„Show-biznesu musiałam się nauczyć i dzisiaj wiem, że tam każdy wchodzi w jakąś rolę” – wywiad z Pati Sokół, część I

Felietonistka, aktorka, absolwentka studiów psychologicznych, mama dwójki dzieci i właścicielka unikalnego, choć kiedyś nienawidzonego przez nią sopranu koloraturowego. Swoje muzyczne pasje rozwijała w Los Angeles pod skrzydłem legendarnego Setha Riggsa. Hollywoodzka przygoda nie tylko dała jej warsztat i cenne lekcje, ale pomogła też w wydaniu trzech singli, w tym słynnego „Woman’s work”. W ubiegłym roku premierę miał jej autorski spektakl „Neverland”. W Polsce, jej artystyczne dokonania przykryte są jednak gdzieś pod płachtą spekulacji dotyczących jej romansu z Nergalem i Kubą Wojewódzki. Podobno to oni mieli pomóc jej w zrobieniu kariery. Karierę zrobiła – w bonusie z chorobą, której temat poruszyła z resztą w swoim musicalu.

O ciemnych stronach showbiznesu, romansach, amerykańskim śnie i chorobie porozmawiałam z Patrycją Sokół.

unnamed (3)

Co spowodowało, że śpiewanie pojawiło się w twoim życiu?

Śpiewałam od zawsze, ale nigdy nie lubiłam swojego głosu. Chodziłam w związku z tym do różnych nauczycieli, aby mi pomogli zmienić moje brzmienie. 

Dlaczego tak ci na tym zależało, skoro nie lubiłaś swojego głosu?

Bo kochałam śpiewać, więc chciałam zrobić wszystko, by mi się zaczął podobać- myślałam, że zmienię go lekcjami.

Nie myślałaś w takim razie aby zająć się czymś innym i zostawić śpiewanie?

Tak, to też robiłam. Rzucałam śpiewanie kilkanaście razy. Ta historia to taka sinusoida o powrotach. Od 6 roku życia byłam na scenie, bo śpiewałam i tańczyłam w zespole taneczno- muzycznym do 14 roku życia. Potem rzuciłam to i skończywszy podstawówkę chciałam iść do jakiegoś mat-fizu do liceum albo na jakikolwiek kierunek nie związany z byciem artystą. Los jednak sprawił, że wylądowałam w jedynym wówczas liceum artystycznym w Warszawie. Jak zdałam maturę – cudem zresztą! (śmiech) to znów chciałam uciec, więc poszłam na psychologię. I znów przypadek sprawił, że trafiłam do szkoły aktorskiej. Potem po raz kolejny chciałam zrezygnować, więc zajęłam się pracą dziennikarską. Ale pojawiły się propozycje śpiewania w chórkach i  tak w kółko. Śpiewanie mnie wołało całe życie. Trzeba mi było przejść tę krętą ścieżkę, aby pokochać moje struny, moje brzmienie i mój talent. Właśnie skończyłam 33 lata i tak podsumowując tę ścieżkę, to ten ostatni rok- 2014- był dla mnie bardzo przełomowy i jestem cała wypełniona refleksjami. Moja droga do czasu, kiedy w maju 2014 odbyła się premiera mojego spektaklu NEVERLAND, gdzie stanęłam na scenie i zagrałam go po raz pierwszy, to była droga wiecznych poszukiwań i wiecznego nie-wiedzenia czego ja chcę i czy do czegoś jestem potrzebna.

Jesteś trochę filozofem.

(Śmiech) mogłabym też pewnie z tego kierunku skorzystać na studiach! Dopiero jak stworzyłam mój spektakl i pokazałam go ludziom, to poczułam, że jestem w swojej skórze ze swoją duszą i z całą sobą. Mogę powiedzieć, że złapałam się sama ze sobą za rękę. Do tego czasu było to dla mnie krążenie po labiryncie.

W twoim życiu pojawił się też bardzo ciekawy epizod wyjazdu do USA na lekcje u słynnego Setha Riggsa. Jak w ogóle doszło do tej współpracy?

Jednym z moich nauczycieli śpiewu był Krzyś Wojciechowski, czyli jeden z certyfikowanych nauczycieli SLS (to jest taka technika śpiewania). Chodziłam do niego na lekcje, a on od czasu do czasu organizował warsztaty i sprowadzał ze Stanów certyfikowanych nauczycieli na najwyższym poziomie. Zaprosił kiedyś Jeffreya Skousona, który był prawą ręką Setha Riggsa. Wszyscy musieliśmy przed nim stanąć w grupie i zaśpiewać. To była kwestia kilku minut, przesłuchał mnie i  z zachwytem powiedział, że jestem sopranem koloraturowym – pomyślałam sobie „co to w ogóle jest?!”. Dopiero wtedy się o czymś takim dowiedziałam (śmiech). Zdiagnozował, że to dlatego mi się mój głos nie podoba, ponieważ sopran koloraturowy nie ma prawa brzmieć w piosenkach komercyjnych, które ja pragnęłam śpiewać. Brzmi on w zupełnie innych rejestrach, jest najbardziej ceniony w operze i musicalach. Załamałam się.

