„Lekko nie będzie”, czyli krótka historia o różnicy wieku w miłości oraz o ludzkiej… hipokryzji.

fot. Rafał Olejniczak

Lekko nie będzie. Kto jednak powiedział, że musi być? W kwestii miłości uważam wręcz, że nie może! Już od czasów Shakespeara wpajany nam jest ideał miłości niespełnionej. Takiej, która napotyka na swej drodze miliony przeszkód, której towarzyszą nieustanne rozterki i zacięta walka o uczucie. Właśnie prawdziwa miłość to taka, która niesie za sobą mnóstwo cierpienia i problemów. Choć ta najpiękniejsza z reguły w sztuce kończy się tragicznie (co dodatkowo tylko potęguje jej siłę) w rzeczywistości może przecież zakończyć się happy endem. A jak sprawa wygląda w przypadku bohaterów spektaklu „Lekko nie będzie”? Barierą, która nieustannie staje na przeszkodzie uczucia jest różnica wieku kochanków, która potrafi naprawdę sporo namieszać…

Czytaj więcej

„Boli mnie to, że przez te plotki najbardziej cierpi mój Piotr” – wywiad z Anną Głogowską

Nie od dzisiaj wiadomo, że polskie media potrafią nieźle narozrabiać w życiu naszych rodzimych celebrytów. Jak się okazało, „ciemnej strony showbiznesu” zasmakowała także Anna Głogowska.

Od jakiegoś czasu media huczą o tym, że prezenterka Polsatu zdradza swojego partnera, Piotra Gąsowskiego, a ich związek jest nie do uratowania.

Przeczytajcie naszą szczerą rozmowę z tancerką, która opowiada jak kłamstwa mediów wpłynęły na jej życie.
Anna w rozmowie z nami skomentowała także wypadek Joanny Liszowskiej oraz zdradziła kilka sekretów dotyczących najnowszej edycji Tańca z gwiazdami. Czytaj więcej

„Chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby z moim wyglądem obsadzić mnie, jako komendanta policji” – wywiad z Kacprem Kuszewskim

„M jak miłość” to najczęściej i najchętniej oglądany polski serial. Losy słynnej rodziny Mostowiaków mamy okazję śledzić już od ponad 10 lat. Jedną z głównych i najbardziej charakterystycznych postaci jest postać Marka Mostowiaka – niegdyś buntownika, dzisiaj odpowiedzialnego ojca trójki dzieci. W tę rolę niezmiennie, od pierwszego odcinka wciela się Kacper Kuszewski – według nas, aktor kompletny. Nie tylko fenomenalnie gra, ale i śpiewa i tańczy…Nie bez przyczyny został obsadzony w głównej roli w musicalu „Berlin 4 rano”. Po 9 latach aktor powrócił na ekrany kin w zupełnie nowej odsłonie. Tym razem dał poznać się widzom jako policjant i to bardzo…”pierdołowaty” policjant. Czy fenomenalna i przezabawna rola w najnowszej komedii „Wkręceni” otworzy przed nim kolejne drzwi?

 

Postać policjanta Grygalewicza  to Pana pierwsza większa kinowa rola…

Nie. 13 lat temu zagrałem sporą rolę w filmie „Strefa ciszy” Krzysztofa Langa (to jeszcze było przed „M jak miłość”), kilka lat później pojawiłem się u boku Piotra Adamczyka w  filmie „Karol, człowiek, który został papieżem”, ale faktem jest, że  odkąd ruszyło „M jak miłość” zostałem utożsamiony z postacią, którą tam gram.  I to nie tylko przez widzów, ale najwyraźniej również przez producentów i reżyserów. Jeśli chcę ich przekonać,  że mogę zagrać coś jeszcze, to dużo pracy przede mną. Mam nadzieję, że ten film jest  krokiem w tym kierunku. Bardzo się cieszę, że miałem możliwość zagrania postaci zupełnie innej od tej, z którą wszyscy mnie kojarzą. Jest to postać charakterystyczna, komediowa. W dodatku wyglądam zupełnie inaczej,  większość osób pewnie nie rozpoznaje mnie nawet na plakacie. Mogłem też posłużyć  wyrazistymi środkami aktorskimi. To była wielka przyjemność, chociaż przyznaję, że miałem ogromną tremę, bo z komedią jest tak, że o tym czy jest dobra, dowiadujemy się dopiero widząc reakcje widowni w kinie.

Towarzyszyła Panu trema?

Tak! Dzisiaj wieczorem, przed rozpoczęciem! Naprawdę,  byłem pełen obaw. Teraz, po obejrzeniu tego filmu, mogę śmiało powiedzieć, że jest to  dobra, zabawna komedia!

Nagle pojawia się Dominika Kluźniak i krzyczy:

Zajebisty! To jest zajebisty film! (Śmiech)

Kacper Kuszewski, kontynuuje…

To jest Dominika, która też widziała ten film dzisiaj pierwszy raz. Uważam, że była świetna.  Trzej panowie, którzy grali główne role również byli cudowni. Krzysiek Stelmaszczyk, Monika Krzywkowska… właściwie nie ma tu słabej roli.  Myślę, że nie było dawno w Polsce takiej sympatycznej komedii. Na tym filmie się nie rechocze, tylko ogląda się go z  uśmiechem na twarzy.  Cieszę się, że w takim właśnie filmie i w takim towarzystwie udało mi się wystąpić po tak długiej przerwie.

Jak Pan się przygotowywał do tej roli? Było w niej bardzo dużo mimiki…

Czasu na przygotowanie było bardzo mało,  ten film powstawał w zabójczym tempie. Nie było czasu ani na próby, ani na spotkania, musialem improwizować.  Piotr Wereśniak bardzo ufa aktorom, daje im dużo wolności  i jest niezwykle oszczędny w dawaniu wskazówek, więc po pierwsze trzeba wykazać własną inicjatywę, a po drugie trzeba się zdać na własną intuicję. Mam nadzieję, że moja intuicja mnie nie zawiodła (śmiech). Jedyna uwaga, którą dostałem od Piotra Wereśniaka brzmiała: „odważnie!”… No więc grałem odważnie (śmiech)

Jak Pan dostał tę rolę?

Dwa lata temu w Teatrze Roma w Warszawie na małej scenie, odbyła się premiera spektaklu „Berlin 4 rano”, w którym gram z Kasią Zielińską, Anią Głogowską i Rafałem Maserakiem. To jest spektakl muzyczny, w którym śpiewamy piosenki z kabaretów niemieckich z lat 30. Piosenki są oczywiście przetłumaczone na język polski. Aranżacje są unowocześnione, a piosenki są odważne i dosyć perwersyjne (śmiech).  Każda piosenka to inna postać i ja wcielam się tam w kilkanaście różnych postaci, zmieniam kostiumy itd… Producent filmu „Wkręceni” był na tym spektaklu i po premierze podszedł do mnie i powiedział : „Panie Kacprze, ja nie wiedziałem, że Pan ma takie możliwości!”. Dwa lata później dostałem propozycję zagrania w filmie. Nic nie bierze się znikąd (śmiech)

Jaka była Pana reakcja po przeczytaniu scenariusza?

Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że mimo niewielkich rozmiarów ta rola będzie dla mnie wyzwaniem. Chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby z moim wyglądem obsadzić mnie, jako komendanta policji.Ja chyba mam szczęście do takich przewrotnych pomysłów, bo z pierwszym filmem, w którym zagrałem – „Strefa Ciszy”-  było podobnie.  Zagrałem tam rolę psychopatycznego, młodego przestępcy – chłopca z marginesu. Wtedy, to już w ogóle wyglądałem jak  słodki, grzeczny 16-latek  ale reżyser chciał, żebym właśnie ja to zagrał. I okazało się, że byłem w tej roli wiarygodny. Teraz jak widać, ponownie mi się udało.

Co było najtrudniejsze do zagrania w tej postaci?

Myślę, że najtrudniejsze było to, żeby z tak niewielkiej ilości materiału stworzyć postać,  którą się zapamiętuje, mimo, że wiele się dzieje w tym filmie i koledzy grają fantastycznie. Mam nadzieję, że ten mój komendant Grygalewicz, gdzieś tam będzie zapamiętywany i ludzie będą mówić: „ O! Kuszewski go zagrał!”.

Będzie się Pan teraz starał o więcej takich kinowych ról?

Bardzo chciałbym pokazywać się publiczności od różnych stron. W zawodzie aktora, najbardziej kręci mnie to, że można grać różne postaci. Na pewno nie chciałbym grać tylko jednej roli już do końca życia.

Jak Pan porównuje granie postaci Marka Mostowiaka, do Policjanta Grygalewicza? To dwie różne role…

To dwie różne role, tak… Ja muszę wspomnieć, że moją profesorką/opiekunką w szkole teatralnej w Warszawie była Anna Seniuk. Była moim mistrzem. Jest to wybitna aktorka komediowa, słynąca z tego, że potrafi korzystać z niezwykle wyrazistych środków zarówno na scenie, jak i w filmie, w bardzo wiarygodny sposób. Przez kolejne 3 lata po szkole, byłem asystentem Anny Seniuk, więc myślę, że dostałem dobrą szkołę. Grając w tym filmie mogłem wykorzystać te umiejętności. Chociaż dla tych, którzy chodzą do teatru, mój udział w tym filmie nie będzie niespodzianką.

Niestety ludzie nie za często chodzą do teatrów…

Myślę, że gdyby ludzie częściej chodzili to teatru, oglądali aktorów w innych rolach, to łatwiej byłoby nam wychodzić z szuflad.

Zdarzyło się Panu kiedyś kogoś wkręcić?

Niestety jestem bardzo kiepskim kłamcą… mimo, że jestem aktorem.  Aktorstwo to jest zupełnie inna rzecz. Na scenie potrafiłbym zagrać kłamstwo, w życiu prywatnym bardzo źle mi to wychodzi (śmiech).

Recenzja filmu „Wkręceni”

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą, plącze nam nogi i mówi idź…”

To fragment piosenki, którą każdy będzie nucił w kółko po obejrzeniu filmu „Wkręceni”. Jakże jest on trafny! Ta najnowsza produkcja w reżyserii Piotra Wereśniaka opowiada o trzech wkręconych przez życie przyjaciołach ze Śląska – romantycznym Franczesku (Piotr Adamczyk), nadpobudliwym Fikole (Bartosz Opania) i bardzo nierozgarniętym Szyji (Paweł Domagała).

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Przyznam, że obawiałam się tego filmu. W przeciągu ostatnich kilku lat polskie komedie nie spotkały się z pochwałą, co powoduje, że nawet ich nie oglądam po uprzednim przeczytaniu recenzji. Ciągle żyje się w przeświadczeniu, że „kiedyś to były dobre komedie…”. Każdy wraca przykładowo do filmu Miś, Kiler, Chłopaki nie płaczą, Poranek Kojota i narzeka, że dziś już się takich filmów nie kręci. Czy reżyser, Piotr Wereśniak, nie obawiał się, że fala krytyki spłynie również po jego produkcji?

Nie. Ja się nie boję krytyki, ja się boję jedynie widowni. Jeśli robi się komedie słabe, to są one później krytykowane i nie mają widzów w kinach. Nie mam zamiaru kręcić słabych komedii. Chcę robić filmy śmieszne, pełne wdzięku, które widownia będzie kochała. To jest moją ambicją i robię wszystko w tym kierunku, żeby takie te produkcje były. Dzisiaj na premierze ludzie się śmiali, wyszli zadowoleni… Myślę, że udało mi się osiągnąć ten cel i zrobić śmieszną komedię.”

