„Lekko nie będzie”, czyli krótka historia o różnicy wieku w miłości oraz o ludzkiej… hipokryzji.

fot. Rafał Olejniczak

Lekko nie będzie. Kto jednak powiedział, że musi być? W kwestii miłości uważam wręcz, że nie może! Już od czasów Shakespeara wpajany nam jest ideał miłości niespełnionej. Takiej, która napotyka na swej drodze miliony przeszkód, której towarzyszą nieustanne rozterki i zacięta walka o uczucie. Właśnie prawdziwa miłość to taka, która niesie za sobą mnóstwo cierpienia i problemów. Choć ta najpiękniejsza z reguły w sztuce kończy się tragicznie (co dodatkowo tylko potęguje jej siłę) w rzeczywistości może przecież zakończyć się happy endem. A jak sprawa wygląda w przypadku bohaterów spektaklu „Lekko nie będzie”? Barierą, która nieustannie staje na przeszkodzie uczucia jest różnica wieku kochanków, która potrafi naprawdę sporo namieszać…

Czytaj więcej

Nieszczęścia chodzą parami?

Teatr Kamienica świętował wczoraj swoje 5 urodziny! Z tej okazji odbyła się premiera sztuki „ZUS czyli Zalotny Uśmiech Słonia” w reżyserii właściciela Teatru – Emiliana Kamińskiego!

Istnieje polskie przysłowie, które mówi, że nieszczęścia chodzą parami. Sama nie mogę się z tym nie zgodzić, jednak główny bohater sztuki „ZUS…” chyba ma zdecydowanie odmienne zdanie na ten temat. Choć może nie tak do końca… ?

Tytułowy Słoń /Sambor Czarnota/ (choć w trakcie można się pogubić, czy aby na pewno na nazwisko ma Słoń) traci pewnego dnia pracę. Z miłości do swej ukochanej /Katarzyna Pakosińska/, postanawia zataić przed nią ten fakt. Jest mu bowiem wstyd, że został bezrobotny. Za jakiś czas, zupełnie przypadkiem na jego konto zaczynają spływać wszelkiego rodzaju darowizny i zapomogi. Słoń staje się coraz bardziej kreatywny, zaczyna kombinować i wykorzystywać tę sytuację, co prowadzi do tego, że udaje mu się uzyskać renty dla wdów, odszkodowania dla inwalidów, czy też nawet zasiłki macierzyńskie!

Jego desperacka pomysłowość prowadzi do tego, że zaczyna „zarabiać” ok. 15 tys. miesięcznie. Żyć nie umierać!

Co jeśli, jednak w jego przychody zacznie ingerować państwo? Co jeśli przyjdzie miły pan z urzędu ze stertą papierków do podpisania, sugerując, iż za oszukiwanie można dostać do 10 lat pozbawienia wolności? A jeśli pewnego dnia zapuka do drzwi jakaś pani z zakładu pogrzebowego, szukając pewnego nieboszczyka w jego mieszkaniu? Albo żona pana Słonia dowie się, że jest on być może… transwestytą?! I przede wszystkim… co jeśli okaże się, że wszystkie osoby przebywające w jego mieszkaniu, uważające go za pana Tomasza, dowiedzą się, że tak naprawdę nazywa się on Słoń?

No właśnie… Jedna niewinna próba oszukania urzędu, pociągnęła za sobą kolejne. Jak to mówią: dać palec, to weźmie całą rękę - choć przecież nasz bohater pewnie się wybroni – zapomogi właściwie same spływały na jego konto, a on im tylko otwierał drzwi.

„ZUS czyli Zalotny Uśmiech Słonia”, to błyskotliwa, niebanalna komedia, przedstawiająca perypetie i rozterki  dorosłego mężczyzny, który nie potrafił się przyznać przed ukochaną, że został bezrobotny. Oszukał on urząd skarbowy i połowę swojej rodziny. Całkowicie się zatracił w swojej osobowości, w co wciągnął również innych. Ostatecznie, każda postać miała dzięki Słoniowi po dwie, a czasem nawet więcej twarzy :)

Wszystko na szczęście ma słodki finał, co można zawdzięczać „zalotnemu uśmiechowi Słonia”:) Jego błyskotliwość zachwyciła odpowiednią osobę i nasz bohater ponownie mógł wyjść na prostą. Droga ku temu, trzeba przyznać, była niesamowicie kręta!

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej sztuki! Po raz kolejny wyszłam z Teatru Kamienica z bolącą od śmiechu żuchwą! Wszyscy goście przez cały spektakl ocierali łzy ze śmiechu, a później gratulowali artystom  ich niezwykłych, przezabawnych i barwnych ról. Muszę od siebie dodać, jak fenomenalny był w tym spektaklu Emilian Kamiński! Wcielił się on na kilka chwil w postać Marylin Monroe! Do teraz uśmiech nie schodzi z mej twarzy, jak tylko przypomnę sobie widok Emiliana na scenie, podskakującego w czerwonych szpileczkach, z niezwykłą gracją i lekkością! Widok bezcenny, zatem marsz do Kamienicy!

Jak Emilian Kamiński rzecze: „Jak wam się podobało, to zaproście przyjaciół. Jak wam się nie podobało, to zaproście wrogów!”

Mnie się bardzo podobało, zatem zapraszam wszystkich! Bez wyjątku!

Zaraz po spektaklu, zapytałam odtwórcę głównej roli i jego teatralną żonę, o to, czy rzeczywiście nieszczęścia chodzą parami, czy może jest odwrotnie? Może właśnie szczęście ciągnie za sobą pozytywny sznur?

Sambor Czarnota /Słoń/

„Mówi się czasami, że jest np. czarny rok, ale czy ja wiem? Ja wierzę, że wszystko jest gdzieś tam zapisane. Czy w gwiazdach, czy whatever – gdziekolwiek! Nie ma przypadków w życiu, natomiast trzeba pomagać szczęściu i się nie poddawać. Ja chcę wierzyć, że ja temu szczęściu też pomagam.  Wiele razy też miałem sytuacje, że jak coś mi nie wychodziło, to w tym najważniejszym momencie się nie zdarzyło. Tak się ogólnie dzieje, chociażby na Olimpiadzie, że wszystko jest ok, a nagle coś się nie udaje i zaczyna sypać, mimo że było przygotowywane perfekcyjne. To są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Musimy robić wszystko i tak być przygotowanym do tego, żeby mieć czyste sumienie, że zrobiliśmy wszystko, żeby to było na najwyższym poziomie”

Katarzyna Pakosińska /żona/

Szczęścia chodzą parami! I mam nadzieję, że to dzisiejszego wieczoru przekazaliśmy naszym spektaklem!  Jest on bardzo zakręcony, przygotowywaliśmy go sporo czasu i tak naprawdę dopiero po 3 miesiącach pracy, zdaliśmy sobie sprawę o czym ta sztuka jest, bo tekst był nawet dla nas niezwykle pokręcony! Ciężko było odgadnąć, kto jest kim dla kogo, kto kim jest teraz (śmiech). Pytając, o czym jest ta sztuka – muszę się chwilę zastanowić (śmiech)”

 

Kończąc, zapraszam Was wszystkich na spektakl „ZUS…”. Nie pożałujecie! ;) A Kamienicy raz jeszcze, z tego miejsca, składam najpiękniejsze życzenia! Rozbawiajcie nas tak dalej przez kolejne lata! :)