„Show-biznesu musiałam się nauczyć i dzisiaj wiem, że tam każdy wchodzi w jakąś rolę” – wywiad z Pati Sokół, część I

Felietonistka, aktorka, absolwentka studiów psychologicznych, mama dwójki dzieci i właścicielka unikalnego, choć kiedyś nienawidzonego przez nią sopranu koloraturowego. Swoje muzyczne pasje rozwijała w Los Angeles pod skrzydłem legendarnego Setha Riggsa. Hollywoodzka przygoda nie tylko dała jej warsztat i cenne lekcje, ale pomogła też w wydaniu trzech singli, w tym słynnego „Woman’s work”. W ubiegłym roku premierę miał jej autorski spektakl „Neverland”. W Polsce, jej artystyczne dokonania przykryte są jednak gdzieś pod płachtą spekulacji dotyczących jej romansu z Nergalem i Kubą Wojewódzki. Podobno to oni mieli pomóc jej w zrobieniu kariery. Karierę zrobiła – w bonusie z chorobą, której temat poruszyła z resztą w swoim musicalu.

O ciemnych stronach showbiznesu, romansach, amerykańskim śnie i chorobie porozmawiałam z Patrycją Sokół.

unnamed (3)

Czytaj więcej

„W X Factorze była bardzo napięta atmosfera, ale poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi!” – I część wywiadu z Mateuszem Guzowskim

Podczas  castingu do programu X factor powalił wszystkich na kolana swoim wykonaniem piosenki Bonfire Heart Jamesa Blunta. Niestety bootcamp, Michael Jackson i Czesław Mozil nie dali mu przepustki do półfinału. Po kilku miesiącach wrócił, tym razem do telewizyjnego show, Mam Talent. Niezmiennie zdolny, niezmiennie skromny skradł serca Wasze, nasze i  samej Agnieszki Chylińskiej, która bez wahania nacisnęła „złoty guzik” i tym samym zapewniła mu miejsce w półfinale. 

Co sprawiło, że pokochała go cała Polska? Jaki jest prywatnie? Jakie ma plany na przyszłość? Zapraszamy do przeczytania I części wywiadu z Mateusz Guzowskim!

Czytaj więcej

„My chcemy walczyć muzyką, nie popularnością. Nie pojechaliśmy do Los Angeles dlatego, że jesteśmy popularni” – wywiad z Łukaszem Drapałą

Dopiero co wrócili z Global Rock Summit, wystąpią na tegorocznym Orange Warsaw Festival, a kilka dni temu pochwalili się, że współpracę podjął z nimi sam Mike Fraser.

Nie, nie jest to zespół amerykański. Nie, członkowie zespołu nie sprzedali swoich organów.

O potędze, a zarazem tragedii jaką są programy talent show, o tym, dlaczego media zamykają się na utalentowanych artystów, o krytyce i wielu innych porozmawiałyśmy z Łukaszem Drapałą, wokalistą zespołu CHEMIA.

Fullscreen capture 2014-04-29 001456Photo: http://www.chemiasound.com/

Co ci się podoba najbardziej na naszym blogu?

Wywiad ze mną.

To nie było szczere, prawda?

To było bardzo szczere (śmiech). To był jedyny wywiad, który przeczytałem od początku do końca szukając głupot. Poza tym większość wywiadów przeprowadzacie z osobami, których kompletnie nie znam.

Bo ciebie nie kręci polski showbiznes!

Nie chodzi o to, że on mnie nie kręci.  Po prostu się w nim nie orientuję. Ja mam taki problem, że ostatnio słucham bardzo mało naszej polskiej muzyki. Radia komercyjne kompletnie mnie nie jarają.

Więc gdzie Ty szukasz muzyki?

Słucham utworów, które podrzucają mi znajomi na facebooku, mailu itd. Bardzo lubię muzykę z lat 90. Może jednak zdarzyć się tak, że poznam za jakiś czas jakieś nowe, fajne zespoły, w których się zakocham.

1941327_754872391200125_5734668375342440658_oPhoto: BandPhoto.pl

Zagracie na Orange Warsaw Festival!

