„Nie mam potrzeby opowiadania publicznie o kobietach, albo przepisie na święta” – wywiad z Aleksym Komorowskim

Ukończył Akademię Teatralną w Warszawie, kształcił się w angielskiej szkole Giles Foreman Centre for Acting i właśnie zadebiutował na dużym ekranie w nowej komedii Ryszarda Zatorskiego, „Dzień dobry, kocham cię”. Aż trudno uwierzyć, że jego pasją jest zarządzanie i że marzy o tym, aby założyć działalność gospodarczą…w Chinach!

O popularności, życiu w Londynie i zamiłowaniu do podróży porozmawiałam z aktorem, Aleksym Komorowskim.

Czytaj więcej

„Na planie „Wkręconych” często się gotowaliśmy!” – II część wywiadu z Pawłem Domagałą

Twoja wymarzona rola?

Strasznie chciałbym zagrać Holdena z „Buszującego w zbożu”. Przez bardzo długi czas ta postać chodziła mi po głowie, nawet mieliśmy wystawiać sztukę w teatrze, ale nie dostaliśmy praw (śmiech). A poza tym, to nie mam takiej konkretnej postaci, ale myślę, że jak przeczytam scenariusz, to będę wiedział, czy to jest rola moich marzeń. Dość często tak mam – czytam i mówię do siebie: „o kurde! To jest rola moich marzeń” (śmiech) Nie ma jednak takiej jednej, konkretnej. Wszystko też zależy od etapu życia, w którym się znajduję.

Etapu życia?

Czasami coś się dzieje w twoim życiu takiego, że np. mówisz: „kurde, jakbym teraz dostał rolę np. psychopatycznego mordercy, to bym to zrobił tak genialnie!”, a innym razem „Boże, jakbym tak dostał teraz rolę św. Franciszka z Asyżu, to bym to fenomenalnie zrobił” (śmiech) Moim marzeniem właśnie jest dostać rolę w odpowiednim momencie i odpowiednim czasie.

Jak robisz kabarety, albo grasz w komedii, nie chce ci się śmiać z gry twoich kolegów, albo z tego co sam robisz?

Nie, moi koledzy mnie nie śmieszą (śmiech)… Jasne, że chce! Np. na planie „Wkręconych” często się „gotowaliśmy” (śmiech). Nie rzadko nam się to zdarzało, ale później się przyzwyczailiśmy. To jest też praca. Jak cię reżyser opieprzy – pierwszy, drugi, trzeci raz, to ci się już nie chce śmiać.

A w kabarecie?

“Kabaret na koniec świata” to bardzo specyficzne miejsce. Tworzymy go z paczką przyjaciół. Często wydarza się coś nieoczekiwanego podczas trwania spektaklu, reagujemy na publiczność. Uwielbiam pracę w Kabarecie, jest bardzo rozwijająca, mam ogromne szczęście pracować przy nim z ludźmi o nieograniczonej wręcz wyobraźni.

Jak powstaje Wasz Kabaret na Koniec Świata? Skąd wiecie, że to, co stworzycie będzie bawiło publiczność?

Spotykamy się i kombinujemy. Nigdy nie ma pewności, że coś będzie śmieszne. My akurat jesteśmy chyba jedynym kabaretem na świecie, który co miesiąc/dwa tygodnie ma nowy program. Spotykamy się całą ekipą i wymyślamy. Jest burza mózgów, każdy kombinuje, co by było śmieszne. Analizujemy, sami się śmiejemy i potem zapisujemy to mniej więcej. Później dopiero się okazuje, czy to jest rzeczywiście śmieszne, czy nie. Czasem tak wychodzi, że coś jest zupełnie nieśmieszne i takie właśnie momenty bawią mnie najbardziej! Była kiedyś sytuacja, że wystawialiśmy skecz. Strasznie się śmialiśmy na próbie, a na scenie, kiedy wyszedł kolega z koleżanką, usłyszeliśmy totalną ciszę. Nikogo ten skecz nie bawił. Mnie to tak rozśmieszyło, że nie byłem w stanie przez pół godziny się pozbierać!

Śmiałeś się z tego, że się nikt nie śmieje?

Takie mam poczucie humoru właśnie (śmiech) Rozśmieszyło mnie to, że stworzyliśmy coś zabawnego, a nikogo to nie śmieszyło. To też jest na swój sposób zabawne. Robisz skecz, który nie jest w ogóle śmieszny, ale tak radykalnie nieśmieszny, że nawet żadne nosówki nie poszły (śmiech).

