„Kieruję się zasadą, że każda kolejna rola powinna być inna od tych, które już grałam” – wywiad z Julią Kamińską

Zabłysnęła kilka lat temu, wcielając się w tytułową postać w serialu „BrzydUla”. Przeistoczyła się w nim z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. W rzeczywistości przeistaczać się nie musiała. Odkąd tylko pojawiła się w showbiznesowym świecie, mówi się o niej jako o „jednej z najpiękniejszych”, chociaż sama się za piękną nie uważa.

Choć nie posiada dyplomu z powodzeniem spełnia się jako aktorka i przyjmuje coraz więcej ciekawych ról.  Julię Kamińską, bo o niej mowa, można na chwilę obecną spotkać m.in. na planie serialu „Na dobre i na złe”, na ekranach kin w najnowszej komedii Piotra Wereśniaka „Wkręceni” oraz w Teatrze Komedia.

O swoich rolach, nowych wyzwaniach, a także o modzie i  zajmowaniu pierwszych rzędów na pokazach, przeczytacie w rozmowie z Julią Kamińską! Zapraszamy do lektury!


foto: Michał Mazurkiewicz

Kiedyś powiedziała Pani, że nie potrafi się wyzwolić od serialu „BrzydUla” i postaci Uli. Czy ludzie ciągle kojarzą Panią przede wszystkim z tym serialem?

Nie przypominam sobie, żebym użyła tak wzniosłych słów (śmiech). Ludzie często kojarzą mnie z postacią Uli. Serial był bardzo popularny, a ja grałam charakterystyczną postać, więc nie ma się czemu dziwić. Teraz zaczyna się to zmieniać, chociaż nie robiłam niczego specjalnie po to, żeby nie kojarzono mnie więcej z Ulą. To się dzieje naturalnie, powoli widzowie zaczynają mnie kojarzyć również z innymi postaciami, w które się wcielam.

Może rola w innym serialu albo główna rola w filmie sprawiłyby, że raz na zawsze stanie się Pani Julią Kamińską, a nie Julią Kamińską z serialu „BrzydUla”?

Gram teraz kontrowersyjną postać doktor Zuzy w „Na dobre i na Złe”. Powoli zaczynam odczuwać, jak to jest, grać irytującą postać. Czasem dostaję nawet pogróżki, że powinnam „zostawić Przemka Zapałę w spokoju” (śmiech) To zabawne.

Czy dzisiaj przyjęłaby Pani propozycję zagrania głównej roli w serialu komediowym? Czy jest to dobry krok dla aktora na początku jego kariery?

Na pewno przyjęłabym rolę w dobrym serialu komediowym. I myślę, że to bardzo dobry krok dla aktora na początku kariery. Na pewno lepszy niż na przykład przyjęcie roli w kiepskim serialu komediowym, albo, jeszcze gorzej, nieprzyjęcie roli w dobrym serialu komediowym. A najgorzej przyjąć rolę w kiepskim serialu na końcu kariery. Nie komediowym.


foto: Michał Mazurkiewicz

Wiele znanych osób angażuje się w pomoce charytatywne, Pani również. Czy uważa Pani, że każdy wspiera np jakąś fundację bo ma taką potrzebę, bo bardzo chce pomagać, czy może jednak zdarza się, że ktoś robi to dla własnej promocji?

Nie wiem kto się czym kieruje i nie zamierzam się nad tym zastanawiać. W tym wypadku, o który Pani pyta, cel zawsze jest szczytny. W związku z tym zamiast podejrzliwie zastanawiać się nad motywacjami cieszę tym, że ci, którzy czekają na pomoc, ją dostają.

W CKM pojawiła się Pani piękna sesja zdjęciowa. Honorarium z sesji przeznaczyła Pani na cele charytatywne. Co było najpierw: chęć wykonania zdjęć i zaprezentowania ich w CKMie, czy myśl o tym, że wynagrodzenie będzie mogła przeznaczyć Pani na cele charytatywne?

Dziękuję, miło mi, że zdjęcia się Pani podobały. Dostawałam wcześniej propozycje zrobienia tego typu zdjęć. Jednak na sesję zdecydowałam się dopiero, kiedy wpadł mi do głowy pomysł, że mogłabym tę sytuacje wykorzystać w związku z celem dobroczynnym.

Jak Pani wspomina tę sesję? Czy to Pani zadecydowała o tym, jaki będzie miała charakter, czy zostało to góry narzucone?

Odbyło się spotkanie w redakcji, omówiliśmy nasze oczekiwania i spotkaliśmy się w pół drogi. Podczas sesji nie było niespodzianek, wszystko było wcześniej dokładnie ustalone, w związku z czym zdjęcia wspominam bardzo miło.

Każdy ma szansę zobaczyć Panią na deskach Teatru Komedia. Wszędzie komedie… To komedie wybierają Panią, czy to Pani je wybiera?

To, że teatr nosi nazwę Komedia nie znaczy, że są tam grane tylko komedie. Musical „Zorro” ma humorystyczne momenty, ale komedią nie jest. Gram też w „Na dobre i na złe”, czyli w serialu obyczajowym. „BrzydUla” była komediodramatem. Inna sprawa, że przy komediach pracuje się bardzo przyjemnie, w związku z czym zazwyczaj przyjmuję proponowane mi role komediowe, szczególnie te teatralne. Spontaniczne reakcje publiczności dają aktorom dużą satysfakcję.

Ma Pani swoją wymarzoną rolę? Zazwyczaj aktorzy odpowiadają,  że lubią grać złe charaktery. Czy Pani również?

Aktorskie zamiłowanie do czarnych charakterów wynika pewnie stąd, że zazwyczaj są one wyraziste, a w związku z tym ciekawsze do grania, niż np. dobre, przewidywalne „ciepłe kluchy”. Ja kieruję się po prostu zasadą, że każda kolejna rola powinna być inna od tych, które już grałam. Powinna mnie nauczyć czegoś nowego – nie ważne czy to czarny charakter czy postać pozytywna. A wymarzona postać? Brzydulę już grałam, no to może Frankenstein? Albo może nie (śmiech)

Pani nie jest stałym gościem na warszawskich salonach. Najczęściej jednak można Panią spotkać na pokazach mody. To z zamiłowania do mody, czy może z zamiłowania do projektantów?

Lubię modę i mam kilku znajomych projektantów. Podczas pokazów często robię zdjęcia ubraniom, które przypadną mi do gustu. Mam taką listę rzeczy, które miałabym ochotę założyć, na przykład na jakąś uroczystą premierę. Poza tym pokazy usprawiedliwiają szaleństwa modowe. Na co dzień ubieram się skromnie, a od czasu do czasu kusi mnie, żeby wyglądać odważnie, inaczej, nawet dziwnie. Pokaz mody to idealna okazja, żeby zaszaleć.

Czy pierwszy rząd na pokazach mody jest naprawdę tak ważny? Powoli dochodzi do tego, że impreza zwana „pokazem mody” kręci się wokół pierwszego rzędu, a nie wybiegu…

Portale internetowe faktycznie zawsze skupiają się na tym, kto co miał na sobie w pierwszym rzędzie. To głupie, ale szczerze mówiąc mi to nie przeszkadza. Dla mnie osobiście pierwszy rząd jest o tyle ważny, że dobrze widać (śmiech) Ale jakbym usiadła gdzieś z tyłu, też bym się dobrze bawiła.

Szerokie rozpięcie na plecach, które zaprezentowała Pani podczas premiery komedii „Wkręceni” to Pani pomysł? Spodziewała się Pani, że założenie takiej kreacji wzbudzi tak wiele kontrowersji?

Miałam na sobie futurystyczny komplet od Muses, ale od rozcięcia na plecach zdecydowanie większą furorę w internecie zrobił rozporek spódnicy, który się niefortunnie rozpruł i zaprezentował wykończenie pończoch. Naturalnie tego nie planowałam, w związku z czym nie mogłam spodziewać się takiego zainteresowania mediów.

Jest Pani dowodem na to, że nie trzeba mieć dyplomu, aby być genialnym aktorem. Czy uważa Pani, że podjęcie aktorskich studiów zmieniłoby coś w Pani karierze?

Bez przesady. Staram się być profesjonalna, cały czas się uczę, ale do geniuszu bardzo mi daleko. Na pewno studia zmieniłyby coś w mojej karierze, ale nie wiem, co. W związku z czym się nad tym nie zastanawiam.

Wszem i wobec ogłasza Pani, że nie planuje ślubu. Czy to dlatego, że zalicza się Pani do grona tych kobiet, które uważają ślub za bzdurę? Czy może zwyczajnie to nie jest odpowiedni moment?

Nie ogłaszam tego wszem i wobec (śmiech) Po prostu dementuję plotki, które pojawiają się regularnie, a są wyssane z palca. Ślubu nie planuję, a jeśli kiedyś będę, to na pewno nie będę tego ogłaszać wszem i wobec (śmiech)

Czym dla Pani jest piękno?

Piękno jest dla mnie czymś, na co się przyjemnie patrzy.

Czy uważa się Pani za osobę piękną?

Nie.

Jak zdefiniowałaby Pani „pięknego mężczyznę”?

Osoba płci męskiej o nienagannych proporcjach.

Jakie są Pani plany na rok 2014?

Skupiam się teraz na działalności produkcyjnej, dobiegają końca prace nad moim autorskim projektem pod tytułem „Kapitan Plandeka”. Pracuję też jako scenarzystka. Będę pojawiać się w teatrach Komedia, Capitol i w Łódzkim Teatrze Lutnia. Jedziemy w trasę po Polsce ze spektaklem „Dwie Połówki Pomarańczy”. Będę pojawiać się w „Na Dobre i na Złe”. Marzy mi się kolejny musical, w związku z tym staram się nie wypaść z formy i chodzę na zajęcia śpiewu. Pracuję też nad projektem muzycznym, ale o tym zacznę mówić dopiero kiedy będzie gotowy.


foto: Pudelek.pl