Tak! Było to dla nas ogromnym zaskoczeniem!

Nie wiedzieliście, że padnie propozycja, abyście wystąpili na OWF?

Zabiegaliśmy o to, ale ostatecznie i tak było to dla nas zaskoczeniem. Z chłopakami tworzymy bardzo silny menagement naszego zespołu, ponieważ nie mamy oficjalnego menadżera i zajmujemy się wszystkim sami. To my dbamy o wszystkie koncerty, festiwale, między innymi to dlatego udało się nam supportować  Guns’nRoses. Orange Warsaw Festival również był atakowany przez nas mailami, ofertami, chociaż zakładaliśmy, że absolutnie nie mamy na to szans…

To ogromne wyróżnienie! Będziecie grać na tej samej scenie co Bring Me The Horizon i Limp Bizkit!

Nie, to oni będą grać na tej samej scenie co my, bo my gramy pierwsi (śmiech). A tak naprawdę, to wielkie wyróżnienie. Mamy nadzieję poznać chłopaków z wymienionych kapel.

10265635_754872051200159_2739215038624068519_oPhoto: BandPhoto.pl

Czym jednak  jest OWF przy Global Rock Summit…

To taka Warszawa, tylko trochę dalej i bardziej (śmiech).  To jest efekt działań The Agency Group, czyli grupy, która z nami współpracuje jako największa agencja koncertowa, gdzie ostatnio przydzielono nam specjalnego agenta. Wcześniej tak się nie działo i dopiero teraz można powiedzieć o bezpośrednim przełożeniu na współpracę. Widocznie materiał zaczął się podobać trochę bardziej i dlatego dostaliśmy taką propozycję. Tak naprawdę ta propozycja zagrania w Hollywood przyszła tak późno, że nie wiedzieliśmy, czy zdążymy to wszystko zorganizować. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko trafimy w ten rejon.

O co chodzi z tą stanikową aferą? Dlaczego chcieliście, żeby na jednym z koncertów fanki rzucały na scenę swoją bieliznę? My też powinnyśmy rzucić?

Tak. Jeśli chodzi o mnie, ja wolę towarzystwo kobiet bez staników, jestem przeciwnikiem staników. Najgorsze jest to, że gdy kobiety rzucają te staniki, to zawsze wszystkie lecą na Wojtka, jeszcze żaden nie poleciał na mnie. Wracając do sytuacji, o którą pytacie. Super Express znalazł teledysk, który istniał już 1,5 roku. Teledysk powstał w fajnych warunkach. Trafiliśmy na wybory Super Natural, gdzie były dziewczyny z całego świata. Później zabrano nas do pewnej chatki pod Koluszkami. Była fajna impreza (śmiech). I po jakimś czasie odkopali ten teledysk i zrobili z Wojtka Cycerona. A pomysł rzucania staników bezpośrednio wyszedł od zespołu V8, a nie od nas. Pomysł zacny.

No ale co się działo z tymi dziewczynami?

Nie powiem.

Aaaaa, skoro nie możesz powiedzieć,  to znaczy, że coś się tam działo! Gdyby nic szczególnego  się nie działo, to mógłbyś o tym opowiedzieć!

Nie! Odwrotnie! Bo jak okazuje się, że nic nie było, a ja miałbym o tym powiedzieć,  to na co ja bym wyszedł? Jaki rock&roll?

Chemia wyznaje w czasie trasy koncertowej sex, drugs and rock&roll  ?

Jak najbardziej (śmiech)!

To dlaczego teraz jest tak grzecznie?

No ale my nie możemy ciągle ćpać, czasami musimy robić przerwę!

1973493_754873377866693_5163146030318669666_oPhoto: BandPhoto.pl

Niedawno premierę miał wasz teledysk do piosenki Fire. Pokazujecie w nim swój koncert, fanów. Skąd taki pomysł?

Pomysł powstał tuż przed samą imprezą, na której kręcony był teledysk. Chcieliśmy też oszczędzić na operatorach (śmiech).

Ten teledysk jest nagrany telefonami?