O czym opowiadają Wasze skecze?

Poruszamy bardzo różne tematy… Dużo jest w nich absurdu. Bawi nas najbardziej absurd i czarny humor. Mnie śmieszy taki humor na granicy, że jeszcze jeden krok dalej i już będzie przegięcie.

Wrzucacie też na Youtube filmiki… Widziałam np. skecz z piłeczkami.

To jest mój autorski skecz. Zobaczyłem kiedyś Cast Away i mnie rozśmieszyło, że jest koleś z piłką (śmiech) Pomyślałem, że fajnie byłoby mieć kilka piłeczek, które można by wynajmować do filmu.

Bardzo mnie on rozbawił! Improwizowałeś, czy ułożyłeś sobie wcześniej tekst?

Usiadłem na krzesło, poprosiłem o piłeczki i gadałem. Wcześniej miałem mniej więcej poukładane co chcę powiedzieć, ale nie pisałem scenariusza do tego. Cieszę się, że Cię to śmieszy, bo wielu ludzi to w ogóle nie bawi (śmiech).

Wracając jeszcze do teatru – grasz w Teatrze Dramatycznym. Gdzie jeszcze Cię można zobaczyć?

Na wszystkich scenach Teatr Dramatycznego. Serdecznie zapraszam.

Towarzyszy Ci trema przed występami?

Zawsze. Przed spektaklem wydaje mi się, że nie mam siły wyjść na scenę i usnę podczas spektaklu (śmiech). Ale jak już wychodzę, to dostaję zastrzyk energii i jadę (śmiech)

Twoim teściem jest Andrzej Grabowski. Bardzo mnie zastanawia, czy rozmawiacie czasem o aktorstwie, czy udziela Ci może jakiś porad zawodowych?

Czasami zdarzają nam się zawodowe rozmowy, ale sporadycznie. Mamy wiele ciekawszych tematów. Chociaż bardzo szanuję aktorstwo Andrzeja Grabowskiego .A najwięcej w budowaniu postaci pomaga mi osoba, która jest taką moją wyrocznią, z której zdaniem najbardziej się liczę, czyli Zuza – moja żona. To jest osoba, z której rad naprawdę korzystam.

Grasz razem z Zuzą zarówno w teatrze jak i kabarecie?

Tak. Chodziliśmy razem na studia i już tam, jeszcze zanim zaczęliśmy być razem, wszystkie scenki odgrywaliśmy wspólnie. Także jest nam bardzo łatwo i nie mamy problemu żeby cały czas grać razem, zarówno w teatrze jak i w kabarecie.

Założyłeś też kiedyś kapelę „Ginger”.

Tak. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, obok aktorstwa to moja największą pasją. Cały czas tworzę, co jakiś czas wrzucam nowe piosenki do internetu, ostatnio nagrałem moją autorską kolęde “25.12….” Myślę, że przyjdzie czas kiedy wydam płytę i mam nadzieję, że będzie to wcześniej niż później (śmiech)

Skąd w ogóle pomysł na założenie zespołu?

Muzyka jest dla mnie takim niezwykle istotnym rodzajem terapii. Każda piosenka, to jest zupełnie inna historia mojego życia. Czasami są to tylko jakieś moje przemyślenia, modlitwy. W muzyce nie potrafię być śmieszny. Nie znoszę np. piosenki aktorskiej i nie potrafię śpiewać na śmiesznie.

Jak powstają twoje teksty? Siadasz sobie w domu, bierzesz kartkę i piszesz?

To strasznie trudne pytanie… ciężko mi powiedzieć. Zazwyczaj jest tak, że coś mi się przydarzyło, chciałem to opowiedzieć, albo coś komuś przekazać, nie umiejąc wprost, więc pisałem piosenkę.

Jesteś aktorem, chcesz robić filmy, ale też muzykę…

Tak. Ale to jest bardzo proste, jest cała masa ludzi, którzy tak robią. Jest James Franco, Justin Timberlake. Ja robię, to co lubię, bo tego potrzebuję. Nie kalkuluję takich rzeczy.

Jakie są Twoje obecne plany zawodowe?

Cały czas gram i będę grał w teatrze i kabarecie. Wracam też na plan, ale nie mogę nic więcej zdradzić.

