I’m your biggest fan I’ll follow you until you love me…

Screen Captures63

Są wzorcem dla wielu osób, ale sami także posiadają swoich idoli. Którą zagraniczną gwiazdę chciałaby poznać Natalia Siwiec? O którym piosenkarzu marzyła kiedyś Doda? Kim dla Maffashion jest idol? Koniecznie przeczytajcie!

Czytaj więcej

„Nie każdy wywiad jest sielanką…” – wywiad z Marcinem Cejrowskim, cz. 2

Mieszkałeś jakiś czas w Stanach… Zastanawiam się, co robisz tutaj, czemu nie ma Ciebie właśnie tam?

Może i tam będę. Zobaczymy jak to się potoczy. Potrafię się odnaleźć w prawie każdym miejscu. Dobrze mi się mieszka w Warszawie, dobrze mi się mieszkało w Nowym Jorku, dobrze było w Londynie – chociaż tam szczerze mówiąc najmniej -bo nie przepadam do końca za tym miastem. Całkiem nieźle też radziłem sobie w Berlinie. Więc nie mówię nie. Teraz mam nawet kilka spotkań biznesowych w Nowym Jorku. Stamtąd lecę do Kanady. Nie będzie mnie prawie 3 tygodnie w Polsce i muszę Ci powiedzieć że, mimo, że w Nowym Jorku będzie zimno, a w Toronto będzie jeszcze gorzej – cieszę się, bo doładuję akumulatory. Jest tam zimno, ciemno i też buro, ale jednak energia tego miasta, energia ludzi, Manhattanu i innych miejsc, jest zupełnie inna.

Osiągnąłeś tak wiele, a trochę mam wrażenie, że uważasz, że to ciągle mało.

Liczy się to, co przede mną. Czerpię naukę z przeszłości, jednak jestem zodiakalnym bliźniakiem, a dla  nas bliźniaków ważne jest to, co będzie. Nie wracam do tego, co było.

Ja też jestem bliźniakiem i notorycznie wracam.

Wracasz? To nie wracaj. Idź do przodu! Będzie jeszcze czas, aby wracać. Mogę Ci poopowiadać, że zrobiłem zajebisty wywiad z Julią Roberts, Anthony Hopkinsem, miał być wywiad 5-cio minutowy, zamienił się w pół godzinny. Mogę Ci poopowiadać, na jakie private parties byłem zapraszany, mogę opowiedzieć o aktorkach i aktorach,  którzy do mnie mailowali po wywiadach żeby umówić się na randkę. Ale to już było. Idziemy do przodu – co dalej? Action, action! Robiłem tak wiele rzeczy, że mógłbym tak opowiadać i opowiadać. O Nowym Jorku, filmach dokumentalnych, setkach materiałów, które zrobiłem dla DDTVN, o wywiadach, działalności charytatywnej itd. O pracy w Ford Models Agency w Nowym Jorku, kiedy musiałem dorobić na kieszonkowe. O tym, że przez rok byłem menagerem Maryli Rodowicz. Tylko po co?

Powiedz mi w takim razie, z jaką „hollywódzką” gwiazdą zrobiłeś swój pierwszy wywiad?

To był John Malkovich. Miałem wtedy 24 lata, zrobiłem ten wywiad dla TVP. Świetny facet i powiem nieskromnie genialna rozmowa!

Nie stresowałeś się przed?

Nie. Mnie nie stresują rozmówcy. To też ludzie.

 Nie obawiasz się gwiazd, które gwiazdorzą?

To jest ich strata. Gwiazda zgadza się na wywiad w konkretnym celu. To jest show biz kochana i albo celem jest promocja filmu, albo promocja siebie samego, albo produktu albo jeszcze czegoś innego. Udzielając wywiadu podnosisz swoją wartość rynkową, proste. Jednak nie każdy wywiad jest sielanką, tak  miałem z Halle Berry. Masakra.

Dlaczego masakra?

Jej menager zgodził się na 3 pytania. A ona odpowiedziała mi na pierwsze dwa: „yes” i „no”. Rozumiesz…

Nie wzbudziło to w Tobie niechęci?

(śmiech) prawie spadłem z krzesła. Jednak dobrze przygotowałem się do tego wywiadu. Poza tym kupiłem jej prezent. Po dwóch odpowiedziach po prostu jej go wręczyłem. Przekupiłem ją.

