były dziwne miejsca, gdzieś w Indiach, w Afryce. Tam otwierałem się na rzeczywistość i byłem bardzo ciekawy, co mi ta podróż przyniesie. Lubię taki sposób podróżowania. Z kolei nie przepadam za podróżami zaplanowanymi. Nie lubię planować, że tego dnia będę tutaj, drugiego pojadę gdzieś indziej i zobaczę to i tamto. W taki sposób podróżuję służbowo. Najbardziej odpowiadają mi podróże otwarte, które… „podróżują” mnie.

Co te podróże wnoszą do Pańskiego życia?
Przede wszystkim pokorę. Za każdym razem kiedy wracam, to sobie to uświadamiam. Może to brzmi trochę banalnie, ale naprawdę wszystko to, z czym się spotkam jest zdecydowanie bogatsze od mojej wyobraźni na ten temat, od mojego rozumienia tej rzeczywistości. Pomaga mi to też w pracy redaktora w telewizji. To uczy pokory do pracy z ludźmi i do tego z kim się spotykamy. To jest cudowne.

Pan jest bardziej aktorem czy dziennikarzem?
To jest bardzo sensowne pytanie… Ja myślę, że w dzisiejszym świecie bywa tak, że w poniedziałek jestem stuprocentowym aktorem, bo jestem na planie, potem mam nocne zdjęcia do filmu. We wtorek jestem coachem, albo trenerem i wtedy w stu procentach się temu poświęcam, a w środę prowadzę Pytanie na śniadanie, które uwielbiam i w mojej głowie nie ma nic innego prócz tego programu, więc trochę jestem rozczłonkowany (śmiech) Ale to jest naturalne, ciągle jestem związany z pracą z ludźmi. Tak naprawdę jestem kimś, kto uwielbia się spotykać z ludźmi i jest ich bardzo ciekawy.

A jako dziennikarz, jest Pan też czasem aktorem? Zdarza się Panu grać prowadząc PnŚ?

Staram się tego nie robić. Ja się uczę tego dziennikarskiego zawodu, mam do niego ogromny szacunek, cały czas podglądam swoich bardziej doświadczonych kolegów i to jest dla mnie niezwykła przygoda. To wymaga zupełnie innych umiejętności. Przydają mi się na pewno zarówno umiejętności aktorskie, jak i coachingowe. Ale też poznaję szereg zupełnie nowych kompetencji, z którymi bardzo ciężko pracuję.

 

rymi bardzo cięo pracuję.

Expresem do Orientu


Photo: Facebook/Macademian girl

W orientalną podróż zabrał nas w czwartkowy wieczór Dawid Woliński, prezentując swą najnowszą kolekcję „Orient Express”/jesień 2014.

Wyprawa zaczęła się w środku ogromnej hali, znajdującej się przy ulicy Domaniewskiej 37.  Nie brzmi zbyt orientalnie, prawda? Odpowiedni wystrój wnętrza potrafił jednak zdziałać cuda! Pomarańczowo-czerwone światła, eleganckie, pokryte czerwonym materiałem krzesła dla gości i gigantyczny baldachim unoszący się nad wybiegiem, przeniosły mnie na chwilę do krainy baśni tysiąca i jednej nocy. A to był dopiero początek…

Podobno co roku Dawid Woliński zabiera miłośników swych kolekcji w jakąś podróż, przenosi wszystkich do wykreowanej przez siebie historii. „Podobno” bo niestety nigdy wcześniej nie miałam okazji tego osobiście sprawdzić. Wybrałam się zatem w nieznane, nie spodziewając się dosłownie niczego. Zobaczywszy pięknie udekorowaną halę stwierdziłam, że będzie pięknie i takiego właśnie – pięknego pokazu oczekiwałam.

Stanęłam sobie standardowo, grzecznie w ostatnim rzędzie, choć przyznam, że organizatorzy zadbali tym razem o wyjątkowo dużo miejsc siedzących! Wyjątkowo pokaz rozpoczął się punktualnie, z kolei tradycyjnie – zapoczątkowały go gasnące światła. Krainę, w której przebywaliśmy, pochłonęła absolutna ciemność – mój ulubiony moment, dreszczyk przed tym, co za chwilę zobaczymy.