Photo: Filmweb

____________________________________________________________________

Poniżej wspomniany w wywiadzie skecz z piłeczkami i piosenka zespołu Ginger pt „Zamknij oczy” :)

“Marzę o robieniu w Polsce kina komercyjnego, na wysokim poziomie“ – I część wywiadu z Pawłem Domagałą

Młody, zdolny, przystojny… Gra w filmach, teatrze, śpiewa piosenki, których sam jest autorem. Planuje również zmienić polskie kino i zacząć robić filmy. Człowiek orkiestra! Jest odkryciem 2014 roku, a przede wszystkim odkryciem polskiego, komediowego kina. Po premierze filmu “Wkręceni”, gdzie zagrał główną rolę u boku Bartosza Opanii i Piotra Adamczyka, jego skrzynka mailowa pęka w szwach, a krytycy są zdumieni jego talentem. Kto widział najnowszą komedię Piotra Wereśniaka, ten doskonale wie, o czym mowa. Postać Szyi, w którą się wcielił totalnie oczarowała widzów i zdobyła serca tysięcy Polaków. Paweł Domagała z hukiem wkroczył na wielki ekran polskiego kina i wszystko wskazuje na to, że prędko z niego nie zniknie. Na nasze szczęście.

Jak zdobyłeś rolę w komedii „Wkręceni”?

Moja agentka powiedziała mi o zdjęciach próbnych, a ja na nie poszedłem. Potem krok po kroku przechodziłem do następnych etapów castingu. Byłem przesłuchiwany mnóstwo razy, próbowałem do różnych ról, z różnymi aktorami. W ostatnim etapie spotkaliśmy się z Piotrkiem Adamczykiem i Bartkiem Opanią i tak już zostało.

Pojechałeś nad morze i dostałeś telefon…

Tak, byłem na wakacjach… Już o wszystkim zapomniałem, byłem przekonany, że gdyby mnie chcieli to już bym o tym wiedział. Ale niespodziewanie dostałem telefon, że reżyser jeszcze raz zaprasza mnie na zdjęcia próbne (śmiech). Co miałem robić? Wróciłem na dzień do Warszawy, a potem z powrotem nad morze, nocnym, najtańszym pociągiem. I to była podróż mojego życia (śmiech). W pociągu było chyba milion osób, bardzo ciekawe doświadczenie. Koniecznie musisz się przejechać takim pociągiem. A przy okazji pozdrawiam Wojtka Solarza (śmiech)

Z Piotrkiem Wereśniakiem znałeś się już wcześniej.

Tak, poznaliśmy się w pracy, na planie serialu „Wszystko przed nami”.

Skoro znaliście się już wcześniej, nie miałeś większej pewności, że dostaniesz rolę Szyi?

Ale Piotrek zna wszystkich (śmiech). Każdy z aktorów mógłby tak myśleć.

Jak Ci się współpracowało z Piotrem Adamczykiem i Bartoszem Opanią. Znaliście się wcześniej?

Tak naprawdę poznaliśmy się na planie. We “Wkręconych” gramy trójkę przyjaciół i prywatnie też się zaprzyjaźniliśmy, co bardzo nam ułatwiło pracę. Bardzo dobrze się rozumieliśmy, i fajnie nam się razem improwizowało. Dużo się od nich nauczyłem. To naprawdę wspaniali aktorzy. Na początku trochę się bałem, bo chłopaki są jednak już doświadczeni , a ja dopiero zaczynam. Zależało mi na tym, żeby na planie czuć się swobodnie, nie bać się czasem pomylić, zrobić coś żenującego i nie być za to ocenianym przez kolegów. Moje obawy okazały się absolutnie bezpodstawne, a chłopaki bardzo mi pomagali.


Photo: https://www.facebook.com/wkrecenifilm

Znalazłeś się pośród dwóch świetnie wszystkim znanych aktorów, dostałeś główną rolę tuż obok nich… Nie miałeś przeświadczenia, że będziesz musiał dać z siebie dwa razy więcej, bo jesteś od nich mniej znany?

Zawsze daje z siebie dwa razy więcej (śmiech). A poza tym, tak szczerze to nie zastanawiałem się nad tym. Cieszyłem się, że mam takich partnerów i że gram w tym filmie i że codziennie uczę się czegoś nowego.

Łączy cię coś z postacią Szyi?

Wygląd (śmiech), głos i czasem niestety poziom inteligencji (śmiech)

Ty musisz mieć ogromne poczucie humoru. Zagrałeś tak zabawną postać, a poza tym tworzysz również kabaret…

Ma Pan poczucie humoru?”, “Tak mam” – to tak cytując klasyka (śmiech). Ale poważnie… Wydaje mi się, że w byciu aktorem dystans i poczucie humoru to podstawa. W moim przekonaniu, bez poczucia humoru i naturalności nie ma aktorstwa. Nawet rola dramatyczna, tragiczna zagrana zupełnie bez humoru, dystansu, będzie nie do oglądania, przynajmniej dla mnie. Nie do końca przekonuje mnie aktorstwo “na bebechach”, to nie moja estetyka, ale co ja tam wiem (śmiech), być może nie mam racji.

Jak się przygotowywałeś do roli Szyi?

W kółko czytałem scenariusz i starałem sobie wyobrazić jaki ten Szyja jest – czy mam wśród znajomych kogoś z kim mi się kojarzy, jaki to typ człowieka, jak mówi, jak chodzi. Jak już “złapałem Szyję”, to mogłem się nim trochę pobawić, poimprowizować i to było bardzo przyjemne.

Trochę scen zostało jednak wyciętych… Sam Bartosz Opania zdradził mi, że film mógł być trochę mocniejszy.

Pierwszy układ montażowy trwał 3 godziny, więc trzeba było coś wyciąć i poleciały te “mocniejsze” sceny, ale tu zaznaczam mocniejsze nie znaczy wulgarne… Chodzi tu bardziej o sceny abstrakcyjne. Wypadła np, scena którą z chłopakami uwielbialiśmy (śmiech) naszego słowiańskiego, stepowego śpiewu (śmiech), nam aktorom zawsze żal wyciętych scen… Ale myślę, że przyjdzie czas i we trójkę z Piotrkiem i Bartkiem, zagramy w odważnie abstrakcyjnej komedii (śmiech). A Piotrek Wereśniak wyreżyseruje.

Taki jest Wasz osobisty plan?

Taki jest plan. A plany są po to, żeby je realizować.


Photo: https://www.facebook.com/wkrecenifilm

Jak się czujesz z tym, że zagrałeś główną rolę we „Wkręconych”?

Bardzo dobrze się czuję. To moja pierwsza tak duża rola w komercyjnym filmie. Cieszę się, bo wydaje mi się że naprawdę rzetelnie wykonałem swoją pracę. Ale przede wszystkim była to dla mnie ogromna przyjemność i nauka. Jestem zadowolony z siebie i z efektu końcowego. Myślę, że “Wkręceni” to bardzo pogodny film, brakuje takich filmów. Ludzie są mile zaskoczeni po obejrzeniu “Wkręconych”. Teraz po premierze jest ogromne szaleństwo, na facebooku mnóstwo osób pisze do nie, że myśleli, że to kolejna beznadziejna polska komedia i że miło się zaskoczyli. Bardzo mnie to cieszy. Nie ma się co oszukiwać, że w ostatnim czasie z polskimi komediami było naprawdę źle i widz niestety stracił do nich zaufanie. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej w polskich komediach, przynajmniej tych z moim udziałem (śmiech).

Musisz być z siebie bardzo dumny.

Jasne, jestem bardzo dumny z siebie, ale też z całej ekipy. Jestem strasznie zadowolony i szczęśliwy, że tak to wszystko wyszło.

Stresowałeś się oglądając go po raz pierwszy?

Widzieliśmy wszyscy ten film na premierze w Zamościu i tak się złożyło, że zobaczyliśmy premierę – nie z zaproszonymi gośćmi, tylko z ludźmi, którzy kupili bilety. Zastanawiałem się, czy się będą bawić czy nie. Ale ludzie naprawdę się bawili, naprawdę się śmiali i wyszli zadowoleni. Także myślę, że w swoim gatunku ten film spełnił wszystkie oczekiwania, bo ludzie fajnie, miło spędzają czas. My ich nie skłaniamy do przemyślenia swoich decyzji życiowych. Nie edukujemy ich – czym jest Polska, kim są Polacy, tak jak to jest ostatnio w kinach, ale dajemy im sto minut pogody, uśmiechu i radości. I z tego właśnie jestem bardzo zadowolony i bardzo dumny, że brałem udział w takim projekcie, że ludzie naprawdę dobrze się przy nim bawią i na 100 min mogą zapomnieć o tym kto, gdzie zginął i o tym całym syfie, który nas ciągle atakuje.

Czytałam na filmweb negatywną recenzję odnośnie „Wkręconych” i trochę mnie to zirytowało, bo krytyk chyba zbyt wiele wymagał od tego filmu.