Dlaczego?

Nie chciałam śpiewać w musicalach ani operze.

Nawet jak usłyszałaś, że możesz wyjechać do Stanów i tam zacząć robić karierę?

W ogóle nie! Mi nie chodziło o wielką karierę w Stanach, tylko o to, żeby mój wokal brzmiał, tak jak ja tego chcę. To był mój cel. Ale dowiedziałam się, że on nigdy nie będzie taki jak chcę, że żadna technika mi nie pomoże, że zawsze już będzie taki i zawsze będę popiskiwała. Uwierz mi, że jest to potwornie upierdliwe, bo jestem zapraszana do ogromnej ilości projektów, gdzie mój sopran się kompletnie nie nadaje. Wszystkie piosenki, które śpiewam, są napisane specjalnie dla mnie i jedyne covery, które mogę robić to od Kate Bush, ponieważ podobnie „popiskuję” do niej. Dziś śpiewam przede wszystkim wokalizy, i kocham to robić, ale wcześniej było mi z tym potwornie trudno, ponieważ to jest wokalny zakątek, do którego mało kto zagląda. A ja chciałam błyszczeć (śmiech).

No tak, ale z drugiej strony to bardzo unikalne.

Jednocześnie jest to unikalne i dzięki temu sopranowi, mam z czego żyć. Udzielam różnych wokali do filmów, seriali czy do gier video w Stanach i z tego żyję, dzięki czemu mogę działać charytatywnie w Polsce i jeździć ze spektaklem. Na początku się załamałam, bo wiedziałam, że to jest rzecz, której nigdy nie będę w stanie zmienić, a nie wiedziałam jeszcze jakbym mogła z tego skorzystać.

Ostatecznie przyjęłaś propozycję Jeffreya.

Dopiero po paru miesiącach zadzwoniłam do Jeffreya, żeby przyjąć jego propozycję, wcześniej się nie zgodziłam. Uznałam wówczas, że kończę śpiewanie- po raz kolejny (śmiech), bo jeśli wiem, że nie będę w stanie nigdy zaśpiewać w sposób taki, jaki sobie wyobrażam, czyli jak np. Christina Aguilera albo Mariah Carey, to ja nie mam po co śpiewać. Stwierdziłam, że jeżeli Jeffrey nie jest w stanie zmienić mojego brzmienia, to ja nie mam po co się dalej uczyć.

Co wpłynęło zatem na zmianę tej decyzji?

Zajęłam się innymi rzeczami i po paru miesiącach, usłyszałam w radiu Kate Bush, o której sobie przypomniałam i wtedy zadzwoniłam do Jeffa. Kate Bush ma bardzo wysoki głos, jednakowoż nie śpiewa w musicalach, ani w operze, tylko bardziej komercyjnie- powiedziałam mu o tym, a on napisał do niej, żeby skomponowała coś dla mnie.

I się zgodziła?

Nie, ona się oczywiście nie zgodziła (śmiech). Po jakimś czasie dopiero napisała, że może dać do „zcoverowania” jej stary utwór „Woman’s work”, czyli mój pierwszy singiel. Nagrałam go z Jeffreyem w Los Angeles i rozmyślałam co dalej. To miał być początek mojej drogi, chciałam znaleźć kogoś, kto mi napisze coś podobnego. Pokazywałam tę piosenkę różnym ludziom i ktoś mi powiedział, że trzeba ją wypuścić jako singiel, bo jest genialna! No i od słowa do słowa powstał teledysk…

Gdzie można dostać twój album?

Album to chyba za duże określenie. To soundtrack z mojego muzycznego show „NEVERLAND”, można go kupić po każdym moim spektaklu. Nie dystrybuujemy go inaczej, bo w moim odczuciu, ta muzyka stanowi integralną całość ze spektaklem i strasznie trudno jest mi dawać komuś płytę, jeśli wcześniej nie widział sztuki. To moja opinia. Są głosy, że ta muzyka broni się też sama, więc być może tak jest.

No dobrze, ale wróćmy jeszcze do przygody w USA. Nadal nie opowiedziałaś mi o Seth’ie Riggsie.