Kiedy zobaczyłam na wybiegu pierwszą modelkę, wiedziałam, że do samego końca pokazu będę stała z otwartymi ustami. Pierwszy raz zobaczyłam kolekcję, która była tak przepełniona złotem, kolorowymi, półszlachetnymi kamieniami, przypominającymi szmaragdy oraz ornamentalnymi haftami, niekiedy oplatającymi całe kreacje. Przypuszczam, że każda modelka, która dumnie prezentowała swoją sukienkę, mogła poczuć się w niej chociaż na chwilę jak arabska księżniczka. Szczególną uwagę przykuła kreacja, w której błyszczała Doda (swoją drogą ciekawe, czy to sukienka spowodowała, że gwiazda „błyszczała” czy może fakt, że dzień wcześniej „podała” w trochę nietypowy sposób rękę Agnieszce Szulim). Stworzyła ją wraz z Dawidem i chyba mogę przyznać, że to dzieło sztuki, zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Kolorowe kamienie, wplecione w ornamentalne błyszczące hafty, a do tego krój podkreślający kobiecą figurę, stworzyły strój godny bogini.

Doda nie spodziewała się, że jej kreacja będzie jedyną, aż tak obfitą w złoto i błyszczące dodatki:

„Jak szyłam razem z Dawidem tą sukienkę, to myślałam, że cała kolekcja będzie bardziej, że tak powiem „na bogato”, a tu się okazuje, że moja sukienka, to jest kompletne Bizancjum! Myślałam, że wszystkie będą takie, a większość okazała się bardziej klasycznych”

Oczywiście cała kolekcja zachowała niepowtarzalny, charakterystyczny styl Dawida. Kreacje cechowały nieszablonowe kroje i piękne ułożone materiały kaszmiru. Niektóre sukienki zostały okraszone delikatnym tiulem, który snuł się lekko w powietrzu. Bogate, luksusowe dzieła sztuki to jednak nie wszystko. Projektant pokazał w tej kolekcji również elementy klasyki. Stroje bardzo proste – lecz niesztampowe, bez błyszczących zdobień. Należą do nich sukienki w barwach mlecznych, nasycone oberżyną, intensywnym granatem tudzież pastelowym błękitem.

Orient Express, to kolekcja przeznaczona dla wszystkich kobiet – delikatnych, luksusowych, silnych…  Trudno byłoby nie wybrać czegoś dla siebie.

Dawid postarał się również, aby i druga część publiczności wyszła zadowolona, tworząc tym samym linię męską. Niewiele o niej wspomnę, ponieważ została ona całkowicie przyćmiona przez błyszczące kreacje dla kobiet:) Dawid poszedł w kierunku prostych krojów, tworząc szerokie bluzki, marynarki, spodnie, czy też… szlafroki. Kolorystyka ciemna, grafitowa, szara, brudno-złota, niekiedy khaki. Linia dla mężczyzn bardzo klasyczna, ale i odzwierciedlająca styl Dawida.

„Kolekcja męska jest bardzo mną inspirowana. Ja jestem bardziej powściągliwy, nie noszę brylantów, ani kryształów (śmiech), chociaż czasem lubię też zaszaleć. Myślę, że następna kolekcja dla mężczyzn, będzie troszeczkę bardziej odważna” - mówi Dawid

Co jeszcze na temat swej kolekcji miał do powiedzenia projektant?

„To jest kolekcja, która była tak naprawdę inspirowana moimi podróżami, tym, gdzie się pojawiałem, gdzie finalnie wylądowałem na moich wakacjach, gdzie szukałem tkanin. To jest podróż pomiędzy Warszawą, Dubajem, Bangkokiem, Bombajem i znów finalnie – Warszawą. Stąd ta cała kobieta, która się pojawiła, bogata w tiule, cała w kryształach, 24-karatowym złocie i półszlachetnych kamieniach. To jest takie szaleństwo, o którym myślę, że marzy każda kobieta. Pojawiły się też niesamowite kryształy boheme, które marka Lilou sprowadziła do Polski. Myślę, że to jest bardzo fajny, inspirujący produkt, który można różnie wykorzystywać – od pierścieni, poprzez bransolety, wisiory. U mnie pojawiły się na sukienkach. Ponadto inspirowałem się Imeldą Marcos – żoną szalonego dyktatora Filipin. Kobieta ma swój świat i w nim właśnie żyła. Ta kolekcja powstawała praktycznie rok czasu, także bardzo długo. Jest bardzo detaliczna, każda sukienka ma bardzo dużo detali, które składają się na sumę pracy mojej, oraz moich krawcowych. Dziewczyny z pracowni to prawdziwe championy! (Śmiech) Nie mają sobie równych!”

Po pokazie zapytałam również modowego znawcę, największego polskiego fotografa – Marcina Tyszkę, co sądzi na temat najnowszej kolekcji swojego przyjaciela.

„To była przepiękna kolekcja, myślę, że najlepsza ze wszystkich – pod każdym względem. Sukienki przyćmiły troszeczkę kolekcję męską, ale myślę, że ta męska kolekcja, to było tylko „widzi mi się” Dawida. Ma on głównie bardzo ekskluzywne klientki żeńskie i to właśnie o nich myśli. Dawid najbardziej kocha kobiety, a one kochają jego, bo świetnie się czują w jego kreacjach!”