Co jej dałeś?

Zegarek w kształcie ust, straszny koszmarek (śmiech). Kilka dni wcześniej Halle miała jakąś aferę z paparazzi. Wyzwała ich od najgorszych. Dałem jej zegarek i powiedziałem: „well, next time you better watch your lips”„Watch”„lips”. Rozbawiło ją to i zaczęła się rozmowa. Co się potem okazało, że bardzo przypominałem jej byłego narzeczonego, z którym właśnie się rozstawała. Potem zostałem zaproszony na jakieś party z panią Berry. Nie miałem czasu, więc nie poszedłem. Tydzień później dostałem maila od jej menagera, że jeśli kiedykolwiek będę w Los Angeles to Halle Berry zaprasza, i z przyjemnością poświęci mi więcej czasu. Nie skorzystałem, jeszcze (śmiech).

No tak, ale ma się też swoich idoli, którzy są na swój sposób dla nas ważni i taka rozmowa z nimi może chyba stresować?

Ja nie mam idoli, mam za to autorytety. Dla mnie autorytetem jest Tadeusz Mosz, Nina Terentiew Oprah Winfrey, Jay Lenno. Ryszard Kapuściński. Są też nimi moi rodzice. Idoli nie mam. Nigdy nie miałem  plakatów nad łóżkiem.

Czyli nigdy nie byłeś fanem żadnego zespołu muzycznego?

Słucham muzyki w samochodzie. Mam sto tysięcy różnych płyt. Słucham właściwie wszystkiego Radia Pin, RMF Classic, Chilli Zet, właściwie wszystkiego.

Z tego, co mi wcześniej powiedziałeś wnioskuję, że nie ma dla Ciebie czegoś takiego jak podział „wielka gwiazda z Hollywood/pani Krysia z kiosku”?

Wręcz przeciwnie – pani Krysia z kiosku może mieć miliard fantastycznych historii, może mieć skomplikowane życie wewnętrzne, że gwiazda z Hollywood to przy niej małe miki. Nie warto oceniać książki po okładce. Nie ważne, pani Krysia z kiosku, czy prezydent Obama. Najważniejsza jest prawda i marzeniem każdego dziennikarza, jest to żeby, choć rąbek tej prawdy uchylić

Udało Ci się kiedyś podczas wywiadu pokazać tę prawdę?

Wywiad z Andreą Bocellim. Wiosna tego roku – poleciałem do Toskanii, gdzie miałem umówiony u niego w domu 5-cio minutowy wywiad. Mówię „nie, no nie może być 5 minut, to jakaś masakra”. Gdy zameldowaliśmy się w hotelu, powiedziałem mojemu operatorowi: „słuchaj, ja jestem ciągle zapracowany, nigdy nie mam na nic czasu. Mamy teraz chwilę, pójdę ot tak sie przejść” i po drodze wszedłem do sklepu – salonu Gucciego. Pani sprzedawczyni była bardzo zdziwiona, że jak to, bo nikt nie robił u nich zakupów od 3 miesięcy (sprzedaż funkcjonuje u nich w sezonie, a to był nadmorski kurort i sezonu wtedy nie było). Mówię jej, że przyleciałem na wywiad z Andreą Bocellim, a ona na to, że go ubierają.  Od słowa, do słowa i dzięki tej Pani i tym zakupom poznałem trenera Andrei Bocell’ego, właścicielkę jego ulubionej kawiarni, księdza, który chrzcił jego dzieci i jeszcze kilku znajomych. Jednym słowem 1000% normy. Z 5 minutowego wywiadu powstał pół godzinny film.

A jak przebiegła sama rozmowa z Andreą? Ciężko uwierzyć, że naprawdę się tym nie stresowałeś.

Nie- to on się bardziej spinał, dlatego początek rozmowy był fatalny. Kiedy jednak  wymieniłem imiona jego przyjaciół rozmowa potoczyła się w zupełnie innym kierunku. Poznałem faceta z krwi i kości. Faceta, który leni się w siłowni, nienawidzi ćwiczeń kardio, ale za to pierwszy skacze ze spadochronu. Nie widzi, a mimo to przywiązuje ogromną wagę do tego jak wygląda. No i widzisz z 5-cio minutowego wywiadu zrobił się pół godzinny program mega exclusive.

Co Cię najbardziej pociąga w Twojej pracy?

To, że ja nigdy nie wiem, co się wydarzy. To, że dzisiaj siedzę tutaj z Tobą, jutro mogę być w Tajlandii, albo w Nowym Jorku, albo w RPA, Londynie lub Paryżu. Albo mogę siedzieć przez 3 miesiące w domu, bo nie będzie zleceń. Mój program został zdjęty, bo ścięli nam budżety. Wiesz, że nic nie wiesz, ale ja lubię niespodzianki.

Nie czujesz się czasem samotny? Bo paradoksalnie często tak jest, że ludzie, którzy są rzekomo otoczeni ludźmi, czują się samotni…

Nie wiem, każdy z nas czuje się czasem samotny, ale czy to jest dominujące uczucie? Nie powiedziałbym… Nie. U mnie się dzieje, jest non stop color. Być może jest non stop color,non stop action, action, bo brakuje jakiś takich stałych punktów w życiu.

Widzę na twojej ręce czerwoną nitkę, wyznajesz kabałę?

Tak, mam czerwoną nitkę przykrytą zegarkiem (śmiech). Przyjaźnię się z wieloma osobami z Centrum Kabbalah Polska. Czy wyznaję? Myślę, że to za dużo powiedziane. Podziwiam i bardzo chciałbym podchodzić do spraw i życia tak jak oni podchodzą.

To jest chyba dość modne wśród gwiazd Hollywood…

Hmm… nie wiem, czy to kwestia mody, chyba jednak świadomości.

 

„Dla mnie zawsze ważniejsi byli moi rozmówcy”-wywiad z Marcinem Cejrowskim, cz. 1

Znany wszystkim jako dziennikarz Polsatu prowadzący „Kronikę Towarzyską”. Na swoim koncie ma dziesiątki wywiadów z największymi gwiazdami Hollywood. Liznął „amerykańskiego snu”, a mimo to, spełnia się zawodowo w Polsce. Z pozoru poważny, poukładany  facet… a tak na prawdę? Nie bojący się niczego „świr” i „moron” – jak sam o sobie mówi. Z Marcinem Cejrowskim, bo o nim mowa, przeprowadziłam bardzo długą rozmowę m.in. o show biznesie, miłości do samego siebie, a także fundacji, której jest ambasadorem. Zapraszam do przeczytania pierwszej części naszej rozmowy.

 

Powiedziałeś, że niechętnie udzielasz wywiadów…

Bardzo niechętnie.

Zastanawia mnie zatem, jak to możliwe, że tak szybko zgodziłeś się na naszą rozmowę. Napisałam do Ciebie, a Ty od razu się zgodziłeś…

Ujmuje mnie to, gdy ktoś zaczyna swoją przygodę z dziennikarstwem. Pamiętam swoje początki. Łatwo nie było. Jeżeli ktoś dopiero zaczyna, to czemu miałbym odmówić? (śmiech) Poza tym jestem ciekaw nowego pokolenia (jakkolwiek by to nie brzmiało), które wchodzi w zawód. Jest on bardzo skomplikowany, trudny i tak naprawdę bardzo, bardzo wymagający. Jeżeli zatem prosi mnie o wywiad  ktoś, kto dopiero zaczyna swoją historię z dziennikarstwem, to po pierwsze bardzo mi miło, a po drugie z reguły nie odmawiam takim osobom. Staram się  pomagać ludziom, którzy zaczynają swoją przygodę z dziennikarstwem. Ile Ty masz lat?

21.

Jesteś 10 lat ode mnie młodsza. Ja w Twoim wieku mieszkałem w Nowym Jorku i myślałem o zupełnie innej historii dla siebie. Tak naprawdę dziennikarstwo przyszło do mnie na dobre dopiero 2-3 lata później. Dlatego się zgodziłem. Zawsze powtarzam, że „sky is no limit”. Jeżeli ktoś pisze do mnie na fejsie, nagle, tak po prostu, na zasadzie: „hej, chciałabym zrobić z Tobą wywiad”, to myślę „ok, that’s a good start” to jest dobry początek, bo jeśli nie przełamiesz jakiejś bariery, nie wejdziesz w odrobinę takiej bezpośredniości zakrawającej nawet na bezczelność, to nic nie zrobisz w tym zawodzie.

W takim razie, czy wielkim mediom odmawiasz wywiadów?

To też nie tak. Lubię, kiedy coś się dzieje po coś. Nigdy nie dbałem o autopromocję. Nie zależało mi na kreacji. Dla mnie zawsze ważniejsi byli moi rozmówcy. To jest może trochę stara szkoła, albo może moje podejście. Jeżeli wchodzisz w autokreację, zawsze płacisz cenę. Czasem szybciej, czasem później, ale płacisz. Oczywiście jest łatwiej o nowy program, szeroką rozpoznawalność, ale z drugiej strony rezygnujesz ze swojej sfery prywatności, a to już jest słaba opcja. Patrząc na niektórych moich znajomych z branży myślę, że mocno się pogubili. Żyją w swoim narysowanym świecie, stworzonym na potrzeby autopromocji, cóż można i tak. Sama wiesz  co się sprzedaje w mediach, czego szukamy w internecie. Wczoraj wchodziłem na portale i teraz szaleństwo w klikalności odbywa się w kontekście Natalii Siwiec, która dała wykład na Uniwersytecie Wrocławskim. I super, niech robi to dalej!

Znasz się z Natalią prywatnie?

Tak, poznaliśmy się na planie teledysku – artyści na rzecz zwierzaków. Natalia jest fajną otwartą dziewczyną, nikogo nie udaje, so what, że jest zrobiona? Co z tego, że ma sztuczne piersi, wypełnione usta i doczepione włosy? Obrazek jest spójny. Jeśli jest zapotrzebowanie na wykłady Natalii Siwiec to, czemu nie? Jako element popkultury, jest to super. Trzymam kciuki za Natalię, ona nikogo nie udaje.

Teraz ogólnie w mediach jest szał na sławę, nowych celebrytów.

Tak, to jest to, co się teraz klika. Wiesz, zrobić sobie tzw. twarz w Polsce jest bardzo łatwo. Wystarczy romans – tabloidowy romans. Lecisz… Tak też to zresztą funkcjonuje na całym świecie, niczego nowego nie odkrywamy. W Polsce być może ten świat jest dużo bardziej hermetyczny niż np. w Stanach, w Anglii, czy nawet w Niemczech. Tu masz kalejdoskop tych samych twarzy, trudno się przebić do mainstreamu komuś nowemu. Ale jeżeli ktoś tego bardzo chce, jest w stanie to zrobić w miesiąc.

Teraz ogólnie bardzo dużo osób weszło do show biznesu na zasadzie „taniej kontrowersji”. Myślisz, że gdybym zrobiła to samo, pokazała np. cycki, to mogłabym kiedyś wyjść na prostą i być docenianą, jako dziennikarka Twojego pokroju, a nie „ta od cycków”?

Słuchaj, nigdy nie wiesz! A może ja wszedłem do świata dziennikarstwa przez lóżko? (śmiech) Nie zrobiłem tego, ale są ludzie, którzy tak zrobili. Ja nauczyłem się jednego przez te lata – żeby nie oceniać. Każdy ma własny sposób na to, żeby wyciąć swój kawałek tortu. Każdy sposób jest dobry na osiągnięcie swojego celu. Jeden warunek, musisz wiedzieć po co idziesz do tego świata. Po co do niego pukasz? Jeśli jest to pukanie dla pukania, na zasadzie takiego krótkiego spięcia „no dobra zapukam, spróbuję może będzie fajnie„, to jest to strata czasu.

Powiedziałeś też kiedyś w wywiadzie, że nie lubisz odpowiadać na pytania, bo to Ty lubisz pytać.

Uwielbiam! Z chęcią bym cię przepytał z Twojego życia, startu w zawodzie (śmiech). Odrostu, który widzę – dwutygodniowy co najmniej (śmiech). Ale to dobrze, przynajmniej widać, że masz zdrowe włosy. Ja też jestem teraz przed wizytą u fryzjera i być może wyjdę od niego siwy. Jest taki patent.

Jak to?

Zaproponowano  mi siwe włosy – czemu by nie? Włosy odrosną, a ja chcę zrobić to dla siebie, coś zmienić. Dobrze czasem skoczyć na głęboką wodę, w jakimś takim mega poukładanym życiu. Bo tak sobie myślę – uprzedzając Twoje pytanie (śmiech) – ja całe życie i zawodowo i prywatnie byłem bardzo poukładany i sobie myślę, że to jest być może jakiś taki czas, żeby trochę odpuścić.

Ty poukładany? Przyznam się, że przejrzałam Twój profil na facebook’u od deski do deski i uznałam, że jesteś totalnym świrem! Jestem w szoku, kiedy mówisz, że jesteś poukładany.

(śmiech) Ja mam ogólnie etykietę bardzo poukładanego faceta. Taki jest mój wizerunek. Faceta, który jest z centymetra odcięty. Wygrywa rankingi, najlepiej ubrany itd. A ja jestem świrem i wiesz co? Lubię to!

Przeglądając Twój profil trafiłam też na wyraz „moron”. Z angielskiego to znaczy właśnie świr albo kretyn. Bardzo często go używasz.

Ja bardzo lubię wprowadzać obcojęzyczne słowa do słownika polskiego. Pewnie prof. Miodek by mnie za to zrugał, ale lubię to i basta! O dziwo większość moich znajomych podchwyciła ten trend i od słowa moronpowstały kolejne, czyli moronka, moronować, zmoronować, odmoronować, etc. To jest taka zabawa słowem. No tak. Świr! (śmiech) Woliński ma swoją windę, a ja mam morona! (śmiech)

Zabawne, jak wiele można wyczytać z Twojego profilu na fejsie! Dowiedziałam się, że lubisz słówko moron, jesteś świrem i dodajesz bardzo dużo, że tak powiem brzydko „samojebek”!

Absolutnie, uwielbiam samojebki! Robię je z pełną premedytacją. To jest absolutnie sarkastyczne. Żyjemy w świecie narcyzów. Przeglądamy się w oczach swoich współrozmówców, partnerów.

Ty też jesteś egoistą?

Oczywiście, że jestem.

I narcyzem?

Jasne. Myślę, że każdy jest narcyzem, tylko większość ludzi wstydzi się do tego przyznać, albo zupełnie niepotrzebnie się z tym kryje. Wiem, że jestem przystojnym facetem. Czy to zbrodnia? Widzę, jakie robię wrażenie na kobietach i mężczyznach. Absolutnie widzę to pod każdą szerokością geograficzną (śmiech). Tylko co z tego?  Z drugiej strony absolutnie nie traktuje tego serio.

Singiel aż po grób!

Bardziej bym to nazwał monogamią seryjną. Gdzieś tam mamy wszystko zapisane w gwiazdach. Co ma być, to będzie i być może, wszystko się jeszcze zmieni. Podchodzę do tego z dystansem, bo poza wszystkim uwielbiam się dzielić, a to chyba zaprzeczenie egoizmu. Jestem bardzo zaangażowany w przeróżne historie charytatywne – i to tak, naprawdę zaangażowany.

Jesteś ambasadorem Fundacji Wiewiórki Julii.

Dokładnie. Jest to Fundacja,  która leczy dzieciakom zęby i je bada. Przez ostatnie 12 miesięcy przebadaliśmy przeszło 6 tysięcy dzieci w całej Polsce. Razem z Emmą i Juliettą Kiworkowymi  postanowiliśmy zmieniać polską rzeczywistość. Jak na razie całkiem nieźle nam to wychodzi. Fantastyczne jest to, że dołączają do nas kolejne osoby. Kilka dni temu naszym wolontariuszem został Michał Wiśniewski. Pojechaliśmy razem do kliniki „Budzik” gdzie pomagaliśmy wolontariuszom w badaniu dzieci w śpiączce. To są takie chwile, kiedy czujesz, że to, co robisz naprawdę ma sens. Widzisz 15-sto letniego chłopca w łóżku, który jest w śpiączce 3-ci miesiąc, który ma przykurcze. Stracił przez te miesiące 10-15 kg, patrzysz na jego mamę, która jest przy nim cały czas. Wiesz, że ten chłopiec próbował popełnić samobójstwo, bo dziewczyna powiedziała mu, że jest w ciąży. Wiesz, że  chciał się powiesić. Dziś jest w śpiączce.

To straszna historia… Dużo jest dzieci w tej klinice?

W klinice leży 14stu małych albo nastoletnich pacjentów. Przyjeżdżasz tam, rozmawiasz z opiekunami tych dzieci, patrzysz na Ewę Błaszczyk, która zbudowała tę klinikę od podstaw. W takiej chwili, choćbyś nie wiem jak był zakochany w sobie, to wiesz, że to jest bez znaczenia i wiesz, że życie jest tu i teraz. Wchodzisz do takiego miejsca i słyszysz jakiś taki nieludzki skowyt chłopca, który jest właśnie rehabilitowany i po pierwszej, po drugiej, po trzeciej wizycie nie reagujesz na zasadzie „Boże, co się tam dzieje”, tylko wiesz, że ten chłopiec w ten sposób się komunikuje. Wchodzisz do niego, kładziesz rękę na jego ramieniu, mówisz do niego, rozmawiasz z jego rodzicami. Naprawdę polecam wszystkim, którzy chwilami  gubią sens i mają poczucie, że wszędzie już byli, wszystko robili. Warto czasem się  zatrzymać i tak naprawdę w coś zaangażować.

Niestety zdarza się, że niektórzy angażują się tylko do zdjęcia.

Wiesz, bo można tak się angażować do zdjęcia… Jakiś czas temu brałem udział  w kilku projektach i dwóch teledyskach m.in. „pomaganie jest trendy” i ani razu nie stanąłem tam na ściance. Nie robię tego po to, żeby stanąć na ściance. Chociaż nie oceniam osób, które to robią i się angażują, natomiast mnie się to nie do końca składa jedno z drugim. Albo dobroczynność, albo ścianka. Ale wiesz… z drugiej strony, też opowiadam o pomaganiu i może nie powinienem tego robić.

Z tym, że to widać, kiedy komuś chodzi o promocję, a kiedy rzeczywiście jest zaangażowany…

Dla mnie rodzaj terapii, odskoczni. Julietta Kiworkowa, która jest założycielką  fundacji to  niesamowita kobieta. Zresztą jej córka, Emma podobnie. To jest taka moja druga rodzina warszawska, jesteśmy blisko. Grom wydatków spoczywa na plecach tej kobiety, a ona jeszcze otwiera gabinet stomatologiczny w Armenii, skąd pochodzi, a że z finansami bywa  różnie, to żeby go otworzyć (bo obiecała), sprzedaje część swojej biżuterii. I tu stawiam kropkę. Pokaż mi więcej takich przypadków.

Narcyz, egoista, ale z jakim wielkim sercem!

Człowiek, który nie kocha siebie, nie potrafi kochać innych. Jeżeli siebie nie zaakceptujesz, nie dogadasz się z innymi.. Jestem wielkim fanem Dawida Wolińskiego, który strzela sobie fotki w windzie! Zaczął instagramować, miał jakiś pomysł i ok, to jest super! Chociaż jest to też pewien rodzaj kreacji. Znam Dawida prywatnie, to bardzo fajny facet. Dobry człowiek angażujący się też m.in. pracę  naszej fundacji. Teraz na wiosnę przygotowujemy wspólnie projekt. Ludzie jadą po nim hejtem, ale z drugiej strony, to jest show biz, to mu daje unikalność oraz lokacje w pudelku i tego typu portalach. Wymyślił sobie windę i bodajże w Elle czy jakiejś innej Grazii, była już cała historia pt. „Winda Wolińskiego”. Tak to się dzieje. Tak się kręci show biznes i nie ma co się obrażać.

Do tego trzeba mieć dystans, a ludzie go kompletnie nie mają.

Dawid ma fantastyczny dystans, zrobił „Windę Wolińskiego” i niech robi sobie dzióbki i co tam jeszcze. Nie robi przecież niczego złego. Bo czy czymś złym jest podobanie się sobie samemu?

Nie jest, jednak ludzie to krytykują.

A dlaczego to krytykują? Bo sami nie lubią siebie. To chyba wina klimatu. Jest godzina 15:30, a już jest buro na zewnątrz i tak też będzie przez następne 5 miesięcy. Może, więc o to chodzi…