To Jeffrey mu o mnie powiedział. A Seth nie wnikając długo, poczuł, że chce mnie poznać. Myślę, że to ta koloratura go skusiła. Poszłam do niego na lekcje, a on ze mną tylko rozmawiał. Chyba po 3ciej lekcji, powiedział mi, że jest mną zafascynowany i że chciałby mnie uczyć.

Co ci to dało tak naprawdę?

Postrzegałam siebie jako małą niezgadzającą się na rzeczywistość dziewczynkę, która bardzo chce śpiewać. Tuż przed wyjazdem do Stanów poszłam do X Factora, gdzie stres mnie tak zjadł, że jeszcze bardziej się utwierdziłam w przekonaniu, że jestem do dupy. Możesz sobie wyobrazić, co się wydarzyło w mojej psychice, jak tą mało wierzącą w siebie dziewczynką zachwycił się sam Seth Riggs??? On kilka miesięcy wcześniej odmówił udzielania lekcji Aguilerze! (śmiech).

Dlaczego nie zostałaś w Stanach? Poznałaś tak wpływowe osoby…

Ja nie postrzegałam ich jako wpływowe osoby, tylko jako moich wybawicieli. To zależy jaki masz cel w życiu. Jak idziesz do Czułego Barbarzyńcy (kawiarnia połączona z księgarnią) na kawę, a ktoś cię pyta, czemu nie kupujesz tu książki, to co odpowiesz? Mi te spotkania pozwoliły trochę zajrzeć do środka. Ja tam miałam inne rzeczy do zrobienia.

Po prostu nie kręciła cię wielka kariera?

Ja się czułam jak biegająca po labiryncie sarenka, nie miałam świadomości, co się dzieje, a bardzo chciałam ją mieć… Moją wielką inspiracją był od zawsze Michael Jackson, znam jego historię wzdłuż i wszerz, a przez to, że Seth uczył go przez 30 lat, nasłuchałam się tryliard anegdot. I gdzieś między wierszami zawsze słyszałam, jak bardzo on cierpiał i jak mocno był zagubiony. Ja z kolei miałam takie poczucie, że moja „wielka kariera”, nie ma szans na rozpoczęcie się, dopóki sama siebie nie doprowadzę do porządku. Ja po prostu chciałam być szczęśliwa, a zajmowanie się czymś innym niż sobą, raczej jedynie zamiecie mi pod dywan wszystko, co w sobie nosiłam.

Czym tak naprawdę jest dla ciebie kariera?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Wydaje mi się oceniające. Moje życie samo w sobie może być karierą. To jest moja wielka duchowa kariera i jest dla mnie bardzo fascynująca. Dla innych karierą jest  to, że jest się Michaelem Jacksonem, albo Beyonce. Ja myślę, że nigdy nie aspirowałam, aby być Beyonce. W środku zawsze byłam bardziej niszowa niż komercyjna. Poza tym tak jak mówię, miałam poczucie, że nie o to mi w życiu chodzi. To był jakiś dodatek. Trochę na zasadzie przyjścia do kawiarni, gdzie jest pełno książek, tak jak tutaj. Ktoś mógłby zapytać dlaczego w takim razie nie kupisz 10 książek, a ja odpowiadam, że przyszłam na kawę, a nie po książki (śmiech). Zależy jaki masz cel.

Pobyt w Stanach traktowałaś tylko i wyłącznie jako szansę na naukę?

Ja tam pojechałam, bo tak czułam. Nie było tam jakiegoś większego rozmyślania. Ponadto mam 2 dzieci i nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji, w której się rozłączam z ich tatą. To wartość mojej rodziny tak naprawdę podyktowała to, co tam robiłam i robię. Poznałam w Stanach całą masę fantastycznych niezwykłych ludzi, niektóre anegdoty, które opowiadam znajomym, brzmią czasem dla mnie samej jak jakaś fikcja!

Jakie na przykład?

Pierwszy największy szok, jaki przeżyłam, to dzięki mojemu koledze z Los Angeles, który zabrał mnie na kolację do swojej przyjaciółki: Jane Fondy! To było szokujące doznanie. Gdy później poznawałam innych tak zwanych znanych ludzi, to te wrażenia było bardziej normalne (śmiech).

Co ty wtedy czułaś?

Czułam, że to się nie może dziać naprawdę. Nigdy nie zapomnę tego pierwszego razu! (śmiech)

Potrafiłaś się odnaleźć wśród takich gwiazd?

Na początku czułam się jak wariat! (śmiech). Potem już się oswoiłam. Ci ludzie niewiarygodnie cenią sobie prywatność. Niejednokrotnie jak wychodziliśmy na miasto z nią, czy też innymi znanymi ludźmi, to nie było mowy, by ktoś podszedł i poprosił o zrobienie zdjęcia, czy autograf.

Fani potrafią to uszanować? 

Po pierwsze, wydaje mi się, że w Los Angeles widok Lenny Kravitza czy Johny Deppa jest tak zwanym chlebem powszednim. Po drugie, chyba funkcjonuje jakaś cicha zasada, że gdy gwiazdy idą gdzieś do restauracji prywatnie, to są prywatnie, nie powinno się do nich podchodzić. Fani chyba wiedzą, że podchodzić można, gdy są jakieś specjalne spotkania: premiera, czy inne wyjście publiczne. To są wbrew pozorom normalni ludzie, znamy ich z dzieciństwa, z wielkiego ekranu, z jakiejś niedostępności. Magia Los Angeles jest taka, że to wszystko nagle staje się normalne. To nic nadzwyczajnego, że obok przy stoliku siedzi Lionel Richie…

O czym się rozmawia z takimi ludźmi?

O wszystkim. Ale to zależy pewnie o sytuacji. Ja miałam tak kilka razy, że byłam poznawana z „gwiazdami” przez kogoś im bliskiego, więc ja automatycznie też byłam traktowana dość prywatnie. Bywam w ich domach i raczej nie ma tematów, których nie wolno poruszyć.

Czy jest ktoś jeszcze, kogo poznałaś równie blisko?

Tak, ale jest mi niezręcznie o tym opowiadać, naprawdę (śmiech).

Dlaczego niezręcznie?

Bo to znani ludzie… Bardzo znani. Trochę nie czuję przyzwolenia do opowiadania o prywatnych spotkaniach z nimi, by się nimi pochwalić. To nie są relacje zawodowe. Oni tak samo jak my, at the end of the day chodzą w kapciach i normalnie żyją. Różni ich tylko to, że są znani. Co ich tak naprawdę może zniszczyć. Mają dużo rzeczy do udźwignięcia, cała uwaga się na nich skupia. Jedni z tego robią zabawę, a dla innych to ogromne obciążenie. To jest w ogóle bardzo trudny temat.

Dla ciebie z kolei trudnym tematem jest pewnie to, co pisały o tobie polskie media. Podobno próbowałaś wybić się dzięki niektórym polskim gwiazdom, podobno masz parcie na szkło…

Miałam taki czas, kiedy zastanawiałam się nad tym, dlaczego media takie rzeczy wypisują, ale już przestałam. Show biznesu musiałam się trochę nauczyć. I dziś wiem, że tam każdy wchodzi w jakąś rolę. Istnieją też agencje PR’owe, które kontrolują te role. Ja nawet należałam jakiś czas do takiej agencji, próbowałam manewrować swoim wizerunkiem, ale nie udało mi się wejść w żadną rolę. Przyznaję szczerze: nie umiem się dostosować do praw show-biznesu…

Chciałaś zrobić tzw. ustawkę?

Tak, na przykład. To są PR’owe, doskonałe narzędzia.

Twoja rozpoznawalność zaczęła się tak naprawdę odkąd do sieci trafiły twoje zdjęcia z Nergalem.

Ja akurat wtedy wypuściłam teledysk z Weroniką Rosati, który nagrałyśmy aparatem fotograficznym w mieszkaniu, za złotówkę, z trzema przyjaciółkami. Miał być wypuszczony na youtube, ot cała kampania (śmiech). To była zajawka artystyczna, że zrobimy coś pięknego.

I to wszystko było improwizowane?

Tak, my nawet nie miałyśmy scenariusza, wszystko było intuicyjne. Każda z nas szła za głosem serca. W dniu, kiedy wpuściłam klip do sieci, ktoś mi i Adamowi zrobił zdjęcie, a myśmy się wtedy pierwszy raz w życiu widzieli! Jednocześnie też pokazany został casting z X-Factora, który odbył się pół roku wcześniej przed tymi wszystkimi wydarzeniami! PR’owo zostało to rozegrane genialnie, tylko że tak naprawdę żaden PR to nie był, tylko zbieg okoliczności (śmiech).

Byłam przekonana, że gdy poszłaś na casting do X-Factor, zobaczyłaś w jury kumpli Nergala, o czym każdy doskonale wiedział i że celowo nie przepuścili cię dalej. Myślałam, że to typowa medialna zagrywka.

Nic podobnego! To było pół roku wcześniej! Ja poszłam na casting zanim poleciałam do Stanów.

Idąc do X-Factor nie znałaś jeszcze nikogo…

Nie. Ani Adama, ani Setha Riggsa. Ja przed wakacjami się spotkałam z Jeffreyem, a po wakacjach dopiero do niego zadzwoniłam, powiedziałam hasło „Kate Bush”, a on mi kazał przyjechać i nagrać piosenkę. Powiedziałam, że będę u niego w listopadzie, a castingi były w październiku. Ja nikogo wtedy nie znałam, ani Kuby, ani Czesława.

A byłam przekonana, że nie chcieli dawać dziewczynie Nergala taryfy ulgowej (śmiech).

Ja wtedy nawet nie wiedziałam o jego istnieniu (śmiech).

Co czułaś, gdy zobaczyłaś na portalach plotkarskich wasze wspólne zdjęcia?

To było straszne… Ja nie wiedziałam, co się dzieje, czułam się jak na rollercoasterze. Z jednej strony ekscytująco, telefony się urywały, ale z drugiej- to było piekielnie szybkie tempo. A ja w ogóle nie wiedziałam jak funkcjonuje cały show biznes.

Myślisz, że to miało jakiś wpływ na późniejszą chorobę?

Półtora roku później zachorowałam na depresję- tak, mogło mieć to wpływ. Na pewno nie jedyny, ale duży. Być może odchorowałam to wszystko, bo tamten okres przeżyłam w ogromnym pędzie, To był też duży stres. Zaczęli za mną jeździć paparazzi… Ja się naprawdę bałam wychodzić z domu. Miałam lęki. Miałam też poczucie odpowiedzialności za moje dzieci, że ktoś je rozpozna, że coś im się stanie.

A Nergal, pomagał ci jakoś?

W tamtym czasie było kilka kluczowych osób, które mi pomogły. Musisz wziąć pod uwagę fakt, że ja na stronie pudelka byłam może raz w życiu. Nie miałam pojęcia o istnieniu i funkcjonowaniu takich stron. Do dzisiaj tam nie bywam, jest to dla mnie totalnie obcy świat. Szanuję go, nie neguję w żaden sposób, mimo, że robi ludziom dużą krzywdę. Ale to jest show biznes. Dzisiaj to wiem, a wtedy to był dla mnie ogromny szok.

Kuba Wojewódzki też ci wbijał szpile.

On też ma swoją rolę w show biznesie.

Czyli skrytykował cię bo musiał? Bo to jego praca?

To jest pytanie do niego.

Romans z nim także ci zarzucili.

Inaczej rozumiem słowo romans.

Z punktu widzenia zwykłego czytelnika pudelków, to wszystko wyglądało totalnie na odwrót.

To miłe, że próbujesz naprostować, to co jest w internecie. Ja dziś już nie mam takiego musu. Są ludzie, których praca polega na sprzątaniu, innych na graniu w teatrze, a jeszcze innych na rozdmuchiwaniu tego typu historii- właśnie z tego żyją. Z tego, że reklamodawca zapłaci za ilość kliknięć, a zapłaci, jak będzie ciekawy i mocny temat…. Tak jest i na tym polega show biznes. Myślę, że osoby, które wchodzą w ten świat powinny wiedzieć o tym, że dostają tę część z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jest szansa, że dostaniesz „wpierdol” od portalu plotkarskiego… w zamian za spełnianie swoich marzeń. Wszystko ma swoją cenę.

A czerwony dywan? Kręciło cię to kiedykolwiek?

Ja wiedziałam, że istnieje czerwony dywan, ścianki, że robią ci zdjęcia… I to mnie bardzo fascynowało, ale w pewnym momencie, gdy sobie to położyłam na szali i zrobiłam bilans, to uznałam, że za dużo mnie to kosztuje. Na początku to było fajne, potem zaczęło być wychodzeniem za karę, czymś, do czego ja się muszę zmusić, co mnie tyle kosztuje, że ja to potem odchorowuję  przez tydzień. Myślę, że krytyka mediów mogła być też stąd, że oni czuli, że robię to nieprawdziwie…

Ciekawe, że w mediach nazywana jesteś celebrytką, tymczasem ty nie lubisz ścianek, czerwonych dywanów i blasków fleszy…

Po prostu nie czuję się w tych sytuacjach komfortowo. Myślę, że gdyby w mediach przedstawili mnie inaczej niż celebrytkę, to by raczej na tym nie zarobili, więc wcale im się nie dziwię (śmiech).Każdy ma jakiś swój kredyt, swoje obiady do zjedzenia. Każdy robi to, co musi. Przyjmuję to. Przecież oni nie piszą tego dla mnie, tylko dla reklamodawców! I dopiero gdy to pojęłam, to udało mi się przestać tym przejmować.

unnamed (1)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>