Wkręciłam się w „M jak miłość” i jest świetnie! – wywiad z Basią Kurdej – Szatan

Basia Kurdej – Szatan, czyli słynna Blondynka z Playa w szatańskim stylu przyćmiła samą Agnieszkę Dygant i stała się szybko w Playu gwiazdą nr 1. Dzisiaj już nie wypada kojarzyć jej tylko z reklamami słynnej sieci komórkowej. Basia zrobiła niemalże kryminalistyczne wejście do serialu M jak miłość, a już wkrótce, na kinowym ekranie rozkocha w sobie niejednego przystojniaka. Wszystko w iście szatańskim stylu. Oj Szat… Basia, Basia… ;)

Czytaj więcej

„Chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby z moim wyglądem obsadzić mnie, jako komendanta policji” – wywiad z Kacprem Kuszewskim

„M jak miłość” to najczęściej i najchętniej oglądany polski serial. Losy słynnej rodziny Mostowiaków mamy okazję śledzić już od ponad 10 lat. Jedną z głównych i najbardziej charakterystycznych postaci jest postać Marka Mostowiaka – niegdyś buntownika, dzisiaj odpowiedzialnego ojca trójki dzieci. W tę rolę niezmiennie, od pierwszego odcinka wciela się Kacper Kuszewski – według nas, aktor kompletny. Nie tylko fenomenalnie gra, ale i śpiewa i tańczy…Nie bez przyczyny został obsadzony w głównej roli w musicalu „Berlin 4 rano”. Po 9 latach aktor powrócił na ekrany kin w zupełnie nowej odsłonie. Tym razem dał poznać się widzom jako policjant i to bardzo…”pierdołowaty” policjant. Czy fenomenalna i przezabawna rola w najnowszej komedii „Wkręceni” otworzy przed nim kolejne drzwi?

 

Postać policjanta Grygalewicza  to Pana pierwsza większa kinowa rola…

Nie. 13 lat temu zagrałem sporą rolę w filmie „Strefa ciszy” Krzysztofa Langa (to jeszcze było przed „M jak miłość”), kilka lat później pojawiłem się u boku Piotra Adamczyka w  filmie „Karol, człowiek, który został papieżem”, ale faktem jest, że  odkąd ruszyło „M jak miłość” zostałem utożsamiony z postacią, którą tam gram.  I to nie tylko przez widzów, ale najwyraźniej również przez producentów i reżyserów. Jeśli chcę ich przekonać,  że mogę zagrać coś jeszcze, to dużo pracy przede mną. Mam nadzieję, że ten film jest  krokiem w tym kierunku. Bardzo się cieszę, że miałem możliwość zagrania postaci zupełnie innej od tej, z którą wszyscy mnie kojarzą. Jest to postać charakterystyczna, komediowa. W dodatku wyglądam zupełnie inaczej,  większość osób pewnie nie rozpoznaje mnie nawet na plakacie. Mogłem też posłużyć  wyrazistymi środkami aktorskimi. To była wielka przyjemność, chociaż przyznaję, że miałem ogromną tremę, bo z komedią jest tak, że o tym czy jest dobra, dowiadujemy się dopiero widząc reakcje widowni w kinie.

Towarzyszyła Panu trema?

Tak! Dzisiaj wieczorem, przed rozpoczęciem! Naprawdę,  byłem pełen obaw. Teraz, po obejrzeniu tego filmu, mogę śmiało powiedzieć, że jest to  dobra, zabawna komedia!

Nagle pojawia się Dominika Kluźniak i krzyczy:

Zajebisty! To jest zajebisty film! (Śmiech)

Kacper Kuszewski, kontynuuje…

To jest Dominika, która też widziała ten film dzisiaj pierwszy raz. Uważam, że była świetna.  Trzej panowie, którzy grali główne role również byli cudowni. Krzysiek Stelmaszczyk, Monika Krzywkowska… właściwie nie ma tu słabej roli.  Myślę, że nie było dawno w Polsce takiej sympatycznej komedii. Na tym filmie się nie rechocze, tylko ogląda się go z  uśmiechem na twarzy.  Cieszę się, że w takim właśnie filmie i w takim towarzystwie udało mi się wystąpić po tak długiej przerwie.

Jak Pan się przygotowywał do tej roli? Było w niej bardzo dużo mimiki…

Czasu na przygotowanie było bardzo mało,  ten film powstawał w zabójczym tempie. Nie było czasu ani na próby, ani na spotkania, musialem improwizować.  Piotr Wereśniak bardzo ufa aktorom, daje im dużo wolności  i jest niezwykle oszczędny w dawaniu wskazówek, więc po pierwsze trzeba wykazać własną inicjatywę, a po drugie trzeba się zdać na własną intuicję. Mam nadzieję, że moja intuicja mnie nie zawiodła (śmiech). Jedyna uwaga, którą dostałem od Piotra Wereśniaka brzmiała: „odważnie!”… No więc grałem odważnie (śmiech)

Jak Pan dostał tę rolę?

Dwa lata temu w Teatrze Roma w Warszawie na małej scenie, odbyła się premiera spektaklu „Berlin 4 rano”, w którym gram z Kasią Zielińską, Anią Głogowską i Rafałem Maserakiem. To jest spektakl muzyczny, w którym śpiewamy piosenki z kabaretów niemieckich z lat 30. Piosenki są oczywiście przetłumaczone na język polski. Aranżacje są unowocześnione, a piosenki są odważne i dosyć perwersyjne (śmiech).  Każda piosenka to inna postać i ja wcielam się tam w kilkanaście różnych postaci, zmieniam kostiumy itd… Producent filmu „Wkręceni” był na tym spektaklu i po premierze podszedł do mnie i powiedział : „Panie Kacprze, ja nie wiedziałem, że Pan ma takie możliwości!”. Dwa lata później dostałem propozycję zagrania w filmie. Nic nie bierze się znikąd (śmiech)

Jaka była Pana reakcja po przeczytaniu scenariusza?

Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że mimo niewielkich rozmiarów ta rola będzie dla mnie wyzwaniem. Chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby z moim wyglądem obsadzić mnie, jako komendanta policji.Ja chyba mam szczęście do takich przewrotnych pomysłów, bo z pierwszym filmem, w którym zagrałem – „Strefa Ciszy”-  było podobnie.  Zagrałem tam rolę psychopatycznego, młodego przestępcy – chłopca z marginesu. Wtedy, to już w ogóle wyglądałem jak  słodki, grzeczny 16-latek  ale reżyser chciał, żebym właśnie ja to zagrał. I okazało się, że byłem w tej roli wiarygodny. Teraz jak widać, ponownie mi się udało.

Co było najtrudniejsze do zagrania w tej postaci?

Myślę, że najtrudniejsze było to, żeby z tak niewielkiej ilości materiału stworzyć postać,  którą się zapamiętuje, mimo, że wiele się dzieje w tym filmie i koledzy grają fantastycznie. Mam nadzieję, że ten mój komendant Grygalewicz, gdzieś tam będzie zapamiętywany i ludzie będą mówić: „ O! Kuszewski go zagrał!”.

Będzie się Pan teraz starał o więcej takich kinowych ról?

Bardzo chciałbym pokazywać się publiczności od różnych stron. W zawodzie aktora, najbardziej kręci mnie to, że można grać różne postaci. Na pewno nie chciałbym grać tylko jednej roli już do końca życia.

Jak Pan porównuje granie postaci Marka Mostowiaka, do Policjanta Grygalewicza? To dwie różne role…

To dwie różne role, tak… Ja muszę wspomnieć, że moją profesorką/opiekunką w szkole teatralnej w Warszawie była Anna Seniuk. Była moim mistrzem. Jest to wybitna aktorka komediowa, słynąca z tego, że potrafi korzystać z niezwykle wyrazistych środków zarówno na scenie, jak i w filmie, w bardzo wiarygodny sposób. Przez kolejne 3 lata po szkole, byłem asystentem Anny Seniuk, więc myślę, że dostałem dobrą szkołę. Grając w tym filmie mogłem wykorzystać te umiejętności. Chociaż dla tych, którzy chodzą do teatru, mój udział w tym filmie nie będzie niespodzianką.

Niestety ludzie nie za często chodzą do teatrów…

Myślę, że gdyby ludzie częściej chodzili to teatru, oglądali aktorów w innych rolach, to łatwiej byłoby nam wychodzić z szuflad.

Zdarzyło się Panu kiedyś kogoś wkręcić?

Niestety jestem bardzo kiepskim kłamcą… mimo, że jestem aktorem.  Aktorstwo to jest zupełnie inna rzecz. Na scenie potrafiłbym zagrać kłamstwo, w życiu prywatnym bardzo źle mi to wychodzi (śmiech).

„Oglądałam kiedyś „M jak miłość” byłam wielką fanką, poszłam na casting, a później nie mogłam uwierzyć, że wygrałam, bo to przecież mój ulubiony serial!”

Młodzi, utalentowani, znani wszystkim głównie ze swych ról w serialu „M jak Miłość”. Dwie siostry z rodziny Mostowiaków – Natalka (Marcjanna Lelek) i Ula (Iga Krefft), które są już z nami na ekranie od prawie 9 lat! Zaczynały jako dzieci, a dziś są dojrzałymi nastolatkami. Spotkałam je podczas Gali „1000 razy M jak Miłość”, jako że główne zainteresowanie padło w kierunku postaci starszych, ja postanowiłam wybić się z kanonu i poświęcić chwilę uwagi tym młodszym. Kiedy podeszłam do dziewczyn by z nimi porozmawiać, akurat gawędziły z Pawłem Góralskim, który odgrywał w serialu postać policjanta Roberta. Wywiad ten jest zatem nietypowy, pierwszy taki na naszym blogu – aż z trzema osobami! Zapraszam do lektury.

 

Patrycja: Widzę, że się świetnie dogadujecie. Wyglądacie jak byście były siostrami nie tylko serialowymi.

Iga Krefft: Tak, tak dokładnie! Jesteśmy i w życiu prywatnym jak siostry. Ja nawet robiłam Marceli makijaż!

P: Znaliście się wszyscy wcześniej?

Marcjanna Lelek: Nie, wszyscy poznaliśmy się na planie. Zarówno ja z Igą, jak i z Pawłem.

Paweł Góralski: Dokładnie, nawet zdarzało się, że udzielałem im korepetycji z geografii.

Iga: Tak, dzięki niemu dostałam 6!

P: To bardzo ciekawe… Gratuluje! Powiedzcie mi, jak się znaleźliście na planie „M jak Miłość” ?

Iga: U mnie to wyglądało tak, że poszłam po prostu na casting. Stwierdziłam pewnego dnia, że spróbuję swoich sił i się udało. Oglądałam kiedyś „M jak Miłość” byłam wielką fanką, poszłam na casting, a później nie mogłam uwierzyć, że wygrałam, bo to przecież mój ulubiony serial! Właściwie u każdego z nas wyglądało to podobnie…

P: Pracujecie na planie z zawodowcami, wiążecie również swą przyszłość z aktorstwem?

Marcjanna: Ja z zawodu nie jestem aktorką, Iga też nie… Ale tak, mam plan by zajmować się tym zawodowo.

Iga: Jak to nie jestem?! (śmiech) Ale rzeczywiście – Paweł już jest po szkole teatralnej, my jeszcze nie.

Marcjanna: Wkrótce będziemy!

P: Myślicie, że wątki waszych postaci też będą ciągnąc się tak długo jak np. braci Mroczków? Oni też zaczynali grac w wieku podobnym do waszego, a dzisiaj ich postacie są już dorosłe, jeden z nich nawet założył rodzinę!

Iga: Mam nadzieję, że tak będzie! Chciałabym mieć różne romanse, żeby coś się działo (śmiech) Myślę, że scenarzyści mają już coś dla mnie, zresztą moja postać od zawsze była „tą niegrzeczną” i parę takich przypadków już było.

P: Zgadzam się, Uli zdarzyło się nieźle nabroić, z kolei z perspektywy widza, Natalka ma bardziej „aureolkę” nad głową.

Paweł: No właśnie, właśnie! I ja proponuję scenarzystom w końcu zdjąć jej tę aureolę znad głowy!

P: Paweł, a co z Twoją postacią?

Paweł: No właśnie gdzieś zniknęła… Myślę sobie „kariera”, a za chwilę, moment, moment, ale gdzie jest moja postać, gdzie ona zniknęła?! Dzwonię wtedy do Marcysi i pytam „gdzie jest moja postać?”

Marcjanna: (śmiech) on żartuje, on wcale do mnie nie dzwoni !

Paweł: Ja myślę, że moja postać mogłaby wrócić i zdjąć Natalce aureolę z głowy.

Marcjanna: Ciekawe jak, skoro Twoja postać miała jeszcze większą aureolę niż moja!

Paweł: Właśnie Robert nie miał tej aureoli.

Iga: Mógłbyś wrócić, jako taki „rock’and’rollowiec”, na motorze i porwać serce Natalki! No wyobraźcie to sobie! (śmiech)

P: Macie niezłą fantazję, podsuńcie gotowy scenariusz, może się uda! Paweł, myślisz, że twoja postać wróci jeszcze kiedyś do serialu?

Paweł: Podejrzewam, że nie. Ciężko powiedzieć, co scenarzyści mają w planach, ale myślę, że już nie wrócę i też nawet nie oczekuję tego. Byłbym oczywiście bardzo mile zaskoczony, ale nie czekam na telefon.

P: Dziewczyny, a co będzie się działo u Waszych postaci, czego możemy się spodziewać w nadchodzących odcinkach?

Marcjanna: Nie możemy o tym mówić, ale też szczerze mówiąc ciężko jest nam nawet powiedzieć, bo nie bardzo wiemy co się teraz dzieje, tym bardziej, że nie śledzimy serialu na bieżąco.

Paweł: Ja wiem co będzie, Hanka powróci!

Iga: Dokładnie Hanka powróci, a Natalka wda się w romans z jakimś fajnym księdzem (śmiech)

P: Wy naprawdę powinniście pisać scenariusz tego serialu (śmiech) A jak odnosicie się do ról bardziej intymnych?

Iga: W rolach intymnych znaczenie ma to czy aktor jest fajny. Jeśli podoba się fizycznie, z charakteru to może być to całkiem przyjemne! Miałam już kilka takich scen, jakby nie było cały czas jest to praca, więc nie możemy jakoś przywiązywać się do tego emocjonalnie, ale nie ukrywam, że gdybym miała do zagrania jakąś taką rolę z aktorem, do którego poczułabym chemię to na pewno byłoby to też widać na ekranie.

Marcjanna: No właśnie, bo to nie jest też tak, że mam na przykład z kimś się całować na ekranie i robię to ot tak, jakbym wykonywała normalnie każdą inną czynność. Może jestem jeszcze młoda i dlatego tak do tego podchodzę, ale jednak jest to dość emocjonalne wyzwanie i ciężko o tym mówić, że to nic takiego, bo ta chemia może się pojawić.

P: Macie jakiś cel związany z aktorstwem, który chcielibyście osiągnąć?

Iga: Każdy z nas chce być aktorem. Ja bym też chciała coś robić z muzyką, no a Paweł już jest po szkole, także chyba swój cel osiągnął. Staramy się tez działać w teatrze – nasza znajoma wystawia sztukę, w której gramy.

Marcjanna: Marzymy o grze w takim Teatrze Polskim… Ja chcę poświecić póki co wszystko, żeby kiedyś móc grac w takich wielkich teatrach, ale to wymaga bardzo dużo pracy i przede wszystkim zawodu aktora.

P: W takim razie, życzę wam z całego serca aby się udało. Dziękuję za rozmowę!

 

„Nie dzielę ról na kinowe i telewizyjne, to nie ma dla mnie zupełnie znaczenia” – wywiad z Krystianem Wieczorkiem

Miniony poniedziałek bez dwóch zdań należał do serialu „M jak Miłość” który po raz tysięczny pojawił się na antenie telewizyjnej dwójki.

Z tej okazji w Teatrze Polskim w Warszawie odbyła się jubileuszowa gala, która miała charakter koncertowy. Tego wieczoru aktorzy serialu dla odmiany umilali widzom czas śpiewając lubiane i znane przez wszystkich polskie przeboje. Nie brakowało także konkursów i nagród, jakie niektórzy aktorzy otrzymali w kategoriach takich jak: „Namiętny pocałunek”, „Spektakularna zdrada”, „Najpiękniejsza młoda para”, ” „Niespełniona miłość” oraz „Najostrzejsza kłótnia”. Statuetkę w ostatniej kategorii odebrał Krystian Wieczorek, czyli serialowy Andrzej Budzyński, z którym udało mi się porozmawiać.

Aktor znany głównie z seriali „M jak Miłość” i „Julia” ostatnio pojawił się w nowym, komediowym serialu, jak sam żartuje „U konkurencyjnej stacji”. Na swoim koncie ma tytuł najpiękniejszego mężczyzny Vivy i udział w filmie, w którym posługiwał się językiem, którego kompletnie nie rozumie.

P: Zagrał Pan ostatnio w serialu „To nie koniec świata”…
Krystian Wieczorek: Tak – u konkurencji (śmiech)

P: Jak pan się czuje w swojej nowej roli?
Krystian Wieczorek: Czuję się świetnie, bo to jest troszkę inna odsłona mnie, jako aktora. Pierwszy raz ktoś mi zaproponował rolę, może nie stricte komediową, ale jednak z jakimś takim właśnie zabarwieniem. Mam do zagrania trochę lżejsze sceny niż do tej pory. Serial będzie emitowany w każdą niedzielę na Polsacie, o godzinie 22. Gra w nim także Karolina Gorczyca oraz wielu innych świetnych aktorów.

P: O czym będzie opowiadał ten serial?
Krystian Wieczorek: Historia opowiada o menadżerze piłkarskim, któremu załamuje się kariera i wyjeżdża do Białej Podlaski gdzie posiada dom, a jak się później okazuje… pół domu. Z tym właśnie są związane przeróżne perypetie.  Oś serialu kreci się wokół Pawła (czyli mojej postaci) oraz Anki czyli Karoliny Gorczycy.

P: Co Pana skłoniło do tego aby przyjąć rolę Pawła?
Krystian Wieczorek: Myślę, że przede wszystkim fakt, że ta postać jest komediowa. Ja będę mógł się trochę powygłupiać, pokazać – nie powiem, że inną twarz, bo grywałem też wcześniej różne rzeczy komediowe – ale tutaj myślę, że warto pokazać trochę dystansu do siebie, aktorstwa i do postaci. Ta rola jest bardzo dobrze napisana. Dawno nie czytałem tak dobrze skonstruowanej postaci. Serial będzie miał 13 odcinków, więc jest to zamknięta historia. Taką rolę też się inaczej tworzy. Gdy dowiedziałem się, kto będzie ze mną grał, to pomyślałem, że każdy pewnie chciałby być na moim miejscu, żeby móc zagrać z Erykiem Lubosem, Karoliną Gorczycą…

P: Słyszałam, że pojawia się też Natalia Siwiec…
Krystian Wieczorek: Zgadza się, ale ja z nią nie grałem. Ona była u nas na jeden dzień i zagrała tam jakąś małą rólkę, epizod.  Ja o tym raz powiedziałem i teraz wszędzie o tym mówią, ale tak to już bywa, ja się na to nie obrażam.  Ja w ogóle nie oceniam Natalii żeby była jasność. Oceniam dziennikarzy, którzy poświęcają najwięcej uwagi samej Natalii, a nie serialowi i aktorom, którzy tam mają o wiele więcej do zagrania. Ale takie są już prawa rynku…

P: Jesteśmy na gali „1000 razy M jak Miłość” gra Pan w tym serialu postać prawnika. Wielu aktorów zostało zaszufladkowanych w swoich rolach, a jak jest z Panem i postacią Budzyńskiego?
Krystian Wieczorek: Ja właśnie mam wrażenie, ze przyzwyczaiłem widzów do tego, że trochę się staram przemieszczać, co jakiś czas. A to robię „Czas honoru”, zagrałem w „Julce”, a to robiłem inne rzeczy…

P: A co z rolami kinowymi?
Krystian Wieczorek: Ostatnio zagrałem u Julka Machulskiego, w jego nowym filmie. Była to także rola z przymrużeniem oka, gdyż mówię tam po niemiecku. Ni w ząb nie rozumiem tego języka, ani nie mówię w tym języku, więc to też było dla mnie wyzwanie. A co dalej? Zobaczymy, czas pokaże. Myślę, że wszystko przede mną. Ja staram się każdą rzecz, którą robię, robić najlepiej jak potrafię. Nie dzielę ról na kinowe i telewizyjne, to nie ma dla mnie zupełnie znaczenia ani sensu. Staram się zawsze tak samo.

P: Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego!
Krystian Wieczorek: Dziękuję!