„My chcemy walczyć muzyką, nie popularnością. Nie pojechaliśmy do Los Angeles dlatego, że jesteśmy popularni” – wywiad z Łukaszem Drapałą

Dopiero co wrócili z Global Rock Summit, wystąpią na tegorocznym Orange Warsaw Festival, a kilka dni temu pochwalili się, że współpracę podjął z nimi sam Mike Fraser.

Nie, nie jest to zespół amerykański. Nie, członkowie zespołu nie sprzedali swoich organów.

O potędze, a zarazem tragedii jaką są programy talent show, o tym, dlaczego media zamykają się na utalentowanych artystów, o krytyce i wielu innych porozmawiałyśmy z Łukaszem Drapałą, wokalistą zespołu CHEMIA.

Fullscreen capture 2014-04-29 001456Photo: http://www.chemiasound.com/

Co ci się podoba najbardziej na naszym blogu?

Wywiad ze mną.

To nie było szczere, prawda?

To było bardzo szczere (śmiech). To był jedyny wywiad, który przeczytałem od początku do końca szukając głupot. Poza tym większość wywiadów przeprowadzacie z osobami, których kompletnie nie znam.

Bo ciebie nie kręci polski showbiznes!

Nie chodzi o to, że on mnie nie kręci.  Po prostu się w nim nie orientuję. Ja mam taki problem, że ostatnio słucham bardzo mało naszej polskiej muzyki. Radia komercyjne kompletnie mnie nie jarają.

Więc gdzie Ty szukasz muzyki?

Słucham utworów, które podrzucają mi znajomi na facebooku, mailu itd. Bardzo lubię muzykę z lat 90. Może jednak zdarzyć się tak, że poznam za jakiś czas jakieś nowe, fajne zespoły, w których się zakocham.

1941327_754872391200125_5734668375342440658_oPhoto: BandPhoto.pl

Zagracie na Orange Warsaw Festival!

Tak! Było to dla nas ogromnym zaskoczeniem!

Nie wiedzieliście, że padnie propozycja, abyście wystąpili na OWF?

Zabiegaliśmy o to, ale ostatecznie i tak było to dla nas zaskoczeniem. Z chłopakami tworzymy bardzo silny menagement naszego zespołu, ponieważ nie mamy oficjalnego menadżera i zajmujemy się wszystkim sami. To my dbamy o wszystkie koncerty, festiwale, między innymi to dlatego udało się nam supportować  Guns’nRoses. Orange Warsaw Festival również był atakowany przez nas mailami, ofertami, chociaż zakładaliśmy, że absolutnie nie mamy na to szans…

To ogromne wyróżnienie! Będziecie grać na tej samej scenie co Bring Me The Horizon i Limp Bizkit!

Nie, to oni będą grać na tej samej scenie co my, bo my gramy pierwsi (śmiech). A tak naprawdę, to wielkie wyróżnienie. Mamy nadzieję poznać chłopaków z wymienionych kapel.

10265635_754872051200159_2739215038624068519_oPhoto: BandPhoto.pl

Czym jednak  jest OWF przy Global Rock Summit…

To taka Warszawa, tylko trochę dalej i bardziej (śmiech).  To jest efekt działań The Agency Group, czyli grupy, która z nami współpracuje jako największa agencja koncertowa, gdzie ostatnio przydzielono nam specjalnego agenta. Wcześniej tak się nie działo i dopiero teraz można powiedzieć o bezpośrednim przełożeniu na współpracę. Widocznie materiał zaczął się podobać trochę bardziej i dlatego dostaliśmy taką propozycję. Tak naprawdę ta propozycja zagrania w Hollywood przyszła tak późno, że nie wiedzieliśmy, czy zdążymy to wszystko zorganizować. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko trafimy w ten rejon.

O co chodzi z tą stanikową aferą? Dlaczego chcieliście, żeby na jednym z koncertów fanki rzucały na scenę swoją bieliznę? My też powinnyśmy rzucić?

Tak. Jeśli chodzi o mnie, ja wolę towarzystwo kobiet bez staników, jestem przeciwnikiem staników. Najgorsze jest to, że gdy kobiety rzucają te staniki, to zawsze wszystkie lecą na Wojtka, jeszcze żaden nie poleciał na mnie. Wracając do sytuacji, o którą pytacie. Super Express znalazł teledysk, który istniał już 1,5 roku. Teledysk powstał w fajnych warunkach. Trafiliśmy na wybory Super Natural, gdzie były dziewczyny z całego świata. Później zabrano nas do pewnej chatki pod Koluszkami. Była fajna impreza (śmiech). I po jakimś czasie odkopali ten teledysk i zrobili z Wojtka Cycerona. A pomysł rzucania staników bezpośrednio wyszedł od zespołu V8, a nie od nas. Pomysł zacny.

No ale co się działo z tymi dziewczynami?

Nie powiem.

Aaaaa, skoro nie możesz powiedzieć,  to znaczy, że coś się tam działo! Gdyby nic szczególnego  się nie działo, to mógłbyś o tym opowiedzieć!

Nie! Odwrotnie! Bo jak okazuje się, że nic nie było, a ja miałbym o tym powiedzieć,  to na co ja bym wyszedł? Jaki rock&roll?

Chemia wyznaje w czasie trasy koncertowej sex, drugs and rock&roll  ?

Jak najbardziej (śmiech)!

To dlaczego teraz jest tak grzecznie?

No ale my nie możemy ciągle ćpać, czasami musimy robić przerwę!

1973493_754873377866693_5163146030318669666_oPhoto: BandPhoto.pl

Niedawno premierę miał wasz teledysk do piosenki Fire. Pokazujecie w nim swój koncert, fanów. Skąd taki pomysł?

Pomysł powstał tuż przed samą imprezą, na której kręcony był teledysk. Chcieliśmy też oszczędzić na operatorach (śmiech).

Ten teledysk jest nagrany telefonami?

Tak, ludzie przygotowali się do tej imprezy, mieli ze sobą telefony, aparaty. Najśmieszniej wyglądało to, jak zaczęliśmy grać Fire i zamiast ludzi widzieliśmy same aparaty.  Ogólnie wydaje mi się, że teledysk wyszedł bardzo fajnie i myślę, że  impreza będzie powtarzana corocznie

Odkryłyśmy robocze nazwy waszych piosenek. I tym sposobem mamy np. Kupę z Jamajki, Gdy umierają chomiki, Ssij

Polega to na tym, że zawsze zanim zaczynamy grać próbę, mamy około godzinę na dyskusję  na przeróżne tematy i zazwyczaj pojawiają się jakieś niestworzone historie. Np. Kupa z Jamajki  dotyczy pewnego gościa z Jamajki, który przyjechał odwiedzić jednego z nas i zastanawialiśmy się, czy spodoba mu się toaleta naszego kolegi… Kiedy my piszemy piosenki, nigdy nie wiemy jak je nazwać, więc dajemy im nazwy robocze i stwierdziliśmy, że Kupa z Jamajki będzie nam się w tym wypadku dobrze kojarzyła.

1398405_754871797866851_5947528876780816485_oPhoto: BandPhoto.pl

Dlaczego jeszcze nie zobaczyliśmy was na kanapie u Kuby Wojewódzkiego?

Jeszcze do niego nie zadzwoniliśmy z informacją, że istniejemy. Ja myślę, że najpierw powinniśmy zagrać u niego pod koniec programu, a dopiero później usiąść na kanapie. Musimy sobie najpierw na to zasłużyć. Jak na wszystko.

Ale goście Kuby często nie mają na swoim koncie żadnych wybitnych osiągnięć…

Właśnie wskazałaś na pewien trend, a przede wszystkim tragedie tego, co dzieje się w ówczesnym świecie. Ludzie coraz bardziej lubią nicość.  Niestety jest bardzo mało ludzi, którzy potrafią długo pracować i kształcić to, co potrafią robić najlepiej. Były czasy, kiedy człowiek widział swojego idola w kimś, kto pracował ciężko na coś, co mógł po jakimś czasie sobą reprezentować. Wydaje mi się, że dzisiaj wolimy oddawać cześć miernotom, dlatego, że nam jest łatwiej oceniać głupka, bo sami codziennie też zachowujemy się jak miernoty. To jest chore, to jest słabe i wynika z naszego lenistwa, szybkości naszego konsumowania. Co nie znaczy, że nie ma takich osób, które pracują na swój sukces i nie chcą robić kariery na skandalach.  Nas na przykład nie interesuje gwiazdorstwo chociaż bardzo łatwo możemy to zrobić. Możemy pójść na jakiś bankiet i przyłożyć komuś ważnemu w ryj, zrobić ustawkę z paparazzi. Ale po co? Chcemy, żeby było o nas głośno dlatego, że wydajemy dobrą płytę, że zaprosili nas do Los Angeles i daliśmy radę. Chcemy być oceniani przez pryzmat naszej twórczości, a nie tego, że mamy spodnie w kanarkowe grochy.

Jesteście często krytykowani?

Pomijając zdrową krytykę, która jest i być musi, bo nie każdemu będziemy się podobać – ludzie często krytykują nas nie znając naszej twórczości, bądź też znając twórczość początkową, kiedy to Chemia szukała swojej drogi. Są media, które piszą o nas tylko źle, są takie, które w ogóle o nas nie piszą. Wydaje mi się, że po części są to media, które nawet nie słyszały tego, co robimy, ale krytykują bo przecież to jest niemożliwe, aby polski zespół odnosił jakikolwiek sukces na arenie międzynarodowej. Osobiście widzę, jak szefowie niektórych portali opiniotwórczych wychodzą z naszych koncertów… Najlepszym przykładem jest koncert z Deep Purple, kiedy to nazajutrz pojawiło się sporo pozytywnych opinii na nasz temat. Niektóre portale, aby nie pisać bzdur zamieściły relację pomijając nas kompletnie. Świetnie. Polski portal, wydawać się mogło wspierający nasz rynek, pisze tylko o gwieździe zagranicznej pomijając „swoich”. Problem nie tyczy się tylko nas oczywiście. Nasze media ciągle robią krzywdę rodzimym wykonawcom, bo to zagraniczne jest lepsze. Żenujące. Na szczęście to coraz mniejszy odsetek frustratów. Zresztą – o pomocy naszych mediów i włodarzy można sporo poczytać w wywiadach u niedoszłych gwiazd talent show.
Ale tak poza marudzeniem, mieliśmy ogromne szczęście spotkać również wspaniałych ludzi reprezentujących naszą branżę. Jest nadzieja, że dzięki nim będzie lepiej i czytelniej.

10010437_754873554533342_1421666267609114648_oPhoto: BandPhoto.pl

Uważacie się za najlepszy, polski zespół rockowy?

Jest mnóstwo lepszych zespołów od nas, ale może ludzie o nich nigdy nie usłyszą, bo nikt ich nie będzie wspierał. Biznes w tym kraju polega na czymś zupełnie innym. Wspiera się stare gwiazdy, które są sprawdzone. Gdzieś są jeszcze jakieś „układy”. Dzisiaj promowanie zespołów autentycznych, fajnych i niezależnych jest niebezpieczne, bo jest niedochodowe. Łatwiej jest promować kogoś kto jest ładny, znamy go np. z talent show i kto robi z siebie marionetkę, bo w programie śpiewa covery. Z całym szacunkiem  do artystów tam występujących – nie uważam, żeby to była fajna i autentyczna droga do sukcesu.

I właśnie dlatego nie pojawiliście się w żadnym talent show?

Może trafimy kiedyś do jakiegoś programu pod warunkiem, że będziemy grać swoje piosenki. Dzisiaj talent show jest oknem dla wszystkich tych, którzy chcą stać się sławni i trzeba się w jakiś sposób z tym pogodzić. To jest robienie z siebie prostytutek, ale niestety stało się metodą na to, żeby gdzieś wypłynąć. Kiedyś podobnie obrażano się na radio, czy tv w sensie ogólnym.
I zaznaczę – jest różnica między talent show pokazującego artystę w pełnej krasie, jako samodzielnego twórcę, a śpiewającego coś, co mu każą. Ostatnio słyszałem, jak jedna z trenerek w takim programie z oburzeniem wyrzucała uczestniczce, że nie jest jej w stanie okiełznać i nie wie jak to teraz będzie, chyba będzie słabo. Co to w ogóle znaczy? Chore.
Zgadzam się z opinią Dave’a Grohla – idźcie do garażu i grajcie, póki nie będziecie mocni, potem pokażcie to światu. Ale po swojemu, a nie pod dyktando jakiegoś jury.

A nie macie takiego poczucia, że wam już trochę nie wypada pójść do takiego programu? Że jesteście zbyt znani?

A dlaczego? To nie tu leży problem. Na przykład zespół Lemon zbiera na swoich koncertach większą publiczność niż my. I mogłoby się wydawać, że my dostajemy zaproszenia z za granicy, że gramy na świecie, że fajni i znani ludzie pracują z nami, że jesteśmy „poważniejszym” zespołem w sensie globalnym. Prawda jest taka, że nadal spotykamy się z odbiorem ograniczonym.  Media nie podłapują póki co naszego tematu, a to od nich wiele zależy. Media, szczególnie te największe blokują nas dość skutecznie. Problem polega na tym, że wszystko dziś kręci się wokół tych talent show. To nie jest fajne.

Macie jakiś pomysł, żeby to zmienić?

Ja myślę, że to, co my robimy jest dobre, wierzę w to, że idziemy w dobrym kierunku. Wprawdzie idziemy wolno, ale tak jak wspomniałem wcześniej, coś, co jest długo wypracowane jest cenniejsze. Z resztą rock&roll polega na tym, że nie jest się gwiazdą sezonową, tylko buduje się legendę, historię. My chcemy to zrobić. Nawiązując jeszcze do talent show. My dostaliśmy zaproszenie do tego typu programu, ale odmówiliśmy. I prawdopodobnie będziemy zawsze odmawiać, ale jestem też pewien, że zawsze, gdzieś tam z tyłu głowy będziemy się zastanawiać, czy zrobiliśmy dobrze, bo może to właśnie byłby strzał w dziesiątkę. Tak zwyczajnie, po ludzku będą targały nami wątpliwości.
My chcemy walczyć muzyką, nie popularnością. Nie pojechaliśmy do Los Angeles dlatego, że jesteśmy popularni, bo nie jesteśmy.

Podczas waszej wizyty w LA zostaliście bardzo docenieni. Czy uważasz, że polskie media podłapią temat i będą się o was chętniej i przychylniej wypowiadać?

Gdzieś tam już się ruszyło. W Pytaniu na Sniadanie  otrzymaliśmy obietnicę wsparcia. To bardzo ważne, bo wsparcie to coś, czego potrzebujemy najbardziej. Potrzebujemy mediów i managementów, które zainwestują w nas całych sercem i portfelem (śmiech). My mamy determinację nie do złamania, mamy materiał i mamy doświadczenie. Czy się podobamy? Dajmy ludziom szansę nas posłuchać.

A co, gdyby pojawiła się propozycja nagrania utworu z kimś bardzo znanym, komercyjnym?

To zależałoby od wielu warunków. Od tego, kto pisze muzykę, kto pisze tekst. Na pewno chcielibyśmy być twórcami tego utworu, ale jeśli byłoby to bardzo dobre, to pewnie byśmy się zdecydowali bez problemu. Dla nas główną radością jest tworzenie. Odtwarzanie jest mniej fajne. Nawet jak kiedyś zrobimy cover, to nie będzie to odegrany materiał. Włożymy w to sporo Chemii.

Jak to się stało, że na współpracę z wami zdecydował się Mike Fraser?

Szukaliśmy kogoś z dobrą ręką do rockowej muzy. Z Mikiem poznaliśmy się już kiedyś w Kanadzie i fajnie nam się rozmawiało. Robił wtedy płytę AC/DC piętro nad nami. Ostatnio rozmawiał z nim Marc LaFrance i Mike zgodził się bez wahania. Znał nasz materiał i widocznie przypadł mu do gustu. Zależało nam na kimś z tamtego świata również dlatego, że rock, to jednak muza z tamtego świata. Nawet Jurek Owsiak powiedział mi ostatnio, że to w sumie dobrze, że wszystko drę się po angielsku. Bo to pasuje, jak stwierdził. No i ja się z tym całym sercem zgadzam.

Czym nowa płyta będzie wyróżniać się na tle pozostałych?

Pewnie dla każdego czymś innym. Tradycyjnie ocenę pozostawimy najważniejszemu jurorowi wszech czasów, czyli publiczności. To publiczność ma największą siłę, dlatego dużo gramy i dużo jeździmy. Jeżeli będzie nas, kibiców Chemii dużo, nie będzie na nas bata.

Premiera LAW BUSINESS QUALITY

Ilona Adamska - modelka, dziennikarka,wydawca i matka dwójki „dzieci”. Pierwsze – Imperium Kobiet – ma już ponad 3 lata i coraz więcej miłośniczek. Nic z resztą w tym dziwnego. Podróże, wywiady, moda, felietony – to coś, co my kobitki lubimy najbardziej! Drugie, swoją premierę (i to jaką!) miało w zeszły poniedziałek. Elegancki Pure Sky Club w centrum Warszawy, smaczny alkohol, pięknie podane przekąski, tort i ponad 150 gości! Było elegancko, luksusowo i z klasą. I dokładnie tymi samymi słowami można opisać LAW BUSINESS QUALITY – wysokiej klasy magazyn ludzi sukcesu, poruszający tematy związane z prawem, ekonomią, sztuką, czy też podróżami.

„Nie chcemy być dru­gim For­be­sem czy New­swe­ekiem. Ten maga­zyn to tro­chę Impe­rium Kobiet lub Twój Styl dla face­tów, choć i kobiety znajdą w nim sporo cie­ka­wych infor­ma­cji (…)” - zdradza Ilona Adamska w wywiadzie dla serwisu „Biznes na Fali”.

Wszystko wskazuje na to, że LBQ ma już swoich pierwszych fanów. Na oficjalnej premierze pojawiły się takie osoby jak Paulina Holtz, Robert Moskwa, Ryszard Rembiszewski i Karolina Nowakowska. Nie zabrakło także wielu biznesmenów, sponsorów i fotoreporterów.

Kolejny magazyn i kolejne powodzenie. Chyba każde „dziecko” Ilony skazane jest na sukces… No ale, mając TAKĄ naczelną… :)

10155959_1400721963535800_636701536_n
https://www.facebook.com/pages/Law-Business-Quality/1400721016869228?fref=ts
10007421_715031628538675_2062597610572866606_n 10151215_715237281851443_1931922156017475916_n 10170839_715031218538716_6753143034591545449_n 10170893_715031605205344_1423313450683485014_n 10255130_715031341872037_3843565025388430042_n 10259972_715031205205384_7379205745456752866_n 10267766_715031615205343_1220657585530969371_n 1506493_667312539981806_9033302991100723005_n 1506562_258146931025045_5355895673056361876_n 1511918_669767969736263_5210911247748934812_n 1911645_666810853365308_5359124476581123673_n 10250210_667043336675393_5191632738937759370_n10170802_666810543365339_7546226943386417729_n10269544_666810446698682_6940042543265860606_n10258670_667015163344877_748296258262881378_n10262210_667014600011600_4103641101628780256_n

Na Waszych językach

Kasia Cichopek w szpitalu, Wojewódzki przezywa Piróga, Doda walczy z Agnieszką Szulim w sądzie, a my lansujemy się w „Na językach”. I do tego tak dobrze o nas tam mówią!

Nigdy nie myślałyśmy (Karolina, już nie bądź taka skromna!), że po roku prowadzenia bloga zainteresuje się nami sam TVN!

Już sama propozycja nakręcenia materiału o naszym blogu była dla nas ogromnym wyróżnieniem. Byłyśmy pewne, że na pamiątkowym materiale, który za jakiś czas zaginie wśród pajęczyn się zakończy. Przecież musiał on się spodobać Producentowi, Wydawcy, Panu Władkowi, Pani Józefinie, no i Pani Prowadzącej! No właśnie, musiał albo i nie musiał. Wydawało nam się, że to nierealne, aby tyle osób zdecydowało, że nasz blog i nasza historia nadają się do programu, w którym nie pojawiają się przypadkowe i nieznane nazwiska.

Dzielnie jednak walczyłyśmy! Zaprosiłyśmy do nagrania  Adę Szulc i Michała Piróga, a Pan Tadeusz, Pan Adam i Robert, cierpliwie, przez 10 godzin biegali za nami z kamerą i udzielali wskazówek. Tym sposobem, wspólnymi siłami, udało nam się wylądować w TVNie, o 22, w 7 odcinku Na Językach :)

Z tego miejsca bardzo serdecznie dziękujemy tym, którzy nam zaufali i dali taką szansę :)

Czy to, że byłyśmy w Na Językach oznacza, że jesteśmy teraz na językach?


http://player.pl/programy-online/na-jezykach-odcinki,1175/odcinek-7,S03E07,28750.html

Fullscreen capture 2014-04-17 111531

Fullscreen capture 2014-04-17 111551

Fullscreen capture 2014-04-17 111610

Fullscreen capture 2014-04-17 111614

Fullscreen capture 2014-04-17 111621 Fullscreen capture 2014-04-17 111641 Fullscreen capture 2014-04-17 111649 Fullscreen capture 2014-04-17 111703

Fullscreen capture 2014-04-17 112653 Fullscreen capture 2014-04-17 112855 Fullscreen capture 2014-04-17 112700 Fullscreen capture 2014-04-17 112908

Fullscreen capture 2014-04-17 113149 Fullscreen capture 2014-04-17 113225 Fullscreen capture 2014-04-17 113230 Fullscreen capture 2014-04-17 113233 Fullscreen capture 2014-04-17 113423 Fullscreen capture 2014-04-17 113430 Fullscreen capture 2014-04-17 113521 Fullscreen capture 2014-04-17 113523 Fullscreen capture 2014-04-17 113532 Fullscreen capture 2014-04-17 113622

Fullscreen capture 2014-04-17 114035

Fullscreen capture 2014-04-17 113647 Fullscreen capture 2014-04-17 113706 Fullscreen capture 2014-04-17 113732 Fullscreen capture 2014-04-17 113848 Fullscreen capture 2014-04-17 113933 Fullscreen capture 2014-04-17 114021 Fullscreen capture 2014-04-17 114042

Fullscreen capture 2014-04-17 114051 Fullscreen capture 2014-04-17 114059

Fullscreen capture 2014-04-17 115255

TOMAOTOMO po raz PIERWSZY!

Pastelowe, delikatne materiały, gipiury, ornamenty i dziewczęca kobiecość, to tylko niektóre cechy opisujące najnowszą kolekcję TOMAOTOMOTomka Olejniczaka.

Wczoraj, w warszawskim Soho Factory, odbył się jego pierwszy, autorski pokaz, w trakcie którego zaprezentował niezwykle kobiecą kolekcję Véronique.


Photo:  facebook.com/TOMAOTOMO

Było niesamowicie świeżo, wiosennie i mimo białego wystroju wnętrza hali – bardzo kolorowo! A to wszystko za sprawą zaproszonych gości. Po raz pierwszy widziałam, żeby aż tak duża ilość gwiazd przyszła na pokaz ubrana w kreacje projektanta. To musiało być wspaniałe uczucie dla Tomka, gdyż dało się zauważyć jak wiele osób wspiera i kibicuje mu w tym, co robi. Trzeba przyznać, że zasłużenie:)

Kolekcja, którą stworzył jest na prawdę piękna i co najważniejsze – absolutnie uliczna. Kreacje są tradycyjnie skrojone,  bez dodatkowych „udziwacznień”, co dodaje im bardzo eleganckiej, niesztampowej prostoty. Dominuje w nich biel, brudny róż, pastelowy błękit, oraz odważniejsze barwy, takie jak nasycona, ciepła malina, soczysty oranż i gorąca czerwień. Wszystko spójnie połączone z gipiurą, czasami delikatną skórą oraz lekkim jedwabiem. Jeśli ktoś miałby opisać poprzez ubiór stu procentową kobietę – silną, a zarazem delikatną, pewną siebie i równocześnie niewinną, to myślę, że TOMAOTOMO zrobił to na 101%!

Zaraz po pokazie udałam się do projektanta, by zadać mu kilka pytań odnośnie kolekcji ;)

 

Jak emocje po pokazie?

Emocje cały czas są i to bardzo duże! Myślę i mam nadzieję, że wszystko wypadło super!

Dlaczego dopiero teraz zdecydował się Pan na swój autorski pokaz?

Wcześniej miałem Fashion Week, wyjazdy za granice na FW np. do Vancouver w Kanadzie i tak naprawdę dopiero teraz znalazłem czas na to, żeby zrobić coś w Polsce, żeby zaprezentować swój pokaz. Trochę to trwało, chociaż też nie aż tak długo, bo 4 lata. Do wszystkiego trzeba po prostu dorosnąć. W końcu przyszedł ten czas i oto jestem!

Co było Pańską inspiracją przy tworzeniu tej kolekcji?

Weronika! Inspiracją tej kolekcji była Weronika Ksiązkiewicz, niesamowita, charyzmatyczna postać, niesamowicie zmysłowa kobieta i wspaniały człowiek.

Dlaczego to właśnie Weronika jest Pańską muzą?

Ponieważ ma w sobie wszystkie idealne według mnie cechy kobiety wzorowej. Wzorowej, jako tej zmysłowej, pięknej, niepowtarzalnej, z charyzmą.

Czy w następnych projektach również możemy się spodziewać takiej inspiracji?

A to się okaże (śmiech). Nigdy nie wiadomo, ale na pewno w jakimś stopniu zawsze ta Weronika będzie. To się nie zmieni – jest w końcu moją muzą!

Długo powstawała ta kolekcja?

Bardzo długo. To była kolekcja, którą tworzyłem najdłużej ze wszystkich, myślę, że też ze względu na tkaniny, które nie są polskiego pochodzenia i nawet nie są kupowane w Polsce, lecz za granicą, więc musiałem podróżować, żeby te tkaniny znaleźć takie, jakie chciałem.

A za co gwiazdy kochają TOMAOTOMO?

Joanna Jabłczyńska

„Ja Tomka bardzo lubię prywatnie, więc mogę nie być obiektywna. Tomek jest niezwykle normalny, radosny, uśmiechnięty, pomocny. Chyba lubię w nim najbardziej tą normalność. Lubię to, że ubrania, które dzisiaj pokazał były ludzkie. To znaczy, że nie były haute couture, że nie da rady tego założyć, że są jedynie na pokaz, tylko to są takie rzeczy, które można by założyć na co dzień. Są one stworzone dla normalnych kobiet. Bardzo mi się też podobały kolory i sam pokaz, który widać, że był bardzo przemyślany. Nie był za długi, Tomek nie przetrzymał nas za długo przed pokazem, wszystko było przemyślane. Oprawa i tempo, sposób chodzenia modelek – wszystko stanowiło spójną całość”

Jessica Mercedes

„Przede wszystkim za to, że ma swój spójny styl, że często używa tych samych tekstyliów, takich jak rzeczy z ornamentami, koronkowe itd. Lubię Tomka za to, że jest wytrwały i dąży do celu.”

Weronika Książkiewicz

„Kocham Tomka za to, że wszystko co tworzy jest niesamowicie kobiece, seksowne, ale też eleganckie. To nie jest wyuzdane, tanie, tylko w taki sposób subtelny pokazuje seksapil kobiety. Co ma Tomek Olejniczak, czego nie mają inni projektanci? Mnie! To, że jestem jego muzą! (śmiech)”

Ewa Wojciechowska

„Ja wszystkich projektantów kocham i wszystkich wspieram. Tomka obserwuję od dwóch lat – od samego początku jak się tylko pojawił, jako młody skromny chłopak. Pamiętam, że przyjechał kiedyś do mnie, jak jeszcze pracowałam w redakcji i obiecał, że coś dla mnie uszyje. Najbardziej podoba mi się jego skromność, to że ten tzw. nasz „wielki świat”, nie uderzył mu do głowy, że nadal mieszka w Poznaniu, co daje mu taki spokój i mam wrażenie, że to jest jego odskocznia, a tutaj tylko przyjeżdża do pracy. Podziwiam go też za to, co w tej chwili zrobił. Tydzień temu otworzył butik, a teraz zorganizował pokaz mody. To są dwa gigantyczne przedsięwzięcia, nie mam pojęcia jak mu się to udało. W dodatku przyszło tyle gwiazd ubranych w jego kreacje, że to jest ogromny zaszczyt dla projektanta. A kolekcja była przepiękna Bardzo mu kibicuje i trzymam za niego kciuki.”

Tomkowi życzymy dalszych sukcesów! Nowych, coraz piekniejszych kolekcji (o ile to w ogóle możliwe) oraz nowych muz! Pod warunkiem, że powstaną z nich takie perły jak Veronique;)

Dżentelmen(k)i po raz ósmy!

Projekt Kalendarza Dżentelmeni bez dwóch zdań stał się tradycją. W tym roku powrócił już po raz ósmy! Z jeszcze większą miłością, jeszcze większym zaangażowaniem, za to z nowymi, także kobiecymi twarzami, z nowymi możliwościami, a co najpiękniejsze – uśmiechami dzieci i młodzieży, dla których wspólnie uzbierano milion złotych!

W tegorocznej edycji Kalendarza Dżentelmeni wzięło udział ponad dwudziestu aktorów, piosenkarzy, kompozytorów, między innymi Małgorzata Kożuchowska, Sonia Bohosiewicz, Kinga Preis, Magdalena Różdżka, oraz stały „element” kalendarza – Paweł Małaszyński. Artyści tym razem zapozowali przed obiektywem Roberta Wolańskiego – jednego z najwybitniejszych polskich fotografów.

Projekt Kalendarz Dżentelmeni to jednak nie tylko kalendarz. Oprócz przepięknych, czarno – białych zdjęć, nagrano także płytę – „Muzykę z serca”, zawierającą 11 utworów. Ta edycja płyty jest efektem pracy Tomasza Szczepanika.  To on skomponował każdy utwór i to dzięki niemu nawet aktorzy amatorzy brzmią przyjemnie dla ucha! ;)

W miniony czwartek odbyła się gala podsumowująca i zwieńczającą akcję Kalendarza Dżentelmeni. Bohaterowie kalendarza, producent – Olivier Janiak oraz zaproszeni goście, spotkali się w Forcie Sokolnickiego, by przekazać kilkunastu fundacjom prawie 1 milion złotych. Dokładnie tyle udało się uzbierać sprzedając ok 10 tys kalendarzy i 20 tys płyt.

Pełną miłości galę uświetnił występ zespołu Pectus.

Bez fotoreporterów, bez lansu, bez przypadkowych gości. Każdy wiedział, że to dzieci są głównymi bohaterami wieczoru. Było pięknie. Od serca, dla serca :)