Wizyta na planie serialu „Singielka”

IMG_20160227_123149

Wielka hala zdjęciowa w Starym Sękocinie. Wchodzimy do środka, a tam: na lewo zamknięte drzwi na plan serialu „Aż po sufit!”, na prawo otwarte – na plan „Singielki”. Kierujemy się do mieszkania Elki Kowalik, przez jej łazienkę przechodzimy do redakcji „Co tam?”, a z jej kuchni zakradamy się po cichu do mieszkanka Tomasza. Piętro wyżej Elka prezentuje nam swoją garderobę, a zakręcona Malena zdradza gdzie znajduje się charakteryzatornia i proponuje zrobienie mejkapu. To jednak tylko namiastka tego, co spotkało nas na planie…  Czytaj więcej

„Jestem osobą, na którą źle wpływa siedzenie w domu i rozmyślanie” – wywiad z Joanną Kulig

Za nami wakacje, błogie lenistwo i konferencje jesiennych ramówek największych stacji telewizyjnych. Pod koniec sierpnia TVN, Polsat, a także Telewizja Polska zaprezentowały nowości, jakimi umilą nam długie, jesienne wieczory. Jedną z propozycji Telewizji Polskiej jest nowy serial komediowy „O mnie się nie martw„. Jak zapowiadają producenci, będzie to pełen humoru i emocji serial, opowiadający o perypetiach grupy ludzi, których poznamy z perspektywy 30-letniej bezrobotnej rozwódki i matki dwójki dzieci. W roli głównej bohaterki (Iga Małecka) zobaczymy Joannę Kulig.

A co aktorka zdradziła nam na temat swojej nowej roli? Przeczytajcie naszą krótką rozmowę.

Czytaj więcej

Słodycz, sama słodycz ?

Tej wiosny TVN przygotował wiele nowości. Już w marcu będziemy mogli zobaczyć między innymi nowy serial komediowy „Sama słodycz”.


Foto: Facebook/Sama Słodycz

Jak zapowiadają twórcy, jest to serial pełen optymizmu, humoru i nadziei na to, że każdy, nawet największy mruk i malkontent zazna w końcu szczęścia.

Serial opowiada historię Fryderyka – samotnego, zranionego przez kobietę mężczyznę w średnim wieku. Jego trochę nudne, aczkolwiek spokojne życie, pewnego dnia ktoś przewraca do góry nogami.

W zeszły czwartek w jednej z warszawskich restauracji, odbyła się konferencja prasowa serialu „Sama słodycz”, w której miałam przyjemność uczestniczyć. Była to idealna okazja do tego, aby zobaczyć pierwszy, prapremierowy odcinek serialu, a także, by porozmawiać z jego twórcami.

„Sama słodycz” to drugi, po „Przepisie na życie” serial, w którym widzowie mają przyjemność (bądź też nie) zobaczyć Piotra Adamczyka. Tym razem aktor wciela się w główną rolę. W serialu towarzyszą mu Roma Gąsiorowska, Natalia Klimas, Mateusz Damięcki, Marcin Hycnar i niewidziana nigdy wcześniej w TVNie – Milena Suszyńska.

Korzystając z okazji, postanowiłam zapytać Marcina o jego postać, podejście do polskich seriali i współpracę z Piotrem Adamczykiem

Jaka jest postać, w którą wcielasz się w serialu „Sama słodycz”?

W serialu wcielam się w postać Wiktora – przyjaciela głównego bohatera. Wiktora i Fryderyka łączy wieloletnia przyjaźń. Pomagają sobie wzajemnie, są dla siebie najlepszymi kumplami, jednak są też takie sytuacje, w których nie szczędzą sobie słów. Wiktorowi bardzo zależy, aby Fryderyk był szczęśliwy, aby zaczął żyć pełną piersią, wyszedł do ludzi. Został on porzucony przez kobietę i jego miłosne doświadczenia nie napawają go optymizmem.Do tego został odizolowany od syna. Wiktor stara się pomóc Fryderykowi, chce, aby ten znalazl sobie wybrankę, z którą będzie mógł wieść szczęśliwe życie.

Uda się to finalnie?

Jesteśmy w trakcie kręcenia pierwszego seozonu i muszę przyznać, że wiele się będzie działo. Wydaje mi się jednak, że zanim Fryderyk powie, że jest szczęśliwy minie sporo czasu i mam nadzieję, że kilka sezonów (śmiech).

Co różni Fryderyka od Wiktora?

Ci dwaj bohaterowi są przedstawieni w serialu bardzo kontrastowo. Fryderyk jest samotny, spokojny, z kolei Wiktor to mężczyzna przebojowy, pewny siebie, rozgadany.

Jesteś podobny do Wiktora?

Chyba niewiele mnie z nim łączy. Podczas dzisiejszej imprezy czuję się mniej komfortowo niż czułby się pewnie mój bohater (śmiech).

Spodobał ci się pierwszy odcinek?

Trudne pytanie, bo ja nie lubię patrzeć na siebie (śmiech). Bardzo denerwowałem się przed obejrzeniem pierwszego odcinka, bo po tak długim czasie mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć efekt naszej pracy. Wydaje mi się, że ten serial jest z jednej strony komedią, opowiadającą o damsko – męskich perypetiach, a z drugiej strony pokazuje historie samotnych ludzi w średnim wieku, wychowujących samotnie dzieci. Wydaje mi się, że wiele osób będzie się utożsamiać z bohateriami serialu i ich historiami. Cieszę się, że przez te 40 min udało nam się przykuć uwagę widzów. Sądząc po reakacjach – serial chyba naprawdę jest zabawny! (śmiech).

Oglądasz seriale?

Tak, zdarza mi się. Jestem fanem amerykańskich seriali, które są kręcone w trochę inny sposób niż polskie. Myślę, że takie seriale jak „Gotowe na wszystko”, „Entourage” to seriale świetnie napisane, przemyślane. W Ameryce jest ich mnóstwo! Tam każdy odcinek serialu jest miniaturą filmową.

W Polsce chyba zaczyna się to zmieniać. Powstaje coraz więcej seriali, które tak jak te amerykańskie, podzielone są na sezony.

To prawda, jednak ciągle jesteśmy trochę opóźnieni. Pozostaje mi mieć nadzieję, że dożyjemy momentu, kiedy polskie seriale będą krwiste (śmiech).

Jak ci się pracuje w Piotrem Adamczykiem?

Jest to nasza pierwsza, wspólna praca. Muszę przyznać, że z ogromnym uznaniem obserwuję jego pracę i naprawdę wiele się od niego uczę.

Postanowiłam zadać także kilka pytań Milenie Suszyńskiej – aktorce, która debiutuje zarówno w telelewizji TVN, jak i w tak dużej, serialowej roli.


Fofo: Facebook/Sama Słodycz

Jaka jest bohaterka, w którą się wcielasz?

Gosia jest charakterna, zdecydowana, ale jest też bardzo ciepłą i pozytywną osobą. Podonie jak ja, dostrzega tylko pozytywne strony (śmiech).

Gosia jest modelką. Czy ty miałaś kiedyś styczność z modelingiem?

Nie, nigdy modeling mnie nie interesował. W dzieciństwie miałam inne pasje, a gdy dostałam się do szkoły teatralnej zaczął liczyć się tylko teatr i na nic innego nie miałam czasu.

Jak pracuje ci się z serialową ekipą?

Świetnie! Z Piotrem Adamczykiem znamy się już wiele lat. Poznałam go, gdy miałam 11 lat i wtedy nawet mi się podobał (śmiech). Do dzisiaj śmiejemy się z tego, że w swoim pamiętniku pisałam o nim „Piękny blondyn” (śmiech).

Kogo Fryderyk spotka na swojej drodze? Kto wywróci jego życie do góry nogami? Czy spotka miłość swojego życia? Odpowiedź na te pytania będziemy mogli poznać już wkrótce. Ja, po obejrzeniu pierwszego odcinka mogę zdradzić tylko tyle, że na przemian wzruszałam się i śmiałam i na nadmiar „słodyczy” absolutnie nie narzekałam… :)

„Nauczyłem się dystansować do tego, co pisze się o mnie w tabloidach, czy na forach internetowych. Ale nie zawsze tak było.” – wywiad z Tomaszem Ciachorowskim

Absolwent oceanotechniki, kulturoznawstwa i aktorstwa. Polaków ( a zwłaszcza Polki) zauroczył wcielając się w postać przystojnego Michała Duszyńskiego w serialu „Majka”. Aktualnie występuje na deskach Teatru Komedia, gdzie jako główny bohater wzrusza i rozbawia publiczność w komedii „Harold i Matylda”.  

O kulisach aktorskiej pracy, dbaniu o wygląd oraz nieznanych Wam dotąd zainteresowaniach opowiedział Tomasz Ciachorowski!

Lubisz udzielać wywiadów?

Ojej… z takim pytaniem spotykam się po raz pierwszy. Nie ma reguły. Czasami odpowiadam na zadane pytania z przyjemnością, a czasami nie. To zależy od okoliczności i tematu rozmowy. Jeżeli rozmowa jest interesująca, rozmówczyni albo rozmówca jest miły, to robię to z przyjemnością. Ale nie zawsze.

Jak traktujesz wywiady?

Zazwyczaj jest to część moich zawodowych obowiązków. Najczęściej udzielam wywiadów przy okazji promocji serialu, albo przy okazji premiery spektaklu. Producent zaprasza wybranych przez siebie dziennikarzy a rozmowa z reguły dotyczy konkretnego projektu.

Jesteś przystojnym aktorem, nie przeszkadza Ci ta łatka „przystojniaka”?

Zależy jakie przyjmiesz kryteria oceniając czyjąś aparycję. Jeżeli ktoś twierdzi, że jestem przystojny i przykleja mi taką etykietkę, to ok. Ma do tego prawo. Nauczyłem się podchodzić do tego z pokorą i nie negować tego. Na początku odżegnywałem się od łatki amanta, bałem się, że zostanie mi ta łatka i nie będę mógł wyjść poza ramy takiego emploi. Teraz myślę sobie – co  z tego? Każdy aktor ma taki, albo inny typ urody, który go pretenduje do grania takich a nie innych ról. Gdybym wyglądał inaczej, to pewnie grałbym inne role i również mógłbym ubolewać nad tym, że moja powłoka mnie ogranicza. Takie rozważania nie mają większego sensu.

Czy wygląd ma znaczenie w karierze aktorskiej?

Oczywiście że wygląd i warunki fizyczne mają znaczenie w tym zawodzie. Myślę, że nie tylko w zawodzie aktora, chociaż rzeczywiście akurat uprawianie tego zawodu jest związane z publiczną ekspozycją. Nasze ciało jest naszym narzędziem pracy, zawodowym instrumentem, więc oczywiście, to jak wyglądamy, czy o siebie dbamy czy też nie, czy jesteśmy danego dnia wyspani, to w jaki sposób zmieniamy się z upływem czasu – to wszystko ma znaczenie.

Pomaga Ci Twój wygląd w karierze?

Myślę, że tak jak w każdym zawodzie to jak wyglądamy, w jakiś sposób nas definiuje i gdybym był np. adwokatem mój wygląd również by mnie  definiował czyniąc mnie wiarygodnym prawnikiem na pierwszy rzut oka, albo nie. Pewnie nie raz pomogło mi to, że wyglądam tak jak wyglądam, a nie raz zaszkodziło.

Kiedy zaszkodziło?

Starałem się o rolę zakapiora i moje warunki zewnętrzne sprawiły, że nie zaproszono mnie nawet na zdjęcia próbne. Podobnie było z rolą stoczniowca… Usłyszałem tylko: „z pana warunkami, to się nie uda.”

Dbasz o swój wygląd?

Oczywiście, że dbam o to jak wyglądam. Skoro posługuję się moim ciałem w mojej pracy, to jego jakość i kondycja nie jest mi obojętna. Sądzę, że dbam o stan swojego ciała trochę bardziej niż przeciętny mężczyzna.

Co masz na myśli mówiąc, że bardziej niż przeciętny mężczyzna?

Pewnie więcej czasu spędzam na siłowni, częściej biegam, więcej namysłu poświęcam kwestiom odżywiania się i pielęgnacji mojej skądinąd kłopotliwej cery.  Pewnie nie każdy facet używa toniku.

Skorzystałbyś z usług kliniki estetycznej?

Nigdy tego nie robiłem, ale nie widzę nic złego w tym, że kobieta lub mężczyzna poprawia swoją urodę. Wszystko jest dla ludzi. Dzisiaj trudno jest mi sobie wyobrazić, że korzystam z tego typu usług, ale kto wie, jeśli czułbym się źle z pewnymi mankamentami, to czemu nie. Mam kolegów i koleżanki, którzy robią to regularnie. Jedni robią to na tyle ostrożnie, że tego rodzaju ingerencja np. odejmuje im lat nie budząc przy tym żadnych kontrowersji, a niektórzy przesadzają, ale tak czy owak to tylko i wyłącznie ich sprawa, ich twarz, więc nic mi do tego. Na pewno mnie to nie oburza.

Masz fanów, fanki, którzy piszą do Ciebie np. na facebook’u?

Doświadczałem wiele tego typu zaczepek kiedy mój prywatny profil na facebook’u był profilem otwartym i wszystkie zamieszczane tam przeze mnie informacje miały charakter publiczny. Od jakiegoś czasu ostrożniej korzystam z portali społecznościowych.  Na fanpage’u do tej pory zdarza się to często, ale z założenia jest to profil stworzony dla fanów, więc wręcz cieszy mnie tego typu interakcja.

Miałeś kiedyś psychofana, psychofankę?

Kiedy relacja z fanką lub fanem zaczyna niebezpiecznie ocierać się o stalking, ma znamiona natręctwa lub zwyczajnie narusza moją prywatność, to od razu taką znajomość ucinam.

Odpisujesz swoim fanom na facebook’u?

Nie zawsze. Odpisuję na privie jeżeli wiadomość taka dotyczy konkretnej sprawy, do której chcę się odnieść. Zwykle jednak komunikuję się z fanami bezpośrednio na osi czasu. Jakiś czas temu opublikowałem w sieci swoją stronę internetową www.tomaszciachorowski.com i jedna z fanek przesłała mi kilka cennych uwag dotyczących tej strony, z których skorzystałem. Taka dwukierunkowa komunikacja jest fajna.

Sam zrobiłeś swoją stronę internetową?

Tak (śmiech). Umówmy się – nie jestem informatykiem. Kiedyś na studiach uczyłem się kodu html więc co nieco pamiętam. Do stworzenia tej strony użyłem bardzo prostego edytora. Od czegoś trzeba zacząć. Postanowiłem, że sam stawię temu czoła.

Ciekawi mnie, dlaczego sam? Kręci Cię informatyka?

Kręci mnie sam akt „kreacji”. Edytując tę stronę spędziłem przed komputerem dwa dni, praktycznie nie jedząc i nie pijąc. Potrafię się w takim projekcie zatracić.

Może powinieneś zostać grafikiem?

(Śmiech) Wolę traktować takie przedsięwzięcia w kategoriach hobby.

Czytasz to, co piszą media na Twój temat?

Teraz już tego nie robię. Nauczyłem się dystansować do tego, co pisze się o mnie w tabloidach, czy na forach internetowych. Ale nie zawsze tak było. Na różnego rodzaju portalach pojawiło się do tej pory wiele nieprawdziwych plotek na mój temat, cytowano moje rzekome wypowiedzi lub powoływano się na „osobę z kręgu aktora” co miało usprawiedliwiać te brednie. Potem było to oczywiście szeroko komentowane przez internautów, którzy bezkrytycznie dają wiarę tego typu doniesieniom. Nie rozumiem zjawiska bezinteresownego hejtertstwa w sieci, co nikogo już nie dziwi. Normą stała się również nierzetelność i nieuczciwość dziennikarzy, a portale takie jak pudelek pełnią w naszym kraju funkcję opiniotwórczą. Smutne.

Teraz już takiego szumu wokół Ciebie nie ma, jak np. po serialu „Majka”.

Rzeczywiście i wierz mi – wcale za tym nie tęsknię. Jedyne czego mi żal, to tego, że wówczas otrzymywałem dużo więcej propozycji zawodowych.

Widziałam ostatnio Twoje zdjęcie z planu „Na dobre i na złe”. Kogo tam zagrałeś?

Zagrałem Bartka – młodego motocyklistę, który ucierpiał podczas wypadku drogowego. W szpitalu okazało się, że tydzień wcześniej podczas majsterkowania utkwił mu w głowie gwóźdź. Nieprawdopodobna historia, ale  Dr House podobno mial podobny przypadek.

Jak Ci się grało taki krótki epizod?

Paradoksalnie jest to bardziej wymagające zadanie, ponieważ mam tylko jeden odcinek i kilka scen na przedstawienie tej postaci i jej historii.

Uczęszczasz na castingi?

Oczywiście. Najczęściej jednak producent decyduje się na nazwisko, o którym w danym momencie jest głośno. Nie upatrywałbym w tym jednak jakiegoś spisku czy nepotyzmu. Producent, który wykłada pieniądze traktuje to jak inwestycję i zależy mu na jak największej oglądalności. Zazwyczaj casting wygrywa aktor, który od początku był faworytem.

Zależało Ci kiedyś szczególnie bardzo na jakieś roli, o którą walczyłeś, ale niestety się nie udało?

Jasne. Takich sytuacji było wiele. Na zdjęciach próbnych daję z siebie wszystko, a rolę dostaje ktoś inny. To chleb codzienny tego zawodu.

Nie zniechęca Cię to?

Nie. Zdaję sobie sprawę, że na tym ten zawód polega. Nikt mnie bez castingu nie obsadzi w dużej roli.

Jak podchodzisz do grania scen miłosnych, intymnych?

Staram się traktować takie zadania profesjonalnie. Bywa to niezręczne ale trzeba ten wstyd pokonać. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Julką Pogrebińską  - kwadrans po tym jak się sobie przedstawiliśmy musieliśmy się rozebrać i wcielić w parę kochanków. Od środka zżerał mnie stres ale nie chciałem dać tego po sobie poznać. Kiedy przełamaliśmy w końcu barierę fizyczności, nasza każda kolejna scena pobrzmiewała echem tamtego pełnego napięcia pierwszego spotkania. Do dziś się przyjaźnimy.

Byłbyś w stanie poświęcić się dla roli? Przytyć, schudnąć?

Oczywiście.  Pod warunkiem, że ta rola byłaby tego warta. Jeżeli miałbym zagrać postać epizodyczną w telenoweli i zażądano by ode mnie abym specjalnie do tej roli przytył 5kg, to bez wahania odpowiedziałbym – „nie, dziękuję”.

Grasz w spektaklu „Harold i Matylda” główną rolę – młodego chłopaka, którego hobby to chodzenie na pogrzeby. Jak Ci się gra tę postać?

Gram Harolda z dużą przyjemnością. Na początku bardzo trudno było mi ugryźć tę postać. Harold jest bohaterem głęboko nieszczęśliwym, okaleczonym. Do tego ma podejrzane  hobby: chodzi na pogrzeby i inscenizuje swoje samobójstwa. Starałem się znaleźć jakieś usprawiedliwienie dla tego typu fascynacji.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze do zagrania tej postaci?

Najtrudniej było mi w sposób płynny i psychologicznie uzasadniony ukazać przemianę wewnętrzną Harolda.

Przygotowujesz się w domu do zagrania danej postaci?

Oczywiście, sporo czasu poświęcam w domu nie tylko na naukę tekstu, ale również na analizowanie cech i motywów mojej postaci, relacji między bohaterami oraz kontekstu sztuki. Na próbach często wdrażam w życie pomysły, które są wynikiem moich samodzielnych poszukiwań.

Między Twoją postacią, a Matyldą jest gigantyczna różnica wieku – ok. 50 lat. Harold na końcu oświadcza się Matyldzie. Wierzysz w taką miłość?

Wierzę. Uważam, że ludzie pomimo dużej różnicy wieku są w stanie się w sobie zakochać, podobnie jak Kamila i Andrzej Łapiccy.

Masz swoją wymarzoną rolę?

John Proctor w „Czarownicach z Salem”. Kiedyś byłem już bliski zagrania tego bohatera, ale z powodu nieprzewidzianych kłopotów z prawami autorskimi próby, które trwały już kilka tygodni zostały przez teatr przerwane.

Dlaczego John Proctor?

Jest postać bardzo złożona, rozdarta między Abigail, a Elizabeth – swoją żoną i kochanką. Tym mężczyzną targają sprzeczne emocje, które doprowadzają jego rodzinę do zguby. Poza tym ten bohater osadzony jest w bardzo aktualnym kontekście. Wcześniej polowano na czarownice, a teraz na genderystów, ale mechanizm tego typu propagandy i krucjaty pozostaje niezmienny.

Jakie postaci lubisz grać najbardziej?

Ciężko mi jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. Nie ma jednej kategorii postaci, w które wcielam się najchętniej. Najlepiej czuje się grając bohaterów, którzy znajdują się pod presją lub takich którzy są z jakichś powodów wykluczeni ze stada.

Łatwiej się wcielić w postać podobną do siebie z charakteru?

Nie ma reguły. Np. Harold, którego gram ostatnio na deskach teatru jest zupełnie inny niż ja, a świetnie rozumiem tę postać, mimo, że są mi dalekie jej fascynacje.

Masz jakiś swój aktorski cel?

Owszem, mam pewien zawodowy cel, ale nikomu tego celu nie zdradzę. To moja intymna fantazja i obawiam się, że gdybym się z nią podzielił, to straciłaby swoją moc i przestałaby mnie napędzać.

Widziałam, że się udzielasz charytatywnie?

Jeżeli mogę wykorzystać swoją popularność w jakimś szlachetnym celu, to czemu nie? Nic mnie to nie kosztuje, a mogę jakąś akcję uwiarygodnić albo pomóc ją nagłośnić.

Sprawia Ci to satysfakcję?

Jasne. Chciałbym chociaż w małym stopniu zmienić ten świat na lepszy. Może nie wpływam na losy świata, grając w telenoweli, ale wykorzystując odpowiednio swoją popularność, będąc ambasadorem akcji„Mężczyźni kontra rak piersi”, lub działając na rzecz zwierząt mam poczucie że robię coś pożytecznego i potrzebnego.

Widziałam, że ostatnio grałeś w hokeja na meczu charytatywnym…

Tak, nie po raz pierwszy zresztą. Zawsze przyświeca takiej  imprezie wybrana inicjatywa charytatywna. Ostatnio grałem w Krakowie na rzecz Fundacji Piękne Anioły i cieszy mnie, kiedy w imię jakieś szczytnej idei zbiera się w jednym miejscu tylu ludzi.

Masz coś więcej wspólnego z hokejem?

Od czterech lat jestem członkiem Hokejowej Reprezentacji Artystów Polski. Kiedy zostałem po raz pierwszy zaproszony do udziału w meczu hokejowym przeciwko rajdowcom w 2010 roku w Tychach,  z trudem utrzymywałem równowagę na lodzie. Mimo że od tamtej pory zrobiłem duże postępy, co potwierdził sam Mariusz Czerkawski, wciąż, kiedy jestem rozpędzony, nie potrafię bezpiecznie się zatrzymać. Zwykle kończy się to upadkiem albo bolesną kolizją z bandą.

Uprawiasz jakieś sporty? Widziałam, że masz sporo zdjęć z gór.

Bardzo lubię piesze wędrówki. Uwielbiam przemieszczać się „z buta”. Najchętniej włóczę się po górach. Lubię też jogging. Zwykle biegam wzdłuż Wisły, snując plan wystartowania w triathlonie albo maratonie. Może to już objaw kryzysu wieku średniego?  (śmiech)

Obierasz sobie jakieś cele biegając?

Zwykle z góry decyduję się na konkretną trasę, której pokonanie zajmuje mi do dwóch godzin. Ostatnio odkryłem audiobooki, których mogę słuchać w trakcie biegania, więc przy okazji dodatkowo ten czas pożytkuję.

Jakie masz plany na rok 2014?

(śmiech) Wiesz, jeżeli pytasz o plany zawodowe, to jest kilka przedsięwzięć, które wykluwają się i mam nadzieję wziąć w nich udział, ale nie chciałbym zdradzać szczegółów żeby nie zapeszyć.

Zawsze słyszę tę samą odpowiedź (śmiech)

Bo rzeczywiście lepiej zachować ostrożność i nie chwalić się czymś przedwcześnie. Nie raz byłem o włos od zagrania jakiejś roli, a w przeddzień wejścia na plan okazywało się że to nie ja ją zagram. Ale trzymaj kciuki. Mam nadzieję że tym razem się nie zawiodę.

„Oglądałam kiedyś „M jak miłość” byłam wielką fanką, poszłam na casting, a później nie mogłam uwierzyć, że wygrałam, bo to przecież mój ulubiony serial!”

Młodzi, utalentowani, znani wszystkim głównie ze swych ról w serialu „M jak Miłość”. Dwie siostry z rodziny Mostowiaków – Natalka (Marcjanna Lelek) i Ula (Iga Krefft), które są już z nami na ekranie od prawie 9 lat! Zaczynały jako dzieci, a dziś są dojrzałymi nastolatkami. Spotkałam je podczas Gali „1000 razy M jak Miłość”, jako że główne zainteresowanie padło w kierunku postaci starszych, ja postanowiłam wybić się z kanonu i poświęcić chwilę uwagi tym młodszym. Kiedy podeszłam do dziewczyn by z nimi porozmawiać, akurat gawędziły z Pawłem Góralskim, który odgrywał w serialu postać policjanta Roberta. Wywiad ten jest zatem nietypowy, pierwszy taki na naszym blogu – aż z trzema osobami! Zapraszam do lektury.

 

Patrycja: Widzę, że się świetnie dogadujecie. Wyglądacie jak byście były siostrami nie tylko serialowymi.

Iga Krefft: Tak, tak dokładnie! Jesteśmy i w życiu prywatnym jak siostry. Ja nawet robiłam Marceli makijaż!

P: Znaliście się wszyscy wcześniej?

Marcjanna Lelek: Nie, wszyscy poznaliśmy się na planie. Zarówno ja z Igą, jak i z Pawłem.

Paweł Góralski: Dokładnie, nawet zdarzało się, że udzielałem im korepetycji z geografii.

Iga: Tak, dzięki niemu dostałam 6!

P: To bardzo ciekawe… Gratuluje! Powiedzcie mi, jak się znaleźliście na planie „M jak Miłość” ?

Iga: U mnie to wyglądało tak, że poszłam po prostu na casting. Stwierdziłam pewnego dnia, że spróbuję swoich sił i się udało. Oglądałam kiedyś „M jak Miłość” byłam wielką fanką, poszłam na casting, a później nie mogłam uwierzyć, że wygrałam, bo to przecież mój ulubiony serial! Właściwie u każdego z nas wyglądało to podobnie…

P: Pracujecie na planie z zawodowcami, wiążecie również swą przyszłość z aktorstwem?

Marcjanna: Ja z zawodu nie jestem aktorką, Iga też nie… Ale tak, mam plan by zajmować się tym zawodowo.

Iga: Jak to nie jestem?! (śmiech) Ale rzeczywiście – Paweł już jest po szkole teatralnej, my jeszcze nie.

Marcjanna: Wkrótce będziemy!

P: Myślicie, że wątki waszych postaci też będą ciągnąc się tak długo jak np. braci Mroczków? Oni też zaczynali grac w wieku podobnym do waszego, a dzisiaj ich postacie są już dorosłe, jeden z nich nawet założył rodzinę!

Iga: Mam nadzieję, że tak będzie! Chciałabym mieć różne romanse, żeby coś się działo (śmiech) Myślę, że scenarzyści mają już coś dla mnie, zresztą moja postać od zawsze była „tą niegrzeczną” i parę takich przypadków już było.

P: Zgadzam się, Uli zdarzyło się nieźle nabroić, z kolei z perspektywy widza, Natalka ma bardziej „aureolkę” nad głową.

Paweł: No właśnie, właśnie! I ja proponuję scenarzystom w końcu zdjąć jej tę aureolę znad głowy!

P: Paweł, a co z Twoją postacią?

Paweł: No właśnie gdzieś zniknęła… Myślę sobie „kariera”, a za chwilę, moment, moment, ale gdzie jest moja postać, gdzie ona zniknęła?! Dzwonię wtedy do Marcysi i pytam „gdzie jest moja postać?”

Marcjanna: (śmiech) on żartuje, on wcale do mnie nie dzwoni !

Paweł: Ja myślę, że moja postać mogłaby wrócić i zdjąć Natalce aureolę z głowy.

Marcjanna: Ciekawe jak, skoro Twoja postać miała jeszcze większą aureolę niż moja!

Paweł: Właśnie Robert nie miał tej aureoli.

Iga: Mógłbyś wrócić, jako taki „rock’and’rollowiec”, na motorze i porwać serce Natalki! No wyobraźcie to sobie! (śmiech)

P: Macie niezłą fantazję, podsuńcie gotowy scenariusz, może się uda! Paweł, myślisz, że twoja postać wróci jeszcze kiedyś do serialu?

Paweł: Podejrzewam, że nie. Ciężko powiedzieć, co scenarzyści mają w planach, ale myślę, że już nie wrócę i też nawet nie oczekuję tego. Byłbym oczywiście bardzo mile zaskoczony, ale nie czekam na telefon.

P: Dziewczyny, a co będzie się działo u Waszych postaci, czego możemy się spodziewać w nadchodzących odcinkach?

Marcjanna: Nie możemy o tym mówić, ale też szczerze mówiąc ciężko jest nam nawet powiedzieć, bo nie bardzo wiemy co się teraz dzieje, tym bardziej, że nie śledzimy serialu na bieżąco.

Paweł: Ja wiem co będzie, Hanka powróci!

Iga: Dokładnie Hanka powróci, a Natalka wda się w romans z jakimś fajnym księdzem (śmiech)

P: Wy naprawdę powinniście pisać scenariusz tego serialu (śmiech) A jak odnosicie się do ról bardziej intymnych?

Iga: W rolach intymnych znaczenie ma to czy aktor jest fajny. Jeśli podoba się fizycznie, z charakteru to może być to całkiem przyjemne! Miałam już kilka takich scen, jakby nie było cały czas jest to praca, więc nie możemy jakoś przywiązywać się do tego emocjonalnie, ale nie ukrywam, że gdybym miała do zagrania jakąś taką rolę z aktorem, do którego poczułabym chemię to na pewno byłoby to też widać na ekranie.

Marcjanna: No właśnie, bo to nie jest też tak, że mam na przykład z kimś się całować na ekranie i robię to ot tak, jakbym wykonywała normalnie każdą inną czynność. Może jestem jeszcze młoda i dlatego tak do tego podchodzę, ale jednak jest to dość emocjonalne wyzwanie i ciężko o tym mówić, że to nic takiego, bo ta chemia może się pojawić.

P: Macie jakiś cel związany z aktorstwem, który chcielibyście osiągnąć?

Iga: Każdy z nas chce być aktorem. Ja bym też chciała coś robić z muzyką, no a Paweł już jest po szkole, także chyba swój cel osiągnął. Staramy się tez działać w teatrze – nasza znajoma wystawia sztukę, w której gramy.

Marcjanna: Marzymy o grze w takim Teatrze Polskim… Ja chcę poświecić póki co wszystko, żeby kiedyś móc grac w takich wielkich teatrach, ale to wymaga bardzo dużo pracy i przede wszystkim zawodu aktora.

P: W takim razie, życzę wam z całego serca aby się udało. Dziękuję za rozmowę!