„Na planie „Wkręconych” często się gotowaliśmy!” – II część wywiadu z Pawłem Domagałą

Twoja wymarzona rola?

Strasznie chciałbym zagrać Holdena z „Buszującego w zbożu”. Przez bardzo długi czas ta postać chodziła mi po głowie, nawet mieliśmy wystawiać sztukę w teatrze, ale nie dostaliśmy praw (śmiech). A poza tym, to nie mam takiej konkretnej postaci, ale myślę, że jak przeczytam scenariusz, to będę wiedział, czy to jest rola moich marzeń. Dość często tak mam – czytam i mówię do siebie: „o kurde! To jest rola moich marzeń” (śmiech) Nie ma jednak takiej jednej, konkretnej. Wszystko też zależy od etapu życia, w którym się znajduję.

Etapu życia?

Czasami coś się dzieje w twoim życiu takiego, że np. mówisz: „kurde, jakbym teraz dostał rolę np. psychopatycznego mordercy, to bym to zrobił tak genialnie!”, a innym razem „Boże, jakbym tak dostał teraz rolę św. Franciszka z Asyżu, to bym to fenomenalnie zrobił” (śmiech) Moim marzeniem właśnie jest dostać rolę w odpowiednim momencie i odpowiednim czasie.

Jak robisz kabarety, albo grasz w komedii, nie chce ci się śmiać z gry twoich kolegów, albo z tego co sam robisz?

Nie, moi koledzy mnie nie śmieszą (śmiech)… Jasne, że chce! Np. na planie „Wkręconych” często się „gotowaliśmy” (śmiech). Nie rzadko nam się to zdarzało, ale później się przyzwyczailiśmy. To jest też praca. Jak cię reżyser opieprzy – pierwszy, drugi, trzeci raz, to ci się już nie chce śmiać.

A w kabarecie?

“Kabaret na koniec świata” to bardzo specyficzne miejsce. Tworzymy go z paczką przyjaciół. Często wydarza się coś nieoczekiwanego podczas trwania spektaklu, reagujemy na publiczność. Uwielbiam pracę w Kabarecie, jest bardzo rozwijająca, mam ogromne szczęście pracować przy nim z ludźmi o nieograniczonej wręcz wyobraźni.

Jak powstaje Wasz Kabaret na Koniec Świata? Skąd wiecie, że to, co stworzycie będzie bawiło publiczność?

Spotykamy się i kombinujemy. Nigdy nie ma pewności, że coś będzie śmieszne. My akurat jesteśmy chyba jedynym kabaretem na świecie, który co miesiąc/dwa tygodnie ma nowy program. Spotykamy się całą ekipą i wymyślamy. Jest burza mózgów, każdy kombinuje, co by było śmieszne. Analizujemy, sami się śmiejemy i potem zapisujemy to mniej więcej. Później dopiero się okazuje, czy to jest rzeczywiście śmieszne, czy nie. Czasem tak wychodzi, że coś jest zupełnie nieśmieszne i takie właśnie momenty bawią mnie najbardziej! Była kiedyś sytuacja, że wystawialiśmy skecz. Strasznie się śmialiśmy na próbie, a na scenie, kiedy wyszedł kolega z koleżanką, usłyszeliśmy totalną ciszę. Nikogo ten skecz nie bawił. Mnie to tak rozśmieszyło, że nie byłem w stanie przez pół godziny się pozbierać!

Śmiałeś się z tego, że się nikt nie śmieje?

Takie mam poczucie humoru właśnie (śmiech) Rozśmieszyło mnie to, że stworzyliśmy coś zabawnego, a nikogo to nie śmieszyło. To też jest na swój sposób zabawne. Robisz skecz, który nie jest w ogóle śmieszny, ale tak radykalnie nieśmieszny, że nawet żadne nosówki nie poszły (śmiech).

O czym opowiadają Wasze skecze?

Poruszamy bardzo różne tematy… Dużo jest w nich absurdu. Bawi nas najbardziej absurd i czarny humor. Mnie śmieszy taki humor na granicy, że jeszcze jeden krok dalej i już będzie przegięcie.

Wrzucacie też na Youtube filmiki… Widziałam np. skecz z piłeczkami.

