„Dla mnie liczy się bardziej otwartość na życie, niż stawianie sobie celów” – wywiad z Jackiem Rozenkiem

Aktor filmowy, teatralny, telewizyjny, dubbingowy, trener biznesu, a nawet dziennikarz. Na tzw „salonach” pojawia się niechętnie i rzadko. Nie mogłam więc odmówić sobie rozmowy, spotykając go na gali „Gwiazdy Dobroczynności”.

O marzeniach, nietypowym hobby i podróżach rozmawiałam z Jackiem Rozenkiem.

Jest Pan marzycielem?

Takim twardo stąpającym po ziemi marzycielem. Myślę, że każdy człowiek jest marzycielem.

Stawia Pan sobie cele, a potem je realizuje?
Tak, stawiam sobie cele, a potem staram się je zrealizować. Chociaż różnie bywa z tą  realizacją, to z reguły się udaje. Większość celów to życie stawia przede mną i z ciekawością się im przyglądam. Wbrew pozorom większość tych wartościowych celów to właśnie te, które stawia przed nami życie, a nie te, które sami sobie stawiamy. Dla mnie bardziej liczy się otwartość na życie, niż stawianie sobie celów, bo życie jest o wiele bogatsze od mojej wyobraźni i moich planów.

Jako dziecko Pan marzył? 
Nigdy… Żartuję (śmiech). Jasne, że marzyłem! Miałem mnóstwo marzeń i większość z nich udało mi się zrealizować, chociaż nie były one jakoś specjalnie efektowne.

Jakie np. udało się Panu zrealizować?
Zawsze marzyłem żeby jeździć konno i to mi się udało. Marzyłem też o tym, żeby latać samolotem, co dopiero zamierzam wkrótce zrealizować (śmiech). Marzyłem też o podróżach i zrealizowałem niesamowite podróże w moim życiu. Za każdym razem przy jeździe konno, uświadamiam sobie, że to co mi dały konie, zdecydowanie przewyższyło to, co myślałem, że mnie może spotkać. Podobnie było z podróżami, które mnie niesamowicie wzbogaciły. Nie wiem jak będzie z lataniem samolotem, zobaczymy.

Jeździ Pan konno do dziś?
Do dziś, chociaż na dzisiejszą galę przyjechałem akurat samochodem (śmiech).

A byłam pewna, że ten rumak, który powitał mnie u wejścia należy do Pana! Żartuję (śmiech)
No właśnie, właśnie (śmiech), to niestety nie mój! (śmiech) Trochę brakuje mi czasu na tę jazdę konno. A tak poważnie, to jest to niezwykle kształtujące. Rozwija to empatię, uczucie i dla ludzi i dla koni. Warto spróbować.

A marzył Pan o tym, aby zostać i dziennikarzem i aktorem?
Nie. Nigdy nie marzyłem o tym, żeby zostać np. aktorem.

A kim chciał Pan zostać jako dziecko? Dzieci mają różne pomysły, dziewczynki np. czasem marzą o tym, by zostać… księżniczkami (śmiech).

Ciekawe (śmiech), nigdy nie chciałem być księżniczką, teraz się tego wstydzę (śmiech) Zawsze chciałem bardzo podróżować i poznawać. W tym właśnie sensie aktorstwo jest podróżą, to się spełniło. Z kolei dziennikarstwo jest permamentym spotkaniem z ludźmi i ich historiami, życiorysami, więc w tym sensie marzyłem o podróżach. W tej chwili ogólnie trochę mniej podróżuję, bo nie mam na to czasu, ale wbrew pozorom podróżuję dużo więcej niż kiedyś. Moje marzenia jak najbardziej się spełniły. Dużo podróżuję, dużo się w moim życiu dzieje, więc w tym sensie w stu procentach spełniły się moje marzenia.

Gdzie Pan najbardziej lubi podróżować?
Do wnętrza ludzkiej duszy (śmiech) Jak coach – podróży mam mnóstwo (śmiech). Ale jak mówimy, gdzie lubię podróżować to ciężko powiedzieć, nie są to szlaki, którymi wszyscy podróżują. Kiedyś były inne czasy, ludzie nie mieli pieniędzy, te podróże nie były też takie oczywiste. Ja lubię znajdować sobie miejsce na mapie i mniej więcej wokół tego miejsca krążyć. Zazwyczaj to były dziwne miejsca, gdzieś w Indiach, w Afryce. Tam otwierałem się na rzeczywistość i byłem bardzo ciekawy, co mi ta podróż przyniesie. Lubię taki sposób podróżowania. Z kolei nie przepadam za podróżami zaplanowanymi. Nie lubię planować, że tego dnia będę tutaj, drugiego pojadę gdzieś indziej i zobaczę to i tamto. W taki sposób podróżuję służbowo. Najbardziej odpowiadają mi podróże otwarte, które… „podróżują” mnie.

Co te podróże wnoszą do Pańskiego życia?
Przede wszystkim pokorę. Za każdym razem kiedy wracam, to sobie to uświadamiam. Może to brzmi trochę banalnie, ale naprawdę wszystko to, z czym się spotkam jest zdecydowanie bogatsze od mojej wyobraźni na ten temat, od mojego rozumienia tej rzeczywistości. Pomaga mi to też w pracy redaktora w telewizji. To uczy pokory do pracy z ludźmi i do tego z kim się spotykamy. To jest cudowne.

Pan jest bardziej aktorem czy dziennikarzem?
To jest bardzo sensowne pytanie… Ja myślę, że w dzisiejszym świecie bywa tak, że w poniedziałek jestem stuprocentowym aktorem, bo jestem na planie, potem mam nocne zdjęcia do filmu. We wtorek jestem coachem, albo trenerem i wtedy w stu procentach się temu poświęcam, a w środę prowadzę Pytanie na śniadanie, które uwielbiam i w mojej głowie nie ma nic innego prócz tego programu, więc trochę jestem rozczłonkowany (śmiech) Ale to jest naturalne, ciągle jestem związany z pracą z ludźmi. Tak naprawdę jestem kimś, kto uwielbia się spotykać z ludźmi i jest ich bardzo ciekawy.

A jako dziennikarz, jest Pan też czasem aktorem? Zdarza się Panu grać prowadząc PnŚ?

Staram się tego nie robić. Ja się uczę tego dziennikarskiego zawodu, mam do niego ogromny szacunek, cały czas podglądam swoich bardziej doświadczonych kolegów i to jest dla mnie niezwykła przygoda. To wymaga zupełnie innych umiejętności. Przydają mi się na pewno zarówno umiejętności aktorskie, jak i coachingowe. Ale też poznaję szereg zupełnie nowych kompetencji, z którymi bardzo ciężko pracuję.

 

rymi bardzo cięo pracuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>