Tak, ludzie przygotowali się do tej imprezy, mieli ze sobą telefony, aparaty. Najśmieszniej wyglądało to, jak zaczęliśmy grać Fire i zamiast ludzi widzieliśmy same aparaty.  Ogólnie wydaje mi się, że teledysk wyszedł bardzo fajnie i myślę, że  impreza będzie powtarzana corocznie

Odkryłyśmy robocze nazwy waszych piosenek. I tym sposobem mamy np. Kupę z Jamajki, Gdy umierają chomiki, Ssij

Polega to na tym, że zawsze zanim zaczynamy grać próbę, mamy około godzinę na dyskusję  na przeróżne tematy i zazwyczaj pojawiają się jakieś niestworzone historie. Np. Kupa z Jamajki  dotyczy pewnego gościa z Jamajki, który przyjechał odwiedzić jednego z nas i zastanawialiśmy się, czy spodoba mu się toaleta naszego kolegi… Kiedy my piszemy piosenki, nigdy nie wiemy jak je nazwać, więc dajemy im nazwy robocze i stwierdziliśmy, że Kupa z Jamajki będzie nam się w tym wypadku dobrze kojarzyła.

1398405_754871797866851_5947528876780816485_oPhoto: BandPhoto.pl

Dlaczego jeszcze nie zobaczyliśmy was na kanapie u Kuby Wojewódzkiego?

Jeszcze do niego nie zadzwoniliśmy z informacją, że istniejemy. Ja myślę, że najpierw powinniśmy zagrać u niego pod koniec programu, a dopiero później usiąść na kanapie. Musimy sobie najpierw na to zasłużyć. Jak na wszystko.

Ale goście Kuby często nie mają na swoim koncie żadnych wybitnych osiągnięć…

Właśnie wskazałaś na pewien trend, a przede wszystkim tragedie tego, co dzieje się w ówczesnym świecie. Ludzie coraz bardziej lubią nicość.  Niestety jest bardzo mało ludzi, którzy potrafią długo pracować i kształcić to, co potrafią robić najlepiej. Były czasy, kiedy człowiek widział swojego idola w kimś, kto pracował ciężko na coś, co mógł po jakimś czasie sobą reprezentować. Wydaje mi się, że dzisiaj wolimy oddawać cześć miernotom, dlatego, że nam jest łatwiej oceniać głupka, bo sami codziennie też zachowujemy się jak miernoty. To jest chore, to jest słabe i wynika z naszego lenistwa, szybkości naszego konsumowania. Co nie znaczy, że nie ma takich osób, które pracują na swój sukces i nie chcą robić kariery na skandalach.  Nas na przykład nie interesuje gwiazdorstwo chociaż bardzo łatwo możemy to zrobić. Możemy pójść na jakiś bankiet i przyłożyć komuś ważnemu w ryj, zrobić ustawkę z paparazzi. Ale po co? Chcemy, żeby było o nas głośno dlatego, że wydajemy dobrą płytę, że zaprosili nas do Los Angeles i daliśmy radę. Chcemy być oceniani przez pryzmat naszej twórczości, a nie tego, że mamy spodnie w kanarkowe grochy.

Jesteście często krytykowani?

Pomijając zdrową krytykę, która jest i być musi, bo nie każdemu będziemy się podobać – ludzie często krytykują nas nie znając naszej twórczości, bądź też znając twórczość początkową, kiedy to Chemia szukała swojej drogi. Są media, które piszą o nas tylko źle, są takie, które w ogóle o nas nie piszą. Wydaje mi się, że po części są to media, które nawet nie słyszały tego, co robimy, ale krytykują bo przecież to jest niemożliwe, aby polski zespół odnosił jakikolwiek sukces na arenie międzynarodowej. Osobiście widzę, jak szefowie niektórych portali opiniotwórczych wychodzą z naszych koncertów… Najlepszym przykładem jest koncert z Deep Purple, kiedy to nazajutrz pojawiło się sporo pozytywnych opinii na nasz temat. Niektóre portale, aby nie pisać bzdur zamieściły relację pomijając nas kompletnie. Świetnie. Polski portal, wydawać się mogło wspierający nasz rynek, pisze tylko o gwieździe zagranicznej pomijając „swoich”. Problem nie tyczy się tylko nas oczywiście. Nasze media ciągle robią krzywdę rodzimym wykonawcom, bo to zagraniczne jest lepsze. Żenujące. Na szczęście to coraz mniejszy odsetek frustratów. Zresztą – o pomocy naszych mediów i włodarzy można sporo poczytać w wywiadach u niedoszłych gwiazd talent show.
Ale tak poza marudzeniem, mieliśmy ogromne szczęście spotkać również wspaniałych ludzi reprezentujących naszą branżę. Jest nadzieja, że dzięki nim będzie lepiej i czytelniej.

10010437_754873554533342_1421666267609114648_oPhoto: BandPhoto.pl

Uważacie się za najlepszy, polski zespół rockowy?

Jest mnóstwo lepszych zespołów od nas, ale może ludzie o nich nigdy nie usłyszą, bo nikt ich nie będzie wspierał. Biznes w tym kraju polega na czymś zupełnie innym. Wspiera się stare gwiazdy, które są sprawdzone. Gdzieś są jeszcze jakieś „układy”. Dzisiaj promowanie zespołów autentycznych, fajnych i niezależnych jest niebezpieczne, bo jest niedochodowe. Łatwiej jest promować kogoś kto jest ładny, znamy go np. z talent show i kto robi z siebie marionetkę, bo w programie śpiewa covery. Z całym szacunkiem  do artystów tam występujących – nie uważam, żeby to była fajna i autentyczna droga do sukcesu.

I właśnie dlatego nie pojawiliście się w żadnym talent show?

Może trafimy kiedyś do jakiegoś programu pod warunkiem, że będziemy grać swoje piosenki. Dzisiaj talent show jest oknem dla wszystkich tych, którzy chcą stać się sławni i trzeba się w jakiś sposób z tym pogodzić. To jest robienie z siebie prostytutek, ale niestety stało się metodą na to, żeby gdzieś wypłynąć. Kiedyś podobnie obrażano się na radio, czy tv w sensie ogólnym.
I zaznaczę – jest różnica między talent show pokazującego artystę w pełnej krasie, jako samodzielnego twórcę, a śpiewającego coś, co mu każą. Ostatnio słyszałem, jak jedna z trenerek w takim programie z oburzeniem wyrzucała uczestniczce, że nie jest jej w stanie okiełznać i nie wie jak to teraz będzie, chyba będzie słabo. Co to w ogóle znaczy? Chore.
Zgadzam się z opinią Dave’a Grohla – idźcie do garażu i grajcie, póki nie będziecie mocni, potem pokażcie to światu. Ale po swojemu, a nie pod dyktando jakiegoś jury.

A nie macie takiego poczucia, że wam już trochę nie wypada pójść do takiego programu? Że jesteście zbyt znani?

A dlaczego? To nie tu leży problem. Na przykład zespół Lemon zbiera na swoich koncertach większą publiczność niż my. I mogłoby się wydawać, że my dostajemy zaproszenia z za granicy, że gramy na świecie, że fajni i znani ludzie pracują z nami, że jesteśmy „poważniejszym” zespołem w sensie globalnym. Prawda jest taka, że nadal spotykamy się z odbiorem ograniczonym.  Media nie podłapują póki co naszego tematu, a to od nich wiele zależy. Media, szczególnie te największe blokują nas dość skutecznie. Problem polega na tym, że wszystko dziś kręci się wokół tych talent show. To nie jest fajne.

Macie jakiś pomysł, żeby to zmienić?

Ja myślę, że to, co my robimy jest dobre, wierzę w to, że idziemy w dobrym kierunku. Wprawdzie idziemy wolno, ale tak jak wspomniałem wcześniej, coś, co jest długo wypracowane jest cenniejsze. Z resztą rock&roll polega na tym, że nie jest się gwiazdą sezonową, tylko buduje się legendę, historię. My chcemy to zrobić. Nawiązując jeszcze do talent show. My dostaliśmy zaproszenie do tego typu programu, ale odmówiliśmy. I prawdopodobnie będziemy zawsze odmawiać, ale jestem też pewien, że zawsze, gdzieś tam z tyłu głowy będziemy się zastanawiać, czy zrobiliśmy dobrze, bo może to właśnie byłby strzał w dziesiątkę. Tak zwyczajnie, po ludzku będą targały nami wątpliwości.
My chcemy walczyć muzyką, nie popularnością. Nie pojechaliśmy do Los Angeles dlatego, że jesteśmy popularni, bo nie jesteśmy.

Podczas waszej wizyty w LA zostaliście bardzo docenieni. Czy uważasz, że polskie media podłapią temat i będą się o was chętniej i przychylniej wypowiadać?

Gdzieś tam już się ruszyło. W Pytaniu na Sniadanie  otrzymaliśmy obietnicę wsparcia. To bardzo ważne, bo wsparcie to coś, czego potrzebujemy najbardziej. Potrzebujemy mediów i managementów, które zainwestują w nas całych sercem i portfelem (śmiech). My mamy determinację nie do złamania, mamy materiał i mamy doświadczenie. Czy się podobamy? Dajmy ludziom szansę nas posłuchać.

A co, gdyby pojawiła się propozycja nagrania utworu z kimś bardzo znanym, komercyjnym?

To zależałoby od wielu warunków. Od tego, kto pisze muzykę, kto pisze tekst. Na pewno chcielibyśmy być twórcami tego utworu, ale jeśli byłoby to bardzo dobre, to pewnie byśmy się zdecydowali bez problemu. Dla nas główną radością jest tworzenie. Odtwarzanie jest mniej fajne. Nawet jak kiedyś zrobimy cover, to nie będzie to odegrany materiał. Włożymy w to sporo Chemii.

Jak to się stało, że na współpracę z wami zdecydował się Mike Fraser?

Szukaliśmy kogoś z dobrą ręką do rockowej muzy. Z Mikiem poznaliśmy się już kiedyś w Kanadzie i fajnie nam się rozmawiało. Robił wtedy płytę AC/DC piętro nad nami. Ostatnio rozmawiał z nim Marc LaFrance i Mike zgodził się bez wahania. Znał nasz materiał i widocznie przypadł mu do gustu. Zależało nam na kimś z tamtego świata również dlatego, że rock, to jednak muza z tamtego świata. Nawet Jurek Owsiak powiedział mi ostatnio, że to w sumie dobrze, że wszystko drę się po angielsku. Bo to pasuje, jak stwierdził. No i ja się z tym całym sercem zgadzam.

Czym nowa płyta będzie wyróżniać się na tle pozostałych?

Pewnie dla każdego czymś innym. Tradycyjnie ocenę pozostawimy najważniejszemu jurorowi wszech czasów, czyli publiczności. To publiczność ma największą siłę, dlatego dużo gramy i dużo jeździmy. Jeżeli będzie nas, kibiców Chemii dużo, nie będzie na nas bata.

„Wiadomo, że w takim programie trzeba pójść na pewne kompromisy” – wywiad z Wojciechem Ezzatem

Uczestnicy X Factor często dość krytycznie wypowiadają się na temat jurorów, programu i zasad, jakie w nim obowiązywały. Wśród takich osób znalazł się Dawid Podsiadło, który skomentował program następująco:


Korzystając z okazji, postanowiłyśmy zapytać Wojciecha Ezzata, finalistę 3 edycji XF o zasady, jakie panowały w programie, a także o  kontakty z jego mentorem, Czesławem Mozilem.

Był Pan finalistą programu X-Factor, gdzie Pańskim mentorem był Czesław Mozil. Ciekawi mnie, czy utrzymuje Pan z nim kontakt?

Nie do końca (śmiech). Każdy po programie poszedł w swoją stronę.

Oczekiwał Pan tego?

Raczej tak. Nie oczekiwałem, że będzie inaczej. Każdy ma swoją pracę, Czesław na pewno na brak zajęć nie narzeka (śmiech). Jest pewnie zalatany, więc nie dziwię się – wiedziałem, że to będzie tak wyglądać.

Ostatnio Dawid Podsiadło powiedział, że w programie  wszystko zostało Wam z góry narzucone.

Wchodząc do takiego programu, trzeba mieć świadomość, że wchodzimy w pewną regułę i całość. Wiadomo, że w takim programie trzeba pójść na jakieś kompromisy – niektórym pasowało to bardziej, innym mniej. To jest kwestia podejścia. Dla mnie to była wielka przygoda, bardzo fajnie to wspominam. Ten program dał mi naprawdę bardzo dużo.

Dzisiaj zdecydowałby się Pan ponownie na udział w X Factorze?

Nie wiem czy wytrzymałbym nerwowo (śmiech). Ale myślę, że tak. Myślę, że każdy ma swoją indywidualną drogę i swój sposób na siebie. Jeżeli ktoś czuje, że to jest to, ma ochotę to zrobić, to jak najbardziej powinien. Ja nie mam takiego złotego środka na zrobienie kariery (śmiech)

Będzie Pan oglądał tegoroczną edycję?

Systematycznie może nie, ale na pewno będę zerkał od czasu do czasu w internecie.

Czy uczestnicy tak popularnego talent show mają podstawy ku temu, aby narzekać na narzucone im odgórnie zasady? Czy program naprawdę odbiera im osobowość? A może uczestnicy powinni po prostu zmienić podejście do tego typu programów?  Albo najprościej – nie decydować się na udział w nich.

„Gdyby Kuba Wojewódzki próbował mnie jakoś zniszczyć, to ja bym mu się nie dał!” – wywiad z Dawidem Kwiatkowskim

Młody, niezaprzeczalnie utalentowany i spełniający swoje marzenia. Jeszcze niedawno zazdrościł swojemu bratu kariery. Dzisiaj jego płyta znika z półek sklepów muzycznych w mgnieniu oka. W jaki sposób osiągnął sukces i dlaczego nazywany jest „Drugim Justinem Bieberem”? Przeczytajcie nasz wywiad z gwiazdą internetu – Dawidem Kwiatkowskim!

 

Skąd Ty się wziąłeś?
Wziąłem się z internetu. Wszystko zaczęło się kiedy założyłem bloga.

Brzmi jak historia Honoraty Skarbek, która też założyła bloga na długo przed tym zanim zaczęła karierę muzyczną
Ale ja raczej bucików tam nie pokazuję (śmiech). To jest blog lifestylowy.

My dowiedziałyśmy się o tobie widząc w telewizji twój teledysk…
Do tego dążę…

I to nagrany za granicą!
W Berlinie.

A dlaczego nie w Polsce?
Ja jestem ogromnym patriotą i kocham swój kraj. Nagrałem teledysk w Berlinie, ponieważ ze swojego rodzimego miasta do Berlina mam godzinę, więc było tak po prostu wygodniej.

Skąd pomysł na to, aby rozpocząć karierę muzyczną?
Każdy artysta pieprzy, że śpiewa od dziecka i ja też muszę tak powiedzieć, bo taka jest prawda. Mój brat robi karierę we Francji i ja mu tego bardzo zazdrościłem. Zawsze chciałem być taki jak on, albo chociaż móc trochę mu dorównać, dlatego też postanowiłem spełnić swoje marzenia. Zacząłem wrzucać piosenki na youtube, ludzie chcieli więcej i więcej, aż w końcu odezwał się do mnie pewien pan, który dzisiaj jest moim menadżerem. Po ok 3 dniach współpracy wydaliśmy pierwszego singla, a po dwóch tygodniach powstał teledysk.

Wiesz o tym, że ludzie nazywają cię polskim Justinem Bieberem?
Tak! To jest zajebiste porównanie! Justin Bieber jest legendą, ma świetny głos i znakomite piosenki!

A ty chyba jesteś jego fanem
Kiedyś nie słuchałem Justina i nawet go nie lubiłem, dlatego trochę niechętnie poszedłem na jego koncert. Jakby tego było mało wszystkie moje przyjaciółki jarały się nim przesadnie. Od dnia koncertu słucham jego piosenek, jestem jego mega fanem i cieszę się, że ludzie porównują mnie do niego. On jest świetnym artystą a jego głos jest wybitny!

No to jak na Justina przystało, czeka Cię teraz wielka kariera. Jesteś na to gotowy?
Jakoś mnie to za bardzo nie kręci. Dzisiaj pojawiłem się na premierze filmu tylko dlatego, że „Płynące wieżowce” wyreżyserował mój przyjaciel. Gdybym go nie znał, na pewno bym tutaj nie przyszedł, dlatego, że zdawałem sobie sprawę, że wiąże się to z fotoreporterami, zdjęciami. To nie znaczy, że nie chcę, żeby mnie fotografowali, ale zwyczajnie mnie to nie kręci. A czy jestem gotowy? Jutro jest premiera mojej płyty i to jest początek drogi i nie nagrałbym tej płyty, gdybym nie był gotowy.

Co będziemy mogli usłyszeć na Twojej płycie?
Są dni, kiedy uwielbiam słuchać ballad i są też takie, kiedy wolę heavy metal, dlatego też na płycie będą przeróżne utwory. Ja bardzo się cieszę bo płyta już 3 tygodnie przed premierą uzyskała status złotej płyty! Sprzedało się ponad 16 tysięcy sztuk, kiedy płyty nie było jeszcze w sklepach. Fani tak naprawdę kupowali tylko okładkę. Zaufali mi.

Fani, czyli tak jak w przypadku Justina, młode dziewczyny?
Tak, ale na koncertach widzę tez paczki znajomych w wieku 20 lat

Czyli masz za sobą pierwsze koncerty?
Jestem po pierwszej trasie koncertowej. Koncertowałem we Wrocławiu,  Krakowie,  Warszawie, Katowicach, Łodzi.

Twoja kariera bardzo szybko się rozwija
Jest bardzo szybko, ale nie uważam, że szybko znaczy źle.

Nie boisz się tzw „sodówki”?
Jestem zdania, że ten kto wszedł do showbiznesu powinien umieć zachować umiar i musi wiedzieć kiedy ma przestać. Ja się zajmuję tylko i wyłącznie muzyką. Nie interesuje mnie pozowanie na ściankach, chodzenie na eventy. Nie jestem żadną gwiazdą. Może kiedyś będę, ale wtedy ciągle nie będą mnie kręciły tego typu rzeczy.

A jeśli Kuba Wojewódzki zaprosi cię do swojego programu to przyjmiesz zaproszenie?
Jeśli Kuba Wojewódzki zaprosi mnie do swojego programu to ja tam pobiegnę! Byłem w programie „Świat się kręci” w Telewizji Polskiej i ten program był dla mnie troszeczkę za sztywny. Chciałbym bardzo dotknąć takiego programu jak „Kuba Wojewódzki” i wierzę w to, że wkrótce mnie zaprosi (śmiech). Myślę, że mamy podobne poczucie humoru, dlatego pewnie nam się będzie miło rozmawiało. Kuba jest mega inteligentnym facetem. Widziałem chyba wszystkie odcinki jego programu.

Ani trochę nie boisz się Kuby? Niektóre gwiazdy są zapraszane do jego programu od kilku lat, ale tak bardzo obawiają się pytań Kuby, że odmawiają
Ja myślę, że gdyby Kuba próbował mnie jakoś zniszczyć to ja bym mu się nie dał! (śmiech) Znalazłbym mocną ripostę! Oczywiście taką nieobrażającą go, bo wiadomo, że on wszystko mówi na żarty.

To my życzymy ci, aby Kuba szybko zaprosił cię do swojego programu! Dziękujemy ci za rozmowę!
Dziękuję!

Wiesz, że jesteś bardzo podobny do Piotrka Kaszubskiego?
O nie!! Jesteś milionową osobą, która mi to mówi! Ja tego podobieństwa nie widzę!