W obecnych produkcjach, daje się zauważyć w kółko pojawiające się te same twarze- a to pana Szyca, a to Karolaka, a to… nawet Piotra Adamczyka (tego Pana akurat obronię zawsze i wszędzie. Powód? Wyjątkowa sympatia? Tak, niech będzie…). Piotr Wereśniak zaryzykował i wziął do swej najnowszej produkcji, oprócz Adamczyka – Bartosza Opanię oraz Pawła Domagałę. Taka obsada raczej się nie zdarza, więc bardzo mnie zaskoczyła i niezwykle zaciekawiła. Tuż po premierze zapytałam reżysera, skąd pomysł na dobór takich właśnie aktorów, a także, czy nie bał się zaryzykować biorąc tak nieczęsto pojawiające się twarze na wielkim ekranie…

Aktorzy, których wybrałem, nieczęsto się pojawiają na wielkim ekranie, to fakt. Ja przede wszystkim szukałem zdolnych komediowych artystów. Potrzebowałem do tej komedii osób posiadających umiejętność improwizacji oraz mających w sobie własny wrodzony wdzięk, który przełoży się na ekran. Po długich poszukiwaniach po prostu doszedłem do tych właśnie aktorów, których zresztą bardzo lubię i znam od lat. Z Bartoszem Opanią znamy się od bardzo dawna, pracowaliśmy razem przy moim debiucie, czyli „Zakochanych”. Absolutnie nie bałem się zaryzykować i wziąć nieczęsto pojawiające się twarze do mojej produkcji.”

fot. MTL Maxfilm

Dzięki temu „ryzyku”, zyskałam szansę na poznanie talentu aktorów dotychczas mi nieznanych od tej strony. Myślę, że słowa Piotra Wereśniaka, powinni wziąć do siebie inni komediowi reżyserzy, bo czasem takie obsadzenie komedii nowymi twarzami może okazać się sporym sukcesem.

Najbardziej charakterystycznym elementem w całym filmie była jak dla mnie ogromna, komiczna, przerysowana infantylność wszystkich panów. Oczywiście z przymrużeniem oka. Jeden drugiego, dosłownie bił na głowę w swej „pomysłowości”. Tutaj wielkie brawa ode mnie, dla Pawła Domagały i jego postaci Szyji. Wcześniej był to aktor, którego jedynie „skądś tam” kojarzyłam. We „Wkręconych”, jego postać zdobyła moje serce. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego talentu i mam nadzieję, że będę mogła niebawem zobaczyć Pawła w kolejnych komediowych produkcjach.

Ponadto zaskoczył mnie bardzo Kacper Kuszewski. Cóż rzec… jest to aktor znany przede wszystkim (a często, tylko i wyłącznie) z „M jak miłość”, dlatego nie mogłam sobie wyobrazić go w jakiejś innej roli. Kacper zagrał nierozgarniętego policjanta Grygalewicza. Miał stosunkowo mało tekstu, więc musiał nadrabiać swoimi minami i ogromnymi przerażonymi oczami. Szczerze? To trzeba po prostu zobaczyć :) Myślę, że po tym filmie ogrom ludzi zmieni zdanie na temat Kuszewskiego i zobaczy, w jak fajny sposób każdy aktor może wyjść ze swojej szufladki.

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Akcja „Wkręconych” toczy się w kilku miejscach, m.in. na Śląsku, w Warszawie i Zamościu. Tytułowa trójca to jak wspomniałam na wstępie- Ślązacy. Z racji tego, że jestem rodowitą Ślązaczką, już pierwsza scena filmu, czyli jadący na rowerze Franczesko, witający po śląsku znajomych, skradła mi serce. I tak już zostało. Śmiałam się przez cały film wraz z całą dopingującą publicznością. W niektórych momentach, zdało mi się słyszeć nawet brawa i piski – nie żartuję! O ile słynna „Kac Wawa” ściągnęła polskie komedie na samo dno, tak „Wkręceni” ponownie wyciągnęła je na ląd :-)

Nie mogłam nie zapytać reżysera, skąd wziął się pomysł na nakręcenie takiej produkcji…

Trudno mi powiedzieć, skąd mi się biorą pomysły… Chciałem zrobić film o trzech chłopakach. O męskiej przyjaźni, facetach, którzy się znają od małego dziecka, którzy się kochają, nienawidzą… Są prawdziwymi przyjaciółmi i przeżywają różne przygody we współczesnej Polsce. Ciężko mi powiedzieć, dlaczego akurat tak (śmiech)”

Wkręceni” to według mnie wbrew pozorom film o nas samych. Stawia trójkę mężczyzn w niespodziewanych sytuacjach i pokazuje (na plus często przerysowane) zachowania, które mogłyby towarzyszyć nawet nam podczas tak ogromnej desperacji. Obrazuje on statystycznego zakompleksionego Polaka, który żyje z dnia na dzień zastanawiając się czy starczy pieniędzy na czynsz i czy jego lodówka nie jest jeszcze pusta. Przedstawia osobę, która pragnie się od tego oderwać chociaż na chwilę, więc jeśli dostaje taką szansę, to nie myśli o konsekwencjach, lecz naiwnie z tej szansy korzysta. Franczesko, Fikoł i Szyja, znajdują się niespodziewanie w takiej właśnie sytuacji. Mogą na chwilę poudawać niemieckich inwestorów. Od zera do bohatera. W sekundę stali się milionerami, poznali piękne kobiety i odmienili (na chwilę) całe swoje życie, dosłownie w jeden dzień. Komu się nie marzy podobna historia? Każdy chciałby tak móc się oderwać czasem od rzeczywistości. A wszystko to zostało przedstawione w komiczny, przezabawny sposób.

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Uważam, że każda osoba, która zagrała w tej produkcji, zasługuje tak naprawdę na ukłon. Najważniejsze w takich filmach nie jest to, by przyjść do domu i się zastanawiać przez następny tydzień nad puentą i głębszym przesłaniem, lecz by wyjść z sali kinowej z szerokim uśmiechem na ustach. Myślę, że każdy, kto będzie chciał spędzić przyjemnie czas i się trochę pośmiać, wyjdzie z kina bardzo zadowolony. I to nie jest żaden wkręt! Mówię to zupełnie szczerze i poważnie :)

Przy okazji, tuż po premierze zapytałam Bartosza Opanię, Kacpra Kuszewskiego i reżysera Piotra Wereśniaka, czy zdarzyło im się kiedyś kogoś wkręcić :)

Bartosz Opania

Panią (śmiech) Żartuję! Zdarzyło mi się, ale nie chcę o tym mówić. To było bardzo głupie. Wykonałem kiedyś telefon, gdzie bardzo kogoś wkręciłem. Kogoś, kogo nie znałem – pozdrawiam tutaj hejterów. A potem zgubiłem ten telefon i nie mogłem tego odkręcić.”

Kacper Kuszewski

Niestety jestem bardzo kiepskim kłamcą… mimo, że jestem aktorem.  Aktorstwo to jest zupełnie inna rzecz. Na scenie potrafiłbym zagrać kłamstwo, w życiu prywatnym bardzo źle mi to wychodzi (śmiech).”

Piotr Wereśniak

Na planie dość często zdarza mi się wkręcać (śmiech). Czasami używam różnych forteli, np. mówię, że kamera poszła, chociaż wcale nie poszła, albo, że kamera idzie, chociaż wcale tak nie jest. Różne rzeczy się zdarzają, a ja, jako reżyser muszę troszkę umieć manipulować ludźmi i czasami muszę ich w coś wkręcać”

A Wam, zdarza się czasem kogoś wkręcać? A może sami padliście ofiarą jakiegoś wkrętu? Czekamy na komentarze i zapraszamy do kin na film „WKRĘCENI”!

Z czystym sumieniem – to będzie najlepsza polska komedia tego roku!

Poniżej kilka zdjęć z premiery: