„Chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby z moim wyglądem obsadzić mnie, jako komendanta policji” – wywiad z Kacprem Kuszewskim

„M jak miłość” to najczęściej i najchętniej oglądany polski serial. Losy słynnej rodziny Mostowiaków mamy okazję śledzić już od ponad 10 lat. Jedną z głównych i najbardziej charakterystycznych postaci jest postać Marka Mostowiaka – niegdyś buntownika, dzisiaj odpowiedzialnego ojca trójki dzieci. W tę rolę niezmiennie, od pierwszego odcinka wciela się Kacper Kuszewski – według nas, aktor kompletny. Nie tylko fenomenalnie gra, ale i śpiewa i tańczy…Nie bez przyczyny został obsadzony w głównej roli w musicalu „Berlin 4 rano”. Po 9 latach aktor powrócił na ekrany kin w zupełnie nowej odsłonie. Tym razem dał poznać się widzom jako policjant i to bardzo…”pierdołowaty” policjant. Czy fenomenalna i przezabawna rola w najnowszej komedii „Wkręceni” otworzy przed nim kolejne drzwi?

 

Postać policjanta Grygalewicza  to Pana pierwsza większa kinowa rola…

Nie. 13 lat temu zagrałem sporą rolę w filmie „Strefa ciszy” Krzysztofa Langa (to jeszcze było przed „M jak miłość”), kilka lat później pojawiłem się u boku Piotra Adamczyka w  filmie „Karol, człowiek, który został papieżem”, ale faktem jest, że  odkąd ruszyło „M jak miłość” zostałem utożsamiony z postacią, którą tam gram.  I to nie tylko przez widzów, ale najwyraźniej również przez producentów i reżyserów. Jeśli chcę ich przekonać,  że mogę zagrać coś jeszcze, to dużo pracy przede mną. Mam nadzieję, że ten film jest  krokiem w tym kierunku. Bardzo się cieszę, że miałem możliwość zagrania postaci zupełnie innej od tej, z którą wszyscy mnie kojarzą. Jest to postać charakterystyczna, komediowa. W dodatku wyglądam zupełnie inaczej,  większość osób pewnie nie rozpoznaje mnie nawet na plakacie. Mogłem też posłużyć  wyrazistymi środkami aktorskimi. To była wielka przyjemność, chociaż przyznaję, że miałem ogromną tremę, bo z komedią jest tak, że o tym czy jest dobra, dowiadujemy się dopiero widząc reakcje widowni w kinie.

Towarzyszyła Panu trema?

Tak! Dzisiaj wieczorem, przed rozpoczęciem! Naprawdę,  byłem pełen obaw. Teraz, po obejrzeniu tego filmu, mogę śmiało powiedzieć, że jest to  dobra, zabawna komedia!

Nagle pojawia się Dominika Kluźniak i krzyczy:

Zajebisty! To jest zajebisty film! (Śmiech)

Kacper Kuszewski, kontynuuje…

To jest Dominika, która też widziała ten film dzisiaj pierwszy raz. Uważam, że była świetna.  Trzej panowie, którzy grali główne role również byli cudowni. Krzysiek Stelmaszczyk, Monika Krzywkowska… właściwie nie ma tu słabej roli.  Myślę, że nie było dawno w Polsce takiej sympatycznej komedii. Na tym filmie się nie rechocze, tylko ogląda się go z  uśmiechem na twarzy.  Cieszę się, że w takim właśnie filmie i w takim towarzystwie udało mi się wystąpić po tak długiej przerwie.

Jak Pan się przygotowywał do tej roli? Było w niej bardzo dużo mimiki…

Czasu na przygotowanie było bardzo mało,  ten film powstawał w zabójczym tempie. Nie było czasu ani na próby, ani na spotkania, musialem improwizować.  Piotr Wereśniak bardzo ufa aktorom, daje im dużo wolności  i jest niezwykle oszczędny w dawaniu wskazówek, więc po pierwsze trzeba wykazać własną inicjatywę, a po drugie trzeba się zdać na własną intuicję. Mam nadzieję, że moja intuicja mnie nie zawiodła (śmiech). Jedyna uwaga, którą dostałem od Piotra Wereśniaka brzmiała: „odważnie!”… No więc grałem odważnie (śmiech)

Jak Pan dostał tę rolę?

Dwa lata temu w Teatrze Roma w Warszawie na małej scenie, odbyła się premiera spektaklu „Berlin 4 rano”, w którym gram z Kasią Zielińską, Anią Głogowską i Rafałem Maserakiem. To jest spektakl muzyczny, w którym śpiewamy piosenki z kabaretów niemieckich z lat 30. Piosenki są oczywiście przetłumaczone na język polski. Aranżacje są unowocześnione, a piosenki są odważne i dosyć perwersyjne (śmiech).  Każda piosenka to inna postać i ja wcielam się tam w kilkanaście różnych postaci, zmieniam kostiumy itd… Producent filmu „Wkręceni” był na tym spektaklu i po premierze podszedł do mnie i powiedział : „Panie Kacprze, ja nie wiedziałem, że Pan ma takie możliwości!”. Dwa lata później dostałem propozycję zagrania w filmie. Nic nie bierze się znikąd (śmiech)

Jaka była Pana reakcja po przeczytaniu scenariusza?

Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że mimo niewielkich rozmiarów ta rola będzie dla mnie wyzwaniem. Chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby z moim wyglądem obsadzić mnie, jako komendanta policji.Ja chyba mam szczęście do takich przewrotnych pomysłów, bo z pierwszym filmem, w którym zagrałem – „Strefa Ciszy”-  było podobnie.  Zagrałem tam rolę psychopatycznego, młodego przestępcy – chłopca z marginesu. Wtedy, to już w ogóle wyglądałem jak  słodki, grzeczny 16-latek  ale reżyser chciał, żebym właśnie ja to zagrał. I okazało się, że byłem w tej roli wiarygodny. Teraz jak widać, ponownie mi się udało.

Co było najtrudniejsze do zagrania w tej postaci?

Myślę, że najtrudniejsze było to, żeby z tak niewielkiej ilości materiału stworzyć postać,  którą się zapamiętuje, mimo, że wiele się dzieje w tym filmie i koledzy grają fantastycznie. Mam nadzieję, że ten mój komendant Grygalewicz, gdzieś tam będzie zapamiętywany i ludzie będą mówić: „ O! Kuszewski go zagrał!”.

Będzie się Pan teraz starał o więcej takich kinowych ról?

Bardzo chciałbym pokazywać się publiczności od różnych stron. W zawodzie aktora, najbardziej kręci mnie to, że można grać różne postaci. Na pewno nie chciałbym grać tylko jednej roli już do końca życia.

Jak Pan porównuje granie postaci Marka Mostowiaka, do Policjanta Grygalewicza? To dwie różne role…

To dwie różne role, tak… Ja muszę wspomnieć, że moją profesorką/opiekunką w szkole teatralnej w Warszawie była Anna Seniuk. Była moim mistrzem. Jest to wybitna aktorka komediowa, słynąca z tego, że potrafi korzystać z niezwykle wyrazistych środków zarówno na scenie, jak i w filmie, w bardzo wiarygodny sposób. Przez kolejne 3 lata po szkole, byłem asystentem Anny Seniuk, więc myślę, że dostałem dobrą szkołę. Grając w tym filmie mogłem wykorzystać te umiejętności. Chociaż dla tych, którzy chodzą do teatru, mój udział w tym filmie nie będzie niespodzianką.

Niestety ludzie nie za często chodzą do teatrów…

Myślę, że gdyby ludzie częściej chodzili to teatru, oglądali aktorów w innych rolach, to łatwiej byłoby nam wychodzić z szuflad.

Zdarzyło się Panu kiedyś kogoś wkręcić?

Niestety jestem bardzo kiepskim kłamcą… mimo, że jestem aktorem.  Aktorstwo to jest zupełnie inna rzecz. Na scenie potrafiłbym zagrać kłamstwo, w życiu prywatnym bardzo źle mi to wychodzi (śmiech).