„Nienawidziłam siebie i swojego życia mocniej niż ktokolwiek mógłby to sobie wyobrazić.” – wywiad z Pati Sokół, część II

Fot. Kate Trojak

Fot. Kate Trojak

Można powiedzieć, że dostałaś nowe życie i chyba już ostatecznie pożegnałaś się z depresją?

Tego nigdy nie wiadomo. Po roku od momentu, gdy wyszłam z tej całej otchłani, miałam premierę spektaklu „NEVERLAND”, która była jakiegoś rodzaju uwieńczeniem całego procesu. W tej chorobie olbrzymią rolę pełni zaakceptowanie tego, że ona była. To nie był rak, który jest zupełnie inaczej postrzegany, tylko to była choroba psychiczna, choroba głowy. Trudno jest się z tym pogodzić. Miałam taki moment, że wolałam być chora na raka niż na depresję.

Jak to?

Kuba Wojewódzki napisał kiedyś o tym, że osiągnęłam dno, bo się przyznałam w wywiadzie, że choruję na depresję. Pierwszą moją myślą było, że gdybym miała raka, to by inaczej o mnie napisał.

Mocne słowa…

Mocne, dosłowne i okrutne. I to, że miałam takie myśli świadczy o tym w jak czarnej dupie emocjonalnej się znajdowałam. Byłam w różnych zakątkach piekła. Nienawidziłam siebie i swojego życia mocnej niż ktokolwiek mógłby to sobie wyobrazić. A uwierz mi, nie miałam ku temu żadnych powodów! Moje życie było jak z bajki. A ja mimo to byłam ciężko chora. Mój spektakl opowiada o tym wszystkim, ale też o różnych innych stanach emocjonalnych, bo moja droga do depresji była długa i żmudna i ciągnęła się przez całe moje życie. Fakt, że ja to wszystko pokazuję i że to nazywam, bardzo ludzi porusza.

Za każdym razem, gdy jesteś na scenie powracasz do swojej choroby. Nie jest to dla ciebie zbyt trudne?

Mój spektakl pomógł mi zakończyć pewien etap. Nie jest mi już ciężko. To jest coś, co mi się kiedyś przydarzyło  i jest już oswojone. Ja tylko z tym jeżdżę i o tym opowiadam, ale to zamknięty temat w moim życiu. Teraz już mogę oswajać innych. Dlatego też, ten zeszły rok był tak przełomowy dla mnie. Naprawdę coś się we mnie odmieniło.

Jak ten spektakl powstawał?

Ja nie wiedziałam, co ja tworzę, nie wiedziałam co to w ogóle jest za twór, pisałam go godzinami, tygodniami, a potem to tylko realizowałam. Dopiero premiera pokazała mi, co to takiego. To nawet nie jest monodram, to jest jakiś twór muzyczny. Dopiero jak to zobaczyłam, to coś we mnie pękło, coś nowego się zaczęło.

Patrząc na ciebie taką radosną, jest mi ciężko uwierzyć w to co cię spotkało.

Ja wtedy zniknęłam. Ubierałam się na czarno, zupełnie nieświadomie. Po prostu inny kolor raził mnie w oczy. Miałam wrażenie, że to ja jestem tym czarnym kolorem, że się w niego wtapiam. Gdy ubierałam coś szarego, to czułam się nieswojo.

Na swojej oficjalnej stronie napisałaś, że jesteś dziwna. Co to znaczy?

Trochę jestem dziwna. Może właśnie dlatego, że nie umiem szufladkować.. Nie potrafię powiedzieć, że coś totalnie lubię. Nie lubię zielonego, ale przyrodę jak najbardziej i mogłabym mieszkać w lesie. A w lesie jak jest? Zielono (śmiech). No to lubisz zielony, czy nie lubisz? (śmiech). Nie umiem generalizować.

Ludzie często oczekują deklaracji, szczególnie od popularnych osób.

No tak, bo lubią wiedzieć, czy ty jesteś fajny czy ty nie jesteś fajny, czy lubisz rock czy jazz. A ja mam różnie. Raz lubię raz nie lubię. Może dlatego też jestem takim trudnym medialnym kąskiem. Bo jestem niezdefiniowana. Cały czas się zmieniam. Ale już dziś to nawet mam tolerancję wobec tego pieprzonego „Pudelka”…

Czyżby znajomi ci o wszystkim donosili?

Życzliwi znajomi, zazwyczaj anonimowi (śmiech). Był czas, że te wpisy doprowadzały mnie do szału i do kilku zbitych talerzy w moim domu. Dziś widzę to inaczej. Tak jak wcześniej powiedziałam, praca, jak każda inna. Ci ludzie, też mają dzieci i też potrzebują te dzieci nakarmić. To ich życie i ich decyzja, że tam pracują. A ja jako świadomy obywatel, artysta, żądający wolności, mam pieprzony obowiązek  żeby tę ich decyzję uszanować. Żyj i daj żyć innym.

A może ty się trochę boisz mediów?

Był taki czas, gdy czułam się zależna od tego, co o mnie piszą, bo to się przekładało na moją pracę i zarobki. Ale dziś  żyję z pracy w Stanach, gdzie w ogóle mnie nikt nie zna. Wchodzę sobie do małego studyjka, dwa metry na dwa, używam mojej pięknej koloratury w wokalizie, i idę do domu. Robię swoje i jestem zadowolona.

I z tego żyjesz?

Właśnie z tego żyję (śmiech). Więc czy ja tę rozpoznawalność potrzebuję? To tylko moje ego tego potrzebowało, które gdzieś tam się odezwało, kiedy zaczęto mi robić zdjęcia. Czułam przez chwilę ekscytację z faktu, że jestem znana. Z czasem jednak się tym „nakarmiłam”…

Jakie są twoje obecne plany?

Zabrzmi to okrutnie, ale nie mam żadnych planów. Moja koleżanka się zawsze śmieje z okładek i tytułów w gazetach typu: „już jestem inna”, albo „mam mnóstwo planów” (śmiech). To ja już widzę, jak by wyglądał mój  – Sokół wyznaje: „Nie mam planów”. (śmiech). I znów media mogłyby sobie mnie poużywać (śmiech)

No to już mam gotowy tytuł wywiadu! (śmiech). Ale jakieś niewielkie plany chyba każdy posiada…

Skończyłam 33 lata. I po raz pierwszy w życiu mogę powiedzieć, że nie mam kompletnie żadnych planów. Żyję życiem delektując się tym, co mi samo przynosi. I dobrze mi z tym!

A co z twoim spektaklem?

Mam zarezerwowane terminy do końca roku. Powstaje nowy scenariusz, ale to ewentualnie na 2016 rok. Nie mam totalnie żadnych planów na ten rok. Gram swój „Neverland” i szczerze, mam zamiar grać go jeszcze przez co najmniej 15 lat!(śmiech).

Spora deklaracja!

To jest bardzo intymny spektakl i ja potrzebuję tego rodzaju kontaktu z ludźmi. Utożsamianie się widzów z tym tematem i ich odpłynięcie w ramiona Nibylandii robi im dobrze. Wiem o tym, ponieważ wracają na ten spektakl i polecają go innym.

Podobno ludzie nie raz płaczą.

Tak, płaczą i to jest częsta reakcja, która mnie zszokowała po premierze! Ja zeszła ze sceny podekscytowana, a większość moich znajomych wyszła ze łzami w oczach!

Nie sądziłaś, że tak ich to może wzruszyć?

Nie wiedziałam jakich mam się spodziewać reakcji. Ten spektakl bardzo dotyka ludzi, czasem w miejsca, w które oni nie do końca chcą być dotknięci, czasem mówią, że nie byli gotowi na to, żeby się tak konfrontować ze sobą.

Rzuciłaś się na głęboką wodę.

Dokładnie. Katka Michalak wyreżyserowała ten spektakl w teatrze, bo to tak na prawdę jest film, który leci cały czas za mną, a ja w trakcie śpiewam. Wszystko, co robiłam, tworzyłam przez 2 lata. Chyba żadna z nas  nie wiedziała na co się pisze…

Ja też nigdy nie słyszałam o takiej formie sztuki.

Nawet ZAiKS nie słyszał- do dziś mamy problem z zarejestrowaniem go, bo według ZAiKSU, nie pasuje to do żadnej szufladki (śmiech).

Stworzyłaś coś wyjątkowego.

Mi jest dobrze i to jest dla mnie najważniejsze. Zmagam się na co dzień z milionem rzeczy, ale czuję się spełniona i jestem przeszczęśliwa, że wszystko się tak potoczyło i że już teraz wiem, którędy idę, kim jestem, co robię, czego chcę, a czego nie chcę.

Masz jakieś marzenia?

Moim marzeniem jest pojechać na 3 tygodnie do lasów Amazonii.

Może warto zamienić to marzenie w poważny plan? Chcesz jechać do tej centralnej dziczy?

Tak, do tej centralnej dziczy (śmiech). To jest moje marzenie, jechać do dziczy, szamanów, Indian… Myślę, że niestety będę musiała kilka lat poczekać, aż moje dzieci podrosną. Chciałabym poznać ludzi, którzy tam żyją, ich rytuały, zobaczyć jak wyglądają te plemiona… Mam znajomych Indian, ale takich, którzy mają też kontakt z cywilizacją.

Niepojęte jest jak różnych ludzi znasz! Tutaj Jane Fonda, a za chwilę Indianie z serca Amazonii!

Oni są niesamowici, naprawdę!

Chciałabyś chronić swoje dzieci przed show biznesem?

Z tym chronieniem to jest tak, że mój tata chciał mnie całe życie chronić przed show biznesem i co? Gdzie wylądowałam? (śmiech).  Ja bym chciała, by one były świadomymi istotkami. Mogę jedynie dawać im wsparcie w każdej sytuacji w jakiej się znajdą.

Co z twoją karierą aktorską?

Miałam mnóstwo propozycji, nawet jedną przyjęłam. Zagrałam u Borysa Lankosza, co było cudownym doświadczeniem, ale to była jedyna ciekawa propozycja, którą dostałam… Pozostałe były nie dla mnie…

A seriale?

Dostaję różne propozycję, które mnie nie wciągają. Ta propozycja od Borysa była dla mnie ciekawa, ujęła mnie, dlatego się zgodziłam.  Staram się podejmować decyzje intuicyjnie. Zawsze gdy zaczynam analizować i kalkulować i na tej podstawie podejmuje decyzje, to dzieją się niewłaściwe rzeczy (śmiech). Gdy dostaję jakąś propozycję, to od razu wiem, czy mam ją przyjąć, czy nie. Nie potrafię tego wyjaśnić.  To taki mój szósty zmysł.

Media często krytykowały to, co ubierałaś na branżowe eventy.

Ja często na te imprezy szłam prosto z ulicy i nie wiedziałam, że ode mnie się oczekiwało, że mam ubrać np. sukienkę Zienia. Jejku, jak tak teraz na to patrzę, to ja naprawdę totalnie się nie nadawałam do tego show biznesu (śmiech).

Korzystałaś z porad stylistki?

Na początku nie(śmiech). Ale nie wiedziałam też na jakie chodzę wydarzenia. Prosili mnie, żebym przyszła, namawiali, błagali, więc szłam. Dziś już nie mam takiej lekkiej ręki do wyjścia na czerwony dywan. Musi to być ważne dla mnie wydarzenie.

Niektórzy tak się właśnie lansują.

Tak, bo im się to opłaca.  Jest to przekładalne na sesje zdjęciowe, role filmowe, kontrakty reklamowe. O to chodzi, więc ja to rozumiem. Ale ja, jako ja, nie mam po co chodzić.

Fot. Kate Trojak

Fot. Kate Trojak

 

Fot. Kate Trojak

Fot. Kate Trojak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>