Na filmwebie to chyba raczej nie recenzent (śmiech)… Co mam powiedzieć, każdy ma prawo pisać to co naprawdę uważa i bardzo dobrze. Jeżeli ktoś idzie na “Wkręconych” i oczekuje Almodovara, albo tego, że będzie to film typu “Wilk z Wall Street” to rzeczywiście się rozczaruje, ale jeśli chce dobrze się bawić i nie oczekuje, że film zmieni jego życie to na pewno wyjdzie zadowolony. Ja się nie wychowałem na jakiś prze ambitnych filmach, tylko na komediach Bena Stillera czy Adama Sandlera, a ich filmy nigdy nie mają dobrych recenzji (śmiech). Zresztą najlepiej zobaczyć samemu i ocenić (śmiech).

Potrafisz się zrelaksować oglądając filmy ze swoim udziałem?

To zależy jaki film z sobą oglądam ( śmiech). Na “Wkręconych” się zrelaksowałem. Zawsze staram się oglądać filmy, w których zagrałem nawet po kilkanaście razy. Robię to po to, by zobaczyć dlaczego coś, o czym myślałem, że działa – np. nie działa. Próbuję to później przeanalizować. Zresztą jak jest jakiś film, który wybitnie mi się podoba, to też go oglądam kilkanaście razy i staram się analizować, co ten aktor takiego zrobił, że mi się to tak podoba. Albo odwrotnie – co jest takiego złego w tym filmie, że aż mnie odrzuca. Ja całkiem poważnie podchodzę do tych tematów. Na “Wkręconych” byłem parę razy w kinie (śmiech). Kupiłem bilet, usiadłem z tyłu i oglądałem. Podobało mi się, bo publiczność się śmiała i fajnie reagowała, więc byłem zadowolony.

Inspirujesz się innymi aktorami? Uczysz się oglądając ich na ekranie?

No pewnie, że się uczę i inspiruję. Ben Stiller, Adam Sandler, Bogumił Kobiela, Tadeusz Fijewski to dla mnie mistrzowie, bardzo mnie inspirują. Zresztą mnie inspirują prawie wszyscy, ja buduję swoją karierę na talencie innych (śmiech). Ilu jest wspaniałych aktorów, z którymi pracuję w teatrze, nawet nie sposób ich wymienić. Każdy z nich ma w sobie coś innego, niepowtarzalnego, coś czego nie mam ja. Uczę się od nich innej niż moja wrażliwości, innego poczucia humoru, czerpie z nich garściami, wykorzystuję ich talent do rozwijania mojego (śmiech) i tak to chyba działa. Jest tylu wspaniałych aktorów, aktorek dookoła mnie, że aż mnie to przeraża. Oczywiście uwielbiam DiCaprio, Nortona, Boże mógłbym wymieniać bez końca. Ja praktycznie od dziecka nie robię nic innego jak oglądam filmy, także naprawdę tych inspiracji mam mnóstwo. Ale muszę tu wymienić jeszcze Mela Gibsona, bo do niego mam największy sentyment (śmiech), to ukochany aktor mojego dzieciństwa, a “Braveheart” widziałem już chyba 500 razy.

Chcesz też być reżyserem?

Tak, chcę być reżyserem i producentem, to taki mój plan na najbliższe 20 lat.

Czemu tak późno? Jest przecież cała masa młodszych od Ciebie reżyserów, którzy robią genialne filmy.

Najpierw muszę pograć (śmiech). Muszę się wiele nauczyć, poobserwować jak to wszystko działa, krok po kroczku, nie mam zamiaru robić siary (śmiech), 20 lat to optymalny czas, chyba że stwierdzę, że mogę zaryzykować wcześniej i pokaże ludziom taki produkt jaki sam bym chciał zobaczyć.

Jaki jest Twój aktorski cel?

Ja po prostu chcę grać. Chcę grać we wszystkim będzie miało dla mnie jakąś wartość. Mogę Ci mówić banały, że najbardziej to bym chciał grać skomplikowane psychologicznie postacie, wymagające, trudne role – i chciałbym, pewnie. Ale bardzo byłbym szczęśliwy, gdybym mógł grać w komediach, filmach familijnych, na które przychodziłoby do kina 5mln osób, dobrze się bawiło i zapominało o wszystkich problemach. Żeby po takich filmach ojcowie bardziej kochali dzieci itp, żeby ludziom chciało się żyć (śmiech), żeby te moje rola dawały im nadzieję. Uwielbiam film z Adamem Sandlerem – “Click” – o w takich filmach chciałbym grać (śmiech).

O czym marzysz?

O pokoju na świecie (śmiech). Tak jak mówiłem. Marzę o robieniu w Polsce kina komercyjnego na wysokim poziomie. Według mnie Polacy są tak fantastycznym narodem, z tak fantastycznym poczuciem humoru, że zasługują na fantastyczne komedie, które dorosną do ich poziomu. Teraz większość komedii nie dorasta do poziomu inteligencji i poczucia humoru widza. Tak uważam. Marzy mi się, żeby wprowadzić taki styl, gatunek filmów komercyjnych, które dorosną do poziomu widza.

Przyjąłbyś rolę filmową głównie dla pieniędzy?

To zależy ile w danym momencie miałbym pieniędzy (śmiech). Jakbym miał pieniądze, żeby sobie spokojnie żyć, to bym nie przyjął, a jakbym ledwo wiązał koniec z końcem to bym przyjął. Ja zresztą nie mam wysokich wymagań. Nie muszę mieć domu o wielkości 200 m2 i samochodu za 500 tys zł. Takie coś mnie nie kręci.

Grasz też w serialach. A karierę zacząłeś od… ?

Zacząłem od teatru. Ja w ogóle więcej gram w teatrze niż w filmie. Ale pojawiam się też często w serialach, zgadza się. Są telenowele, które mają z milion odcinków i nie za fajnie się w nich gra, ale czasem trzeba. Trzeba to robić, nie tylko dla pieniędzy, ale też po to, żeby ktoś cię zauważył. Wszędzie można się czegoś nauczyć. Ale są też 13 odcinkowe seriale i uważam, że to są bardzo fajne produkcje! Co więcej – w Stanach więcej pieniędzy idzie na takie seriale niż na filmy. Nie widzę powodu, dla którego miałbym odmawiać gry w serialu, a gdybym dostał rolę w 13 odcinkowym serialu, to bym się bardzo z tego ucieszył.

Może teraz po Twoim dużym debiucie posypią propozycje?

Nie zapeszam, ale póki co nie jest źle (śmiech). Teraz zależy mi na tym, żeby nie brać wszystkiego co mi proponują, tylko wybierać te propozycję w których będę mógł się czegoś nauczyć i które przybliżą mnie do celu jaki sobie postawiłem. Zresztą w serialu też można zagrać genialnie, nawet w telenoweli. Niezależnie od tego w czym się gra, trzeba mieć odpowiednie podejście. Jeżeli grasz w “M jak miłość”, które ogląda 5 mln osób, a nie podchodzisz do tego poważnie i nie robisz tego dobrze, to jest to jakaś totalna amatorszczyzna.

Niestety często, te seriale szufladkują.

Wolę być aktorem “zaszufladkowanym”, ale grającym, niż “niezaszufladkowanym” grzejącym ławę (śmiech). Aktor jest od tego, żeby grać.

Większość Twoich ról jest komediowych. Granie postaci innej niż komediowej, jest dla Ciebie wyzwaniem?

Ja po prostu lubię grać i nie zastanawiam się jaki to gatunek, jeżeli czuję, że mogę coś zrobić dobrze, albo dużo się nauczyć to wchodzę w to na sto procent. Teraz gram np. Berengera w “Nosorożcu”, w Teatrze Dramatycznym i praca nad tą rolę bardzo mnie rozwinęła jako aktora. Pracowałem z aktorami od których mogłem się wiele nauczyć, którzy pokazali mi drogi, którymi wcześniej nie chodziłem i myślę, że to zaowocuje w przyszłości. Jak już jednak wcześniej mówiłem, zawsze staram się “wpuścić trochę powietrza” w postacie które gram. Ważne dla mnie jest również to, żeby nie bać się porażek, nie bać się, że jakąś rolę położę, że się nie spodobam, jeśli zrozumiem dlaczego coś “skopałem” to jest to bezcenna lekcja. Myślę o tym, żeby być w zawodzie przez 50 lat, a nie przez 5. To jest dla mnie najważniejsze.

Recenzja filmu „Wkręceni”

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą, plącze nam nogi i mówi idź…”

To fragment piosenki, którą każdy będzie nucił w kółko po obejrzeniu filmu „Wkręceni”. Jakże jest on trafny! Ta najnowsza produkcja w reżyserii Piotra Wereśniaka opowiada o trzech wkręconych przez życie przyjaciołach ze Śląska – romantycznym Franczesku (Piotr Adamczyk), nadpobudliwym Fikole (Bartosz Opania) i bardzo nierozgarniętym Szyji (Paweł Domagała).

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Przyznam, że obawiałam się tego filmu. W przeciągu ostatnich kilku lat polskie komedie nie spotkały się z pochwałą, co powoduje, że nawet ich nie oglądam po uprzednim przeczytaniu recenzji. Ciągle żyje się w przeświadczeniu, że „kiedyś to były dobre komedie…”. Każdy wraca przykładowo do filmu Miś, Kiler, Chłopaki nie płaczą, Poranek Kojota i narzeka, że dziś już się takich filmów nie kręci. Czy reżyser, Piotr Wereśniak, nie obawiał się, że fala krytyki spłynie również po jego produkcji?

Nie. Ja się nie boję krytyki, ja się boję jedynie widowni. Jeśli robi się komedie słabe, to są one później krytykowane i nie mają widzów w kinach. Nie mam zamiaru kręcić słabych komedii. Chcę robić filmy śmieszne, pełne wdzięku, które widownia będzie kochała. To jest moją ambicją i robię wszystko w tym kierunku, żeby takie te produkcje były. Dzisiaj na premierze ludzie się śmiali, wyszli zadowoleni… Myślę, że udało mi się osiągnąć ten cel i zrobić śmieszną komedię.”

W obecnych produkcjach, daje się zauważyć w kółko pojawiające się te same twarze- a to pana Szyca, a to Karolaka, a to… nawet Piotra Adamczyka (tego Pana akurat obronię zawsze i wszędzie. Powód? Wyjątkowa sympatia? Tak, niech będzie…). Piotr Wereśniak zaryzykował i wziął do swej najnowszej produkcji, oprócz Adamczyka – Bartosza Opanię oraz Pawła Domagałę. Taka obsada raczej się nie zdarza, więc bardzo mnie zaskoczyła i niezwykle zaciekawiła. Tuż po premierze zapytałam reżysera, skąd pomysł na dobór takich właśnie aktorów, a także, czy nie bał się zaryzykować biorąc tak nieczęsto pojawiające się twarze na wielkim ekranie…

Aktorzy, których wybrałem, nieczęsto się pojawiają na wielkim ekranie, to fakt. Ja przede wszystkim szukałem zdolnych komediowych artystów. Potrzebowałem do tej komedii osób posiadających umiejętność improwizacji oraz mających w sobie własny wrodzony wdzięk, który przełoży się na ekran. Po długich poszukiwaniach po prostu doszedłem do tych właśnie aktorów, których zresztą bardzo lubię i znam od lat. Z Bartoszem Opanią znamy się od bardzo dawna, pracowaliśmy razem przy moim debiucie, czyli „Zakochanych”. Absolutnie nie bałem się zaryzykować i wziąć nieczęsto pojawiające się twarze do mojej produkcji.”

fot. MTL Maxfilm

Dzięki temu „ryzyku”, zyskałam szansę na poznanie talentu aktorów dotychczas mi nieznanych od tej strony. Myślę, że słowa Piotra Wereśniaka, powinni wziąć do siebie inni komediowi reżyserzy, bo czasem takie obsadzenie komedii nowymi twarzami może okazać się sporym sukcesem.

Najbardziej charakterystycznym elementem w całym filmie była jak dla mnie ogromna, komiczna, przerysowana infantylność wszystkich panów. Oczywiście z przymrużeniem oka. Jeden drugiego, dosłownie bił na głowę w swej „pomysłowości”. Tutaj wielkie brawa ode mnie, dla Pawła Domagały i jego postaci Szyji. Wcześniej był to aktor, którego jedynie „skądś tam” kojarzyłam. We „Wkręconych”, jego postać zdobyła moje serce. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego talentu i mam nadzieję, że będę mogła niebawem zobaczyć Pawła w kolejnych komediowych produkcjach.

Ponadto zaskoczył mnie bardzo Kacper Kuszewski. Cóż rzec… jest to aktor znany przede wszystkim (a często, tylko i wyłącznie) z „M jak miłość”, dlatego nie mogłam sobie wyobrazić go w jakiejś innej roli. Kacper zagrał nierozgarniętego policjanta Grygalewicza. Miał stosunkowo mało tekstu, więc musiał nadrabiać swoimi minami i ogromnymi przerażonymi oczami. Szczerze? To trzeba po prostu zobaczyć :) Myślę, że po tym filmie ogrom ludzi zmieni zdanie na temat Kuszewskiego i zobaczy, w jak fajny sposób każdy aktor może wyjść ze swojej szufladki.

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Akcja „Wkręconych” toczy się w kilku miejscach, m.in. na Śląsku, w Warszawie i Zamościu. Tytułowa trójca to jak wspomniałam na wstępie- Ślązacy. Z racji tego, że jestem rodowitą Ślązaczką, już pierwsza scena filmu, czyli jadący na rowerze Franczesko, witający po śląsku znajomych, skradła mi serce. I tak już zostało. Śmiałam się przez cały film wraz z całą dopingującą publicznością. W niektórych momentach, zdało mi się słyszeć nawet brawa i piski – nie żartuję! O ile słynna „Kac Wawa” ściągnęła polskie komedie na samo dno, tak „Wkręceni” ponownie wyciągnęła je na ląd :-)

Nie mogłam nie zapytać reżysera, skąd wziął się pomysł na nakręcenie takiej produkcji…

Trudno mi powiedzieć, skąd mi się biorą pomysły… Chciałem zrobić film o trzech chłopakach. O męskiej przyjaźni, facetach, którzy się znają od małego dziecka, którzy się kochają, nienawidzą… Są prawdziwymi przyjaciółmi i przeżywają różne przygody we współczesnej Polsce. Ciężko mi powiedzieć, dlaczego akurat tak (śmiech)”

Wkręceni” to według mnie wbrew pozorom film o nas samych. Stawia trójkę mężczyzn w niespodziewanych sytuacjach i pokazuje (na plus często przerysowane) zachowania, które mogłyby towarzyszyć nawet nam podczas tak ogromnej desperacji. Obrazuje on statystycznego zakompleksionego Polaka, który żyje z dnia na dzień zastanawiając się czy starczy pieniędzy na czynsz i czy jego lodówka nie jest jeszcze pusta. Przedstawia osobę, która pragnie się od tego oderwać chociaż na chwilę, więc jeśli dostaje taką szansę, to nie myśli o konsekwencjach, lecz naiwnie z tej szansy korzysta. Franczesko, Fikoł i Szyja, znajdują się niespodziewanie w takiej właśnie sytuacji. Mogą na chwilę poudawać niemieckich inwestorów. Od zera do bohatera. W sekundę stali się milionerami, poznali piękne kobiety i odmienili (na chwilę) całe swoje życie, dosłownie w jeden dzień. Komu się nie marzy podobna historia? Każdy chciałby tak móc się oderwać czasem od rzeczywistości. A wszystko to zostało przedstawione w komiczny, przezabawny sposób.

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Uważam, że każda osoba, która zagrała w tej produkcji, zasługuje tak naprawdę na ukłon. Najważniejsze w takich filmach nie jest to, by przyjść do domu i się zastanawiać przez następny tydzień nad puentą i głębszym przesłaniem, lecz by wyjść z sali kinowej z szerokim uśmiechem na ustach. Myślę, że każdy, kto będzie chciał spędzić przyjemnie czas i się trochę pośmiać, wyjdzie z kina bardzo zadowolony. I to nie jest żaden wkręt! Mówię to zupełnie szczerze i poważnie :)

Przy okazji, tuż po premierze zapytałam Bartosza Opanię, Kacpra Kuszewskiego i reżysera Piotra Wereśniaka, czy zdarzyło im się kiedyś kogoś wkręcić :)

Bartosz Opania

Panią (śmiech) Żartuję! Zdarzyło mi się, ale nie chcę o tym mówić. To było bardzo głupie. Wykonałem kiedyś telefon, gdzie bardzo kogoś wkręciłem. Kogoś, kogo nie znałem – pozdrawiam tutaj hejterów. A potem zgubiłem ten telefon i nie mogłem tego odkręcić.”

Kacper Kuszewski

Niestety jestem bardzo kiepskim kłamcą… mimo, że jestem aktorem.  Aktorstwo to jest zupełnie inna rzecz. Na scenie potrafiłbym zagrać kłamstwo, w życiu prywatnym bardzo źle mi to wychodzi (śmiech).”

Piotr Wereśniak

Na planie dość często zdarza mi się wkręcać (śmiech). Czasami używam różnych forteli, np. mówię, że kamera poszła, chociaż wcale nie poszła, albo, że kamera idzie, chociaż wcale tak nie jest. Różne rzeczy się zdarzają, a ja, jako reżyser muszę troszkę umieć manipulować ludźmi i czasami muszę ich w coś wkręcać”

A Wam, zdarza się czasem kogoś wkręcać? A może sami padliście ofiarą jakiegoś wkrętu? Czekamy na komentarze i zapraszamy do kin na film „WKRĘCENI”!

Z czystym sumieniem – to będzie najlepsza polska komedia tego roku!

Poniżej kilka zdjęć z premiery: