„Wkręceni” to najlepsza polska komedia, od ostatnich 5 lat! ” – wywiad z Bartoszem Opanią

To już kilka lat, kiedy nie widać go na wielkim ekranie. Obsadził się z kolei na długi, długi czas w serialu „Na dobre i na złe”. Dr Latoszka z Leśnej Góry, chyba nie trzeba przedstawiać. W tym znanym przez wszystkich aktorze z rodu Opania, drzemie również komediowa dusza, którą znamy z filmu „Zakochani”. To właśnie przy tej produkcji pracował po raz pierwszy z Piotrem Wereśniakiem. Drugi raz – przy jego najnowszym filmie „Wkręceni”. Wraca na ekran komediowym krokiem, wcielając się w postać nadpobudliwego zawadiaki Fikoła! Z Bartoszem Opanią, bo oczywiście o nim mowa, porozmawiałam tuż po premierze wyżej wspomnianej komedii.

 

Wszędzie teraz trąbią w mediach, że słynny dr Latoszek z „Na dobre i na złe”, zagrał po latach w komedii…

Nie, nie. Nie jestem słynnym dr Latoszkiem. Dr Latoszek został w Leśnej Górze w tej chwili (śmiech) Teraz jestem aktorem Bartoszem Opanią (śmiech) Zdarzyła mi się przygoda, by zagrać w filmie „Wkręceni” i jestem w sumie zadowolony z ostatecznego efektu, chociaż jestem jeszcze w szoku, bo to jest dopiero drugi raz, kiedy oglądam ten film.

Co się Panu najbardziej podobało w graniu postaci Fikoła?

Fajne było to, że mogłem zagrać dwie postaci w jednej. Grałem Fikoła i Hitlera… Tzn Fikoła, który udaje hitlerowca… tzn. Niemca (śmiech)

Czytałam, że nie ogląda Pan produkcji ze swoim udziałem.

Wie Pani, bywa tak. Nie lubię tego robić. Kiedyś dostawałem kasety vhs, czy też dvd, żeby zobaczyć to, na co jestem skazany na premierze. Premierę muszę zobaczyć, bo po prostu taki jest wymóg producenta, chociaż po to, żebyśmy teraz rozmawiali. Nie jest to przyjemne doświadczenie, kiedy jestem zaskoczony tym, co zobaczę na ekranie. Wczoraj oglądałem po raz pierwszy z widzami, a wcześniej nie widziałem kompletnie żadnych materiałów. Kiedyś było tak, że dostawało się najpierw materiał do domu. Można było się upić, obejrzeć, popłakać się nad tym, co się zrobiło lub nie, zebrać się do kupy i jakoś to przeżyć. Teraz już tak niestety nie jest…

Stresuje Pana oglądanie siebie na ekranie?

Tak. Każda scena, każdy dubel jest dla wrażliwego człowieka jak jego dziecko. To jest coś, co się rodzi. Zastanawia się nad tym w nocy, kombinuję, jak różne rzeczy zagrać… Jeżeli potem niektóre sceny zostaną powycinane, to sobie myślę „ jak to?! Zabrali mi to, o czym myślałem przez dwie noce?!” Ale takie są prawa filmu…

Jest Pan zadowolony z efektu końcowego „Wkręconych”?

Odetchnąłem z ulgą! Myślę, że „Wkręceni” to najlepsza polska komedia, od ostatnich 5 lat! Miałem jednak nadzieję, że będzie bardziej niepoprawna, bo jest na to materiał. Nie wiem tylko czy Polacy już do tego dojrzeli. Niepoprawna nie znaczy, że bardziej wulgarna, bo to nie ma nic wspólnego z poprawnością. Były tam fragmenty, w których jechaliśmy sobie równo po utartych ścieżkach, o tym, co wypada mówić, a czego nie wypada, czyli o Niemcach, Unii Europejskiej etc.

Podobno wiele scen było improwizowanych.

Tak, np. te przy samochodzie…

Co było największym wyzwaniem do zagrania postaci Fikoła?

Wszystko, co jest do zagrania w komedii jest wyzwaniem. Wydaje mi się, że to jest jeden z trudniejszych gatunków. Żeby zagrać szlachetnie w komedii, żeby to było dobre, to jest to wyższa szkoła jazdy. Myślę, że akurat wszyscy zdaliśmy egzamin w tej szkole (śmiech)

Ma Pan jakieś cechy wspólne ze swoją postacią?

Żadne, kompletnie.

Kompletnie?

A odnajduje Pani jakieś? (śmiech)

Np. fakt, że założył Pan dokładnie takie same okulary, w jakich można było zobaczyć Fikoła (śmiech)

(Śmiech) Nie, po prostu razi mnie blask fleszy. Poza tym chowam się… Chowam w nich swoją nieśmiałość.

Wkręcił Pan kiedyś kogoś?

Panią (śmiech) Żartuję! Zdarzyło mi się, ale nie chcę o tym mówić. To było bardzo głupie. Wykonałem kiedyś telefon, gdzie bardzo kogoś wkręciłem. Kogoś, kogo nie znałem – pozdrawiam tutaj hejterów. A potem zgubiłem ten telefon i nie mogłem tego odkręcić.