„Taniec z gwiazdami” na własnej skórze, czyli cha-cha z Maserakiem i latin jazz z Barańskim.


Nim jeszcze zamieszkałam w Warszawie, zazdrościłam jej mieszkańcom szerokiego wachlarza możliwości spędzania wolnego czasu, a co za tym idzie – spełniania najskrytszych marzeń. Jako osoba, którą od zawsze kręcił kolorowy świat show biznesu, podniecałam się tym, że w stolicy mieszkają i pracują najpopularniejsi artyści, dziennikarze, czy też aktorzy w kraju. Miałam kiedyś marzenia by rysować na ASP, uczyć się w szkole filmowej Bogusława Lindy, rozwijać się dziennikarsko w największych redakcjach, czy też stawiać pierwsze kroki w tańcu u mistrzów Polski. Choć do szkoły Lindy (jeszcze!) nie poszłam, a studiuję jedynie vis-à-vis ASP, udało mi się liznąć pracy w charakterze dziennikarza, a od niedawna uczę się… tańczyć u mistrzów!

Odkąd pamiętam, obie z Karoliną byłyśmy zgodne w tym, że jak coś robić to albo na maxa, albo wcale. Dlatego też kiedy wpadł nam do głowy pomysł aby nasz nadmiar energii spożytkować w tańcu, nie podlegało dyskusji, że będzie to Egurrola Dance Studio.

Decydując się na szkołę tańca mistrza, nie liczyłam na to, że zaskoczą mnie na liście instruktorów znane nazwiska. Kiedy więc przeglądając rodzaje tańców natknęłam się na nauczycieli w postaci Tomka Barańskiego i Rafała Maseraka we własnej osobie, nie ulegało wątpliwości, jak będą wyglądały teraz nasze wieczory ;-) Po krótkich okrzykach radości (wstyd przyznać, ale tak, takowe miały miejsce), pakowałyśmy dresy i jeszcze w dniu wspaniałego odkrycia wywijałyśmy wieczorem tyłeczkiem do gorącej rumby u Barańskiego.

egg

Tomka miałyśmy przyjemność poznać już dawno, więc znaczące uśmieszki od razu poleciały w naszą stronę. Bałam się trochę, że „po znajomości” zafunduje nam większy wycisk, lecz poza małym przestawianiem stóp Karoli i krótkim: „Ej, Ty Michael Jackson!” w moją stronę, obyło się bez większego dokuczania (ufff!) ;-)

Tomek okazał się być prawdziwym profesjonalistą. Zaczął od wyciśnięcia z nas siódmych potów (szczególnie w kategorii robienia wszystkich możliwych rodzajów brzuszków) podczas rozgrzewki, a skończył na nauczeniu krótkiej rumbowo-jazzowej choreografii, podczas której nie zabrakło (sorry Tomek) tarzania się po podłodze, czy też setkach powtórzeń mega trudnych piruetów. Czego się spodziewałam po pierwszej lekcji? Chyba czegoś w stylu: „Hopa! Rączki w górę! Prawa nóżka raz do przodu, lewa raz, dwa…!” itp. Cóż… było nieco inaczej. Dziesięć razy trudniej, ale i dziesięć razy lepiej! Udało nam się z grupą liczącą ok 15 kobiet zatańczyć kawałek jazzowego układu. Na początku czułam lekki wstyd, że koleżanki radzą sobie lepiej (trafiłyśmy na grupę tańczącą od września), jednak na końcu kiedy już bardziej załapałam o co w tym chodzi, czułam sto procent dumy i satysfakcji! I w ten oto sposób, przybijając sobie z Karoliną high five, wracałyśmy jak na skrzydłach do domu.

Podekscytowane tym co nas spotkało na zajęciach z Barańskim, nie mogłyśmy zasnąć i doczekać się kolejnych zajęć. A to dopiero za tydzień… Co więc zrobić by skrócić jakoś czas oczekiwania? Iść do Maseraka!

Liczba kobiet na sali treningowej wcale mnie nie zaskoczyła. Było ich dwa razy więcej niż u Tomka. Zapierdziel był również dwa razy większy i tutaj już (jak dla mnie) pojawiły się schody. Grupa, którą wybrałyśmy była „open” = każdego stopnia trudności. Rafał wypośrodkował układ taneczny i porwał nas w rytmach cha-chy. Nóżkami przebierałyśmy równo i o ile nigdy nie miałam z tym większych problemów, traciłam się momentami, która to jest prawa, a która lewa (i dlaczego mi czasem brakuje trzeciej nogi), a także co to znaczy tańczyć w przód, a co w tył ;-) Kątem oka widziałam, że Karolinie szło o wiele lepiej, więc ze studio wyszła widocznie bardziej zafascynowana niż ja, co nie oznacza, że już po pięciu minutach znów nie pojawiła się w moim ciele szalona tęsknota za tańcem.

Maserak vs Barański. Kto jest dla mnie mistrzem i kogo bym poleciła?

Dla mnie absolutnie nie istnieje jednoznaczna odpowiedź. Wybór jest trudny i jeśli trzeba takowy podjąć – najlepiej wybrać obu Panów :) Jest to dwóch profesjonalnych tancerzy, którzy na treningu dają z siebie sto procent. Pomimo znanych nazwisk, nie ma żadnego gwiazdorzenia, spiny, tudzież suchego, oficjalnego traktowania kursantek. Nawet jeśli na sali znajdowało się ok 30 kobiet, trenerzy obserwowali każdą z osobna i w razie potrzeby poprawiali pozycję albo dawali wskazówki. Nikt nie miał prawa poczuć się gorszy, czy mniej ważny od drugiego.

Zarówno u Maseraka, jak i Barańskiego, widać było prawdziwą pasję i chęć nauczania. Podczas treningu panowała niezwykła atmosfera, a między wysiłkiem i tańcem, nie brakowało miejsca na śmiechy. Co najważniejsze i co otworzyło mi oczy – dla tych, którzy śmieją się z programu „Taniec z gwiazdami” tudzież nazywają show tego formatu „gównem” zapraszam serdecznie na zajęcia z tancerzami, którzy uczą wspomniane w tytule gwiazdy. To właśnie oni są największymi gwiazdami i żeby nauczyć innych, muszą poświęcić się w dwustu procentach, a ich uczniowie, jak się tylko mogę domyślić, decydując się na udział w show muszą poświęcić temu 95% swojego czasu.

eg

Kilka piruetów, uniesień na czubkach palców, rzucanie się na podłogę plus robienie obrotów, uświadomiło mi jaki to jest ciężki kawał chleba. W telewizji wygląda to tak lekko i wydaje się, że zatańczenie kilku kroków podczas 2 minutowej piosenki to nic takiego… Wystarczyło pójść na półtorej godzinny trening żeby zrozumieć w jak wielkim byłam błędzie. Naprawdę podziwiam wszystkich uczestników programu i ich mentorów. To, co widzimy na ekranie to są momentami prawdziwe cuda.

fefes

Niedowiarków i przeciwników TzG zapraszam na chociaż jedne zajęcia u mistrzów tańca. A ja tymczasem idę poćwiczyć z kolegą Youtube jakieś kroki, co bym na kolejnych zajęciach mogła zaskoczyć naszych cudownych trenerów ;-)

 Ps słabość do naszej trójcy (i do Janka Klimenta) chyba miałyśmy już od zawsze…

12696091_943209525728009_1281672603_n

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>