Kamera! Akcja! Wizyta na planie „Sług Bożych”

Jesień. Stara Praska Drukarnia przypominająca wnętrzem obskurny bunkier. To właśnie m.in. tam rozgrywa się  akcja nowego kryminału w reż. Mariusza Gawrysia „Sługi Boże”.  Miałam ostatnio okazję przekonać się na żywo jak powstaje ten film i przyznam szczerze, że do dziś nie mogę przestać o tym myśleć… Jestem pełna podziwu dla każdej osoby, która pracuje przy tej produkcji. Nigdy bym nie pomyślała, że scenę trwającą zaledwie kilka sekund można kręcić przez niemalże cały dzień…

Zapraszamy na plan.

Kiedy dostałyśmy zaproszenie na plan „Sług Bożych” zakręciło mi się lekko w głowie. A jeszcze bardziej po przeczytaniu obsady – Bartłomiej Topa, Julia Kijowska, Krzysztof Stelmaszyk, Małgorzata Foremniak… Nigdy nie miałam okazji widzieć jak powstaje film „od kuchni”, więc byłam cholernie ciekawa jak to rzeczywiście wygląda.

Idąc do Praskiej Drukarni nie spodziewałam się niczego. Nie miałam pojęcia z czym i jak to się je, więc w zasadzie byłam gotowa na wszystko. No, prawie wszystko. Nie przyszłoby mi do głowy, że będę widziała, jak kręcą scenę prawdziwego wybuchu i wkraczających do akcji antyterrorystów. Do dziś nie mogę zrozumieć, że to był tylko film, skoro przecież byłam tam i… i działo się to na prawdę!

Witamy w świecie kryminału.

Przekraczając próg drukarni dostałam ostrzeżenie żeby uważać ponieważ w środku jest bardzo ciemno, więc delikatnie się przeraziłam  jak będzie wyglądała sceneria, tym bardziej, że już z zewnątrz  budynek pozostawiał wiele do dyskusji. Nie sądziłam jednak, że to będzie aż tak przerażające… Do teraz mam palpitacje jak sobie przypomnę TO MIEJSCE…

Drukarnia niczym nie przypominała drukarni, lecz zamieszkały przez psychopatę bunkier. W środku było ciemno, jedyne oświetlenie dawały świecące na zielono reflektory i jedna, mała zwisająca z sufitu żarówka. Wokół porozstawiane były drewniane palety, na których stały metalowe koszyki z częściami ciała małych laleczek… Na podłodze można było się potknąć o głowy kukiełek, sztuczne włosy albo inne, dziwne, trudne do zidentyfikowania przedmioty. Wszędzie też były porozwieszane zdjęcia przerażających lalek, które wywołały we mnie swojego rodzaju traumę… Zastanawiam się więc, co pozostało w umyśle małej dziewczynki – aktorki, która wcielała się w rolę porwanej przez psychopatę.

„Sługi Boże”, scena 1, akt 4. LOFT PSYCHOPATY.

Totalnie mnie zatkało, kiedy zobaczyłam siedzącą na krześle dziewczynkę owiniętą w pomarańczowy szlafroczek w chmurki, a na przeciwko niej mrocznie ubranego, przerażająco wyglądającego psychopatę… O ile widziałam, jak w przerwach młoda aktorka co chwilę się uśmiecha, czy macha pogodnie nóżkami, tak aktor wcielający się w postać porywacza ani razu nie pokazał żadnych pozytywnych emocji. Jego wzrok nieustannie wlepiony był w ziemię, albo totalnie skupiony na dziewczynce. Miałam wrażenie, że nie docierają do niego żadne zewnętrzne bodźce, przez co momentami na prawdę można było uwierzyć, że jest postacią, w którą się wciela…

Pierwsza scena, którą kręciliśmy polegała na tym, że psychopata delikatnie muska ustami rączkę dziewczynki, po czym gładzi ją po buzi, a w międzyczasie do akcji wkracza ekipa antyterrorystów. Wszystko trwa zaledwie kilka sekund, a powtórzeń było chyba ze 30… Nie raz aktorzy musieli robić duble odwrócenia głowy pod odpowiednim kątem do kamery. Podziwiam ich za cierpliwość i wytrzymałość, bo ja stojąca przy grzejniczku w kurtce zimowej, po godzinie cała się trzęsłam z zimna…


Ekipa filmowa, jak z… filmu!

Co mnie zaskoczyło podczas nagrywania? Pierwsza rzecz – charakteryzator. Osobą, która czesała aktorom włosy, malowała dziewczynce paznokcie i usta był facet! A wręcz powiedziałabym „ziomeczek”. Szczerze – przypisałabym mu każdą rolę, ale na pewno nie charakteryzatora! Może nie powinnam oceniać przez pryzmat wyglądu, jednak istnieją pewne stereotypy, które chyba właśnie filmowcy wykreowali w swoich produkcjach, które „charakteryzatorowi/ce” przypisują inne cechy. Te z kolei idealnie się wpisały odnośnie operatora, dźwiękowca, reżysera, pana od świateł, od ładunków wybuchowych, pani od scenografii itd. Wszyscy wyglądali jak z filmu. Czułam mały mindfuck będąc na miejscu, bo obserwowałam jak powstaje film, a nie raz oglądałam produkcje, w których były sceny kręcenia czegoś (przykład – „Wkręceni 2”) gdzie postaci na planie wyglądały dokładnie tak, jak w rzeczywistości. Pani od scenografii miała białe, ścięte „na Się” włosy, pomalowane na różowo usta i oryginalną stylówę. Reżyser biegał w kaszkiecie, a przed każdym nowym ujęciem pani klapser, ustawiała klaps w kadrze i wypowiadała słowa np. „Sługi Boże, akt pierwszy, scena czternasta, dubel trzeci”. Widząc to cieszyłam się jak małe dziecko, bo naprawdę – naprawdę myślałam, że te „klapsowanie” to tylko legenda!

Scena wybuchu.

Jak już wyżej wspomniałam, miałam też okazję zobaczyć, jak nagrywają scenę wybuchu drzwi. To było niesamowicie elektryzujące przeżycie, które podkręcał fakt, że ujęcie miało być tylko jedno i nie mogło być żadnych powtórzeń. Ładunki wybuchowe, ekipa ratunkowa, strefa bezpieczeństwa i oczywiście sam wybuch były prawdziwe. Żadnej ściemy, czy zabawy z zielonym ekranem. Na planie panowała panika, ponieważ istotne było by nikomu nic się nie stało. Wszyscy wyczekiwali obgryzając paznokcie aż rozpocznie się wielkie odliczanie „3,2,1 – WYBUCH!”. Zaraz po tym jak wywaliło drzwi, z dymu po raz kolejny wyłoniła się ekipa antyterrorystów, którzy wbiegli krzycząc: „POLICJA! Ziemia, ziemia, ziemia!”. Byłam prze-ra-żo-na! Tym samym też totalnie już zatraciłam granicę pomiędzy fikcją, a rzeczywistością…


Myśląc o tym całym dniu, zbierając wszystko co widziałam do kupy, czuję jedynie mały żal i niedostyt, że nie miałam okazji by zobaczyć grę aktorów, którzy zostali wymienieni w obsadzie. Na planie był każdy z nich, jednak sceny, w których grali, kręcone były w bardzo późnych godzinach i niestety nie było możliwości aby zostać… To, co jednak pozostało w mojej pamięci to chwile naładowane niesamowitą adrenaliną, która na wspomnienie tego dnia od razu rozchodzi się po moim ciele. Bardzo za tym tęsknię i choć widziałam poświęcenie i trud, jaki wkłada każdy kto przyczynia się do powstania filmu, poczułam ukłucie zazdrości. To jest jak drugie życie, niezwykła przygoda, która choć pozornie dzieje się tylko na niby, jest tak naprawdę ich rzeczywistością.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>