To jest mój autorski skecz. Zobaczyłem kiedyś Cast Away i mnie rozśmieszyło, że jest koleś z piłką (śmiech) Pomyślałem, że fajnie byłoby mieć kilka piłeczek, które można by wynajmować do filmu.

Bardzo mnie on rozbawił! Improwizowałeś, czy ułożyłeś sobie wcześniej tekst?

Usiadłem na krzesło, poprosiłem o piłeczki i gadałem. Wcześniej miałem mniej więcej poukładane co chcę powiedzieć, ale nie pisałem scenariusza do tego. Cieszę się, że Cię to śmieszy, bo wielu ludzi to w ogóle nie bawi (śmiech).

Wracając jeszcze do teatru – grasz w Teatrze Dramatycznym. Gdzie jeszcze Cię można zobaczyć?

Na wszystkich scenach Teatr Dramatycznego. Serdecznie zapraszam.

Towarzyszy Ci trema przed występami?

Zawsze. Przed spektaklem wydaje mi się, że nie mam siły wyjść na scenę i usnę podczas spektaklu (śmiech). Ale jak już wychodzę, to dostaję zastrzyk energii i jadę (śmiech)

Twoim teściem jest Andrzej Grabowski. Bardzo mnie zastanawia, czy rozmawiacie czasem o aktorstwie, czy udziela Ci może jakiś porad zawodowych?

Czasami zdarzają nam się zawodowe rozmowy, ale sporadycznie. Mamy wiele ciekawszych tematów. Chociaż bardzo szanuję aktorstwo Andrzeja Grabowskiego .A najwięcej w budowaniu postaci pomaga mi osoba, która jest taką moją wyrocznią, z której zdaniem najbardziej się liczę, czyli Zuza – moja żona. To jest osoba, z której rad naprawdę korzystam.

Grasz razem z Zuzą zarówno w teatrze jak i kabarecie?

Tak. Chodziliśmy razem na studia i już tam, jeszcze zanim zaczęliśmy być razem, wszystkie scenki odgrywaliśmy wspólnie. Także jest nam bardzo łatwo i nie mamy problemu żeby cały czas grać razem, zarówno w teatrze jak i w kabarecie.

Założyłeś też kiedyś kapelę „Ginger”.

Tak. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, obok aktorstwa to moja największą pasją. Cały czas tworzę, co jakiś czas wrzucam nowe piosenki do internetu, ostatnio nagrałem moją autorską kolęde “25.12….” Myślę, że przyjdzie czas kiedy wydam płytę i mam nadzieję, że będzie to wcześniej niż później (śmiech)

Skąd w ogóle pomysł na założenie zespołu?

Muzyka jest dla mnie takim niezwykle istotnym rodzajem terapii. Każda piosenka, to jest zupełnie inna historia mojego życia. Czasami są to tylko jakieś moje przemyślenia, modlitwy. W muzyce nie potrafię być śmieszny. Nie znoszę np. piosenki aktorskiej i nie potrafię śpiewać na śmiesznie.

Jak powstają twoje teksty? Siadasz sobie w domu, bierzesz kartkę i piszesz?

To strasznie trudne pytanie… ciężko mi powiedzieć. Zazwyczaj jest tak, że coś mi się przydarzyło, chciałem to opowiedzieć, albo coś komuś przekazać, nie umiejąc wprost, więc pisałem piosenkę.

Jesteś aktorem, chcesz robić filmy, ale też muzykę…

Tak. Ale to jest bardzo proste, jest cała masa ludzi, którzy tak robią. Jest James Franco, Justin Timberlake. Ja robię, to co lubię, bo tego potrzebuję. Nie kalkuluję takich rzeczy.

Jakie są Twoje obecne plany zawodowe?

Cały czas gram i będę grał w teatrze i kabarecie. Wracam też na plan, ale nie mogę nic więcej zdradzić.

Photo: Filmweb

____________________________________________________________________

Poniżej wspomniany w wywiadzie skecz z piłeczkami i piosenka zespołu Ginger pt „Zamknij oczy” :)

„Gdyby Kuba Wojewódzki próbował mnie jakoś zniszczyć, to ja bym mu się nie dał!” – wywiad z Dawidem Kwiatkowskim

Młody, niezaprzeczalnie utalentowany i spełniający swoje marzenia. Jeszcze niedawno zazdrościł swojemu bratu kariery. Dzisiaj jego płyta znika z półek sklepów muzycznych w mgnieniu oka. W jaki sposób osiągnął sukces i dlaczego nazywany jest „Drugim Justinem Bieberem”? Przeczytajcie nasz wywiad z gwiazdą internetu – Dawidem Kwiatkowskim!

 

Skąd Ty się wziąłeś?
Wziąłem się z internetu. Wszystko zaczęło się kiedy założyłem bloga.

Brzmi jak historia Honoraty Skarbek, która też założyła bloga na długo przed tym zanim zaczęła karierę muzyczną
Ale ja raczej bucików tam nie pokazuję (śmiech). To jest blog lifestylowy.

My dowiedziałyśmy się o tobie widząc w telewizji twój teledysk…
Do tego dążę…

I to nagrany za granicą!
W Berlinie.

A dlaczego nie w Polsce?
Ja jestem ogromnym patriotą i kocham swój kraj. Nagrałem teledysk w Berlinie, ponieważ ze swojego rodzimego miasta do Berlina mam godzinę, więc było tak po prostu wygodniej.

Skąd pomysł na to, aby rozpocząć karierę muzyczną?
Każdy artysta pieprzy, że śpiewa od dziecka i ja też muszę tak powiedzieć, bo taka jest prawda. Mój brat robi karierę we Francji i ja mu tego bardzo zazdrościłem. Zawsze chciałem być taki jak on, albo chociaż móc trochę mu dorównać, dlatego też postanowiłem spełnić swoje marzenia. Zacząłem wrzucać piosenki na youtube, ludzie chcieli więcej i więcej, aż w końcu odezwał się do mnie pewien pan, który dzisiaj jest moim menadżerem. Po ok 3 dniach współpracy wydaliśmy pierwszego singla, a po dwóch tygodniach powstał teledysk.

Wiesz o tym, że ludzie nazywają cię polskim Justinem Bieberem?
Tak! To jest zajebiste porównanie! Justin Bieber jest legendą, ma świetny głos i znakomite piosenki!

A ty chyba jesteś jego fanem
Kiedyś nie słuchałem Justina i nawet go nie lubiłem, dlatego trochę niechętnie poszedłem na jego koncert. Jakby tego było mało wszystkie moje przyjaciółki jarały się nim przesadnie. Od dnia koncertu słucham jego piosenek, jestem jego mega fanem i cieszę się, że ludzie porównują mnie do niego. On jest świetnym artystą a jego głos jest wybitny!

No to jak na Justina przystało, czeka Cię teraz wielka kariera. Jesteś na to gotowy?
Jakoś mnie to za bardzo nie kręci. Dzisiaj pojawiłem się na premierze filmu tylko dlatego, że „Płynące wieżowce” wyreżyserował mój przyjaciel. Gdybym go nie znał, na pewno bym tutaj nie przyszedł, dlatego, że zdawałem sobie sprawę, że wiąże się to z fotoreporterami, zdjęciami. To nie znaczy, że nie chcę, żeby mnie fotografowali, ale zwyczajnie mnie to nie kręci. A czy jestem gotowy? Jutro jest premiera mojej płyty i to jest początek drogi i nie nagrałbym tej płyty, gdybym nie był gotowy.

Co będziemy mogli usłyszeć na Twojej płycie?
Są dni, kiedy uwielbiam słuchać ballad i są też takie, kiedy wolę heavy metal, dlatego też na płycie będą przeróżne utwory. Ja bardzo się cieszę bo płyta już 3 tygodnie przed premierą uzyskała status złotej płyty! Sprzedało się ponad 16 tysięcy sztuk, kiedy płyty nie było jeszcze w sklepach. Fani tak naprawdę kupowali tylko okładkę. Zaufali mi.

Fani, czyli tak jak w przypadku Justina, młode dziewczyny?
Tak, ale na koncertach widzę tez paczki znajomych w wieku 20 lat

Czyli masz za sobą pierwsze koncerty?
Jestem po pierwszej trasie koncertowej. Koncertowałem we Wrocławiu,  Krakowie,  Warszawie, Katowicach, Łodzi.

Twoja kariera bardzo szybko się rozwija
Jest bardzo szybko, ale nie uważam, że szybko znaczy źle.

Nie boisz się tzw „sodówki”?
Jestem zdania, że ten kto wszedł do showbiznesu powinien umieć zachować umiar i musi wiedzieć kiedy ma przestać. Ja się zajmuję tylko i wyłącznie muzyką. Nie interesuje mnie pozowanie na ściankach, chodzenie na eventy. Nie jestem żadną gwiazdą. Może kiedyś będę, ale wtedy ciągle nie będą mnie kręciły tego typu rzeczy.

A jeśli Kuba Wojewódzki zaprosi cię do swojego programu to przyjmiesz zaproszenie?
Jeśli Kuba Wojewódzki zaprosi mnie do swojego programu to ja tam pobiegnę! Byłem w programie „Świat się kręci” w Telewizji Polskiej i ten program był dla mnie troszeczkę za sztywny. Chciałbym bardzo dotknąć takiego programu jak „Kuba Wojewódzki” i wierzę w to, że wkrótce mnie zaprosi (śmiech). Myślę, że mamy podobne poczucie humoru, dlatego pewnie nam się będzie miło rozmawiało. Kuba jest mega inteligentnym facetem. Widziałem chyba wszystkie odcinki jego programu.

Ani trochę nie boisz się Kuby? Niektóre gwiazdy są zapraszane do jego programu od kilku lat, ale tak bardzo obawiają się pytań Kuby, że odmawiają
Ja myślę, że gdyby Kuba próbował mnie jakoś zniszczyć to ja bym mu się nie dał! (śmiech) Znalazłbym mocną ripostę! Oczywiście taką nieobrażającą go, bo wiadomo, że on wszystko mówi na żarty.

To my życzymy ci, aby Kuba szybko zaprosił cię do swojego programu! Dziękujemy ci za rozmowę!
Dziękuję!

Wiesz, że jesteś bardzo podobny do Piotrka Kaszubskiego?
O nie!! Jesteś milionową osobą, która mi to mówi! Ja tego podobieństwa nie widzę!


 

 

:))

Artykuł o nas na www.rybnik.com.pl :)
Dziękujemy!!!

 http://www.rybnik.com.pl/wiadomosci,rybniczanki-podbijaja-warszawe-popularnosc-zyskuje-ich-dziennikarski-blog,wia5-3266-20745.html?fb_source=ticker&fb_action_ids=525000920882207&fb_action_types=og.likes

Już dzisiaj wyruszamy do Czech na Rock For People Festiwal! :)
Będziemy mogły usłyszeć na żywo zespół Brainstorm i nasz ukochany 30 Seconds To Mars! :)
Po powrocie relacja!
Pozdrawiamy
K&P:)

 

 

„ Udało nam się zacząć realizować nasze marzenia muzyczne i zaczęło się to podobać innym”-wywiad z Michałem Wojtasem,liderem grupy Uniqplan

Istnieją jako zespół już 3 rok, na dniach wychodzi ich debiutancki album. Mają na swoim koncie supporty zespołów takich jak Gossip i Hurts. Single zespołu Uniqplan – bo o nim mowa, zdobywały szczyty na listach przebojów. Liczba ich fanów z dnia na dzień rośnie, bo poziom muzyki, którą tworzą jest na prawdę wysoki. Czym chłopaki kierują się w tworzeniu swojej muzyki i kto jest ich inspiracją, dowiecie się czytając rozmowę z liderem grupy – Michałem Wojtasem!

K&P: Utworzyliście zespół w 2010 roku, jak doszło do jego powstania?
Michał Wojtas: Wszystko zaczęło się od tego, że poznaliśmy się w różnych miejscach i okazało się, że każdy z nas ma podobny gust i zainteresowania muzyczne… Kiedyś słuchaliśmy tej samej muzyki, teraz lubimy dokładnie te same piosenki no i tym wszystkim to zaowocowało. Równolegle ja też miałem kilka swoich pomysłów na kawałki i różne inne rzeczy, które bardzo się chłopakom spodobały. Stwierdzili, że w to wchodzą, że gramy, a już na pierwszych próbach wyszło fajnie więc każdy uznał, że to jest to, co chce robić.

K&P: Skąd się wzięła nazwa Uniqplan?
Michał Wojtas: To jest takie słowotwórstwo właściwie – „uniq” i „plan” gdzie masz dwa wyrazy… Tak na prawdę chodziło o kombinację dwóch słów, które nam się spodobały. Nie ma w samej nazwie jakiegoś specjalnego ukrytego kodu, natomiast jak tak popatrzeć na to głębiej, to można dostrzec, że każdy człowiek jest unikalny na swój sposób, że nie ma dwóch takich samych osób, dwóch takich samych zespołów itd… Więc to wszystko jest gdzieś tam unikatowe na swój sposób. Można powiedzieć, że życie człowieka też jest unikatowe… Ale też, że jest gdzieś tam dla każdego człowieka jakiś plan ustalony odgórnie, że mamy wpływ na swoje życie, ale nie na wszystko.

K&P: Jesteście zespołem juz 3 lata, wchodzicie właśnie na polski rynek muzyczny – co zmieniło sie w ciagu tych 3 lat ?
Michał Wojtas: Bardzo dużo się zmieniło, wiecie… już samo to, że udało nam się zacząć realizować nasze marzenia muzyczne i zaczęło się to podobać innym. Bo to nie o to chodzi,żeby tylko nam było fajnie ale szczególnie aby było fajnie nam i innym ludziom, żeby właśnie inne osoby potwierdzały, że im się podobało np na koncertach… A już najbardziej sytuacje z wytwórniami, gdzie jak pokazywaliśmy materiały to były pozytywne reakcje. To się zmieniło o tyle, że dzięki wytwórni nagrywamy płytę, wydajemy ją…To nas wyprowadza, że tak powiem z marzeń, z sali prób, do czegoś na prawdę wysokiego o czym marzy każdy muzyk, żeby zrobić fajne piosenki, żeby się podobały i żeby się rozwijać.

K&P: Powiedziałeś o nowej płycie. Kiedy możemy się spodziewać jej premiery ? Miała być w kwietniu… Fani nie mogą już się doczekać !
Michał Wojtas: My też bardzo czekamy… i jest nam głupio kiedy musimy ciągle mówić, że jeszcze chwilka, jeszcze moment. Ale to jest tak, że płyta będzie emitowana przez polską wytwórnię ale cały proces, że tak powiem wydawniczy mieści się w Niemczech i tam też ciągle jakieś decyzje zapadają, co do dat itd… i to oni decydują kiedy jest to możliwe, zatem sami czekamy. Ale data już jest – będzie to 10 czerwca. Wtedy fizycznie będzie płyta już dostępna. Natomiast wcześnej z tego co pamiętam – 27 maj pojawi się elektronicznie w sieci, następnie od 3-ciego czerwca będzie już na iTunes i innych elektronicznych sklepach.

K&P: Dlaczego w ogóle wydajecie ją dopiero teraz ? Jesteście zespołem już 3 lata, czemu nie pomyśleliście o nagraniu albumu wcześniej?
Michał Wojtas: (śmiech) wiecie co to nie jest tak, że mamy gotową płytę od 3 lat i zwlekamy z jej wydaniem, bo przez pierwsze 2 lata właściwie tworzyliśmy te wszystkie piosenki, komponowaliśmy je, wybieraliśmy spośród wielu i dopiero tak na prawdę dopiero po 2 latach nagraliśmy ten materiał, czyli praktycznie my działamy w tym od roku już mając jakiś materiał… Działamy w tym od roku i potem się zaczęły rozmowy z wytwórniami i różne oferty. Ale tak na prawdę pierwsze dwa lata graliśmy i szukaliśmy tego materiału, więc to też nie jest tak, że my go już mamy od 3 lat i nie chcemy nikomu dać (śmiech)

K&P: O czym będzie opowiadała ta płyta ?
Michał Wojtas: O wszystkim co przeżywa dzisiaj współczesny młody człowiek i nie tylko… Na pewno są teksty pozytywne, które poruszają ważne tematy, które nas gdzieś tam dotykają. To są pozytywne wyznania. Nie piszemy nic negatywnego, bo finał jest zawsze pozytywny. Nawet jak są jakieś trudniejsze tematy to koniec jest pozytywny. Zależy nam na optymizmie i jednocześnie żeby teksty nie były banalne.

K&P: A kto jest autorem tekstów ? Z tego co widziałyśmy, to Marta Wojtas – Twoja siostra? Żona?
Michał Wojtas: To moja żona (śmiech)

K&P: Dlaczego właśnie Twoja żona pisze Wam teksty ?
Michał Wojtas: Ona już wcześniej pisała za mnie teksty w różnych projektach i myślę, że ma taki dar do pisania… Ja zdecydowanie nie jestem poetą i mam z tym trudność. Natomiast zawsze jest tak, że kiedy piszemy te teksty, to razem z Martą ustalamy mniej więcej o czym mają być, czego mają dotyczyć itd. To jest tak na prawdę wspólna, ciężka praca, bo nie jest łatwo napisać np tekst kiedy ja mam już gotową melodię. Ja się zajmuję muzyką i kiedy coś tworzę, mam jakąś melodię i potem chciałbym żeby Marta napisała do tego tekst to, to jest trudne. Wszystko musi mieć fajny tekst i jeszcze zgadzać się z melodią.

K&P: Wasza muzyka jest inspirowana zespołami takimi jak MGMT, KOL, U2… przyznamy Ci się, że gdy po raz pierwszy usłyszałyśmy „This make sense”, to pierwsze co nam przyszlo na myśl to MUSE. Czasem nawet oglądając Wasze sesje zdjęciowe widze stylizacje podobne do chłopaków z Muse…
Michał Wojtas: Uwielbiamy też Muse i to nie jest też tak, że się nimi nie inspirujemy. Inspirujemy się wieloma zespołami i nie jesteśmy w stanie ich wszystkich wymienić. Jest tego za dużo (śmiech). Ale ogólnie fajna uwaga, ciekawe… Bardzo lubimy też Muse więc fajnie, super.

K&P: Dlaczego nagrywacie piosenki w języku angielskim ? Myślicie, że po polsku by się tak nie sprzedały ?
Michał Wojtas: Z tego co wiem, to nawet niektórzy znawcy, uważają, że nawet lepiej po polsku by się sprzedało niż po angielsku. Myślę, że to jest kwestia estetyki ale też naszego wyboru. Nam się tak podoba, ładnie to brzmi, a też sami słuchamy zespołów zagranicznych, a jak już polskich, to też głównie takich, gdzie śpiewają po angielsku. Wydaje mi się, że to jest estetycznie ładniej brzmiące. Po prostu nam się tak podoba.

K&P: Wasza muzyka brzmi niczym zagraniczne zespoły, między innymi też te, którymi się inspirujecie. Nie wiedząc,że to muzyka od Was, cięzko się tak na prawdę zorientowac, że to nasz polski zespół. Czy taki właśnie jest Wasz zamysł ?
Michał Wojtas: Nie ma żadnego wzoru. Muzyka ma być dobra. Jeśli mówicie, że nie odróżniłybyście tego, to jest to fajny komplement dla nas, bo nie o to chodzi żeby odróżniać i rozróżniać. Muzyka ma się podobać albo nie – niezależnie z jakiego jest kraju.

K&P: Wasz najnowszy singiel „Wilderness” zajmuje obecnie 7-me miejsce na liście przebojów Eski Rock – był nawet okres, kiedy była ona na szczycie. Jak byś się do tego ustosunkował ?
Michał Wojtas: Bardzo się cieszymy z tej sytuacji. Zresztą poprzednie piosenki też na tej liście przebojów miały dosyć wysokie miejsca. To jest bardzo, bardzo miłe i fajne dla nas, kiedy ludzie mogą głosować, głosują i jeszcze nam o tym mówią. Pozostaje nam się tym cieszyć i oby tak było dalej.

K&P: Mieliście okazję tego roku wystąpić przed koncertem Hurts. Jak
do tego doszło ? Gracie zupełnie odmienną muzykę do tego zespołu.
Michał Wojtas: Gramy inną muzykę ale nie aż tak bardzo inną. To gdzieś tam razem tworzyło fajne połączenie.. My jako zespół supportujący, otwierający całe wydarzenie, stworzyliśmy fajną dynamiczną imprezę. I myślę, że może pod tym kątem organizatorzy to przewidzieli.

K&P: Czyli dostaliście po prostu zaproszenie od organizatorów aby zagrać ?
Michał Wojtas: Tak, tak. Jest nam bardzo miło z tego powodu. Świetnie było zagrać przed Hurts, świetnie było zagrać dla tylu ludzi. A najfajniejsze było to, że zostaliśmy ciepło,miło przyjęci na tym koncercie, a później wszyscy mówili, że była fajna impreza. Czułem tego dnia, że jest fajny kontakt z publicznością, że publika reaguje, bawi się dobrze, no i my bawiliśmy się dobrze. Więc jakaś taka chemia chyba zadziałała.

K&P: Udało Wam się porozmawiać z chłopakami z Hurts ?
Michał Wojtas: Oczywiście, że tak (śmiech). Fajnie, wiadomo, że to gwiazdy itd, nie mieliśmy jakiegoś długiego spotkania, kilka wspólnych zdjęć i zdań, natomiast bardzo fajnie. Pogadaliśmy z nimi trochę, było po prostu miło. Spotkaliśmy się kiedyś też z zespołem Gossip i powiem Wam, że z tamtą ekipą mieliśmy bardzo równe spotkanie. Spędziliśmy kilka godzin w takiej garderobie, później na wspólnej kolacji i było sporo czasu na różne pogaduchy, uściski i jakieś takie różne rzeczy i to na prawdę było MEGA.

K&P: Powiedz nam, jakie są plany zespołu Uniqplan na ten rok ? Wydajecie swój pierwszy album i co dalej? Jakaś trasa koncertowa?
Michał Wojtas: Właśnie bardzo czekamy na to. Oczekujemy, że zaraz po wydaniu płyty będą koncerty… Na pewno na jesień będzie trasa koncertowa, także mam nadzieję, że zjeździmy nasz kraj wzdłuż i wszerz po to żeby się pokazać. W planach jest jak najwięcej koncertów – granie gdzie się da. Zdradzę Wam jeszcze, że na dniach ukaże się nasz najnowszy teledysk do piosenki „Wilderness”.

K&P: To świetnie! Może zdradzisz nam też o czym będzie opowiadał ten teledysk?
Michał Wojtas: Mogę zdradzić, że w dużej, dużej części był on kręcony w ciepłym, słonecznym miejscu, a wręcz w dzikiej, pustynnej okolicy. Ale może nie będę mówił za wiele, nie chcę wszystkiego zdradzać:) Poczekajmy chwilę i zobaczymy!

K&P: Na koniec kilka słów od Ciebie dla Waszych fanów…
Michał Wojtas: Bardzo wszystkich zapraszam do słuchania naszych kawałków, żebyście mogli sobie wyrobić opinię w całości co do wszystkich piosenek, bo są one bardzo różne. Także, ja bym chciał aby jak najwięcej osób mogła posłuchać w całości i zobaczyć co my robimy, co my gramy i żebyśmy potem mogli się zobaczyć na koncertach. Żeby na tyle się spodobało żebyście chcieli potem przyjść na nasz koncert. To jest fajne kiedy przychodzą osoby, które znają piosenki, mogą razem z nami śpiewać, mogą też reagować… Bardzo chcielibyśmy to otrzymać od naszych własnych fanów, nie tylko tam przy okazji, tylko żeby ktoś kto słucha nas, żeby dla nas też przychodził. Tego sobie byśmy życzyli, a fanom życzymy żeby im się płyta podobała, żeby mieli czego słuchać.

K&P: My również Wam tego życzymy i mamy nadzieję do zobaczenia! Dzięki za rozmowę.
Michał Wojtas: Ja też dziękuję i mam także nadzieję, że do zobaczenia!



najnowszy teledysk do utworu „Wilderness”

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przypominamy również o odwiedzinach i polubieniu naszego „fanpejdża” na facebook’u!:) Dzięki temu będziecie z nami zawsze na bieżąco !

klik : 
https://www.facebook.com/pages/KA-VOX/531673546874485?ref=hl

Free Form Festival – WOODKID !

Kiedyś Agnieszka Chylińska powiedziała, że „gdy w słoneczny letni dzień masz do wyboru : siedzenie nad trygonometrią albo perspektywę koncertów, to wiadomo, że wybierzesz to drugie”.  W naszym przypadku nie było trygonometrii, ani tym bardziej słonecznego dnia, za to możliwość zwiedzania po raz enty zakamarków warszawskiej Pragi, albo II dzień Free Form Festival wraz ze znajomymi. Decyzja nie trudna do podjęcia :)

Impreza miała miejsce w warszawskim Soho Factory. Chociaż tego dnia pogoda dorównywała tej jaka zaszczyca Seattle, przybyłych pasjonatów muzyki było całe mnóstwo! Co więcej, wszyscy radośnie obcowali w festiwalowym miasteczku popijając  zapiekanki piwem o smaku…piwa i deszczu.

Muzycy, którzy występują na Free Form nie goszczą na co dzień w naszych głośnikach. Uznałyśmy jednak, że przekonamy się na własnej skórze z czym to się je i co jest powodem dla którego każdego roku tak wielu ludzi z całej Polski i nie tylko wyczekuje kolejnej edycji FFF.

Drugiego dnia FFF wystąpić miał między innymi Woodkid. Jako znawczyni i wielbicielki AŻ  jednego  jego utworu jakim jest „Iron”, wysłuchawszy całego koncertu byłyśmy pozytywnie zaskoczone. Trzeba przyznać, że muzyka Woodkida na żywo to nie tylko dobra zabawa a na prawdę niesamowite przeżycie i ogromne emocje.  Idąc na Free Form Festival liczyłyśmy na coś zupełnie innego. Przyszłyśmy na teren Soho Factory, weszłyśmy do jednego z obiektów i rzucając w kąt torebki i kurtki liczyłyśmy,  że za chwilę wciągnie nas taneczny wir i pot skaczących wokół ludzi, a tymczasem spotkało nas zderzenie ze świetną muzyką, którą można było chłonąć po prostu stojąc z zamkniętymi oczami…

Na scenie pojawiła się pokaźna ekipa mężczyzn – każdy grał na innym instrumencie : perkusja, bębny, trąbki, syntetyzatory. Wśród nich pojawił się śpiewający Woodkid.  Klimat koncertu podkręcał  telebim, a raczej wyświetlane na nim teledyski + kolorowe światła. Szczerze mówiąc, niektóre efekty połączone z muzyką sprawiały, że można było poczuć się na moment niczym w kapsule kosmicznej dryfującej pomiędzy planetami :) Samą muzykę ciężko jest opisać, gdyż słowa nigdy nie będą w stanie odzwierciedlić tej magii… Nas uraczył cudowny głos Woodkida – niezwykle ciepły i przyjemny, który w połączeniu z  ogromną ilością bębnów stworzył mieszankę wywołującą ciarki od stóp po sam czubek głowy. Jeśli ktoś kocha perkusję tak bardzo jak my, ten koncert był stworzony właśnie dla niego:) Było na prawdę pięknie… Muzyka Woodkida jest niezwykle trudna do zdefiniowania, gdyż było głośno, a mimo to, był to bardzo spokojny koncert. Melodie kojące duszę, momentami przypominające muzykę do filmów, jaką tworzy Hanz Zimmer, przeplatane bębnami i trąbkami, których dźwięk dochodził ze wszystkich stron.

Koncert Woodkida zdecydowanie nie sprzyjał dzikim tańcom, na które byłyśmy nastawione, lecz słuchaniu i delektowaniu się przepiękną muzyką.  Było głośno, subtelnie i po prostu… pięknie!

fot. Bartosz Bajerski / FFF

 

Zapraszamy także do odwiedzin naszego fanpage’a na facebook’u 
https://www.facebook.com/KAVOX
 
gdzie znajdziecie więcej zdjęć z tego wydarzenia + krótki filmik, który udało nam się nagrać… telefonem :)

K&P