Recenzja filmu „Wkręceni”

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą, plącze nam nogi i mówi idź…”

To fragment piosenki, którą każdy będzie nucił w kółko po obejrzeniu filmu „Wkręceni”. Jakże jest on trafny! Ta najnowsza produkcja w reżyserii Piotra Wereśniaka opowiada o trzech wkręconych przez życie przyjaciołach ze Śląska – romantycznym Franczesku (Piotr Adamczyk), nadpobudliwym Fikole (Bartosz Opania) i bardzo nierozgarniętym Szyji (Paweł Domagała).

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Przyznam, że obawiałam się tego filmu. W przeciągu ostatnich kilku lat polskie komedie nie spotkały się z pochwałą, co powoduje, że nawet ich nie oglądam po uprzednim przeczytaniu recenzji. Ciągle żyje się w przeświadczeniu, że „kiedyś to były dobre komedie…”. Każdy wraca przykładowo do filmu Miś, Kiler, Chłopaki nie płaczą, Poranek Kojota i narzeka, że dziś już się takich filmów nie kręci. Czy reżyser, Piotr Wereśniak, nie obawiał się, że fala krytyki spłynie również po jego produkcji?

Nie. Ja się nie boję krytyki, ja się boję jedynie widowni. Jeśli robi się komedie słabe, to są one później krytykowane i nie mają widzów w kinach. Nie mam zamiaru kręcić słabych komedii. Chcę robić filmy śmieszne, pełne wdzięku, które widownia będzie kochała. To jest moją ambicją i robię wszystko w tym kierunku, żeby takie te produkcje były. Dzisiaj na premierze ludzie się śmiali, wyszli zadowoleni… Myślę, że udało mi się osiągnąć ten cel i zrobić śmieszną komedię.”

W obecnych produkcjach, daje się zauważyć w kółko pojawiające się te same twarze- a to pana Szyca, a to Karolaka, a to… nawet Piotra Adamczyka (tego Pana akurat obronię zawsze i wszędzie. Powód? Wyjątkowa sympatia? Tak, niech będzie…). Piotr Wereśniak zaryzykował i wziął do swej najnowszej produkcji, oprócz Adamczyka – Bartosza Opanię oraz Pawła Domagałę. Taka obsada raczej się nie zdarza, więc bardzo mnie zaskoczyła i niezwykle zaciekawiła. Tuż po premierze zapytałam reżysera, skąd pomysł na dobór takich właśnie aktorów, a także, czy nie bał się zaryzykować biorąc tak nieczęsto pojawiające się twarze na wielkim ekranie…

Aktorzy, których wybrałem, nieczęsto się pojawiają na wielkim ekranie, to fakt. Ja przede wszystkim szukałem zdolnych komediowych artystów. Potrzebowałem do tej komedii osób posiadających umiejętność improwizacji oraz mających w sobie własny wrodzony wdzięk, który przełoży się na ekran. Po długich poszukiwaniach po prostu doszedłem do tych właśnie aktorów, których zresztą bardzo lubię i znam od lat. Z Bartoszem Opanią znamy się od bardzo dawna, pracowaliśmy razem przy moim debiucie, czyli „Zakochanych”. Absolutnie nie bałem się zaryzykować i wziąć nieczęsto pojawiające się twarze do mojej produkcji.”

fot. MTL Maxfilm

Dzięki temu „ryzyku”, zyskałam szansę na poznanie talentu aktorów dotychczas mi nieznanych od tej strony. Myślę, że słowa Piotra Wereśniaka, powinni wziąć do siebie inni komediowi reżyserzy, bo czasem takie obsadzenie komedii nowymi twarzami może okazać się sporym sukcesem.

Najbardziej charakterystycznym elementem w całym filmie była jak dla mnie ogromna, komiczna, przerysowana infantylność wszystkich panów. Oczywiście z przymrużeniem oka. Jeden drugiego, dosłownie bił na głowę w swej „pomysłowości”. Tutaj wielkie brawa ode mnie, dla Pawła Domagały i jego postaci Szyji. Wcześniej był to aktor, którego jedynie „skądś tam” kojarzyłam. We „Wkręconych”, jego postać zdobyła moje serce. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego talentu i mam nadzieję, że będę mogła niebawem zobaczyć Pawła w kolejnych komediowych produkcjach.

Ponadto zaskoczył mnie bardzo Kacper Kuszewski. Cóż rzec… jest to aktor znany przede wszystkim (a często, tylko i wyłącznie) z „M jak miłość”, dlatego nie mogłam sobie wyobrazić go w jakiejś innej roli. Kacper zagrał nierozgarniętego policjanta Grygalewicza. Miał stosunkowo mało tekstu, więc musiał nadrabiać swoimi minami i ogromnymi przerażonymi oczami. Szczerze? To trzeba po prostu zobaczyć :) Myślę, że po tym filmie ogrom ludzi zmieni zdanie na temat Kuszewskiego i zobaczy, w jak fajny sposób każdy aktor może wyjść ze swojej szufladki.

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Akcja „Wkręconych” toczy się w kilku miejscach, m.in. na Śląsku, w Warszawie i Zamościu. Tytułowa trójca to jak wspomniałam na wstępie- Ślązacy. Z racji tego, że jestem rodowitą Ślązaczką, już pierwsza scena filmu, czyli jadący na rowerze Franczesko, witający po śląsku znajomych, skradła mi serce. I tak już zostało. Śmiałam się przez cały film wraz z całą dopingującą publicznością. W niektórych momentach, zdało mi się słyszeć nawet brawa i piski – nie żartuję! O ile słynna „Kac Wawa” ściągnęła polskie komedie na samo dno, tak „Wkręceni” ponownie wyciągnęła je na ląd :-)

Nie mogłam nie zapytać reżysera, skąd wziął się pomysł na nakręcenie takiej produkcji…

Trudno mi powiedzieć, skąd mi się biorą pomysły… Chciałem zrobić film o trzech chłopakach. O męskiej przyjaźni, facetach, którzy się znają od małego dziecka, którzy się kochają, nienawidzą… Są prawdziwymi przyjaciółmi i przeżywają różne przygody we współczesnej Polsce. Ciężko mi powiedzieć, dlaczego akurat tak (śmiech)”

Wkręceni” to według mnie wbrew pozorom film o nas samych. Stawia trójkę mężczyzn w niespodziewanych sytuacjach i pokazuje (na plus często przerysowane) zachowania, które mogłyby towarzyszyć nawet nam podczas tak ogromnej desperacji. Obrazuje on statystycznego zakompleksionego Polaka, który żyje z dnia na dzień zastanawiając się czy starczy pieniędzy na czynsz i czy jego lodówka nie jest jeszcze pusta. Przedstawia osobę, która pragnie się od tego oderwać chociaż na chwilę, więc jeśli dostaje taką szansę, to nie myśli o konsekwencjach, lecz naiwnie z tej szansy korzysta. Franczesko, Fikoł i Szyja, znajdują się niespodziewanie w takiej właśnie sytuacji. Mogą na chwilę poudawać niemieckich inwestorów. Od zera do bohatera. W sekundę stali się milionerami, poznali piękne kobiety i odmienili (na chwilę) całe swoje życie, dosłownie w jeden dzień. Komu się nie marzy podobna historia? Każdy chciałby tak móc się oderwać czasem od rzeczywistości. A wszystko to zostało przedstawione w komiczny, przezabawny sposób.

fot. facebook, oficjalny fanpage filmu „Wkręceni”

Uważam, że każda osoba, która zagrała w tej produkcji, zasługuje tak naprawdę na ukłon. Najważniejsze w takich filmach nie jest to, by przyjść do domu i się zastanawiać przez następny tydzień nad puentą i głębszym przesłaniem, lecz by wyjść z sali kinowej z szerokim uśmiechem na ustach. Myślę, że każdy, kto będzie chciał spędzić przyjemnie czas i się trochę pośmiać, wyjdzie z kina bardzo zadowolony. I to nie jest żaden wkręt! Mówię to zupełnie szczerze i poważnie :)

Przy okazji, tuż po premierze zapytałam Bartosza Opanię, Kacpra Kuszewskiego i reżysera Piotra Wereśniaka, czy zdarzyło im się kiedyś kogoś wkręcić :)

Bartosz Opania

Panią (śmiech) Żartuję! Zdarzyło mi się, ale nie chcę o tym mówić. To było bardzo głupie. Wykonałem kiedyś telefon, gdzie bardzo kogoś wkręciłem. Kogoś, kogo nie znałem – pozdrawiam tutaj hejterów. A potem zgubiłem ten telefon i nie mogłem tego odkręcić.”

Kacper Kuszewski

Niestety jestem bardzo kiepskim kłamcą… mimo, że jestem aktorem.  Aktorstwo to jest zupełnie inna rzecz. Na scenie potrafiłbym zagrać kłamstwo, w życiu prywatnym bardzo źle mi to wychodzi (śmiech).”

Piotr Wereśniak

Na planie dość często zdarza mi się wkręcać (śmiech). Czasami używam różnych forteli, np. mówię, że kamera poszła, chociaż wcale nie poszła, albo, że kamera idzie, chociaż wcale tak nie jest. Różne rzeczy się zdarzają, a ja, jako reżyser muszę troszkę umieć manipulować ludźmi i czasami muszę ich w coś wkręcać”

A Wam, zdarza się czasem kogoś wkręcać? A może sami padliście ofiarą jakiegoś wkrętu? Czekamy na komentarze i zapraszamy do kin na film „WKRĘCENI”!

Z czystym sumieniem – to będzie najlepsza polska komedia tego roku!

Poniżej kilka zdjęć z premiery: