„Nie liczy się splendor, sukces i pieniądze, tylko wartości” – wywiad z Mają Sablewską

Przez wielu nazywana „Aniołem” i chyba ma to swoje logiczne uzasadnienie. Zmienia Polki na lepsze nie tylko na zewnątrz, a pomoc zagubionym i dotkniętym przez życie kobietom, jak sama mówi, dodaje jej skrzydeł.

O miłości i życiowych wartościach porozmawiałyśmy z Mają Sablewską.

10325714_880648351957947_2378354212848519807_n

Czytaj więcej

Zosia Ślotała, Edyta Olszówka, Edyta Herbuś i Jakub Tolak o chirurgii plastycznej

Nie da się ukryć, że operacje plastyczne są tematem tabu w polskim showbiznesie. Gwiazdy zarzekają się, że to matka natura dała im piękne, duże usta, jeszcze większe piersi, ogromne oczy i odstającą pupę. Oczywiście nie wszystkim. Znaczna część znanych pań zaobserwowała na sobie pewien proces, który można nazwać „drugim dojrzewaniem”. To właśnie podczas tego procesu puchną usta, rosną ponownie piersi a tłuszcz z ud samoistnie przesuwa się w stronę pupy.

Żadnego z tych dwóch zjawisk, jak się okazało nie doświadczyła Maja Sablewska. Była menadżerka gwiazd należy do niewielkiego procenta osób, które przyznają się do poprawiania urody.

Kilka dni temu Maja była gościem porannego programu „Dzień dobry tvn”. Na słynnej, białej kanapie zasiadła razem z Magdą Gessler. Obie Panie zostały zaproszone w celu odbycia dyskusji dotyczącej chirurgii estetycznej. Jak się okazało, Maja i Magda nie należą do tego samego obozu. Znana wszystkim restauratorka i żona chirurga medycyny estetycznej stwierdziła, że nigdy nie korzystała z usług swojego męża: „Ja się dobrze czuję ze sobą. Jak się poczuję trochę gorzej, albo będę miała czas, żeby poczuć się gorzej, to może coś zrobię. Ja ogólnie jestem jak Francuzka – nigdy nie zapukałam do drzwi kliniki medycyny estetycznej”. 

Na odzew Mai nie musieliśmy długo czekać. Tuż po zakończeniu programu napisała na swoim facebooku: „Nie lubię poprawności politycznej! Temat medycyny estetycznej w naszym pięknym kraju jest bardzo trudny. Osoby, które korzystają z zabiegów regularnie nie potrafią się do tego przyznać. Mowa o moich koleżankach z tzw. show biznesu. Nie rozumiem dlaczego ich zachowanie jest tak nieprawdziwe i brzydkie Wstyd ? Zakłopotanie? Obciach? Dla mnie to czysta hipokryzja. Uwielbiam Panią Magdę, jest piękną osobą, ale błagam Nie bójmy się przyznać, nie okłamujmy samych siebie!”

Ta śmieszna sytuacja (jak z resztą wszystkie, które dotyczą polskiego szołbazaru) skłoniła nas do porozmawiania z gwiazdami na temat operacji plastycznych. Podczas poniedziałkowego pokazu Łukasza Jemioła zapytałyśmy kilka osób o ich stosunek do operacji plastycznych, o to, czy coś poprawili w swoim wyglądzie i o to, dlaczego osoby zmieniające się w taki sposób… 

… mówią, że to kwestia genów.

Zosia Ślotała

Ja myślę, że to jest usiłowanie zatrzymania czasu, a tak naprawdę nie ma czego się wstydzić. Operacje plastyczne to  temat tabu w Polsce, który bez sensu moim zdaniem jest w ogóle rozdmuchiwany. Ja myślę, że jeżeli ktoś ma ochotę, czuję taką potrzebę – czemu nie. Nagonka na ludzi, którzy się przyznają jest bezsensowna.

A Ty potrafilabyś się przyznać do poprawienia swojej urody?

Wiesz, łatwo jest powiedzieć tak naprawdę przed faktem. Jestem jeszcze dzięki Bogu na tyle młoda, że tych zmarszczek nie mam, ale jak będzie za 10, 15, 20 lat – nie wiem.

Nie wydaje ci się, że zoperowane kobiety są do siebie przerażająco podobne?

I tutaj się pojawia problem licencji, które są rozdawane lekarzom, chirurgom plastycznym, którzy nieumiejętnie operują kobiety i one przez to wyglądają tak samo. A przecież nie o to chodzi. Każdy powinien być traktowany osobno. 

Edyta Olszówka

Ja myślę, że to są intymne historie, każdy sam decyduje o czym chce powiedzieć. Gdyby te operacje dawały szczęście i gdyby była to recepta na szczęście, to pewnie wiele osób by z tego skorzystało. Ale to nie jest receptą na szczęście. Czas idzie dalej, starzeje nam się wątroba, płuca, paznokcie, serce – dlaczego tym się nie przejmujemy? Jeżeli operacje plastyczne chwilowo kogoś zaspokajają to jasne, ale nie jest to receptą na szczęście. Może okazać się za 10 lat, że starzenie się jest trendy i co wtedy? (śmiech).
Jest też coś takiego, że może niektórzy są odporni na ból. Mi życie daje wystarczająco dużo bólu, więc ja sobie niczego dodatkowo nie zafunduje. Nie chciałabym wyglądać na 30 lat bo już miałam 30 lat. Teraz mam 42 lata i bardzo chciałabym wyglądać na tyle lat i chciałabym, żeby ktoś mi powiedział, że wyglądam dobrze. Nie zależy mi na tym, żeby wyglądać młodo bo ja już byłam młoda. To jest tak jak z graniem ról. Granie ciągle tej samej roli jest bardzo nudne.

Edyta Herbuś

Ja mam taką zasadę, że nie oceniam innych, skupiam się raczej na własnych decyzjach. Ja na dzień dzisiejszy nie czuję potrzeby poprawiania swojej urody, więc jest mi to temat bardzo daleki. Rozumiem, że łatwy dostęp do chirurgii estetycznej może być kuszący i wcale nie dziwi mnie, że tak dużo osób z tego korzysta, aczkolwiek myślę, że najważniejsza jest samoakceptacja i raczej na tym bym się skupiała, jeśli mowa o poprawianiu wyglądu.
Nie wiem czy bym się przyznała do poprawiania urody, nie korzystałam nigdy z takich usług. Jeśli byłby to jakiś mój duży kompleks to pewnie trudno by mi się o tym mówiło, a jeśli miałabym do tego dystans to pewnie łatwiej. 
Planuję uprawiać dalej zawód, który wybrałam sobie już dawno. Chcę tańczyć, chcę być aktorką, więc uważam, że wszystko co nas kształtuje w taki naturalny sposób jest jak najbardziej pożądane. Sztuczna, nieruchoma twarz uniemożliwiłaby mi wykonywanie zawodu, więc to jest kolejny argument ku temu, żeby jednak z tego nie korzystać i żeby innymi sposobami dbać o siebie. Jeśli się prowadzi zdrowy i aktywny tryb życia, to jest to najlepszy upiększacz moim zdaniem i dopóki mi się to udaje, to z tego korzystam.

Jakub Tolak

Nie jestem przeciwnikiem operacji plastycznych. Jeżeli ktoś ma jakiś wielki kompleks i operacja go wyleczy to ok. Gorzej, gdy zaczynamy wszyscy wyglądać tak samo – a tak się niestety coraz częściej zdarza. To jest moim zdaniem bezsensu, bo fajne jest w ludziach to, że różnią się od siebie.

A Ty chciałbyś coś poprawić w swojej urodzie? Na przykład…pozbyć się zmarszczek?

Zmarszczki są akurat spoko, są ładne (śmiech). Mężczyźnie zmarszczki podobno dodają charakteru. Ja mam jakieś obiekcje co do swojej twarzy, oczywiście, że tak, ale jakoś nie spieszy mi się do tego, aby odwiedzić chirurga plastycznego.

 

 

„Jeśli mogę, to wyjmuję swoje serce i kładę na talerzu” – wywiad z Mają Sablewską

Kilka miesięcy temu dostała swój program na TVN Style. Od tego momentu ciągnie się za nią pasmo sukcesów – stała się dzięki niemu inspiracją dla wielu kobiet. Niegdyś ekspert od wizerunku wielkich gwiazd, dziś – tysięcy Polek! Z Mają Sablewską, bo o niej mowa, porozmawiałyśmy podczas jubileuszowego pokazu Paprocki&Brzozowski.

 

K&P: Zmieniłaś ostatnio nieco swój image – sukienki, mocniejszy makijaż…

M: Ja po prostu tak mam, że jak coś czuję to, to robię i się nad tym nie zastanawiam, czy ktoś mówi, że odsłaniam swoje wady czy zalety. Jak się dobrze czuję, to po prostu tak jest i nie obchodzi mnie opinia ani mediów ani ludzi, którzy różnie do tego podchodzą.

K&P: Skończyła się właśnie pierwsza edycja Twojego programu. Podobno w kolejnej mają pojawić się również mężczyźni.

M: Tak, skończył się program i okazał się on ogromnym sukcesem. Jest to dla mnie nagrodą i więcej nie potrzebuję w tym roku, na prawdę. Jeśli ludzie pokochali ten program, to znaczy, że to, co robię i kocham, ma sens. Przygotowujemy drugą edycję i rzeczywiście mamy zamiar wziąć do niej mężczyzn. Dowiedziałam się też dzisiaj i jest to najważniejszą rzeczą dla mnie, że program będzie od grudnia na kanale iTVN, czyli będą mogli go oglądać ludzie na całym świecie. To jest dla mnie ogromny prezent, także tak naprawdę można powiedzieć, że ja również mam dzisiaj urodziny (śmiech).

K&P: Gratulujemy! W programie udało Ci się zmienić wizerunek 13 kobiet. Czy któraś z nich powróciła do swych dawnych przyzwyczajeń?

M: Mam nadzieję, że nie! Wiecie dziewczyny, to jest tak, że ja nikogo na siłę nie mogę zmuszać. Ja im wszystkim daję całe dobrodziejstwo, które mam. Wszystko dobre, co mogę im przekazać, to im daję. Te, które chcą, to biorą i korzystają, a jeżeli są słabe, to tego nie robią. Większość na pewno wzięła to do serca i wiele zmieniła. Są też wyjątki, które zmieniły swoje życie o 180 stopni. Wiecie jak jest ze mną – ja, jeśli mogę, to wyjmuję swoje serce i kładę na talerzu. Ale nie będę tego robiła na siłę, bo już raz to zrobiłam, w przypadku współpracy z Edytą na przykład i to się nie udało. Im więcej dawałam, tym więcej dostawałam po dupie. Nie chcę tego więcej.

K&P: Każdy z bohaterów Twojego programu był wyjątkowy na swój sposób. Która z bohaterek najbardziej utkwiła w Twej pamięci?

M: Chyba ostatnia, czyli Ewa na wózku. To była niesamowita historia – gdy pojawiła się u nas na kanapie, traktowałam ją zupełnie normalnie. W pewnym momencie powiedziała mi, że chciałaby pójść do ślubu na własnych nogach. Kompletnie nie wiedziałam, co zrobić, ale powiedziałam jej, że to czuję i to jej bardzo pomogło. Ostatecznie wylądowałam u niej na ślubie i to było wspaniałe, bo to wszystko było mocno autentyczne i prawdziwe. Mam do tego ogromny sentyment. Ale tak na prawdę wszystkie bohaterki wspaniałe.

K&P: Utrzymujesz z nimi kontakt?

M: Jasne, albo rozmawiamy na facebook’u, albo dzwonimy do siebie. Ja się zawsze śmieję, że mam 13 nowych przyjaciółek.

K&P: Dziękujemy Ci za rozmowę i życzymy w takim razie dalszych sukcesów!

M: Dzięki dziewczyny!