Nasza „Premiera”

Miałyśmy niedawno przyjemność zobaczyć spektakl „Premiera” w reżyserii Tomasza Dutkiewicza, w Teatrze Komedia.  Na wstępie musimy Wam przyznać, że ostatnią sztuką teatralną jaką miałyśmy „przyjemność” zobaczyć był prawdopodobnie „Król Edyp” w okresie szkoły średniej. Latające nad głowami paluszki, przesadnie głośno komentujący sztukę (bądź też nie sztukę) licealiści oraz obserwująca nas polonistka, która co kwadrans dyskretnie szeptała do ucha:  „Patrzcie uważnie, jutro będzie z tego klasówka” – to wszystko sprawiało, że czas spędzony w teatrze delikatnie mówiąc…nie był przyjemnością. W żaden sposób nie zraziłyśmy się jednak do teatru. Co więcej, marzyłyśmy o tym, aby móc wreszcie zobaczyć wybrany przez nas spektakl, w wybranym przez nas teatrze z najbardziej uzdolnioną obsadą aktorską w tym kraju. Tym sposobem drogą dedukcji, niesamowitego szczęścia i ogromnej życzliwości naszego znajomego aktora ,szczęśliwe, pełne nadziei, bez polonistki u boku, udałyśmy się do Teatru Komedia, by zobaczyć słynną „Premierę”.

Spektakl rozpoczął się od śpiewającego w tle Michaela Buble’a , za co ogromny plus, gdyż muzyka Buble’a idealnie wkomponowała się w klimat całego przedstawienia. „Premiera” to pokazana w krzywym zwierciadle akcja, która toczy się tuż przed wielką premierą sztuki. Już w pierwszych minutach poznajemy reżysera, aktorów, zaproszonych gości. Jest też czerwony dywan oraz kelner serwujący białe wino – czyli wszystko na swoim miejscu… no… prawie;) Od samego początku nic się nie udaje – a to spóźnienie aktorki odgrywającej główną postać, a to nieudolne próby zdobycia wielkiej roli przez jednego z aktorów, a do tego wszystkiego- romanse pomiędzy głównymi bohaterami… Wszystko pokazane w komiczny sposób, bardzo karykaturalnie, a jednocześnie… prawdziwie. Znakomita obsada to wisienka na torcie dla tego zabawnego scenariusza. Znany wszystkim Jacek Poniedziałek wcielił się w rolę podenerwowanego, nadpobudliwego reżysera, nad którym od samego początku wisi ciemna chmura, przez co bohater  traci całkowitą nadzieję, na to iż premiera jego spektaklu dojdzie w ogóle do skutku. U jego boku partnerka (Izabela Kuna), kobieta niezwykle elegancka, pewna siebie, z klasą. W swoim mężczyźnie widzi idealnego kandydata na męża i ojca jej dzieci. Problem w tym, że sam kandydat broni się przed ogniskiem domowym rękami i nogami.  U jego drugiego boku…druga kobieta, młoda aktorka (Aneta Todorczuk – Perchuć), kobieta energiczna, przebojowa, trochę naiwna, aczkolwiek sprytna. Aktorka próbuje uwieść reżysera, by móc zagrać w kolejnym przedstawieniu, co oczywiście wywołuje w jego narzeczonej poczucie zazdrości.

Na scenie obserwujemy również postać homoseksualisty (Robert Rozmus), aktora „przeterminowanego”, którego „5 minut”  już dawno minęło. Jest także aspirujący aktor i kelner (Philippe Tłokiński), który usilnie stara się zaprezentować reżyserowi swoje wyjątkowe zdolności aktorskie.

W międzyczasie obserwujemy zachowanie małżeństwa: księgowej prezydenta (Maria Pakulnis) oraz jej męża(Wojciech Wysocki), którzy chcąc uczcić swoją trzydziestą rocznicę ślubu, wybrali się do teatru. Kobieta jest podekscytowana miejscem, zaproszonymi gośćmi, aktorami, faktem, że może poczęstować się kieliszkiem szampana. Jej mąż z kolei traktuje pobyt w teatrze jako największą karę za grzechy.  W epicentrum ich konfliktu pojawia się starszy mężczyzna, aktor (Tadeusz Chudecki). Swoją duszą romantyka szybko skrada serce pani księgowej.

Cała masa przesyconych humorem, niekonwencjonalnych dialogów oraz sytuacji, stopniowo wprowadzają widza w stan ostateczny – śmiech przez łzy, czy też łzy przez śmiech.  W punkcie kulminacyjnym „Premiery”  ma miejsce wszystko, co niestosowne, niemoralne i nieodpowiednie do wydarzenia jakim jest premiera spektaklu.  Niespodziewane zwroty akcji, krzyk, zgiełk, śmiech, panika, rozpacz ! Przedmioty latają, a aktorzy się… wywracają;)

„Premierę” można rozumieć pół żartem, poł serio. Możemy śmiać się do rozpuku z przezabawnych dialogów, kłótni, mimiki, problemów, jakie spotykają bohaterów. Smutne z kolei ( a może właśnie śmieszne?) jest błędne przekonanie zwykłego pana Kowalskiego co do świata showbiznesu. Każdego dnia może on zobaczyć na dowolnym portalu plotkarskim zdjęcia znanych osób pozujących na ściance. Są piękni, uśmiechnięci, pewni siebie, szczęśliwi – przecież przyszli na premierę. I jeżeli ten sam Pan Kowalski pewnego dnia wybierze się do Teatru Komedia, by zobaczyć „Premierę”, za każdym kolejnym razem widząc zdjęcie aktorki pozującej na ściance, będzie widział, że ząb ją boli, sukienka uwiera a mąż być może zdradza.

Szczerze polecamy spektakl „Premiera” wszystkim dużym, wszystkim małym, wszystkim smutnym i wesołym, wszystkim Kowalskim i całej reszcie również.

zdjęcia: .facebook.com/pages/Teatr-Komedia