W tych, z kolekcji orientu, na pewno będą się czuły jak prawdziwe boginie! Przeglądając starsze projekty Dawida, zgadzam się ze słowami Marcina Tyszki. Uważam, że kolekcja ta jest zdecydowanie najlepsza i zachwycił mnie zarówno jej przepych, luksus, jak i konkurująca z nimi prostota. Sądzę, że pokaz ten, był jednym z najpiękniejszych, jakie widziałam. Tymi słowami, kończę tę podróż poprzez krainę mlekiem i… złotem płynącą! Wracam z orientalnego Bangkoku, poprzez słoneczny Dubaj, do chłodnej Warszawy. Was odsyłam do zdjęć, najciekawszych według mnie – kreacji:)

Walentynki według Gwiazd

Dzisiaj święto zakochanych – dzień wywołujący wiele skrajnych emocji. Walentynki mają swoich zwolenników, ale i przeciwników, którzy uważają, że ten dzień powinien być tratowany jak każdy inny. A co o walentynkach sądzą gwiazdy? Z racji, że w naszym showbazarze trwa aktualnie sezon „salonowy” postanowiłyśmy wykorzystać okazję i zapytać znane Wam osoby o to, czym dla nich są walentynki i czy w jakikolwiek sposób celebrują ten dzień.

Joanna Kulig

„Nie obchodzę walentynek, ja obchodzę Noc Świętojańską czyli nasze polskie święto, które jest dla mnie świętem miłości. Także walentynek nie obchodzę, ale oczywiście nie mam nic przeciwko temu. Jak ktoś uwielbia te święto, które jest według mnie bardzo radosne, to dlaczego nie? Ja jestem tradycjonalistką. Niedawno byłam u koleżanki na Łotwie, gdzie Noc Świętojańska jest jeszcze bardziej kultywowana niż u nas. Ja się urodziłam 24 czerwca, więc dla mnie to już w ogóle jest noc poszukiwań kwiatu paproci (śmiech). Pamiętam, jak w moje urodziny pojechałam do tej mojej koleżanki. Tam naprawdę wszystkie kobiety – Łotyszki, zbierały kwiaty na łące. Wytłumaczyły mi, że zbierają te wianki, ponieważ każdy kwiat, to jest jakaś myśl. Później układają te myśli na cały rok. Na końcu odbyło się wielkie ognisko, rytualne śpiewy, wydawanie dziwnych”

Doda

„Obchodzę walentynki! Tego roku będę je miała imprezowe, bo przedurodzinowe!

Macademian Girl

„Uważam, że miłości nigdy za mało. Obchodzę walentynki, ogólnie obchodzę każde święto, które jest pozytywne, a walentynki do takich należą”

Katarzyna Maciąg

„Przyznam się, że jakoś szczególnie nie obchodzę walentynek. Natomiast w dzieciństwie obchodziłam, jak tylko pojawiła się w Polsce taka idea jak walentynki, to było to dla mnie bardzo ciekawe. W tym roku spędzę je na pokazie filmu, z widzami w Szczytnie razem z Joanną Kulig. Zatem w tym roku spędzę walentynki z Joasią Kulig (śmiech)”

Marcin Tyszka

„Nie znoszę takich świąt! Nie znoszę świąt marketingowych, jak choćby marketingowego Bożego Narodzenia, Sylwestra i też walentynek. Jak się mamy kochać, to się kochajmy dzisiaj, jutro, a nie z okazji święta. Uważam, że to jest żałosne jeśli ktoś szykuje się właśnie na tę jedną kolację – może niech pomyśli o tym, żeby jego każdy wieczór był fajny.”

Wojciech Ezzat

„Czy obchodzę walentynki? Zależy (śmiech) Zależy czy jest na to czas, czy nie. Myślę, że powinno obchodzić się wszystkie święta, które wnoszą pozytywny nastrój i uśmiech na twarzy, także jak najbardziej jestem za obchodzeniem walentynek.”

Kamil Kula

„Jasne, że obchodzę walentynki! Oczywiście, że teraz też będę je obchodził. W tym roku akurat grając „Przez park na bosaka” w Poznaniu (śmiech). Jeżeli tylko mam okazję, to bardzo chętnie obchodzę te święto, ale uważam, że każdy dzień powinien być dniem, żeby dawać kobietom kwiaty i dziękować im za to, że są.”

Joanna Horodyńska

„Nie uznaję tego święta, więc się nie wypowiem”

Chociaż żadna z nas nie obchodzi walentynek, przesyłamy Wam dużo buziaków i miłości! :)