Oko w oko z zielonym Ufoludkiem

O Marsach chyba nie powinnam pisać publicznie. Chyba lepiej, gdybym została ze swoimi ekscytacjami sama. W końcu co mogę napisać o zespole i koncercie, skoro za cholerę nie jestem obiektywna? Pomimo wielu lat miłości do tej trójcy, moje podniecenie za każdym razem, gdy widzę i słyszę ich na żywo nie maleje. No, może już tak nie wyję, ale to tylko dlatego, żeby nie narobić sobie obciachu (co by Jared pomyślał widząc takiego mamlasa?).

Pomyślałam jednak, że warto nabazgrać kilka słów o naszej ósmej wyprawie na Marsa. No właśnie, piszę „wyprawie”, bo ta podróż NIGDY nie ograniczała się do samego koncertu. I to jest w tej bajce najpiękniejsze.
10922778_1115842015109153_8152163628194864334_n